Coraz bliżej Nieba

Fot. Marcin Piotr Oleksa 

Z początkiem grudnia niebo przybliża się do człowieka, a otulające ziemię chmury wydają się być tak blisko, że można ich nie tylko dotknąć wyciągniętą ręką, ale niemalże po nich spacerować. W grudniu, pomimo tego, że mrok jest najdłuższy, a jasność walczy z ciemnością o każdą chwilę dnia, ludziom łatwiej dostrzec Nadzieję i uwierzyć, że jej siostry, Wiara i Miłość, naprawdę pukają do każdych drzwi, często jednak człowiek, uwikłany w swoje sprawy i zakrzyczany przez współczesny świat, tego pukania po prostu nie słyszy. 
Grudzień jest czasem oczekiwania. Czekamy na to, aby coś się zmieniło. W nas i w tym, co mnie otacza. W mojej codzienności, w moich relacjach z ludźmi, w moim życiu. Czekamy, bo mamy w sobie tęsknotę, której do końca nie potrafimy nazwać ani sprecyzować. I mało kto z nas uświadamia sobie, że tak naprawdę, tęsknimy za Niebem. Niebem już tu, na ziemi. Niebem w nas. Za Niebem, w którym mieszka Bóg, ten Jedyny i Najprawdziwszy. Ten, który jest Miłością. 

Fot. Marcin Piotr Oleksa 

Głód miłości jest najdotkliwszym głodem jaki doskwiera człowiekowi. Jesteśmy głodni i spragnieni miłości, bliskości, czułości i czyjegoś zainteresowania. Jesteśmy głodni dobrego dotyku i przytulenia. Chcemy być kochani i nosimy w sobie potrzebę, aby kogoś tą miłością obdarować. Bo z takim właśnie zamysłem Bóg stworzył człowieka. Aby kochał, a nie nienawidził i zabijał. Aby poprzez tę miłość wprowadzał pokój, a nie siał zamęt i prowadził wojny, tak łatwo poświęcając czyjeś życie. Aby wyciągał ramiona po to, by przytulać, a nie ranić. 

Fot. Marcin Piotr Oleksa 

Adwentowy czas oczekiwania jest, tak naprawdę, czasem czekania na miłość. Tę, która przyszła na świat w Betlejem i pozostała z ludźmi, przygarniając przybitymi do Krzyża ramionami. Czekamy, aby ktoś spojrzał na nas z łagodnością, akceptując w nas to wszystko co słabe, nieudolne i tak mało doskonałe. 
Adwentowe oczekiwanie ma głębszy wymiar niż czekanie na święta z całą oprawą choinki, światełek, kolęd, pastorałek i potraw, które przygotowujemy, a Boże Narodzenie to coś więcej niż dwa oderwane od rzeczywistości dni, suto zastawiony stół i biesiadowanie. Boże Narodzenie to dotykanie się miłością, uczenie się przebaczenia, uwolnienie od supłów, jakie pozawiązywaliśmy w relacjach z innymi, często najbliższymi. Boże Narodzenie to odkrycie, że Bóg zamieszkał wśród ludzi nie po to, by uczynić z nich niewolników, ale by dać im prawdziwą wolność, ucząc miłości. 

Fot. Marcin Piotr Oleksa 

W grudniu świat wydaje się najbardziej otulony niebem. W grudniu można dotknąć chmur wyciągniętą ręką, nosząc w sobie nadzieję, że mrok ustąpi przed jasnością, a wszystkie zimne kąty wychłodzonego serca, zostaną ogrzane bliskością. Ludzi i Boga, którego człowiek nieustanie poszukuje. Bo tylko z Nim można odkryć prawdziwe Boże Narodzenie, które będzie trwać nie tylko przez kilka grudniowych dni, ale wciąż i wciąż Bóg będzie się rodził w człowieku, za każdym razem przynosząc ze sobą pokój i zaspokajając głód miłości. 
Monika A. Oleksa 

Fot. Marcin Piotr Oleksa 

Komentarze

  1. Czy ja Ci już mówiłam, że jak piszesz, to tak, jakbyś szeptała? O Niebie, o bliskim Bożym Narodzeniu, o nadziei i o tym, żeby nigdy jej nie tracić. I tak myślę, że o tych sprawach nie możńa mówić ot tak, od niechcenia. I nie można o nich mówić głośno. To Ty powtarzasz, że najważniejsze słowa mówi się szeptem. A słowa o Miłości wlaśnie takie są: najważniejsze i najbardziej istotne.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Nowa Opowieść O Dwunastu Miesiącach: Luty

Podaj dalej

Magia zimowego wieczoru