Posty

Wyświetlanie postów z lipiec, 2015

Opowieść o dwunastu miesiącach

Obraz
Lipiec siedział nad brzegiem jeziora i chłodził w wodzie zmęczone stopy. Leniwe popołudnie plotło się swoim własnym rytmem, który niczego nie narzucał i spowalniał czas upływający wakacyjnym nurtem. Bez pośpiechu. Bez napięcia. Bez powinności.  Lipiec, tak jak żaden inny miesiąc roku, potrafił wyciszyć i rozluźnić. Przynosił odpoczynek potrzebny do regeneracji sił i podreperowania zaniedbywanego zdrowia. Długie, ciepłe i pełne słońca dni zachęcały do spacerów i wyjazdów, a noce wypełnione muzyką świerszczy, nakłaniały do rozmów i zwierzeń, które zbliżały. Ludzie siadali blisko siebie i w ciszy nocy odnajdywali wspólne porty, do których zawijali już nie jako przypadkowe statki na oceanie  życia, ale płynąca pod tą samą banderą załoga, złączona silnymi więzami podobnych doświadczeń i relacją, z której wzajemnie czerpali.  Lipiec lubił przesiadywać obok nich, zasłuchany w te nocne rozmowy. Nikt nie patrzył na zegarek i nie liczył upływających minut. Szczere słowa wypływały z głębi serca, o…

Czwartkowe obiady, odc.36

Obraz
Kuzynka Basia zatrzymała swoje zwinne autko przed bramą Anielskiego Siedliska, wyłączyła silnik i już miała wysiąść z samochodu, gdy jej oczom ukazał się niecodzienny widok. Na podwórku Gabrysi, otoczony wianuszkiem kokoszek, stał prawdziwy filigranowy anioł z artystycznie upiętym blond koczkiem i przejrzyście niebieskimi oczami. Anioł przemawiał do kur, które jednak nieuprzejmie ignorowały wypowiadane słowa, zagłuszając je głośnym gdakaniem i poddziobywaniem tego, za co udało im się chwycić, to znaczy powiewnej szaty ze wzorem łąkowych kwiatów i sandałków, trochę zbyt współczesnych jak na anioła.  Kuzynka Basia siedziałaby pewnie w samochodzie dłużej, obserwując fascynujące zjawisko, gdyby nie tubalne: "O! Gości mamy!", tuż nad swoim uchem, które wpadło przez otwarte okno samochodu. Niechętnie oderwała wzrok od Śnieżki wśród kur i spojrzała w stronę, skąd napłynął okrzyk.  Dwie eleganckie panie nadchodziły drogą od cmentarza, obie w niedzielnych sukienkach i tym czymś w rucha…

Opowieści nadmorskiego kamyka

Obraz
Brzask wyłaniającego się z morskiej toni słońca budzi mewy, które głośnym krzykiem składają swoją poranną modlitwę, wielbiąc Pana przestworzy. Rozpoczynający się dzień ma w sobie jeszcze spokój świtu i rześkość poranka niezmąconego pośpiechem ani nawoływaniem. Pozbawiona ludzkich głosów cisza łagodnie wybudza tych, którzy chcą ją usłyszeć. W tę ciszę wkomponowuje się melodia przyrody, tworząc każdego dnia od nowa niepowtarzalną symfonię dźwięków, równych w swojej doskonałości utworom najwybitniejszych kompozytorów. Szelest topolowych liści, w które wplątuje się figlarny wiatr, przynoszący najnowsze plotki z nadmorskich miasteczek; dźwięczny śpiew ptaków, który można usłyszeć pomiędzy żywiołowym nawoływaniem mew; stuki i trzaski dobiegające z lasu, w którym sosny rozmawiają ze sobą, nachylając się ku sobie z lekkim skrzypieniem, dumne w swojej smukłości, z koroną igieł w chmurach. I morze. Jego nieustający szum jest najpiękniejszym dźwiękiem w tym koncercie. 

W tym szumie jest opowieść,…

Psie dylematy

Obraz
Znowu się pojawiła. Czarna walizka, w której mieści się wszystko, z wyjątkiem mnie. Nie lubię jej. Kłapie na mnie otwartą paszczą, zupełnie jakby chciała mi zakomunikować, żeby trzymać się z daleka. Jej zapach też jest trudny do rozpoznania, za każdym razem gdy mój pan wnosi ją do domu, pachnie inaczej. Ostatnio wyczułam nawet zapach kotów! I kocią sierść dostrzegłam, a to mi się już zupełnie nie podoba.  Kiedy pojawia się walizka, ktoś z mojego stada znika. Mała siwa mniej mnie niepokoi. Oznacza jedynie, że pana kilka dni nie będzie i cały obowiązek opieki nad moją rodziną przejmuję ja, Mattie. Muszę być wtedy podwójnie czujna i uruchomić mój instynkt strażnika, który przy panu może być trochę uśpiony. Mała siwa więc nie wzbudza podejrzeń. Akceptuję ją. Dużej czarnej nie lubię. Duża czarna zabiera mi panią. Na długo. W takie dni kiedy jej nie ma i które dłużą się niemiłosiernie, nie mogę sobie znaleźć miejsca. Nie ma porannych przytulanek i nikt mnie nie zaprasza do łóżka w środku noc…

Siostra Miłości

Obraz
"Przyjaciele są jak ciche anioły, które podnoszą nas, kiedy nasze skrzydła zapominają jak latać." Antoine de Saint-Exupery
Miłość wchodzi w życie człowieka burzliwie i nieoczekiwanie; przyjaźń rodzi się łagodnie, splatając cierpliwie nitki wspólnych spotkań, rozmów, wymiany mojego "ja" na "ty" osoby, która z każdą wspólnie spędzoną chwilą robi nam się coraz bliższa i którą po jakimś czasie nieokreślonej długości zaczynamy kochać miłością niezaborczą, rozumiejącą istotę odmienności i akceptującą ją pomimo. Miłość to wybuch, uniesienie i stąpanie po chmurach; to świat oglądany przez okulary, które wiele zasłaniają i które trzeba nauczyć się zdejmować, jeśli z tym kimś wyjątkowym chcemy spędzić swoje życie. Przyjaźń natomiast jest procesem, stopniowo odsłaniającym prawdę, którą odkrywamy w drugim człowieku. W przyjaźni nie ma miejsca na udawanie kogoś, kim nie jestem. Prawdziwa przyjaźń jest szczera, ale nie do bólu. Prawdziwa przyjaźń uczy rozeznawać, kiedy …

Literackie Czwartki: Taka sobie historia...

Obraz
Weszła do mieszkania i od progu poczuła, że jej poziom irytacji zbliża się niebezpiecznie do punktu krytycznego. W przedpokoju stały grzecznie dwie ciemne walizki, jeszcze niczym nie zapełnione i czekające na swoją coroczną, wakacyjną przygodę. Dokładnie w tym miejscu zostawiła je dzisiaj rano, wychodząc do pracy. Prosiła Karolinę, aby spakowała się do jej powrotu, ale najwidoczniej jej piętnastoletnia prawie córka miała ważniejsze sprawy na głowie niż pakowanie, walizki bowiem pozostały nietknięte, a z jej pokoju dobiegała hałaśliwa muzyka i głośny śmiech dziewczyny wskazujący na to, że Karolina znów wisiała na telefonie. Magda westchnęła ciężko, odstawiła płócienną torbę wypchaną zakupami i zrzuciła niedbale żakiet, zostawiając go na szafce przed lustrem. Ominęła drzwi pokoju córki i skierowała się od razu do kuchni. Była głodna i zmęczona. Ostatni dzień w pracy wcale nie należał do najłatwiejszych. Jak zawsze przed urlopem było tysiące spraw "na już", których nie mogła odł…

Zmiany

Obraz
Kiedy kończy się w naszym życiu pewien etap, stajemy przed niewiadomą. Zawsze towarzyszy jej lęk, bo nowe oznacza nieznane. Obrastamy w poczucie bezpieczeństwa, powtarzając jak rytuał te same czynności, żyjąc w tym samym miejscu, spotykając tych samych ludzi i pijąc wciąż taką samą herbatę. Nasze drobne przyzwyczajenia stają się wyznacznikiem dnia, którego uczymy się na pamięć. I choć niejednokrotnie narzekamy, że życie staje się monotonne, i że poprzez tę przewidywalność przestajemy dostrzegać w nim tę wyjątkowość, którą ma przecież wpisaną w siebie każdy dzień; to jednak w głębi serca jesteśmy zadowoleni z tej niezmienności, bo dzięki niej czujemy się bezpiecznie. Pewnie. Życie jednak nie potrafi stać w miejscu i wciąż stawia przed nami nowe wyzwania, obserwując jak sobie z nimi poradzimy.  Kilka dni temu mój starszy syn zakończył pewien etap swojej edukacji. Oboje z mężem jesteśmy ogromnie dumni z jego gimnazjalnych osiągnięć, dobrych ocen, świadectwa z czerwonym paskiem i z medalu s…