niedziela, 27 marca 2016

Prawdziwie zmartwychwstał!

Fot. Marcin Piotr Oleksa  

"Czyż nie wiadomo wam, że my wszyscy, którzy otrzymaliśmy chrzest zanurzający w Chrystusa Jezusa, zostaliśmy zanurzeni w Jego śmierć? (...)
Jeżeli bowiem przez śmierć, podobną do Jego śmierci, zostaliśmy z Nim złączeni w jedno, to tak samo będziemy z Nim złączeni w jedno przez podobne zmartwychwstanie." Rz 6, 3.5

Z niecierpliwością oczekiwałam świtu, Panie. Nie mogłam spać, czując w sobie niepokój. Wciąż wracałam myślami do tego, co się wydarzyło w piątek, i próbowałam zrozumieć - dlaczego? Czy coś przeoczyłam, słuchając Twojej nauki? Czy umknęły mi zdania, które powinny wryć się w pamięć i głęboko zapaść w serce? Czułam, że nie wszystko się jeszcze dokonało, ale nie potrafiłam uchwycić tego, co snuło się gdzieś w podświadomości, a w co nikt z nas nie umiał jeszcze uwierzyć. 
Wraz z nadchodzącym brzaskiem, wraz z Joanną i Marią, matką Jakuba, pospieszyłam do Twojego grobu, Panie. Z przygotowanymi wcześniej wonnościami i olejkami chciałyśmy chociaż w ten sposób oddać Ci hołd godny Króla, skoro nic więcej nie mogłyśmy zrobić. 
Już z daleka dostrzegłam coś dziwnego - odsunięty od grobu kamień; ciężki głaz, zatoczony przez mężczyzn, chcących w ten sposób zabezpieczyć grób. I tknęło mnie złe przeczucie. 
Wchodząc z drżeniem kolan do środka, szukałam wzrokiem Ciebie, Panie, a odnalazłam pusty grób. Nie było Cię tam i to mnie przeraziło jeszcze bardziej. Ile sił w nogach pobiegłam do Twoich uczniów, i oznajmiłam, prawie bez tchu, że zabrano Cię z grobu i nie wiemy, gdzie Cię położono. 
Wiesz, co było dalej, Panie Jezu. Pamiętasz te słowa, które wypowiedziałeś? "Niewiasto, czemu płaczesz? Kogo szukasz?". 
Wtedy jeszcze nie poznałam Twojego głosu, który tak pragnęłam na nowo usłyszeć. Dopiero sposób, w jaki wymówiłeś moje imię - "Mario!", sprawił, że Cię rozpoznałam. I przypomniałam sobie to, co mówiłeś, będąc jeszcze w Galilei: "Syn Człowieczy musi być wydany w ręce grzeszników i ukrzyżowany, lecz trzeciego dnia zmartwychwstanie." Łk 24,7
To byłeś Ty, mój Panie. To naprawdę byłeś Ty, mój Mistrzu. Mój Nauczycielu. To Ty otarłeś moje łzy i dałeś świadectwo spełnionej Obietnicy. Zmartwychwstałeś, tak jak było to zapowiedziane, choć nikt z nas nie był w stanie tego pojąć ludzkim rozumem. 
"Dlaczego szukacie żyjącego wśród umarłych?"
Zmartwychwstałeś, Panie. Prawdziwie zmartwychwstałeś! 
I zwróciłeś się do mnie ze słowami: "Nie lękaj się!", które pozostały we mnie, napełniając ufnością i pokojem, oraz niezachwianą wiarą, że moje życie tutaj jest tylko podróżą, a śmierć jest przejściem z życia do Życia, które dla mnie przygotowałeś poprzez swoją śmierć i zmartwychwstanie. 
Chrystus Zmartwychwstał! Prawdziwie Zmartwychwstał! 
"A oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata." Mt 28, 20b
Wierzę w to, Panie. Wierzę, bo doświadczyłam spotkania z Tobą, Chrystusem prawdziwie zmartwychwstałym. Mój Pan i mój Bóg. 
"Błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli." 
Twoja Maria Magdalena

Fot. Marcin Piotr Oleksa  
  

piątek, 25 marca 2016

Wielkopiątkowe rozważania z Marią Magdaleną



Ostre, grube gwoździe kaleczą Twoje dłonie i stopy, Panie. Przebijają Twoje umęczone Ciało, za nic mając ból i cierpienie człowieka. Ten Krzyż, do którego Cię przybijają, Panie, to znak poniżenia w oczach tych, którzy obserwują z daleka to, co odbywa się na Golgocie. Dla nich wszystkich śmierć krzyżowa to wstyd i pogarda. 
"Przebodli ręce moje i nogi moje, policzyli wszystkie kości moje." 
Więc tak ma wyglądać koniec Tego, który pociągnął za sobą takie tłumy? Tak kończy Prorok, który miał być zapowiedzianym Mesjaszem? Czy Bóg pozwoliłby na ukrzyżowanie swojego Jedynego Syna? Niejeden zadaje sobie takie pytania.
"Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią." Łk 23,34  
"Czyż ty nie jesteś Mesjaszem? Wybaw więc siebie i nas!" - padają słowa przepełnione goryczą i wściekłością. Zaprowadzili Cię, Panie, na tę Górę Czaszki wraz ze złoczyńcami. Potraktowali jak jednego z nich. Skuli łańcuchami, jakbyś popełnił niewybaczalne przestępstwo i wystawili na pośmiewisko. Nawet ten, co zasłużył na karę, urąga Ci, myśląc tylko o doczesności i uratowaniu własnej skóry. Jakież to ludzkie, Panie. Egoizm i skupienie na sobie i własnym nieszczęściu, brak współczucia i stawianie własnego "ja" ponad wszystko. Jakież to ludzkie i wciąż obecne w człowieku, który nie dojrzał jeszcze do drogi na Golgotę. 
W dziejach historii zapisuje się jednak inny głos:  "Jezu, wspomnij na mnie, gdy przyjdziesz do swego królestwa.". Dobry łotr, w ostatniej chwili życia zwraca się ku Tobie i ku Bożemu Miłosierdziu. Do końca dajesz człowiekowi szansę, Panie. Nie odrzucasz go w tej ostatniej godzinie, ale otwierasz dla niego swoje ramiona, dając człowiekowi wybór. Kochasz, pomimo wszystko, litując się nad tymi, którzy z wiarą i ufnością wzywają Twojego imienia i proszą o przebaczenie. 
Jestem przy Krzyżu, Panie. Stoję obok Twojej Matki i Jana, ukochanego ucznia, którego ciche łzy spływają na jerozolimską ziemię. Dotykam z czułością Twoich świętych stóp, patrząc w oczy, które na zawsze we mnie pozostaną. Twój wzrok, pełen dobroci i niewyobrażalnej miłości, pomimo cierpienia, jakie odczuwasz. Współodczuwam je wraz z Tobą, z moim sercem wtulonym w Twoje. Nie rozumiem tego, co się dzieje, ale ufam Ci, Panie, wierząc, że to wszystko ma sens i dokądś prowadzi. Twoja śmierć nie może być poniesiona na darmo. 
W tej mistycznej chwili zawierzenia i oddania Bogu Ojcu wszystkiego aż do końca, zostawiasz nam, Panie, testament. 
"Niewiasto, oto syn Twój.", "Oto Matka twoja.". Oto córka twoja, Matko.
Oddajesz nam swoją Matkę wiedząc, jak słaby jest człowiek i jak wielkim wsparciem jest prowadzenie i opieka Tej, która z boleścią w sercu patrzyła na Twoje konanie. Tymi dwoma zdaniami zawierzasz całą ludzkość Tej, która kiedyś wypowiedziała słowa: "Zróbcie wszystko cokolwiek wam powie", i całym swoim życiem świadczyła, jak bardzo Bóg umiłował pokornych i cichego serca, obdarowując ich Swoim Błogosławieństwem. 
Tak niewiele jestem w stanie zobaczyć przez łzy, które przesłaniają wszystko. Nie umiem ich powstrzymać, będąc świadkiem Twojego konania. I nie umiem przestać Cię kochać wiedząc, czym mnie odkupiłeś. 


Wykonało się, Panie. Tajemnica Odkupienia dokonała się, a Ty złożyłeś największą Ofiarę za mnie, dając mi szansę na życie, które nie kończy się tu, na ziemi. Rozpięte na krzyżu ramiona gestem miłości ogarniają świat, a Krzyż dla tych, co uwierzyli, staje się odtąd symbolem największego oddania. Największej Miłości. Na tym Krzyżu Chrystus zostaje wywyższony, prawdziwie będąc Królem. 
"To jest moje przykazanie, abyście się wzajemnie miłowali, tak jak Ja was umiłowałem. Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich." J 15, 12-13
Przytulam się do Twojego Krzyża, Panie, zasłuchana w jego milczenie. Przytulam się do Twojego Krzyża, z którego czerpię siłę, mając świadomość jak bardzo mnie ukochałeś. I chociaż w tej chwili mam poczucie osamotnienia i lęku, Twoja wygładzona spokojem twarz i te rozłożone dla mnie ramiona, dają nadzieję, że cokolwiek by się działo w moim życiu, nie jestem z tym sama, bo Ty nigdy mnie nie opuścisz. 
Za Ofiarę Twojej Najwyższej Miłości oddaną za mnie i za każdego człowieka - dziękuję Ci, Panie. Za to, że tak często tej Ofiary nie doceniam - przepraszam Cię, Panie. 


Twoje Ciało, zdjęte z krzyża, Panie, złożone w ramionach Matki, nasuwa obraz sprzed lat, z Betlejemskiej stajenki. Bezwładne i umęczone święte Ciało Chrystusa, na które spływają matczyne łzy. Tylko Ona i Bóg wiedzą, co w tej chwili dzieje się w Jej sercu. Przeszyte bólem, z niewypowiedzianym: "Dlaczego On?", i chwilą, która należy tylko do Niej i do Jezusa. Przebite serce już nie odmierza upływających godzin swoim biciem, ale serce Maryi, pomimo bólu i rozpaczy, wciąż żyje nadzieją. Bo kiedyś zaufało. 

Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chryste, zmiłuj się nad nami!
I Ty, któraś współcierpiała, Matko Bolesna, przyczyń się za nami!    

Za wszystkie chwile, kiedy straciłam nadzieję i za momenty zwątpienia - przepraszam Cię, Panie. 


Józef z Arymatei poprosił o Twoje Ciało, Panie. Znałam Go. To dobry i sprawiedliwy człowiek. Udał się do Piłata, a uzyskawszy jego zgodę, zdjął z krzyża Twoje umęczone Ciało, owinął w płótno i złożył w kamiennym grobie wykutym w skale, w którym nikt jeszcze nie był pochowany. Zbliżający się szabat nie pozwolił na godny Króla pochówek. Godziny, które nadejdą, będą największą pustką, jaka pozostała. Wspomnienia są jeszcze zbyt bolesne, a myśl o przyszłości bez Ciebie przeszywa tak, jak włócznia, która przebiła Twoje serce i bok. 
Patrząc na ciężki kamień, którym przysłonięto grób, czuję głęboki smutek, ale gdzieś we mnie rodzi się ufność, którą wynagrodzisz pewnością, Panie, w Wielkanocny poranek. I właśnie ta ufność pozwoli zrozumieć to, czego nie rozumiałam, gdy nas nauczałeś - to, że ludzkim przeznaczeniem jest przejście paschalne, a grób nie jest początkiem nicości. Ty, Panie, poprzez swoją śmierć na Krzyżu, zadałeś śmierć ludzkiej śmierci, zwyciężając wszystko, wbrew wszystkiemu. Ty, Pan i Król. Mój Zbawiciel. Odkupiciel człowieka. Jezus Chrystus, poprzez Którego dokonało się moje zbawienie. 
Za Twój Krzyż i za Największy Dar oddany za mnie, dziękuję Ci, Panie. 
Za Twoją Miłość, z którą przychodzisz do mnie każdego dnia, dziękuję Ci, Panie. 
Twoja Maria Magdalena
Twoja Monika


wtorek, 22 marca 2016

Wiosenne spotkanie w Tomaszowie Lubelskim

Fot. Marcin Piotr Oleksa  

"A może byśmy tak, Najmilszy
wpadli na dzień do Tomaszowa..." 

Tomaszów Lubelski, miasteczko położone na Roztoczu Środkowym w województwie lubelskim to miejsce, które przyciąga nie tylko urokiem okolicy, ale przede wszystkim ogromną otwartością i serdecznością ludzi, typową dla wschodnich krańców Polski. Prosta i szczera gościnność, oraz życzliwość wychodząca do przyjezdnych sprawia, że wyjeżdża się stamtąd z niedosytem i pragnieniem powrotu do ludzi, których się tam napotkało. 
Na zaproszenie działającego tam prężnie Uniwersytetu Trzeciego Wieku i Rektor tegoż Uniwersytetu, pani Jadwigi Skawińskiej, 17 marca, w dniu św. Patryka, miałam ogromną przyjemność spotkać się ze Słuchaczami UTW w Tomaszowie Lubelskim, jak również i z Czytelnikami należącymi do Dyskusyjnego Klubu Książki działającego przy tamtejszej bibliotece. Spotkanie autorskie, skupione na słowie, które ma moc przemiany, odbyło się w Urzędzie Miasta w Tomaszowie Lubelskim, a duża sala wypełniła się po brzegi, powodując tremę, aby nie zawieść oczekiwań przybyłych ludzi i ofiarować im w tym zatrzymanym czasie coś wyjątkowego; coś, co pozostanie w pamięci i sercu na długo, dając poczucie owocności tego naszego wspólnego zatrzymania się przy sobie. 

Pani Jadwiga Skawińska od pierwszej chwili sprawiła, że poczułam się jak w domu
... a  perfekcyjne przygotowane przez nią spotkanie naprawdę zasługuje na ogromne podziękowanie!

Kanwą całego spotkania stali się bohaterowie mojej ostatniej powieści "Samotność ma twoje imię", którzy poprowadzili nas przez świat skomplikowanych ludzkich emocji, nasuwając refleksje nad życiem i samotnością. Wszystkie doskonale dobrane fragmenty wybrała pani Jadwiga Skawińska, której serdecznie dziękuję za profesjonalne i naprawdę wyjątkowe przygotowanie spotkania, i tak liczne zaangażowanie Słuchaczy nie tylko do samego udziału w czwartkowym spotkaniu, ale i do odczytania scen z życia Martyny, Mateusza i Ewy, kreśląc poprzez te fragmenty obraz życia bohaterów, intrygujących i stających się Czytelnikom coraz bliższymi. Pani Jadzia wybrała nieprzypadkowe zdania, i muszę przyznać, że bardzo mnie zaskoczyła. Po licznych spotkaniach autorskich zauważyłam, że w większości przypadków do serca przylegają te same fragmenty. Ja sama, wybierając obrazy mające przybliżyć książkę tym, którzy jeszcze jej nie znają, mam swoje stałe i ulubione strony z Janiną, Różą i Hanną, z ich dojrzałym spojrzeniem na życie. Tymczasem pani Jadwiga postawiła na żywiołowość młodszych bohaterów, dając im prawo do popełniania błędów i poszukiwania własnych rozwiązań, nawet jeśli mogą się przy tym sparzyć.

Perfekcyjnie przygotowane Czytelniczki, których słuchałam ze wzruszeniem
Z każdego fragmentu wyłaniał się obraz innego bohatera...
... i każdy nasuwał refleksje i pytania
Przepięknie wykonany dialog o miłości również zbudował nastrój

Spotkanie w Tomaszowie Lubelskim było wyjątkowym spotkaniem, bardzo nastrojowym, zasłuchanym i refleksyjnym. Otwartość ludzi, którzy mnie tam przyjęli czuć było już od pierwszego wymienionego uścisku z panią Jadwigą. Wśród ponad sześćdziesięciu uczestników nie było nikogo, kto znalazłby się tu przypadkiem. Co więcej, przy tak licznej liczbie Słuchaczy, zaskakujące było panujące przez czas spotkania zasłuchanie, które dla mnie było wyrazem szacunku i szczerego zainteresowania, za które z całego serca dziękuję wszystkim obecnym. Ujęliście mnie, moi mili, swoją życzliwością, ciekawymi pytaniami, które padały i mądrymi przemyśleniami. Zaskoczyliście tak licznym uczestnictwem i ciekawością, z jaką słuchaliście tych słów, przy których chciałam Was zatrzymać i którymi pragnęłam obdarować. Ubogaciliście mnie sobą, swoją energią, wielką kulturą osobistą oraz podejmowanymi inicjatywami. Zaszczepiliście ciekawość Waszym kabaretem "Aluzja", i po prostu Wami. Pozostawiliście we mnie ogromny niedosyt i chęć powrotu, aby ponownie zaczerpnąć z tego bogactwa, jakie tworzycie,  i jakie jest w każdym z Was z osobna. 

W każdym ze spotkanych w Tomaszowie człowieku odkryłam coś wyjątkowego
... i każdy pozostawił we mnie wiele ciepłych myśli... 
... i niedosyt
Liczba Słuchaczy mile mnie zaskoczyła...
... a początkowa trema minęła, czując odbiorcę, ...
... który znalazł się tutaj nieprzypadkowo...
Pani Jadwidze i Zbigniewowi Skawińskim dziękuję z całego serca za zaproszenie do Tomaszowa Lubelskiego, i za profesjonalne zorganizowanie spotkania w taki sposób, że wielkie miasta mogłyby się wiele nauczyć od Państwa! Dziękuję za ciepło i serdeczne przyjęcie, oraz za uroczą kolację, na którą zostaliśmy zaproszeni. Pani Marylce i panu Tadeuszowi dziękuję za przemiłe towarzystwo w czasie tej kolacji, a cudownym bliźniaczkom - Halince i Elżuni, za podszepnięcie dobrego słowa za mną i polecenie mnie UTW w Tomaszowie Lubelskim. Kocham Was! 

Wyjątkowe bliźniaczki, bliskie mojemu sercu :)


Marcinowi, mojemu mężowi, dziękuję za to, że zawsze jest ze mną, wspierając, umacniając w podjętej drodze i dowożąc mnie bezpiecznie wszędzie tam, gdzie otwierają się dla mnie drzwi bibliotek, klubów i uniwersytetów. 
A Uniwersytetowi Trzeciego Wieku w Tomaszowie Lubelskim dziękuję za przyjęcie, które przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Jesteście fantastyczni!
Monika A. Oleksa 

"A może byśmy tak, Najmilszy, 
kiedyś tak znów, do Tomaszowa..."   

Moi mili, jesteście naprawdę niesamowici! 
Takie chwile z Czytelnikami są dla mnie najcenniejsze!



Do zobaczenia!

niedziela, 20 marca 2016

Wielkopostne rozważania z Marią Magdaleną: Trzeci upadek

Fot. Marcin Piotr Oleksa 

Im bliżej końca tej morderczej drogi, Panie, tym mniej sił. Każdy krok to wyzwanie i wysiłek, który podejmujesz pomimo wyczerpania. Twoje ramiona zdrętwiały zupełnie, a plecy pochyliły się pod ciężarem, którego nie dajesz już rady unieść. Zaczepiona o kamień stopa nie utrzymuje równowagi. Upadasz, Panie. Po raz trzeci upadasz pod krzyżem. 
Zniecierpliwieni żołnierze krzyczą i poszturchują Cię ciężkimi butami. Oni jak najszybciej chcieliby dopełnić swojego obowiązku i dokończyć to przedstawienie, które już ich nie bawi. Tłum też wydaje się znudzony i czeka na finał, poszemrując między sobą ze złośliwymi uśmieszkami. Czy w tej rzeszy ludzi są ci, których pokochałeś, Panie? Czy miał odwagę pójść za Tobą ten, który deklarował oddanie: "Panie, z Tobą gotów jestem iść nawet do więzienia i na śmierć.", a potem, nim kogut zapiał, trzy razy wyparł się Ciebie: "Nie znam tego Człowieka." 
Wybaczasz każdy błąd i każdy upadek, choć tak często Ciebie lekceważę. Wybaczasz, przekuwając ludzką słabość w moc, do której uzdalniasz. Tę moc dajesz, Panie tym, którzy powstają nawet z najboleśniejszego upadku. Tym, którzy Tobie zaufali i w Tobie złożyli swoją nadzieję. Tym, którzy jak Piotr, gorzko zapłakali, żałując i sercem skłaniając się ku Tobie. 
Bóg-Człowiek w pyle kalwaryjskiej drogi, powstający, aby do końca dopełnić to, co zostało zapowiedziane: "On to, istniejąc w postaci Bożej, nie skorzystał ze sposobności, aby na równi być z Bogiem, lecz ogołocił samego siebie, przyjąwszy postać sługi, stając się podobnym do ludzi. A w zewnętrznej postaci uznany za człowieka, uniżył samego siebie, stając się posłusznym aż do śmierci - i to śmierci krzyżowej." FP 2, 6-8
Panie Jezu, nie pamiętaj, proszę, chwil mojej słabości, gdy wiara okazała się zbyt słaba, aby przenieść góry i wyznać, że należę do Ciebie; ale pamiętaj, proszę, te momenty, gdy gorzko zapłakałam uświadamiając sobie własną grzeszność i ludzką słabość, którą uczysz mnie przezwyciężać, wskazując, że dla tych, którzy z ufnością idą za Tobą, nie ma takiego upadku, z jakiego nie można by się podnieść.


Jeszcze tak niedawno, zaledwie kilka dni temu, okrzyknięto Cię Królem. Na drodze, którą wjeżdżałeś do Jerozolimy, słano płaszcze, a z ust tych, których nauczałeś, płynęły słowa radośnie wielbiące Boga: "Błogosławiony Król, który przychodzi w imię Pańskie. Pokój w niebie i chwała na wysokościach!" 
W ludzi wstąpiła nadzieja i wszyscy oczekiwali cudu. 
Teraz stoisz, Panie, przed tymi samymi ludźmi, którzy pozdrawiali Cię gałązkami oliwnymi na tamtej drodze. Stoisz nagi, z szat obnażony. Stoisz, nie mając nic do ukrycia, a Twoje umęczone Ciało jest jedną wielką, krwawiącą raną. Twoje cierpiące, obnażone ciało wypełnia każdą raną wolę Ojca. Jakże bezbronny jesteś, Panie. Poniżony i odrzucony, zachowujesz godność człowieka, którą chciano Ci odebrać. Tej godności uczysz mnie, Panie, przypominając, że moje ciało jest świątynią Ducha Świętego, i że nie należy wyłącznie do mnie. 
Stojąc przed tymi, którzy drwią i wyśmiewają się z Ciebie, uczysz mnie, Panie, czystości, pokory i skromności oraz uszanowania każdego człowieka, którego stawiasz na drodze mojego życia, bez względu na to, jak wygląda i kim jest. 
Naucz mnie nie zabijać człowieka w człowieku słowami, które ranią częstokroć bardziej niż przemoc fizyczna. Pomóż mi, Panie Jezu, zachować serce czyste i z ufnością zwrócone do Boga, które pomimo obnażenia, pomówień i poniżenia zachowa godność człowieka, stworzonego na obraz i podobieństwo Boga. 
Twoja Maria Magdalena


wtorek, 15 marca 2016

Wielkopostne rozważania z Marią Magdaleną

Fot. Marcin Piotr Oleksa 

Śmieją się z Ciebie, Panie. Śmieją się i drwią widząc, jak po raz drugi upadasz pod krzyżem. Znów zostałeś z tym ciężarem sam. Nie ma już przy Tobie Szymona, ani Weroniki, którą brutalnie odepchnęli pilnujący Cię żołnierze. Nie ma człowieka, który podszedłby do Ciebie i pomógł Ci wstać. 
Wyśmiewają się z Ciebie i szydzą, Panie, podjudzając tłum, który bezmyślnie powtarza zachowania narzucone przez tych, którym wydaje się, że mają nad Tobą władzę. Drwią i upokarzają Cię w ten sam sposób, w jaki robili to wkładając Ci na głowę cierniową koronę. Napawają się swoją wyższością i Twoim upokorzeniem. Zrobili z Ciebie pośmiewisko, Panie. Wystawili na pokaz Twoją ludzką słabość, depcząc i poniżając to wszystko, co święte. 
"Jam jest robak, a nie człowiek, pośmiewisko ludzkie i wzgardzony u ludu" - jakże aktualne i do bólu prawdziwe stają się słowa psalmisty proroka. W pyle jerozolimskiej ziemi, przygnieciony drzewem krzyża, wypełniasz, Panie Wolę Ojca i spełniasz proroctwa, dając świadectwo, że Bóg od początku do końca jest konsekwentny w Swoich obietnicach. 
A ja? Ileż jest we mnie słabości, z której nie potrafię się podźwignąć. Jak łatwo rezygnuję, woląc pozostać na kolanach i nie wyróżniać się wśród tych, którzy krzyczą głośno i bezmyślnie. Prawda nie jest wygodna, dlatego tak często wolę po prostu stopić się z masą i odwrócić głowę od Twojego wzroku, w którym jest tyle bólu z powodu odrzuconej miłości. 
Daj mi, Panie, odwagę, abym była zawsze gotowa stanąć w prawdzie. Umocnij we mnie dar męstwa, abym w każdej godzinie i bez względu na okoliczności, umiała świadczyć o Tobie i wyznać - ustami, sercem i życiem, że Jezus Chrystus naprawdę jest Królem, i że ja należę do Niego. 


Powstałeś, Panie, choć z coraz większym trudem idziesz przed siebie tą kalwaryjską drogą. Każdy krok to ból ponad wytrzymałość człowieka, a jednak podejmujesz się jej do końca. Pomimo cierpienia jakiego doświadczasz, nie zamykasz się i nie odgradzasz od świata. W swojej męce współodczuwasz ból tych, którzy przyszli tu, aby Ci towarzyszyć. I zauważasz ich, Panie Jezu. Nikt nie jest Ci obojętny, a szczególnie płaczące kobiety, przy których się zatrzymujesz. Nie mijasz ich obojętnie, a przecież mógłbyś, zrezygnowany i skupiony na swoim cierpieniu. Zauważasz je i przerywasz milczenie, którego się podjąłeś, wypowiadając do nich swoje słowa: "Córki jerozolimskie, nie płaczcie nade Mną, płaczcie raczej nad sobą i nad waszymi dziećmi!" Łk 23, 28  
Udzielasz nauki nawet w ostatnich chwilach przed ukrzyżowaniem, wzywając do prawdziwego i szczerego żalu nie nad sobą, ale do żalu nad człowiekiem i jego skłonnością do grzechu. 
"Bo jeśli z zielonym drzewem to czynią, cóż się stanie z suchym?" Łk 23, 31 
W tym spotkaniu z jerozolimskimi niewiastami uczysz mnie, Panie, abym wzięła odpowiedzialność za swoje życie, bez użalania się nad sobą, ale ze świadomością, kim jestem i do czego mnie powołałeś. Przystając przy nich dajesz mi znak, że żaden człowiek, nawet ten najmniejszy i najzwyklejszy, nie jest przez Ciebie odrzucony, ale każdy jest ważny, i że Ty go naprawdę dostrzegasz. I kochasz, bez względu na wszystko, bo takie jest właśnie Boże Miłosierdzie, którego dałeś nam świadectwo. 
Pozwól mi, Panie, usłyszeć Twoje słowa skierowane do mnie zawsze wtedy, gdy będę się użalać nad sobą i krzyżem, przeciwko któremu będę się buntować. Pozwól mi doświadczyć Twojej obecności w chwilach, gdy zwątpię. Zatrzymaj się przy mnie, tak jak przystanąłeś przy płaczących kobietach, i przypominaj mi o Twoim miłosierdziu wówczas, gdy zapomnę, dla kogo przeszedłeś tę drogę na Golgotę...
Twoja Maria Magdalena 


niedziela, 13 marca 2016

Zapach Wiosny

Fot. Marcin Piotr Oleksa

W piątek po raz pierwszy w tym roku poczułam zapach wiosny. W środku rozpędzonego miasta przystanęłam zaskoczona, że to już i że podeszła tak blisko, aby ją zauważyć. I pomimo tego, że świat wokół jeszcze taki nijaki, szaro-bury, a niekiedy brunatny, delikatne sygnały, które wysyła ta wyczekiwana przez wielu pora roku, zwiastują jej przyjście, i żadne plany Zimy już tego nie pokrzyżują. 
Jak pachnie wiosna? Trudno ten zapach opisać słowami i trudno porównać do czegokolwiek, ale kiedy go poczujesz, wiesz, że nie pomyliłeś go z niczym innym. Jest wyjątkowy, świeży i dodaje energii do działania. Przynosi dobre myśli, rozbudza nadzieję i rozpala oczekiwanie - teraz już coraz bardziej niecierpliwe, na słońce i ciepło, wyziębione zimowym chłodem. 

Fot. Marcin Piotr Oleksa  

Zwabiona tym zapachem, który poczułam tak wyraźnie, wyruszyłam naprzeciw Wiośnie, chcąc ją przywitać, zanim rozgości się wśród nas na dobre. Spokojna toń Wisły, która mnie zatrzymała, przyniosła refleksję, że wszystko w życiu ma swój czas, i że tak jak nie da się zatrzymać biegu rzeki, tak nie da się uchwycić dnia, prosząc go, by się nie kończył. Czasu też nie można zatrzymać ani cofnąć. Można go jedynie wykorzystać umiejętnie lub stracić bezpowrotnie. Można przyjąć to, co przynosi, albo buntować się, że przyniósł nie to, co chcieliśmy. Można też go ignorować, czekając. Tylko, że czekając, często tracimy rachubę tego czasu, a pozwalając na to, aby przeciekał bezowocnie, któregoś dnia budzimy się z poczuciem niespełnienia i żalu do życia, że uciekło tak szybko. Podobnie jak z wiosną. Tak długo na nią czekamy, a potem pozwalamy, aby dni zlewały się ze sobą, przemijając bezpowrotnie. Zachwycamy się pierwszymi rozkwitającymi pączkami i kolorem, który nagle pojawia się w miejsce szarości, ale po pierwszej ekscytacji powracamy do biegu życia, nie traktując wiosennych dni jako czegoś wyjątkowego. A każdy z nich jest przecież inny. I w każdym - świadomie lub nie, zostawiamy swój ślad. 

Fot. Marcin Piotr Oleksa 

Odnalazłam Wiosnę w Kazimierzu nad Wisłą. Stała na Rynku, z rozwianymi włosami i zastygłym tajemniczym uśmiechem na ustach. Wpatrzona w odrestaurowany całkiem niedawno kościół farny, w rozpiętym płaszczu i w czerwonych szpilkach, syciła się powrotem i tą magiczną chwilą w tym miasteczku, do którego zajrzała, aby wybudzić zaspaną zimowym snem naturę. Zawędrowała tu, zwabiona atmosferą tego miejsca i niepowtarzalnym klimatem Kazimierza, żyjącego swoim niespiesznym rytmem. Zupełnie jak Wiosna. Ona też się nigdzie nie spieszyła. Pojawiała się i znikała, czule dotykała nagich gałązek drzew i szeptała swoje zaklęcia, zachęcając kwiaty do tego, by wyjrzały spod ziemi, a pączki na drzewach i krzewach - by się rozwinęły i rozkwitły cała pełnią. Wiosna była estetką i ceniła piękno, które utrwalała w szczegółach. 

Fot. Marcin Piotr Oleksa 

Spotkaliśmy ją i oderwani od codzienności - Marcin i ja, dostrzegliśmy jej znaki i poczuliśmy zapach, który odurzył i zawrócił w głowie. W scenerii magicznego Kazimierza, ze światłem słońca, jak nadzieja wplecionym pomiędzy nasze dłonie, przeszliśmy wybrukowanymi uliczkami, podążając za stukotem czerwonych szpilek Wiosny, i za tym zapachem, który zostawiła w powietrzu. Zapachem miłości.
Czy już ją dostrzegłaś? Czy zauważyłaś, że coś się wokół Ciebie zmienia, i że to nowe pachnie właśnie Wiosną? Czy słyszysz, jak głośno i radośnie ptaki wyśpiewują rano swoje melodie, i że dzień wstaje coraz wcześniej i zostaje z nami na dłużej? I że drzewa nie są już zasmucone swoją nagością, którą przykryły delikatnymi zielonymi supełkami, będącymi namacalną obietnicą na obfitość zieleni, jaka nas wkrótce otoczy. I już nie będzie można jej nie zauważyć i zlekceważyć, bo obejmie sobą wszystkie zmysły człowieka, uśmiechając się przy tym tak ciepło, jak ja dzisiaj uśmiecham się do Ciebie, życząc zatrzymania i dostrzeżenia niedostrzegalnego. 
Czy czujesz już zapach wiosny? 
Monika A. Oleksa 

Fot. Marcin Piotr Oleksa 
Fot. Marcin Piotr Oleksa 

Dzisiejszy post w sposób szczególny chciałam zadedykować wszystkim Krystynom i Bożenom ( w tym tej najbliższej mojemu sercu, spod Wawelu :)), w dniu ich święta z najpiękniejszymi życzeniami :D oraz wszystkim tym, którzy już tak bardzo niecierpliwie wyczekują Wiosny... 

Krystynom i Bożenom - z najpiękniejszymi życzeniami :)

piątek, 11 marca 2016

Wielkopostne rozważania z Marią Magdaleną



Ileż bólu wypisanego jest na Twojej twarzy, Panie; ile krwawych kropli potu zebranych na Twoim czole. Spływają, zalewając Ci oczy, a Ty, dźwigając ciężkie drzewo krzyża, nie masz nawet możliwości, aby je wytrzeć.
Patrzę na Ciebie, a serce krwawi mi z rozpaczy. I sama już nie wiem, czy te spływające po Twoich policzkach rdzawe krople to pot, czy łzy, wylane za nas... 
Nie masz już siły, Panie. Jesteś umęczony biczowaniem i długą drogą, wyboistą i raniącą Twoje stopy. Krzyż ciąży coraz bardziej, a Ty z trudem utrzymujesz się na nogach. Czy nie ma nikogo, kto mógłby Ci pomóc? Gdzie się podziali ci, którzy nie odstępowali Cię na krok i deklarowali, że nigdy Cię nie opuszczą? Gdzie ci, co słuchali Twoich słów i byli świadkami cudów, których dokonywałeś? Jakże krótka jest pamięć człowieka i jak chwiejna jego wiara.
Szymon z Cyreny, prosty rolnik wracający z pola po wyczerpującym dniu pracy, staje na Twojej drodze, Panie, wbrew swojej woli. Ten człowiek Cię nie zna; być może słyszał o Tobie, bo ludzie gadali nieustannie o proroku, który się pojawił. Niektórzy twierdzili nawet, że jest Synem Bożym. Mesjaszem, wyczekiwanym od pokoleń. Dla tego prostego człowieka, stałeś się, Panie, niewygodą, ale on sam, biorąc wraz z Tobą krzyż i dźwigając go wraz z Tobą, dostępuje niezwykłego misterium spotkania Boga, który wychodzi mu naprzeciw. 
Naucz mnie, Panie, dostrzegać Twoją obecność tam, gdzie widzę tylko niewygodę i zwątpienie. Naucz mnie przystawać przy tych, których wszyscy opuścili. Naucz mnie pokory, abym w każdym człowieku umiała odnaleźć Twój obraz i podobieństwo, i abym nie raniła i nie lekceważyła innych, uważając się za kogoś lepszego. 

"Lecz kto by między wami chciał się stać wielkim, niech będzie sługą waszym. A kto by chciał być pierwszym między wami, niech będzie niewolnikiem wszystkich. Bo i Syn Człowieczy nie przyszedł, aby Mu służono, lecz żeby służyć i dać swoje życie jako okup za wielu." MR 10, 43-45


Jak długo jeszcze Twoje wyczerpane ciało da radę? Widzę jak tracisz siły, Panie, i nic nie mogę zrobić... A może mogę, ale jak innym, brak mi odwagi? Może w pewnym momencie tej drogi zwątpiłam, bo jak inni oczekiwałam cudu, a został tylko krzyż. I okrucieństwo człowieka, tak łatwo potępiającego i karmiącego się nienawiścią. 
Nie podeszłam do Ciebie, Panie, chociaż przez cały ten czas byłam obecna. Podeszła za to Weronika, która, przejęta litością, otarła Twoją twarz, chcąc choć w taki sposób Ci ulżyć. W Twoim spojrzeniu, pełnym miłości, odnalazła wdzięczność, a Twój obraz zapisany na jej chuście, stał się na zawsze odbiciem Twojego podobieństwa na każdym uczynku miłości, jaki podejmujemy. 
"Panie, kiedyśmy Ci to uczynili?"
"Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci Moich najmniejszych, Mnieście uczynili." 
Panie Jezu, naucz mnie świadczenia o Tobie miłością i życiem, a nie pustymi słowami, których ludzie nadużywają bez zrozumienia. Pomóż mi zapisać w sercu te słowa, które Sam głosiłeś, i chwyć mnie za rękę wtedy, gdy odejdę za daleko. A jeśli zwątpię i mój krzyż mnie przerośnie, a w sercu zostanie tylko wyrzut do świata, że znów rozczarował, i do Pana Boga, że zapomniał; postaw na drodze mojego życia ludzi, takich jak Szymon Cyrenejczyk czy Weronika, aby - świadomie lub nawet z niechęcią, pomogli mi odnaleźć drogę, którą Ty, Panie, przeszedłeś, a na końcu której jest Spełniona Obietnica. 
Naucz mnie świadczyć o Tobie miłością.
Twoja Maria Magdalena

"Nikomu nie bądźcie nic dłużni poza wzajemną miłością." 
"Miłość nie wyrządza zła bliźniemu."   Rz 13, 8a.10


wtorek, 8 marca 2016

Kobietą jesteś...

Fot. Marcin Piotr Oleksa  

Otwierasz oczy i witasz nowy dzień westchnieniem. Dokąd biegnie pierwsza Twoja myśl? O kogo od świtu się zamartwiasz, kogo obejmujesz swoją modlitwą i za kogo chciałabyś porozwiązywać wszystkie supły, powiązane na drodze pospiesznej, ziemskiej wędrówki? Czy zdajesz sobie sprawę z tego, że wraz z Tobą budzi się piękno i wrażliwość, którą nosisz w sobie? I wraz z Tobą w ten podejmowany od nowa dzień, wchodzą te nieuchwytne szczegóły, które zostawiasz za sobą jak zapach towarzyszących Ci perfum - Twoje ciepło, które czują ci, przy których się zatrzymujesz; delikatność, krusząca oziębłość; pewność i niezmienność, którą dajesz najbliższym, i te tylko Tobie właściwe cechy, wyróżniające Cię spośród wszystkich istot i sprawiające, że naprawdę jesteś wyjątkowa, choć rzadko samą siebie tak postrzegasz. 
Kobieta. Jesteś jak barometr, który wskazuje innym nastrój i pogodę dnia. Potrafisz skruszyć lód, załagodzić konflikt, obłaskawić wojowniczy testosteron i nakłonić do zmiany decyzji. Twój spokój potrafi ukoić, a rozdrażnienie udziela się wszystkim dookoła. Jesteś bezpiecznym portem, przy którym wszystko nabiera sensu i który wyznacza kierunek Twojej rodzinie na niespokojnym oceanie życia. 

Fot. Marcin Piotr Oleksa 

Kobieta. Trudno ją zrozumieć, bo ma w sobie tyle emocji, że często sama się w nich gubi, i sama siebie zrozumieć nie potrafi; ale jednocześnie to właśnie ona ociepla sobą dom, umie rozmawiać o tym, co trudne i dotykać tego, co bolesne. 
Serce kobiety karmi się miłością. Ona umie tą miłością obdarowywać, ale jednocześnie sama jej potrzebuje. Bez miłości i ludzi, których mogłaby tą miłością objąć, kobiece serce gorzknieje, a łzy twardnieją, hartowane latami. Kobieta to wulkan uczuć, ale też cierpliwość i spokój, który wycisza to, co wzburzone. To skała, twarda - pomimo fizycznej słabości, dająca oparcie i trwała, jak jej uczucia. 
Cudowna Kobieto, czy wiesz, że swoją kobiecość i piękno nosisz w sobie każdego dnia? Każdego dnia jesteś najpiękniejszym kwiatem, zdobiącym ten świat, i to bez względu na to, czy masz na sobie makijaż i sukienkę, czy też ulubione dżinsy, świecisz blaskiem niewytłumaczalnym dla żadnego mężczyzny. Pamiętaj, że dostałaś tylko jedno życie, i bez względu na to, jak krętymi ścieżkami Cię prowadzi, nie warto odkładać dni na później, bo może ich nagle zabraknąć. Nie bój się marzyć i nie stawiaj swoim marzeniom granic, bo tylko od Ciebie zależy, czy pozwolisz im na to, by wysoko uniosły Twoje skrzydła. Choć raz dziennie pomyśl o sobie, i o tym, czego Ty pragniesz i co dla Ciebie ważne, a nie wyłącznie o tym, co jest dobre dla innych. Będąc Mamą albo Babcią, nie przestajesz być Kobietą, a Twoje życie nie staje się mniej ważne przez to, że starasz się ze wszystkich sił, aby Twoim dzieciom czy wnukom niczego nie brakowało. One sobie doskonale poradzą mając przed oczami obraz Ciebie szczęśliwej, który zapamiętają, a nie wiecznie umęczonej, poirytowanej i odmawiającej sobie wszystkiego. Jesteś kobietą i nigdy o tym nie zapominaj, traktując samą siebie najsurowiej... 

Fot. Marcin Piotr Oleksa 

W tym wyjątkowym dla Ciebie i dla mnie dniu życzę Ci, niesamowita Kobieto, aby droga Twojego życia była jak najmniej wyboista, i abyś nie przeoczyła na niej tych niespodzianek, które tam na Ciebie czekają. Życzę Ci umiejętności zobaczenia w sobie kogoś wyjątkowego, bo naprawdę taka jesteś! Nie rezygnuj ze swoich marzeń, a jeśli już o nich zapomniałaś, odszukaj je i uwierz, że naprawdę mają szansę się spełnić, ale wszystko zależy od Ciebie i od Twojej wiary w to, co być może kiedyś wydawało się takie bliskie, a potem, z biegiem dni i lat, odeszło w zapomnienie. Nie oglądaj się za siebie, ale wypatruj tego, co życie chce Ci zaoferować. I patrząc dziś w lustro, postaraj się zobaczyć w nim naprawdę piękną kobietę, i samą siebie przekonać, że Twoje życie jest ważne tu i teraz, a nie kiedyś, czy potem... 
Z najlepszymi życzeniami - 
Monika A. Oleksa 

Fot. Marcin Piotr Oleksa