niedziela, 31 stycznia 2016

Diamenty dobrych dni

Fot. Marcin Piotr Oleksa 

Diamenty dobrych dni, rozrzucone przed każdym z nas w naszej codzienności, która na pozór wydaje się taka jednolicie szara, nijaka, pozbawiona wyjątkowości. A jednak w każdym z nich jest ukryte coś, co łatwo przeoczyć, a przeoczone - trudno odnaleźć. Nadzieja. Słowo, które umocni i nie zrani. Dotyk. Spotkanie. Rozmowa. Uśmiech. Wiadomość. Przeczucie. Telefon. Promień odbijający się w szybie i myśl: Czy to już wiosna? Kropla deszczu, która obmyje to, co zakurzone. Coś, co zachowaliśmy od zapomnienia i to, co będziemy chcieli zapamiętać. Przywołane wspomnienie, wydobyte ze szkatułki niezapomnienia. Zapomniany ból, do którego nie chcemy wracać. Powrót, który przerwie tęsknotę i tęsknota, która sprawia, że czujemy i dotykamy uczuć, chroniąc je od spowszednienia. Wypełniony brak. Spojrzenie z innej perspektywy. Wdzięczność. Tysiące powodów, aby każdy z nadchodzących dni potraktować jak drogocenny diament, nie lekceważąc żadnego z nich i nie obojętniejąc na życie, pomimo wilgoci i brunatności przedwiośnia za oknem, oraz wrażenia, że każdy z nich jest jednakowy. A nie jest. Tak jak diamenty, mające różną wielkość i uzależnioną od tego wartość, tak i dni codzienności nie są jednakowe i każdy z nich naprawdę jest w stanie nas zaskoczyć, jeśli mu na to pozwolimy otwierając się na życie, które jest pełne nieoczekiwanego. Bez względu jednak na wielkość diamentu, obok żadnego nie jesteśmy w stanie przejść obojętnie. 
Potraktuj w ten sam sposób dni, które nadejdą wraz z początkiem nowego tygodnia, gromadząc z każdego z nich po drobiazgu, który naprawdę może stać się dla Ciebie diamentem. 
Życzę Ci dobrych dni w nadchodzącym tygodniu i umiejętności dzielenia się tym dobrem z innymi, i nie zachowywania go wyłącznie dla siebie. 
Monika A. Oleksa  

Fot. Maria Sawicka 

czwartek, 28 stycznia 2016

Literackie Czwartki: Czwartkowe obiady, odc.40

Fot. Marcin Piotr Oleksa 

Helena wniosła do pokoju na małej tacy dwie szklanki z zaparzoną kawą, która swoim aromatem wypełniła cały dom. Ostrożnie zdjęła szklanki w srebrnych koszyczkach z tacy i postawiła je obok dwóch talerzyków z ciastem. Lubiła te spokojne, przedpołudniowe chwile, które mogli spędzić z Henrykiem tylko we dwoje. To był ich małżeński rytuał, którym się cieszyli jak kiedyś, dawniej, gdy wspólne chwile musieli wyrywać z codzienności, dzieląc swój czas między dzieci i pracę. Czas na emeryturze dał im siebie. Zwrócił to, co zabrał na początku małżeństwa, przynosząc wówczas zbyt wiele obowiązków codzienności, którym oboje musieli sprostać. Te wszystkie wspólnie przeżyte lata nauczyły ich doceniać drobiazgi, takie jak te przedpołudnia, smak kawy i bliskość. Czasami rozmowa, czasami milczenie. Wspólne bycie razem tu i teraz. Ich czas, odkrywany na nowo. Smak dojrzałej miłości, która już nic nie musi, a tak wiele rozumie. 
- Wiesz, Heniu, lubię ten poświąteczny czas, kiedy jeszcze czuję smak Bożego Narodzenia, ale już bez tego rozgardiaszu i bez tej przedświątecznej gorączki, kiedy wciąż mam wrażenie, że z niczym nie zdążę. 
- Bo ty, Hela, za bardzo się wszystkim przejmujesz. - Henryk sięgnął po ciasto, z którego Helena coraz częściej ostatnio go rozliczała. - Dzieci już dawno mamy dorosłe, a ty wciąż traktujesz ich wszystkich tak, jakby nieustannie potrzebowały twojej opieki. 
- Bo potrzebują! - obruszyła się Helena. - Pomimo tego, że dorosłe, wciąż popełniają błędy i pakują się w kłopoty. Trzeba nad nimi czuwać, Heniu. 
- Zupełnie się z tobą nie zgadzam. Każde z naszych dzieci wybrało swoją własną drogę, a ty, choćbyś stanęła na głowie, i tak nie uchronisz ich przed pomyłkami i błędami, które i tak popełnią, bo uważają, że są mądrzejsze od nas. Nie uważasz, że najwyższy czas na dobre odciąć pępowinę i pozwolić im zatęsknić? 
- Ty to najchętniej wysłałbyś je na koniec świata, a najlepiej tam, gdzie nie ma zasięgu. - Helena ujęła w dłonie szklankę z kawą i zajęła gorzkawym napojem, który od zawsze piła dla przyjemności. 
Henryk uśmiechnął się. Lubił podpuszczać żonę. Znał ją tak dobrze, że dokładnie wiedział, jak zareaguje, co powie, jak się zachowa. Przeżyli ze sobą tyle lat, że żadne z nich nie pamiętało, jak to było kiedyś, zanim się poznali. Czasami się sprzeczali, bywało, że obrażali na siebie śmiertelnie, a czasami potrzeba było ogromnych pokładów cierpliwości, aby nie wybuchnąć, odpuścić. Oboje wiedzieli jednak, że podejmując przed laty decyzję o wspólnej drodze, wzajemnie wzięli za siebie odpowiedzialność i żadne nigdy nie dopuściło do siebie myśli, że ma dość, i że można inaczej, oddzielnie. Łatwiej. 
Siedząc tak obok Heleny, Henryk uświadomił sobie, że bez niej nie dałby rady przez te wszystkie lata. Jego żona, choć jak każda  -czasami zrzędliwa, tak naprawdę była sensem wszystkiego, co razem stworzyli. Dzięki niej ich dom miał w sobie ciepło, do którego ich dzieci nadal chciały wracać. Dzięki niej zwykła codzienność miała niepowtarzalny smak takiej właśnie kawy-parzuchy, a niedziela zawsze kojarzyła się ze świętem i rosołem. Tylko Helena potrafiła załagodzić wzburzone emocje Henryka, gdy polityczne bzdury, które oglądał w telewizji podnosiły mu ciśnienie, i tylko ona potrafiła skłonić go do tego, aby zmienił zdanie, gdy już podjął jakąś decyzję. Helena była integralną częścią jego życia - jak to powiada stare powiedzenie - z babą źle, ale bez baby jeszcze gorzej. Świat bez Heleny po prostu by się dla Henryka zawalił, i on dobrze o tym wiedział. 
Teraz, patrząc na swoją żonę kątem oka, uśmiechnął się do myśli, że nadszedł taki czas w ich małżeńskim życiu, że z nikim nie musi się już Heleną dzielić i że teraz, po tym jak dzieci się powyprowadzały, on, Henryk, jest dla niej najważniejszy. Tak jak ona dla niego. 



Mieszkanie Bogusi lśniło bardziej niż przed świętami, a wysprzątany pokoik, w którym zwykle zatrzymywała się Natasza z Jagodą, czekał na przyjęcie nowej lokatorki, której przyjazdu Bogusia nieco się obawiała. Kuzynka Kornelia miała przylecieć w czwartek. Natasza już obiecała matce, że obie pojadą do Warszawy, aby odebrać z lotniska Kornelię, dla której przylot do Polski po tak wielu latach nieobecności mógł okazać się poruszającym przeżyciem. 
Bogusia była pełna wątpliwości co do tych odwiedzin, i nie omieszkała podzielić się nimi z Eulalią, która mocno przeziębiona, wygrzewała się w łóżku, pod czujnym okiem i opieką Marty. 
- Zupełnie nie wiem, czego się po tym babsku spodziewać - jęczała Bogusia do słuchawki telefonu. 
- Zamiast się cieszyć, że będziesz miała jakąś rozrywkę, to marudzisz - odpowiedziała Eulalia, sięgając po chusteczkę, aby wydmuchać zapchany nos. 
- Ale cię wzięło. Gdzieś ty łaziła, że takie paskudztwo złapałaś? 
- Sąsiadka na ploty przyszła i naniosła mi wirusa wraz z sąsiedzkimi opowieściami. A potem mnie jeszcze Marta do Zamkowych Tarasów wyciągnęła, no i się doprawiłam. 
- Zamiast po galeriach latać, przyjaciółką byś się zajęła! - prychnęła Bogusia. 
- A ty co, dziecko jesteś? Z wnuczką czas spędzałam. Wiesz, od czasu do czasu lubię porozpieszczać Martusię, a jak sobie pomyślę, że już niedługo jakiś facet zabierze mi ją na zawsze, to płakać mi się chce. 
- A właśnie, ustalili już jakiś termin? - Bogusia bardzo aktywnie uczestniczyła w życiu przyjaciółki i jej bliskich, czując się po tylu latach dobrej i owocnej znajomości, niemalże członkiem rodziny i uważając na tej podstawie, że ma prawo do zadawania nawet najbardziej osobistych pytań. 
- No własnie nie. Na razie przyglądają się kalendarzowi i lokalom. Twierdzą, że mają czas i chyba nie spieszy im się do dorosłości. 
- No i bardzo dobrze! - wykrzyknęła Bogusia tak głośno, że Eulalia skrzywiła się i musiała odsunąć słuchawkę od ucha. - Niech się dziewczyna nacieszy młodością i jej urokami. Jak wpadnie w tryb: praca-dom-dzieci-mąż, nie będzie miała czasu na realizowanie siebie. 
- Jakoś nie wyobrażam sobie Marty zamkniętej w czterech ścianach z pieluchami, gotującej obiadki i czekającej na przyjście męża z pracy - zachrypiała Eulalia, kaszląc do telefonu tak, że Bogusia odsunęła od siebie komórkę z obawy przed zarażeniem. 
- Kochana, sama wiesz najlepiej, że życie weryfikuje nasze marzenia i plany, często stawiając nas w miejscu, w którym same siebie nigdy nie wyobrażałyśmy, niestety. 
- Ale przyznasz, że zaskakiwać też potrafi, i to miło. To nie zawsze jest tak, że nic od nas nie zależy. Często sami bezwolnie godzimy się na coś, czego nie do końca chcemy, a potem po prostu przyzwyczajamy się i nie chcemy niczego zmieniać, bo każda zmiana kosztuje, a nowe zawsze niepokoi i przeraża. 
- Ty się, Lalka, strasznie filozoficzna w tej chorobie zrobiłaś. - Bogusia pokręciła głową, sprawdzając jednocześnie palcem, czy drzewko szczęścia na parapecie nie ma już za sucho. 
- Bo za trudne tematy poruszasz - zakaszlała Eulalia. - Uprzedź dziewczyny, że ze względu na to, że ja zaległam, a ty jedziesz na lotnisko, czwartkowy obiad przekładamy. 
Bogusia westchnęła ciężko. 
- Czy zdajesz sobie sprawę z tego, że na następnym będzie nas o jedną więcej? Obawiam się, że moja kuzynka pozna moje życie od podszewki. 
- Będzie ciekawie, Bogusia. Coś się będzie działo! A! Tylko Staszka przed nią schowaj, żeby mu się amerykańskiego snu nie zachciało!
- No co ty, Lala! Gdzie on taką drugą jak ja znajdzie? - Eulalia wyraźnie usłyszała w głosie przyjaciółki rozbawienie, i sama się uśmiechnęła, już tęskniąc za wulkanem Bogusinej energii. - Wracaj szybko do zdrowia, bo zamierzam zaangażować cię w umilanie czasu mojej kuzynce. 
Uśmiechnęła się i cmoknęła w słuchawkę, dając przyjaciółce znać, że ta rozmowa ją zmęczyła i że jej obolałe gardło potrzebuje wytchnienia. 
- Trzymam za ciebie kciuki. Może nie taki diabeł straszny, jak ci się wydaje - powiedziała jeszcze i zostawiła Bogusię z ciężkim zgryzem nadchodzących dni...  cdn...
Monika A. Oleksa 




niedziela, 24 stycznia 2016

Magia zimowego wieczoru

Fot. Marcin Piotr Oleksa 

Witaj! Tak miło Cię tu spotkać i razem z Tobą zakończyć ten wieczór, bez pośpiechu i bez krążących nad głową jak czarne wrony myśli o dniu jutrzejszym, który wraz z początkiem nowego tygodnia, przyniesie stos nowych lub tych samych obowiązków i postawi przed Tobą i przede mną zadania, często zbyt trudne do rozwiązania w pojedynkę. Tak dobrze mi usiąść razem z Tobą, bez względu na to, gdzie w tym momencie jesteś, i w chwili wieczornego wyciszenia po prostu odpocząć, pozwalając myślom wyciszyć się, uspokoić, przygotować do dobrego snu... A jeśli tymi słowami zaczynasz swój poniedziałek, pomyśl, że nie jesteś z tym wszystkim co przed Tobą, sama ani sam. Jeśli zajrzysz tu przed rozpoczęciem rozpędzonego tygodnia, wynieś stąd, proszę, odrobinę spokoju przed wejściem w niespokojną codzienność i świadomość, że myślę o Tobie ciepło. I dziękuję Ci za to, że tu jesteś.
Zimno? Na ten chłód na dworze zaparzę herbaty, takiej jaką lubię najbardziej i jaką sama się ogrzewam w zimowe popołudnia i wieczory. Do kubka, który zawsze jest z motywem kwiatów, wsypię pół łyżeczki czarnej herbaty z bławatkiem i skórką pomarańczową. Do tego dodam troszkę suszonych owoców jabłka, hibiskusa, jarzębiny i dzikiej róży. Dodam dwa goździki, które koją i chronią gardło przed zimowym chłodem, i szczyptę imbiru, dla rozgrzania. Czasami dodaję też szczyptę kardamonu, dla aromatu i smaku. Kiedy to wszystko zacznie już wirować w roztańczonym walcu z gorącą wodą w objęciach, dodam plasterek pomarańczy, który zatańczy solo, na samym środku, rozkładając się na powierzchni jak sukienka baletnicy na lustrzanej podłodze. Taką herbatą chciałabym Cię poczęstować. Taką lubię najbardziej. Nie piję jej, tylko smakuję pozwalając, aby każdy łyk pozostał we mnie ze wspomnieniem tej spokojnej chwili, którą podarowałam sobie i którą chciałabym obdarować Ciebie. 

Fot. Marcin Piotr Oleksa 

Na chłód w sercu nie mam recepty. Wiem, że słowo, nawet najcieplejsze, nie zawsze ma moc, aby go przegonić, czy wymienić na ciepło. Chłód w sercu rozpędzić może jedynie człowiek. Jego dotyk. Spojrzenie. Bliskość. Nawet milczenie, ale wspólne, takie, które łączy, a nie dzieli. Na zimno w sercu potrzeba kojącego plastra ludzkiej serdecznej obecności, która jest jak termiczna opaska utrzymująca ciepło. Dlatego człowiek dostał uczucia, takie jak miłość i przyjaźń, aby nimi obdarowywać, a nie zatrzymywać dla siebie. I aby dzięki temu, że się nimi dzieli, ogrzewał nie tylko te serca, które marzną, ale i własne, chroniąc je w ten sposób przed zamarznięciem. 
Ja czuję dziś ciepło i wiem, że to nie tylko zasługa tej herbaty, ale również świadomość, że tu jesteś. Że wracasz, zaglądasz, wpadasz, zatrzymujesz się i rozmawiasz ze mną, choćby tylko uśmiechając się w zamyśleniu do ekranu, na którym wyświetlają Ci się słowa, którymi chcę się z Tobą dzielić. Wiem, że nie jestem tutaj sama i nigdy nie czuję się tak, jakbym wchodziła do pustego pokoju. Chciałabym, abyś Ty również wiedziała i wiedział, że nigdy nie jesteś tu sam. Jestem obok. Czasami po prostu siadam i milczę razem z Tobą, ale zawsze staram się zrozumieć życie i to, z czym tutaj przychodzisz. Nigdy nie mijam Cię obojętnie, bo wiem jak boli obojętność. Też jej doświadczyłam. 

Fot. Marcin Piotr Oleksa 

Zimowe wieczory mają w sobie magię. Jest w nich jeszcze świeże wspomnienie Bożego Narodzenia, jest mistyczność Białej Pani - Zimy, są również radosne karnawałowe nutki, które rozedrgane taneczną melodią, próbują sprawić, abyś uśmiechnął się do zwyczajnego dnia, odkrywając w nim niecodzienność. Tylko w zimowe wieczory herbata z goździkami smakuje tak wyśmienicie, a zwyczajna pomarańcza kojarzy się ze świętami. 
Nie myśl dziś o przygniatających problemach nadchodzącego tygodnia i nie traktuj poniedziałku jak zła koniecznego. Pozwól, aby ten zimowy wieczór, w którym przez chwilę chcę Cię zatrzymać, wyciszył Cię i wypełnił dobrą energią; aby zatrzymał pośpiech, w którym nieustannie czujesz, że coś musisz, i pozwolił Ci dostrzec drobiazgi, pozamykane w roziskrzonych śniegowych gwiazdkach, przekrzywionych z ciekawością łebkach czarnych gawronów albo w szarości i bieli mew, za którymi bardzo tęsknię; w zatrzymanych między gałęziami poduszkach śniegu, póki jeszcze tam są... 
Niechaj ten spokojny wieczór przygotuje Cię na spokojną noc i dobry dzień, do którego uśmiechniesz się, gdy tylko otworzysz oczy tak, jak ja teraz uśmiecham się do Ciebie, dziękując Ci za to, że jesteś, i za ten czas, który ze mną spędziłaś i spędziłeś. 
Monika A. Oleksa 

I pamiętaj, że: "Każda radość, którą niesiemy innym, zawsze do nas powróci." Zenta Maurina Raudive

Fot. Marcin Piotr Oleksa 
  

czwartek, 21 stycznia 2016

Dług miłości

Fot. Marcin Piotr Oleksa 

Czy pamiętasz smaki i zapachy swojego dzieciństwa? Czy pamiętasz tę radość w sercu, która towarzyszyła ci nieodmiennie zawsze wtedy, gdy dobiegałeś do drzwi, za którymi zawsze było ciepło, a w miękkich ramionach Babci znikał cały świat, z wszystkimi swoimi zmorami, które tutaj nie miały dostępu? Dziadek uśmiechał się do ciebie tak po męsku, bez wylewnej czułości, której nie potrzebowałeś, bo w jego spojrzeniu było wszystko. Miłość, którą czułeś niemal namacalnie; wdzięczność za ciebie i za te chwile razem; przygoda, jaką było odkrywanie ciebie i twojego dziecięcego świata, do którego drzwi szeroko przed nim otwierałeś. W domu dziadków czas przystawał, a to, co drażniło naszych rodziców staromodnością, dla ciebie, dziecka, było poczuciem bezpieczeństwa, niezmiennością i stałą, na której z ufnością oparłeś swój świat, pozwalając tym spracowanym i doświadczonym życiem ludziom definiować go i tłumaczyć. Z rodzicami dyskutowałeś, dziadków natomiast słuchałeś. Świat przy nich był zawsze magiczny, inny od codzienności, pełen rytuałów, które wzajemnie wypracowaliście. To był świat, do którego tęskniłeś, gdy było ci źle i który zamknąłeś w sobie, wchodząc w dorosłość i szukając swojej drogi. 

Fot. Marcin Piotr Oleksa
Patrząc na swoje życie z perspektywy czasu widzę, jak wiele zawdzięczam ludziom, którzy tak bezgranicznie obdarowali mnie sobą i swoją miłością. Patrząc na to, jaka jestem, dostrzegam jak wiele moich wyborów dokonałam, mając wpojone przekonanie o ich słuszności. Moi dziadkowie, a konkretnie dwie babcie i jeden dziadek, podarowali mi dzieciństwo, w którym mogłam się ukryć uciekając od rodzinnego domu z problemem alkoholowym. Świat, który dla mnie stworzyli, do dziś noszę w sobie, przekazując moim dzieciom fragmenty, które są w stanie zrozumieć. I pomimo tego, że ten rok jest pierwszym, kiedy nie złożę już życzeń mojej Babci, jestem wdzięczna losowi za to, że miałam ją tak blisko przez tyle lat, i że w pewnym momencie, gdy nasze role się odwróciły i gdy to ja zaczęłam się opiekować nią - tak jak ona przez całe życie mną, udało mi się spłacić dług miłości, jaki wobec niej zaciągnęłam. 

Pierwszy Dzień Babci bez niej... Tyle lat była przy mnie...
Tak często nie zdajemy sobie sprawy z tego, jak wielki kredyt miłości dostajemy bezinteresownie. Tak często przyjmujemy go bez zastanowienia, wpadając do babci i dziadka okazjonalnie, przyjmując - a tak mało ze swojego czasu oddając. Oni nie potrzebują prezentów, tylko uwagi. Obecności. Rozmowy. Bliskości bliskich. Prostego, ludzkiego zainteresowania ich życiem, które dla nas - zabieganych, zapędzonych, może i wydaje się nudne i monotonne, ale dla nich jest codziennością wypełniającą dni czekania. Na dzwonek do drzwi. Na telefon. Na obietnicę przyjazdu. Na obecność. Na Ciebie i Twoje dzieci, które od nas uczą się szacunku dla starszych i z obserwacji życia wyciągają swoje wnioski. Tym, czego ich własnym przykładem nauczymy w dzieciństwie, odpłacą się nam, gdy już same będą dorosłe. 
Babcia i Dziadek. Nasze korzenie i historia, którą mamy na wyciągnięcie ręki, niejednokrotnie żałując wtedy, gdy jest już za późno, że nie słuchaliśmy jej dostatecznie uważnie i że tyle rzeczy przeoczyliśmy. 

Babcia i Dziadek to najcenniejszy skarb, jaki możemy przekazać naszym dzieciom
Piosenki mojego dzieciństwa, przy których zasypiałam kołysana męskim głosem mojego dziadka - partyzanta, do dziś sprawiają, że za każdym razem, gdy je słyszę, rozlewa się we mnie kojące ciepło. "Serce w plecaku", "Wojenko, wojenko", "Rozkwitały pąki białych róż", "Przybyli ułani pod okienko". Byłam zbyt mała, aby zrozumieć wszystkie opowieści dziadka. Straciłam go, gdy miałam dziewięć lat, zawsze jednak czułam, że jest dla mnie kimś wyjątkowym, dla kogo ja stałam się skarbem nowego życia. 
Dziś jestem z niego dumna, jest moim bohaterem, który potrafił zająć małą dziewczynkę fascynującymi zabawami i przekazać jej niewyczerpany plecak miłości, z którego czerpię do dziś. Z dumą opowiadam o nim moim chłopcom, żałując, że żaden z nich nie mógł go poznać, i pomimo tylu lat jego nieobecności tutaj, wciąż jest przy mnie - w moich myślach, w mojej pamięci i w sercu. Wciąż obecny, pomimo upływu lat, gdy nagle zabrała go choroba... 
Wierzę w to, że ci, co odeszli, wciąż z nami są, a jeśli nie czujemy ich obecności to tylko dlatego, że sami pozwoliliśmy im odejść... Czuję obecność mojego Dziadka i mojej Babci. Mojego Taty, który śni mi się za każdym razem coraz pogodniejszy. Wciąż tak bardzo wyraźnie widzę te chwile, które razem z Babcią celebrowałyśmy przy kawie, uwielbiając ten czas tylko we dwie, kiedy cały świat za oknem przystawał, a ona słuchała mnie i uśmiechała się z miłością, i troską zarazem. Tę troskę nosiła w sobie do samego końca... Brakuje mi jej, ale jestem ogromnie wdzięczna za te wszystkie lata, kiedy była, przekazując mi niepodważalne prawdy i ucząc poszanowania dla rodziny oraz kobiecości, o którą sama dbała prawie do dziewięćdziesiątki. 

Moja Babcia...
Dzień Babci i Dziadka w pięknej zimowej oprawie.Ciepły, pomimo mrozu i uśmiechnięty, jak wirujące w powietrzu Śnieżynki. Zazdroszczę Ci, jeśli możesz dziś osobiście złożyć życzenia tym, od których wszystko w Twoim życiu się zaczęło. Zazdroszczę Ci tego, jeśli wciąż możesz się do nich przytulić i powiedzieć im, że ich kochasz. Nie zapomnij o tym słowie. Ono i Twoja obecność są ważniejsze niż najbardziej wyszukany prezent. Nie zapomnij o słowach: "Tak dobrze, że Cię mam, Babciu!", 'Tak dobrze, że jesteś, Dziadku!", bo życie umyka tak szybko, że możesz nie mieć okazji, aby je jeszcze kiedyś powtórzyć. Pamiętaj dziś o nich bez spoglądania na zegarek i bez wyliczania czasu, który możesz im poświęcić. Zaskocz ich swoją obecnością, nawet pomimo odległości. To szczególne święto jest dla nich, aby choć w jeden dzień roku mieć możliwość podziękować im za to, że po prostu są. Twoja Babcia i Twój Dziadek. Twoja Rodzina. 
Wszystkim babciom i Dziadkom składam dziś najpiękniejsze życzenia, aby w swoich wnukach odnajdywali pogodną radość, z której można czerpać każdego dnia, nawet tego mniej odświętnego, a moim Babciom i Dziadkowi posyłam dziś jeden z najcenniejszych bukietów, jaki możemy ofiarować tym, którzy odeszli - moją  pamięć o nich, wdzięczność za miłość, jaką mnie obdarowali, i modlitwę w ich intencji z wiarą, że te lata bez nich to tylko przejściowa nieobecność, i że przyjdzie taki czas, gdy znów przytulą mnie jak wtedy, gdy byłam jeszcze dzieckiem, z ufnością wbiegającym w te wyciągnięte do mnie ramiona. 
Monika A. Oleksa        

Fot. Marcin Piotr Oleksa
Wiem, że moi chłopcy będą czerpać z tej miłości przez całe życie...
I wiem również,że pomimo fizycznej nieobecności, Ona tu jest...

niedziela, 17 stycznia 2016

Od nowa

Fot. Marcin Piotr Oleksa 

Styczeń. Piękny, zimowy miesiąc, który w ciągu jednej nocy potrafi przemienić szary świat w bajkową krainę Pana Andersena, przysypując śniegiem, ubierając drzewa w białe puchate płaszczyki i tworząc na zmarzniętych szybach misternie dopracowane obrazy. Miesiąc szczególnie przeze mnie ukochany, bo w styczniu właśnie przyszłam na świat, dostając w prezencie od Życia cały rok i prawie pełne dwanaście miesięcy. Jako dziecko Zimy, bardzo lubię tę porę roku, dziękując jej za wszystko, co przynosi.
W styczniu najbardziej doceniam to, że jest początkiem. Kolejnym rozpoczynaniem od nowa tego, co nie wyszło w ciągu minionych miesięcy. Kolejną szansą na zaniedbania, na ponowne podjęcie porzuconych po drodze postanowień, zebranie marzeń i rozrzucenie ich po pogodnym, mroźnym niebie, aby je lepiej widzieć i naprawdę uwierzyć, że mogę po nie sięgnąć, bo to moje marzenia i nikt, poza mną samą, mi ich nie odbierze. 


Jako pierwszy miesiąc umownego roku, Styczeń ma nam tak dużo do zaoferowania. Nie rozlicza, tak jak Grudzień, skłaniający do refleksji, ale jest pełen optymizmu i wiary, że się uda. Pełen dobrej energii, którą zaraża i przynoszący nowe siły, w które pozwala nam uwierzyć. Z każdym dniem, dodawanymi minutami wydłuża światło, abyśmy mogli lepiej dostrzec nadzieję. Tę samą, która zapukała do każdych drzwi w Wigilię, pozostając tam, gdzie ludzie jej na to pozwolili. 
Teraz, z delikatnym tajemniczym uśmiechem na twarzy, przysiadła przy kuchennym stole, bo tam czuje się najlepiej. Nie chce być gościem, tylko domownikiem, zaprzyjaźnionym z tymi, którzy w tym domu mieszkają. To ona, ta zielonooka Nadzieja jest tą, która pomaga nam zaczynać wciąż od nowa. To ona uczy nas nie zwracania uwagi na upadki i potknięcia, gdy życie podstawia nogę, oraz wiary w to, że tym razem się uda. 
Postanowienia, zamiary, ćwiczenie silnej woli i praca nad sobą. Z początkiem Nowego Roku dostajemy na to czas. Łaskawy Czas daje nam czas. Rozliczymy się z niego dopiero za dwanaście miesięcy, a dni, które dostaliśmy, możemy wykorzystać tak, jak chcemy. Każdy z nich zapakowany jak śliczny prezent, otworzenie którego wielokrotnie nas zaskoczy. 

Życie ludzkie jest pełne niespodzianek

Pamiętaj, że nie musisz zmieniać w sobie niczego na siłę. Małe kroki doprowadzą Cię skuteczniej do celu, niż wielkie zamierzenia. Wiara w postawiony sobie cel pomoże Ci wytrwać w dobrych postanowieniach, a sama potrzeba zmiany doda Ci energii, dzięki której z optymizmem spojrzysz na najbliższe miesiące. 
Dobrze, że mamy taką możliwość, aby zaczynać od nowa, bez względu na to, ile razy już nam się nie udało i ile razy zwątpiliśmy w siebie i własne siły. Dobrze, że wciąż jest w nas potrzeba zmiany, dzięki której życie nie staje się monotonią, ale ma w sobie szczyptę nowego, może nieco szaleństwa, potrzebnego jednak do tego, aby wyjść poza swoje własne granice i ograniczenia. Pamiętaj, że wszystkie zmiany są po to, aby Tobie było z nimi dobrze. Nie musisz uszczęśliwiać kogoś tylko dlatego, że czujesz się w pewnym sensie do tego zobowiązana lub zobowiązany. Każda zmiana powinna prowadzić do Twojego wzrastania w dążeniu do doskonałości, z pozwoleniem sobie jednak na porażki, bo one są częścią życia. Jeśli chcesz nauczyć się nowej umiejętności, przyswoić język lub inną wiedzę, nie wymagaj od siebie natychmiastowych efektów, ale skup się raczej na systematyczności - powoli, ale przed siebie. Nie wycofuj się jeśli dojdziesz do wniosku, że Ci nie wychodzi, ale daj sobie czas i naucz się cierpliwości. Jej potrzebujemy najbardziej. We wszystkim. 
Nie bój się zmian, bo w pewnym momencie życia są one niezbędne. Nie muszą być spektakularne, wystarczy, że dojrzejesz do tego, aby coś zmienić w sobie, w życiu, w najbliższym otoczeniu. Nie w innych, tak jak często byśmy chcieli, dyktując własny scenariusz tym, których moglibyśmy zaakceptować, ale na własnych warunkach. Dobre zmiany zawsze zaczyna się od siebie, pamiętając jednak, że nawet jeśli jest to stąpanie po kruchym lodzie, małe i ostrożne kroki w przód zawsze doprowadzą nas do celu. Do spełnionych pragnień, które czekają na nas po drugiej stronie dopiero rozpoczynającego się roku. 
Życzę Ci, abyś nie bała i nie bał się dobrych zmian, podejmowanych od nowa, i aby każda z nich pomogła Ci dojść do celu, który wraz z początkiem tego Dobrego Roku, sobie wyznaczyłeś. 
Monika A. Oleksa 

Każda zmiana jest niewiadomą, ale warto zaryzykować, bo życie lubi zaskakiwać! 

Ten post dedykuję każdemu miłemu Gościowi, który lubi się ze mną zatrzymać na tę krótką chwilę refleksji w rozpędzonym życiu, dziękując za obecność; a w sposób szczególny - Lidce...     

wtorek, 12 stycznia 2016

Kuchenna rozmowa

Fot. Marcin Piotr Oleksa 

W mieszkaniu było zimno. Styczniowy chłód wciskał się przez niedomknięte szczeliny, i cienką jak unoszący się znad papierosa dym smużką, owijał dookoła klamek pozamykanych drzwi, zaglądał w szuflady, w których nagle zapanował chaos, i zmrażał powietrze, z którego uciekło ciepło. Na końcu tego dymu był ogon, ale nie taki zwyczajny, puchaty jak psi lub koci, ani nie tak imponujący jak pawi. Ten ogon był czarny jak smoła, cienki jak bicz i zdradliwy jak kruchy lód na rzece. Diabelski. Robiący zamieszanie i wdzierający się tam, gdzie nie chciano go wpuścić. Zaczynał od drobiazgów. Od mało istotnych szczegółów, które - zbierane do jednego worka, urastały, pęczniały i stawały się wielkim zapłonem, który powodował wybuch. Zawsze tak działał. W ukryciu i początkowo niezauważony. I czekał na właściwy moment. Na gorszy dzień. Na słabość człowieka. Na urażoną dumę, zranione ego i uwolniony egoizm. Przyczajał się i szeptał. Sączył do ucha jad, który przedostawał się do serca. "Ty dajesz wszystko, a ona co? W ogóle cię nie docenia. Nie zauważa. Nie rozumie.". "Kiedy ostatni raz powiedział ci coś miłego? On już w ogóle na ciebie nie patrzy. Zobojętniał na ciebie. Jesteś jedynie częścią domu, nikim więcej.". Rozrzucał po mieszkaniu zdania, o które potykali się domownicy. "Znów wszystko muszę robić ja.". "Nawet nie zapytała, co było w pracy.". "Codziennie widzę tylko jego plecy.". "Czy ona nie potrafi milczeć?". Miał ich wiele w zanadrzu. Niektóre podsuwał wielokrotnie, potęgując złość i prowokując. Inne wyświetlał i chował, dając pożywkę dla złych myśli, które krążyły jak sępy, odganiając te dobre, jasne i radosne. 
Diabelski ogon. Podstępny jak wąż i zimny jak sopel lodu. Panoszący się jak u siebie poprzez milczące przyzwolenie. 
W mieszkaniu było zimno. I cicho, pomimo tego, że tyle osób tu przebywało. Umilkły głosy, które zazwyczaj dzieliły się tym, co przyniósł dzień. Ucichł dziecięcy śmiech. Nawet zwierzęta pochowały się niespokojne i nie rozumiejące napięcia, które się pojawiło. 

Fot. Marcin Piotr Oleksa

Zapach pieczonego chleba nie napełnił domu ciepłem, tak jak dotychczas. Rozszedł się po kątach, ale szybko przegoniły go przeciągi, które tu zapanowały. Radiowe głosy nie wplatały się naturalnie w dźwięki dnia, ale irytowały, nastawione zbyt głośno lub zbyt cicho. I pomimo tego, że w pokoju migotała choinka, która czasami jeszcze zapachniała lasem, jej światełka nie miały takiej mocy, aby sprowadzić do domu ciepło, którego nagle zabrakło. 
Dwa ludzkie serca minęły się obojętnie na kuchennej przestrzeni. Pomimo tego, że niewielka, nie sprawiła, aby dotknęły się, choćby w przelocie, zimne dłonie. Milczenie ciążyło, a w chłodnym powietrzu brakowało tlenu. Wykrzywione usta nie potrafiły znaleźć dla siebie dobrych słów; tych złych padło już i tak za dużo, wybrały więc milczenie. Zmuszone do milczenia serca krzyczały bezgłośnie i zadawały pytania, od odpowiedzi na które ludzie uciekali. 
- Pamiętasz? Jeszcze tak niedawno barszcz pachniał tu grzybami. 
- A gotujący się kompot z suszu syczał tak, jakby chciał zaśpiewać kolędę. 
- Była Wigilia i wszystko tak pojaśniało...
- Betlejemska Gwiazda wzeszła nad tym domem. 
Dwa białe Anioły pojawiły się bezszelestnie. Jeden usiadł przy oknie, na parapecie, spuszczając długie skrzydła na podłogę. Drugi rozsiadł się za stołem, zbierając pozostałe po kolacji okruszki i gromadząc je w zagłębieniu dłoni.
- Przy jednym stole zebrało się tylu ludzi...
- Rozmawiali ze sobą i słuchali się nawzajem.
- Była tu jedność. 
- I pokój. 
- I miłość. 
- Nie było złości. 
- Ani obojętności.
- Ten dom stał się betlejemską stajenką. 
- Prawdziwą, choć z dala od Betlejem. 

Fot. Marcin Piotr Oleksa 

- Co się z tym stało? - Jeden z Aniołów, ten siedzący przy stole, zwrócił swoje przejrzyste, niebieskie spojrzenie na współtowarzysza. 
- Ludzie są słabi. Popełniają błędy. 
- I tak trudno im zrozumieć... Dlaczego błądzą? Dostali przecież serce. 
- Dostali też wolną wolę. Czasami odczytują błędne komunikaty. Czasami pozwalają też sercu stwardnieć. 
- Przecież Boże Narodzenie to coś więcej niż kilka dni odświętności. Dlaczego o tym zapominają? 
- Bo nie wszyscy potrafią nosić je w sobie. Ludzie są słabi. 
- Ci też? - Anioł przy stole wskazał na dwie milczące sylwetki, zastygłe w milczeniu, bezruchu i bezkochaniu. 
- Tak. Są tylko ludźmi. 
- Ale przecież niszczą coś cennego! - Anioł zacisnął dłoń, czując wbijające się w delikatną skórę okruchy. 
- Oni to wiedzą, ale żadne z nich nie chce zawrócić. Egoizm, duma, zranione uczucia, emocje... Myślą, że to ważniejsze niż miłość, która wyszła ze stajenki. Myślą, że mają czas i rozporządzają nim, jakby był ich własnością. 
- Przecież trwonią cenne chwile razem...
- Jeszcze tego nie rozumieją.
Anioł podniósł się i stanął za mężczyzną. Drugi zeskoczył z parapetu i podszedł do kobiety. Długie skrzydła zmiotły fragmenty zdań, o które tak często ostatnio tutaj się potykano. W pokoju za ścianą roześmiało się dziecko. Trwało to chwilę, i śmiech umilkł, jakby zawstydzony, ale przez ten krótki moment dał znak, że nadal tu jest. Tak jak wszystkie te cuda, które działy się przy Wigilijnym stole. 
Anioły też to poczuły. Położyły swoje prawe dłonie na ramionach ludzi, przy których stały. Kobieta drgnęła, jakby poczuła dotyk. Mężczyzna poruszył się, niespokojny. 
- Co zrobimy? - spytał Anioł stojący za mężczyzną. 
- Pozbieramy okruchy kolędy, która tu pozostała, i postaramy się sprowadzić do tego domu ciepło, które uleciało. Spójrz na nich. Żadne z nich nie jest całością bez tego drugiego. Są jak wybrakowane naczynia, puste szklanki, do których nic nie nalano. Potrzebują siebie, choć wydaje im się, że każde z nich może żyć oddzielnie. 
- A jak nie zrozumieją? 
- Potrzebują siebie. Są przecież jednością. Jeszcze tego nie zapomnieli. 
- Zaśpiewamy kolędę? 
- Zaśpiewamy. 
W kuchennej ciszy wyrwały się dźwięki. Z początku nieśmiałe, z każdym wyśpiewanym słowem nabierały mocy sprawiając, że niewielka kuchnia pojaśniała, a przydeptany przez Anioła diabelski ogon zaczął się wić ze strachu, i wycofywać, szukając drogi ucieczki. Przy słowach kolędy dwa zesłane Anioły powyciągały powbijane ze złością kolce, po których pozostały bolesne ukłucia i rany, które z czasem zabliźnione, na zawsze już pozostają ranami. 

"O Gwiazdo Betlejemska, zaświeć na niebie mym
ja szukam Cię wśród nocy, tęsknię za światłem twym..." 

Kobieta spojrzała na mężczyznę, a jego wzrok przez chwilę złagodniał. 
- Gdyby tylko wiedzieli, że dotykając siebie, dotykają tego nowonarodzonego Dzieciątka, w którym jest pokój, i miłość, i przebaczenie - szepnął Anioł z potężnymi skrzydłami, a drugi nie przestawał nucić: 

"Zaprowadź do stajenki, leży tam Boży Syn,
Bóg - Człowiek z Panny świętej, dany na okup win."

- Przepraszam... 
Słowo i dotyk. Oba pełne mocy, choć nieśmiałe. 
- Zraniłeś mnie. 
- Wiem, ale ty... Przepraszam. 
"... i odpuść nam nasze winy
jako i my odpuszczamy naszym winowajcom..." 
Anioły oderwały swoje dłonie od ludzkich ramion i uśmiechnęły się. Boże Narodzenie naprawdę się dokonało, a one niosły tę dobrą nowinę dalej, do wyziębionych domów i serc, które już o tym nie pamiętały... 
Monika A. Oleksa 

Fot. Marcin Piotr Oleksa  
        

środa, 6 stycznia 2016

Empatia - dar współodczuwania

Fot. Marcin Piotr Oleksa 

"Jeśli nie ma pokoju, dzieje się tak dlatego, że zapomnieliśmy, że należymy do siebie nawzajem." Matka Teresa 

Empatia, czyli zwiększona wrażliwość na ludzi, zwierzęta i to, co nas otacza. Współodczuwanie drugiego człowieka, którego sprawy stają mi się bliskie właśnie poprzez tę wrażliwość i otworzenie na kogoś, kto czuje i przeżywa podobne emocje jak ja. Empatia, czyli spojrzenie na drugiego człowieka jego oczami. To przede wszystkim przystanięcie przy kimś, i w tym zapędzonym świecie poświęcenie swojego czasu i cząstki siebie komuś drugiemu, bez spektakularnych czynów, o których mówi cały świat, ale po cichu, czasami w zwykłym, bezsłownym trwaniu, życzliwym spojrzeniu, bezinteresownym uśmiechu. W tym odruchu ciepła, którym chcemy obdarować drugiego człowieka, komunikując mu: Współodczuwam Cię! Nie jesteś dla mnie obojętny! 
Empatia, przepięknie nazwana poezją duszy, potrafi poruszyć w nas tak delikatne struny, że czujemy więź współczucia z drugim człowiekiem; współczucia nie mającego jednak nic wspólnego z litością czy użalaniem się nad kimś. 
Empatia uczy nas miłości, a jej dar skłania do wykraczania poza własne, indywidualne "ja" i do przeżywania radości, jaka płynie z większej bliskości i zażyłości z życiem w każdej postaci, bo empatia to nie tylko nasz stosunek do drugiego człowieka, ale i odbieranie swoimi zmysłami świata zwierząt oraz przyrody, i potrzeba zrozumienia tego, co się w nim dzieje bez naszego udziału.  

Fot. Maria Sawicka

" Przyjaciel, który w chwili rozpaczy i zamętu potrafi trwać przy nas w ciszy, pozostawać z nami w godzinie żalu i żałoby, umie znieść niemoc, niemożność uleczenia i uzdrowienia oraz stawić czoło naszej bezradności, jest przyjacielem, który się troszczy prawdziwie." Henri J. M. Nouwen 

Zazwyczaj empatię definiuje się jako zdolność do podzielenia i rozumienia emocji i potrzeb innych, tak jakby były one naszymi własnymi odczuciami. Empatia to nic innego jak brak obojętności, ale również brak zgody na obojętność i powierzchowność. To także umiejętność doceniania ludzi za to, kim naprawdę są, a nie kim chcielibyśmy, aby byli. 
W ciekawej książce "Duchowa moc empatii", jej autorka, Cyndi Dale, przekonuje nas, jak bardzo współcześnie potrzebujemy empatii i jak ważna ona jest dla nas samych. Autorka zadaje czytelnikowi pytanie, czy wyobraża sobie jak wyglądałby świat bez współczucia, które jest najwyższym celem empatii i z przykrością zauważa, że wartości stanowiące podstawę empatii, takie jak właśnie współczucie, życzliwość i troska, stają się współcześnie coraz rzadsze. Te "czujące mięśnie", jak je nazywa Cyndi Dale, które wzmacniają nasze człowieczeństwo, zanikają i bolą, a świat trapi epidemia samotności, depresji i niepokoju. I pomimo tego, że budowanie więzi uczyniłoby nas zdrowszymi i szczęśliwszymi - gdybyśmy aktywnie wykorzystali swe zdolności empatii - nie robimy tego, i dlatego cierpimy. 



Empatia, współodczuwanie, brak obojętności na innych jest tym, czego obecnie świat potrzebuje najbardziej. Zasmucające jest to, że w zabieganym, skupionym wyłącznie na sobie i żądnym szybkiego sukcesu społeczeństwie, empatia jest w ogóle niedoceniona, a nawet więcej, wzgardzona. W XXI wieku można śmiało mówić o kryzysie współczucia. Ludzie przestali się nawzajem dostrzegać, a my sami staliśmy się pełni paradoksów - z jednej strony otaczamy się wirtualnymi znajomymi, pokazując im siebie od jak najlepszej strony i ujawniając tylko to, co chcemy ujawnić; a z drugiej w realnym świecie nie potrafimy nawiązać bliskich relacji z ludźmi, którzy nam przeszkadzają. Bo w tym prawdziwym świecie, stając twarzą w twarz z drugą osobą i podejmując z nią dialog, nie możemy zasłonić się ekranem komputera, tylko zostajemy obnażeni z masek. W tych "ludzkich" i bezpośrednich relacjach musimy dać coś z siebie, wykazać nasze zainteresowanie tym, z kim rozmawiamy i w jakimś stopniu zaangażować się w emocje, które odczuwa nasz rozmówca. Nie jest to proste w czasach, które wciąż nas uczą walki o siebie i sięgania wysoko, aby za wszelką cenę osiągnąć sukces i nie zostać przegranymi w czasach, w których empatia postrzegana jest jako słabość i naiwność, a świat oszalał w bezczuciu, skupiając się na tym, co jest "naj". 

Fot. Maria Sawicka

Skąd bierze się w nas świadomość tego, co czują, czego doznają lub najbardziej w danej chwili potrzebują inni? Skąd wiemy, że ktoś  zmaga się z trudnościami, chociaż nie wygląda na przygnębionego? Czy zdarzyło ci się, że wchodząc do jakiegoś domu, byłeś w stanie wyczuć, co niedawno zaszło między jego mieszkańcami? Czy zdarzyło ci się zamienić z kimś emocjami? W trakcie rozmowy nagle doświadczasz uczucia, że radość, z którą podszedłeś do tego człowieka nagle zamienia się w smutek, który on w sobie nosił, obciążający ciebie, a dający wytchnienie tej drugiej osobie. Niejednokrotnie doświadczamy uczucia "wyssania", osłabienia naszej energii, którą ktoś nam, nawet nieświadomie, odbiera. Cyndi Dale w swojej książce "Duchowa moc empatii" wyjaśnia, dlaczego tak się dzieje i opisuje różne rodzaje odczuwanej empatii, zachęcając do podjęcia trudu odnalezienia jej w sobie, bo przecież empatia łączy nas ze sobą, abyśmy mogli troszczyć się o siebie nawzajem, a kiedy obdarzamy kogoś współczuciem, wysyłamy mu czystą miłość, która skłania nas do bezinteresownego pomagania innym. 
Monika A. Oleksa  

Wszystkie przytoczone cytaty pochodzą z książki Cyndi Dale, "Duchowa moc empatii", za przeczytanie której dziękuję Wydawnictwu ILLUMINATIO. 


Fot. Maria Sawicka  





   

piątek, 1 stycznia 2016

Pomiędzy czasem

Fot. Marcin Piotr Oleksa 

Pomiędzy czasem przystanął czas, zawieszony gdzieś między północą a oczekiwaniem. Czeka, trwając w ciszy i spokoju, nastawiony na dobre dni, które przyniesie nadchodzący Rok. 
Pomiędzy czasem przysiadła Nadzieja, trzymając przed sobą koszyk pełen życzeń. Dorzucane do niego strzępki słów, jak małe białe karteczki, wpadają bezszelestnie, zaczepiając się jedne o drugie i chwytając Nadziei, która tylko uśmiecha się łagodnie. Nadchodzi nowe, odsuwając w cień to stare. Kolejny rok i kolejna szansa na to, co dotąd zaniedbane. Biała kartka, która na razie jest tylko obietnicą, a czym będzie - okaże się za rok. 
Pomiędzy czasem zawisły marzenia, czekające na to, by się po nie schylić, a potem trzymać mocno, nie pozwalając odlecieć. Marzenia, które często sami ograniczamy wypuszczając na wolność z lęku, że rozczarowanie z niespełnienia boli dotkliwiej niż ulotność. 
Pomiędzy czasem zebrały się również niewypowiedziane żale, wykrzyczane pretensje, stłumione w sobie emocje, które nie wybuchły, ale położyły się cieniem na bliższej lub dalszej relacji. W załamaniu czasu przykucnęły też wzajemne urazy, karmiąc się rozgoryczeniem i zatwardziałością, od której obumiera serce. Nie pozwól im przemknąć otwartymi drzwiami do tego, co przynosi nowe. Wyobraź sobie, że ten Nowy Rok jest jak biały obrus, którym odświętnie nakrywasz stół. Od Ciebie zależy, jak i czym go udekorujesz. Czy pozwolisz, aby rozlały się po nim brudne plamy noszonej w sercu zaciętości i goryczy wobec losu i ludzi, czy też ustawisz na nim czyste nakrycia, gotowe na przyjęcie nawet tych, którzy dawno już przy tym stole nie zasiadali, rozświetlone płomieniem świec, w którym jest pokój? Naprawdę wiele zależy od Ciebie. Masz duży wpływ na to, jaki będzie ten Nowy Rok, i nie możesz mieć wciąż pretensji do losu, że wszystko poszło nie tak jak oczekiwałeś. 

"A w sercach waszych niech panuje pokój Chrystusowy, do którego też zostaliście wezwani". Kol. 3, 15

W tym jednym zdaniu zamyka się wszystko. Wszystkie ludzkie nadzieje na uporządkowanie świata wokół siebie. Całe oczekiwanie na to, aby było lepiej. Wszystkie nasze tęsknoty są, tak naprawdę, tęsknotami za tym, aby mieć w sobie pokój. Zapominamy jednak, że to nie ten świat może nam go dać, bo on jedynie odbiera, ale Jezus Chrystus, Książę Pokoju, Ten, którego jeden dotyk, jedno spojrzenie czy słowo są w stanie przemienić wszystko, podnieść człowieka z najboleśniejszego upadku, wyciągnąć z najgłębszej depresji czy nałogu, pomóc zrozumieć stratę, której po ludzku nie da się wytłumaczyć, oświetlić drogę, na której był mrok i pozwolić poznać smak prawdziwego szczęścia, które jest w Nim. 
1 stycznia jest tym umownym początkiem, w którym mamy szansę zacząć od nowa, jeśli stare nas zawiodło i doprowadziło donikąd. Wraz z tym dniem otrzymujemy dar godzin i minut, ułożonych w tygodnie i miesiące, z których każdy ofiarowany jest nam z miłości. Szkoda życia na rozpamiętywanie tego co złe lub stracone, albo tego, co nie wyszło, bo ono - to życie, może nas zaskoczyć i skończyć się nagle, bez zapowiedzi i bez przygotowania. Dlatego przyjmij ten rok w darze i spraw, aby twoje istnienie przyniosło dobro drugiemu człowiekowi; aby twoje słowa nie krzywdziły, tylko były w stanie przekazać sobą błogosławieństwo innym; aby twoje serce, napełnione zostało pokojem i aby umiało się tym pokojem dzielić i nieść go tam, gdzie wciąż jeszcze jest niepokój. 

"Niech cię Pan błogosławi i strzeże. 
Niech Pan rozpromieni oblicze swe nad tobą, niech cię obdarzy swą łaską. 
Niech zwróci ku tobie oblicze swoje i niech cię obdarzy pokojem".  (Lb 6, 24-26) 

Nie ma piękniejszych życzeń, którymi można by złożyć noworoczne życzenia. Proszę, przyjmij je, wraz z tymi, którymi chciałabym Cię obdarować życząc, aby ten Nowy Rok przyniósł Ci wiele dobrych dni, w których odkryjesz siebie; aby w Twoim życiu, rodzinie, domu i sercu zapanował prawdziwy pokój, i abyś potrafił/a dzielić się nim z tymi, których spotkasz na drodze swojego życia. I życzę Ci również jak najwięcej zachwytów nad zwykłą codziennością, w której niezauważenie dokonują się prawdziwe cuda. Niechaj życie, z całym swoim dobrodziejstwem, Cię zaskakuje, pozwalając zapełnić tę białą kartkę tym, co będziesz chciał wspominać i do czego będziesz chciał/a wracać. 
Życzę Ci dobrego, pełnego Chrystusowego pokoju Nowego 2016 Roku!
Monika A. Oleksa

Fot. Marcin Piotr Oleksa