Posty

Wyświetlanie postów z maj, 2015

Literackie Czwartki: Czwartkowe obiady, odc. 33

Obraz
Dom bez Eulalii posmutniał, a Marta nie mogła w nim znaleźć swojego miejsca. Od znajomych kątów nie biło już takie ciepło, jak jeszcze wczoraj, gdy wypełniało je zabieganie Eulalii, a obrażone meble zamilkły, nie skrzypiąc szafkami i nie pobrzękując cichutko kryształowymi dźwiękami, potrącane nieuważnie przez spieszącą się dokądś Eulalię.  Nieuchwytna obecność babki była tu wszechobecna, ale jednocześnie pustka dużych pokoi onieśmielała i sprawiała, że Marta bardzo dotkliwie odczuwała swoją samotność w miejscu, które przez rok zdążyła już dość dobrze oswoić.  Wiosna za oknem zupełnie ją rozpraszała, odrywając od nauki i odbierając koncentrację, której potrzebowała, jeśli chciała w zerowym terminie przystąpić do egzaminów. Próbowała wszystkich możliwych sposobów na skupienie, ale słońce rozleniwiało, a poukrywane w gałęziach drzew ptaki śpiewały tak radośnie, że skomplikowane zawiłości prawne w żaden sposób nie chciały wchodzić do głowy.  Przychodzącego esemesa Marta odczytała jak znak. &…

Kobieta w lustrze - Kornelia

Obraz
Zodiakalny Rak, którego łatwo zranić i który raz sparzony, wycofuje się; jednocześnie jednak potrafi obdarować niezwykłą relacją i bliskością tych, których do siebie dopuści. "Nie ma przypadkowych spotkań i ludzie też nie stają na drodze naszego życia, ot tak." - takie słowa napisałam w swojej najnowszej powieści "Samotność ma twoje imię". Te słowa prowadzą mnie przez życie i one również są obrazem tego, co połączyło mnie z Kornelią.  W jednym z pierwszych e-maili, które między sobą wymieniłyśmy Kornelia napisała:"... już wiem, że nasze wirtualne spotkania będą ogromną przyjemnością". Tak się stało. Znalazłyśmy w sieci swoje miejsce, w którym obie przysiadamy, aby odpocząć  choć przez chwilę od codziennego zabiegania. Czujemy się tam dobrze, tak jak dobrze czujemy się ze sobą. Dziś postawiłam przed Kornelią lustro, w którym się przejrzała, wsłuchując w swoją piękną melodię... Zapraszam na rozmowę z Kornelią Pikulik - Czyż; mamą, żoną, blogerką: KLIK  i pięk…

Magiczna noc bibliotek

Obraz
Biblioteka sama w sobie jest miejscem magicznym, wypełnionym niewypowiedzianymi słowami, ukrytymi na kartkach książek mających moc przemiany życia. To miejsce, które otula spokojem i przyjaznym ciepłem, płynącym z serdeczności Bibliotekarzy i z półek, na których odpoczywają zmęczone wędrówką powieści i opowiadania, biografie i opowiastki, zebrane na szeleszczących kartkach dających obietnicę.  Kiedy ta biblioteczna przestrzeń otwiera się dla czytelnika, magia intensyfikuje się, a zaciekawione słowa wychodzą z kart opasłych tomów i wplatają w ludzkie historie. 8 maja lubelskie biblioteki świętowały swoją noc, a ja wraz z Gabrysią Kotas, miałyśmy zaszczyt zaczarować słuchaczy w Filii nr 31, przy ul. Nałkowskich 104a w Lublinie, otoczonej opiekuńczymi skrzydłami pani Agnieszki Pawlak-Dziaduch. Tej nocy - tak jak w życiu - proza splotła się z poezją, a tkacz, starannie układający nitki codzienności, dodał do niej odrobinę refleksji i blask, którego często w życiu nie dostrzegamy, zapędzeni …

Opowieść o dwunastu miesiącach

Obraz
Maj przechadzał się dostojnie po parku, ciągnąc za sobą ukwiecony płaszcz. Z dumnie podniesioną głową spoglądał na zaczarowany wiosną świat, pełen soczystych kolorów, odurzających zapachów i ptasich śpiewów, które wychwalały życie i Stwórcę.  Maj był ulubieńcem Wiosny. Właśnie ten miesiąc wybrała rozkapryszona pora roku, aby ukazać całe piękno z jakim przychodziła. Uczyniła Maj swoim malarzem i tylko jemu pozwoliła namalować swój portret i uchwycić ją taką, jaką jest naprawdę. Dostojna królowa z wiankiem uplecionym z gałązek ukwieconych drzew i kwiatami magnolii, którymi ozdobiła swoją zwiewną jak pajęcza nić suknię, błyszczącą diamentami porannej rosy.  Świat oszalał, zabiegając o jej względy, a ona dawkowała łaskawość, pojawiając się w słonecznej odsłonie, i znikając za ciężką kotarą chmur, przynoszących chłód, deszcz lub wiosenną burzę.  Maj znał każdy kaprys Wiosny i doskonale rozpoznawał jej humory. Umiał sobie z nimi radzić, przeczekując napady burzowych złości poza zasięgiem jej r…

Czwartkowe obiady, odc.32

Obraz
Dochodziła 9.08 i wszystkie trzy zaczęły się już porządnie niepokoić. Pociąg odjeżdżał za sześć minut, a Jadzi jeszcze nie było. Jej telefon nie odpowiadał, a przyjaciółki rozpisywały już w myślach czarne scenariusze, od zaspania po morderstwo na tle rabunkowym. Eulalia brała również pod uwagę porwanie przez któregoś z odrzuconych adoratorów, których w ciągu ubiegłego roku kilku się przy Jadzi kręciło. - A mówiłam, że razem z Heniem ją zabierzemy - to nie! Uparła się, że ona sama i już! - Helena wychylona przez okno, wypatrywała nerwowo znajomej postaci przyjaciółki.  - Telefon nie odpowiada. - Eulalia rozłożyła bezradnie ręce, chowając komórkę do torebki.  - Może się rozmyśliła? - Bogusi, jako jedynej, nie udzieliła się nerwowość koleżanek. Siedziała spokojnie na swoim miejscu przy oknie, oglądając swoje pomalowane na liliowo paznokcie i zastanawiając się, czy wzięła wszystkie potrzebne rzeczy.  - Lala, kim był ten przystojny młody człowiek, który razem z Martą przywiózł cię na dworzec i…

Wtorkowe spotkania kulturalne: Charles Martin "Kiedy płaczą świerszcze"

Obraz
"Świerszcze ucichły, przestawiając się na niski, prawie niesłyszalny ton, jakby wsłuchane lub wpatrzone w coś, o czym ja nie miałem pojęcia. Było to jak piosenka, którą można usłyszeć tylko wtedy, gdy jej nie słuchasz, lub jak odległa gwiazda, którą można zobaczyć tylko pod warunkiem, że nie będziesz się na niej koncentrował. Nasłuchiwałem.  - Co one robią? - zapytałem. - One... płaczą.  Szepnęła mi do ucha.  - Tylko wtedy, gdy przysłuchasz się bliżej i gdy tego chcesz, możesz usłyszeć, kiedy płaczą świerszcze. Nie usłyszysz ich uszami. Słyszy się je sercem. - Dlaczego one płaczą?  - One wiedzą, że oddają za mnie swoje życie."   
Dawno już żadna książka nie poruszyła mnie tak bardzo, jak "Kiedy płaczą świerszcze" Charles'a Martina. Ten autor to moje ostatnie odkrycie, choć książka czekała cierpliwie w mojej biblioteczce od dobrych kilku lat. Jestem uzależniona od książek, kupuję je nieustannie i odkładam na "odpowiedni czas", czyli swoją emeryturę:) Po niekt…

Codzienna Poetka

Obraz
Codzienna poetka w mych progach gościła i światło swej duszy  u mnie zostawiła promyki radości po kątach rozsnuła słowa uchwyciła, poezją wykuła.
Gabriela, to imię przecież od Anioła troską zapisane we frasunku czoła, z którą to pochyla się nad każdym lękiem rozpraszając ciemności, i robiąc to z wdziękiem.
Kto ją na swej drodze napotka przez chwilę wokół siebie czuje radość jak motyle kolorową, bujająca ponad obłokami śmiejącą się do nas marzeń przygodami, które skrzydła dają, gdy im pozwolimy i naprawdę w proste szczęście uwierzymy.
Gabrysia to szczęście słowami uchwyca pogodą zaraża, życiem się zachwyca, nie pamięta złego, serce dzieli czule rozdając je ludziom jak ciepłą koszulę. Po świecie z tomikiem odważnie wędruje wierszami - jak różdżką subtelnie czaruje.     Monika A. Oleksa