piątek, 2 grudnia 2016

Ukryte za mleczną mgłą - Spotkanie Autorskie w Jedlinie-Zdrój i Szczawnie -Zdrój

Fot. Marcin Piotr Oleksa  

Jedlina Zdrój i Szczawno Zdrój, dwie urokliwe miejscowości na mapie Polski, w województwie dolnośląskim, obie malowniczo położone i z serdecznością witające każdego przybysza, dzieląc się z nim tym, co w nich najpiękniejsze. 24 i 25 listopada miałam ogromną przyjemność gościć ze spotkaniami autorskimi w Miejskiej Bibliotece Publicznej w Jedlinie Zdroju i Domu Zdrojowym w Szczawnie Zdroju, zostawiając tam swoje słowo i czerpiąc z bogactwa tego, czym te miejsca i ich mieszkańcy mnie obdarowali. 

Wśród książek wypełniających półki jest zawsze najprzytulniej
Fot. Marcin Piotr Oleksa 
Cudowna pani kierownik jedlińskiej biblioteki, Dorota Romanowska

MBP w Jedlinie Zdroju i jej cudowna i bardzo operatywna pani kierownik, Dorota Romanowska, czekały nam mnie prawie trzy lata. Jeśli jednak czegoś się bardzo pragnie, znajdzie się sposób, aby to osiągnąć. Pani Dorota znalazła drogę, która doprowadziła ją do mnie i do naszego spotkania, na które przyjechałam z tak wielką radością w sercu, że trudno to nawet opisać słowami. I pomimo tego, że sama Jedlina Zdrój powitała mnie mleczną mgłą, za którą zazdrośnie poukrywała wszystko, co miałam nadzieję zobaczyć, w progu biblioteki zostałam powitana tak wielkim ciepłem i oczekiwaniem, że to naprawdę wzruszyło, ale jednocześnie spowodowało ogromną tremę, czy sprostam oczekiwaniom tych ludzi, którzy w to listopadowe mgliste popołudnie przyszli tutaj, aby się ze mną spotkać i posłuchać tego, z czym do nich przyjechałam. 



Zatrzymani w zasłuchaniu...  

Moje bardzo osobiste spotkanie z Jedliną tak naprawdę zaczęło się od przyjaźni przywiezionej z Dąbek. To dzięki Marzence Kałwak, której między innymi zadedykowałam "Ciemną stronę miłości", pani Dorota usłyszała o mnie i moich książkach, a ja usłyszałam o Jedlinie Zdroju. Marzenka, tak naprawdę, była matką chrzestną spotkań w jedlinie Zdroju i Szczawnie Zdroju, i właśnie jej chcę najserdeczniej podziękować w tym miejscu za wiarę, że wcześniej czy później tutaj przyjadę, jak i za przyjaźń, która trwa pomimo odległości i która otwiera dla mojej rodziny bardzo szeroko drzwi jej domu. 

Przyjaźń, która trwa, pomimo odległości...
Nastrojowa herbaciarnia w Szczawnie Zdroju


Obecność Pani Basi, Mamy Marzenki,  była dla mnie dużą radością
Wyciszone chwile po spotkaniu...

Jesień, która w tym roku jakoś za szybko mi umknęła, przywitała mnie w Jedlinie mnóstwem zebranych specjalnie na ten wieczór kasztanów, przechowanych z taką starannością, że ich wypolerowane, brązowe i zupełnie niepomarszczone główki, rozłożone na tle kolorowych liści, przyciągały wzrok i wprowadziły w refleksyjny nastrój, który towarzyszył nam przez cały długi wieczór, umilony smakiem domowo wypieczonych przez panią Karinę jabłkowych muffin, które będę długo wspominała, podobnie jak całe to magiczne popołudnie otulone mgłą. 
Słowa, które nas prowadziły, przystawały w zadziwieniu nad zasłuchaniem Czytelników. Wobec tych słów nawet moi bohaterowie pochowali się po kątach, bo tak naprawdę nie przyjechałam do Jedliny, aby opowiadać o nich czy o sobie, ale aby zatrzymać przy słowie, które jest wartością. Przy słowie, które umacnia i buduje, uskrzydla i popycha do działania i zostawienia za sobą bierności. 

Dobre słowo ma moc... 
Złe zawsze powróci...
Fot. Marcin Piotr Oleksa 

Jedlińscy Czytelnicy dopisali, a ciepło pani Doroty i pań pracujących wraz z nią w bibliotece, rozgrzało i pozostawiło po sobie tyle dobra w sercu, że wyjeżdżałam ze łzą ukrytą w kąciku oka, i dziękowałam Jedlinie za tę mgłę, za którą poukrywała to, czym mogłaby się pochwalić, bowiem został we mnie tak duży niedosyt, że wrócę tu na pewno! A pani Dorocie i tak bardzo wrażliwym jedlińskim Czytelnikom najserdeczniej dziękuję za życzliwość i gościnność, z jaką zostałam przyjęta w Jedlinie Zdroju, i za niespodziankę artystyczną, która wyszła z rąk pana Z. Żyłka - fenomenalną karykaturę, oddającą z prawdziwą precyzją całą mnie! Dziękuję!

Fenomenalna niespodzianka!
I pierwsza w moim życiu karykatura :D 
Najmłodsza uczestniczka jedlińskiego spotkania :)
Chwile, które cenię ogromnie!

Fot. Marcin Piotr Oleksa 

Kolejnym przystankiem na mojej trasie autorskiej było Szczawno- Zdrój. Nastrojowe spotkanie w Domu Zdrojowym przygotowała tam pani Elżbieta Wcisło, która zatroszczyła się o wystrój uroczego miejsca i zaangażowała w stworzenie plakatu, wkładając w to po prostu serce. Cudowna, wrażliwa i bardzo artystyczna dusza, której spotkanie było dla mnie ogromną przyjemnością. Pani Elżbieto, serdecznie dziękuję za możliwość tego wspólnego obcowania ze słowem i za Pani pomoc i zaangażowanie! 
Szczawno Zdrój wypełniło mnie spokojem i zachwyciło swoją osobowością uzdrowiskowego miasteczka. Pomimo wieczorowej pory, pokazało mi trochę więcej szczegółów niż zasnuta mgłą Jedlina, i zauroczyło herbaciarnią, do której zabrała mnie Marzenka. 

Lubię piękno zamknięte w szczegółach
Pani Elżbieta jest cudowną, bardzo artystyczną i wrażliwą duszą...
... czującą podobnie... 
Dom Zdrojowy w Szczawnie Zdroju, niesamowite miejsce
Fot. Marcin Piotr Oleksa 

Spotkanie w Domu Zdrojowym było podobnie nastrojowe i zasłuchane jak to w jedlińskiej bibliotece, najcenniejsze jednak zawsze są rozmowy tuż po, kiedy padają nieoczekiwane i pełne refleksji pytania. "Dlaczego tak wielu twórców sięga po temat samotności?", zapytał mnie jeden z obecnych na spotkaniu panów. 
Może dlatego, że jest wszechobecna? I że nie ma na świecie człowieka, który nie doświadczyłby samotności... I może dlatego, że oddzielając się od siebie niewidzialnymi ścianami ekranów współczesnych smartfonów i laptopów, nawet w domu pełnym ludźmi czujemy się samotni, i szukamy wypełnienia tej luki w nas w sieci i wśród tych, którzy tak naprawdę pojawiają się przy nas tylko na chwilę, zbyt zajęci sobą, aby spojrzeć głębiej. Nie potrafimy ze sobą rozmawiać, bo to wymaga wysiłku i naszej uwagi, nie umiemy słuchać, bo podążając za trendem tego świata, jesteśmy skupieni na sobie i na własnym, egoistycznym "ja", a człowiek siedzący naprzeciwko jest mi potrzebny tak długo, jak długo widzę podziw dla siebie w jego oczach. I może właśnie dlatego twórcy sięgają po temat samotności, bo patrząc wrażliwymi oczami duszy, widzą dużo więcej...  
Dwa magiczne spotkania na Dolnym Śląsku pozostawiły we mnie wiele refleksji, cieniutkie niteczki przędzy, z której być może splotą się nowe tematy na kolejne powieści, i wiele tajemnic ukrytych za mleczną mgłą, dzięki której - zasmakowawszy niepowtarzalności Jedliny Zdrój i Szczawna Zdrój, na pewno tam wrócę, by odkryć więcej... 
Monika A. Oleksa 

Szczawno Zdrój nocą






niedziela, 27 listopada 2016

Szeptem

Fot. Marcin Piotr Oleksa 

Są pewne rzeczy i sprawy, o których mówi się tylko szeptem. Są takie chwile, kiedy jedynie szept nie naruszy ciszy złączonej z tą chwilą jednym oddechem. Są takie słowa, które wypowiedzieć można jedynie szeptem, bo tylko on nie zrani, i nie zniekształci tego, co tym szeptem zostało przekazane. 
Szeptem mówi się z czułością i łagodnością. Jak tchnienie wiatru porusza najdelikatniejsze struny ludzkiej duszy, wychwytując to, co głośne słowa zakrzykują. Szept jest esencją tego, co najistotniejsze. Otwiera naszą wrażliwość i wnika w nas z całym swoim ładunkiem, który przynosi i przekazuje. Wycisza wszystko co nieistotne, i nastraja nas w kierunku tego, czego wraz z tym szeptem możemy dotknąć i doświadczyć. 

Fot. Marcin Piotr Oleksa 

Szept nie krzyczy, ale często jest wymowniejszy od krzyku. Szept skłania do zastanowienia. Nie potrzebuje zbędnych słów, wypowiada jedynie te najistotniejsze, dzięki czemu ma dużo większą wartość niż głośny i nieprzerwany słowotok. Szept zbliża i uczy słuchać. Aby go zrozumieć, trzeba wyeliminować wszelkie zbędne dźwięki, które zaśmiecają nasze otoczenie i nachalnie wdzierają się do naszego świata. My im na to pozwalamy, szept nie. Paradoksalnie, cichy i spokojny sprawia, że rozkrzyczane dźwięki milkną, a cisza w nas nagle przewartościowuje obraz codzienności. Bo cisza jest dobra. Pomaga odnaleźć i zrozumieć samego siebie, usłyszeć to, co jeszcze niedojrzałe, lub zaniedbane i porzucone. 
Potrzebujemy w życiu szeptu. Potrzebujemy takich chwil wyciszenia i zbliżenia, twarzy do twarzy, ucha do ucha, słowa do słowa. Potrzebujemy bliskości z drugim człowiekiem, którą wyszeptywane słowa pozwalają nam odnaleźć, i potrzebujemy ciszy w nas, dzięki której będziemy potrafili usłyszeć to, co najważniejsze. 

Fot. Marcin Piotr Oleksa 

W niedzielny wieczór mówię do Ciebie szeptem. Nie krzyczę i nie narzucam Ci tego, czego nie chcesz słuchać, ale z łagodnością szeptu siadam naprzeciwko Ciebie, chcąc wsłuchać się w to, o czym chcesz porozmawiać lub wspólnie pomilczeć. Przed nowym tygodniem, który przyniesie ze sobą kolejne obowiązki, pytania i wątpliwości, chcę szeptem nastroić Cię pozytywnie do dni, które jeszcze przed Tobą. Pamiętaj, że masz na nie wpływ, i naprawdę dużo zależy od Ciebie, bo zawsze masz jakiś wybór. Pamiętaj również, że naszym największym wrogiem są schematy i przyzwyczajenia. To one zacierają wyraźny obraz rzeczywistości i dają złudzenie, że nic więcej ponad to, do czego doszliśmy, nie da się zrobić. I to właśnie ramy, które sami sobie wyznaczamy, blokują nasze poczucie własnej wartości i ograniczają do konkretnych działań na określonej przestrzeni, w której często dostajemy życiowej klaustrofobii. Dusimy się pragnąc powietrza, od którego sami siebie odcinamy. 
A potrzeba tak niewiele, aby najpierw w listopadowej szarości, a potem we własnym życiu zobaczyć coś więcej ponad to, co się już opatrzyło i nie daje radości. Zacznij od małych kroków. Nie powtarzaj nieustannie, że nie masz czasu, tylko wbrew temu, że ucieka, podaruj sobie nieoczekiwany jesienny spacer w ciszy i samotności. Bez względu na twój nastrój i pogodę, podaruj sobie dwadzieścia minut, aby wsłuchać się w szept, który jest w Tobie. To niewiele, ale właśnie ten maleńki krok i wyjście poza ustalony schemat pomoże Ci uwierzyć, że możesz więcej. Jeśli tylko chcesz. Bo wszystko jest w Tobie i twojej woli. Nic nie dzieje się poza Tobą, na wszystko wyrażasz przyzwolenie, choć nie zawsze zdajesz sobie z tego sprawę. 

Fot. Marcin Piotr Oleksa 
  
Szeptem mówi się o rzeczach ważnych, krzykiem odwraca się od tego uwagę. Szepcząc do Ciebie w tej chwili naszego intymnego spotkania wśród magii liter, chcę Ci powiedzieć, że masz w sobie siłę, aby zmienić to, co uwiera. Jedyne co musisz, to w nią uwierzyć. 
Monika A. Oleksa

Jeśli chcesz porozmawiać o tym, co uwiera, na co brakuje nadziei, albo o sile, którą w sobie odnalazłaś czy odnalazłeś, podziel się tym. Porozmawiamy szeptem, z uwagą wsłuchując się w to, co mamy do powiedzenia... monicao.jesienna@gmail.com 

Fot. Marcin Piotr Oleksa 

wtorek, 22 listopada 2016

Wtorkowe Spotkania Kulturalne: Koncert Muzyki Filmowej

źródło

Gdyby ktoś zabrał mi pióro i kartki papieru, i zakazał pisania, umarłabym, bo nie potrafię bez tego żyć. Pisanie jest we mnie, jest mną. Słowa, które noszę w sobie wypełniają mnie, dopełniają, tworzą światy, w jakich współistnieję równolegle do tego rzeczywistego. Podobnie jest z muzyką. Lubię ciszę i cenię ją, ale nie potrafię żyć bez muzyki. To ona mnie inspiruje i pomaga przenieść się tam, gdzie jedyne granice zakreśla moja wyobraźnia i odpowiednie słowa, których poszukuję, aby opisać to, co czuję i widzę oczami duszy.
Muzyka mnie porusza i przenika do każdej cząsteczki mojego ciała. Potrafi mnie wzruszyć, zirytować, unieść nad ziemią, zenergetyzować lub przygnębić. Doskonale dopasowuje się do mojego nastroju, przytulając gdy tego potrzebuję, lub popychając do działania, gdy za bardzo się nad sobą roztkliwiam. Muzyka towarzyszy mi w mojej codzienności, najbardziej jednak cenię te chwile, kiedy mogę słuchać jej na żywo, jak uzależniony nałogowiec rozkoszując się dźwiękiem, którego nic nie jest w stanie mi zastąpić. 

Fot. Marcin Piotr Oleksa

Całkiem niedawno miałam ogromną przyjemność uczestniczyć w Koncercie Muzyki Filmowej, który odbył się w Lublinie 13 listopada. Przyznam szczerze, że poszłam na ten koncert bez żadnych oczekiwań, wyszłam natomiast pod tak wielkim wrażeniem, że niemal unosiłam się nad ziemią poruszona pięknem, jakiego doświadczyłam. 
Można oglądać film oczami duszy i można słuchać muzyki sercem. Nie mogło jednak być inaczej, kiedy całe wydarzenie poprowadził Tomasz Raczek, a wzięli w nim udział tacy wykonawcy jak Janusz Radek, Andrzej Piaseczny, Robert Kiljański, Mieczysław Szcześniak, Krzysztof Cugowski i Justyna Steczkowska, której jednak było zdecydowanie za dużo w tym koncercie, i w drugiej części słuchacz czuł się znużony jednym tylko i tym samym głosem kobiecym wokalistki, która praktycznie nie schodziła ze sceny. 
Artystom towarzyszyła fenomenalna Orkiestra Tomasza Szymusia, a publiczność oprócz wokalu i brzmienia kultowych utworów mogła podziwiać układy taneczne w wykonaniu mistrzów swojej klasy, na tle choreografii multimedialnej, do której jakości jednak po gali "Broadway in Lublin" i możliwości oglądania najlepszych, miałam wiele zastrzeżeń. 
Samo jednak wydarzenie miało ogromną wartość artystyczną, prowadząc słuchaczy po tak różnorodnych ścieżkach dźwięku i emocji, że potrzeba było przerwy, aby uspokoić zawroty głowy i oszołomienie tym, czego doświadczała publiczność podróżując po filmowym świecie wraz z muzyką, która przenikała słuchaczy i wprawiała w stan muzycznego upojenia i zachwytu. Bo jak można pozostać obojętnym, gdy Mietek Szcześniak wzruszająco wyśpiewał kultową piosenkę Whitney Houston z filmu "Bodyguard" - "I Will Always Love You", i jak można było nie rozmarzyć się słuchając "She" z filmu "Notting Hill" w wykonaniu Piaska, czy nie otrzeć łzy zebranej w kąciku oka, kiedy Robert Kiljański wędrował wokalnie po ulicach Filadelfii. Kultowe filmy i kultowe melodie w wykonaniu naprawdę najlepszych męskich głosów. 

źródło
  
Kiedy zabrzmiały pierwsze dźwięki "Skyfall", w oczach publiczności pojawiło się pytanie, kto, oprócz Adele, może się z tym zmierzyć i konkurować z jej charakterystycznym uroczo zachrypłym głosem i mistrzowskim wykonaniem? Ale gdy na scenie pojawił się wokalista, nikt nie miał wątpliwości, że równie po mistrzowsku zmierzy się z tym wyzwaniem. Krzysztof Cugowski został powitany u siebie w  Lublinie oszałamiającymi i długo nie cichnącymi brawami, których posypało się dużo więcej po tym, jak wybrzmiały ostatnie nutki "Skyfall". Dla równowagi, w drugiej części koncertu pokazał się od strony bardziej lirycznej, wykonując utwór z "Dirty Dancing", niezapomnianego filmu mojej młodości, "She's Like the Wind". Tomasz Raczek przypomniał w tym miejscu postać Patricka Swayze, którego plakatami obwieszone były wszystkie ściany w moim pokoju nastoletniej panienki ;). 



W ciągu tego wieczoru towarzyszyły nam wielkie polskie nazwiska - Wojciech Kilar, Roman Polański, Krzysztof Komeda, Marek Hłasko. Ich "American dream" stał się rzeczywistością, a owoce ich pracy pozostawiają niezatarty ślad w każdym, kto się z nimi zetknie i otworzy na nie swoją wrażliwość. Symfoniczna muzyka z filmu "Dziewiąte wrota" czy "Dziecko Rosemary", z wokalizą wyśpiewaną przez Justynę Steczkowską, przyprawiła o ciarki, poruszyła głęboko i pozostała, pomimo skończonego koncertu. 
Nie sposób wymienić wszystkich utworów, jakie wybrzmiały, ani oddać słowem towarzyszących słuchaczowi odczuć. Nie sposób określić całej gamy wrażeń ani opisać dźwięków, jakie spływały ze sceny wraz z pojedynczymi łzami, wymykającymi się niepostrzeżenie. Zasłuchani w opowieść Tomasza Raczka, wielkiego filmowego autorytetu, i w muzykę, która niewidoczną smugą, jak delikatny zapach perfum czy para unosząca się nad świeżo zaparzoną kawą, docierała do każdego człowieka na widowni, trwaliśmy nieporuszeni, chłonąc każdą podarowaną chwilę i zanurzając się w muzyce, która była wszędzie, w każdym zakamarku wielkiej sali i w każdym wnętrzu, które się na nią pootwierało. Magia muzyki zatrzymała czas. Wskazówki stanęły, świat na zewnątrz odpłynął, zostały tylko dźwięki i wyświetlany pod zamkniętymi powiekami film, którego sceny zmieniały się wraz z melodią. Niezapomniany czas i chwile, które uwrażliwiły na piękno życia, i uświadomiły sens zatrzymywania właśnie takich chwil jak ta, do której można wracać, by odszukać tę odrobinę szczęścia, jakie ja osobiście odnalazłam w trakcie koncertu. 

Centrum Spotkania Kultur w Lublinie
źródło

Jedynym mankamentem filmowego wydarzenia była zupełnie niepasująca do tak wyjątkowego koncertu sala, a w zasadzie hala sportowa, która mnie, estetce, bardzo przeszkadzała, szczególnie gdy miałam świadomość, jak bajecznie wybrzmiałby ten koncert w Sali Operowej lubelskiego Centrum Spotkania Kultur. Wierzę, że w przyszłym roku właśnie tam obejrzymy podobne wydarzenie, mając możliwość zachwycić się nie tylko dźwiękiem i oprawą,  ale również tym, co dookoła.
Koncert Muzyki Filmowej polecam gorąco, bo to prawdziwa uczta dla najbardziej nawet wymagającego konesera, a Artystom składam wielkie wyrazy uznania, dziękując za emocje, jakich dostarczyli swoim głosem i włożonym w występ sercem.
Monika A. Oleksa         

Sala Operowa w Centrum Spotkania Kultur
źródło

niedziela, 20 listopada 2016

Pochwała niedzieli

Fot. Marcin Piotr Oleksa 

Niedziela. Siódmy dzień tygodnia, który stał się pierwszym. Dzień wywyższony i podarowany ludziom z miłości. Dzień na odpoczynek, wyciszenie, zatrzymanie w biegu i na obdarowanie czasem tych, których na codzień zaniedbujemy. Dzień święty i wyjątkowy. Inny od pozostałych sześciu. I często niedoceniany. 
Współczesny świat zagubił gdzieś świętowanie niedzieli. XXI wiek nie celebruje już chwil, które zostały nam podarowane wraz z tym dniem. Nie umiemy odpoczywać, rozmawiać ani skupić się na tym, co ważne. Zapominamy co znaczy "dzień święty święcić", i szukamy rozrywek w centrach handlowych, przed telewizorem lub ekranem komputera. Nadrabiamy zaległości w spaniu albo w pracy, którą przynosimy do domu. I gubimy bliskość z tymi, których mamy wokół siebie, bo na codzień rozdzieleni obowiązkami, nie potrafimy spędzać czasu razem. 

Fot. Michał Andrzej Oleksa 

Niedzielna wyjątkowość została zastąpiona spowszednieniem, a niepowtarzalne godziny wysypują się jak piasek z dziurawego worka, nie pozostawiając w nas prawie niczego, co można zapamiętać, i dzięki czemu mamy siłę i energię, aby wejść w kolejny tydzień, oczekując niedzieli jak podarunku. 
Niedziela jest prezentem, w którym możemy odnaleźć zaskakujące niespodzianki, jeśli zdecydujemy się go rozwinąć do samego końca, bez niecierpliwości, ale z ciekawością, co tym razem ukryte jest w opakowaniu tak innym od sześciu pozostałych. Nie jest zwyczajnym dniem wolnym, kiedy nic nie muszę. Jest piękna, bo uświęcona pamiątką Zmartwychwstania, ale czy jest w niej czas na oddanie chwały Panu i na dziękczynienie za ten dzień, który otrzymujemy i za wszystkie łaski, których często tak po prostu nie doceniamy? Nasze życie jest darem, podobnie jak te wszystkie dni, które wplatają się w naszą codzienność i odświętność. Nic nie jest w nich przypadkowe, podobnie jak nasze istnienie na tym świecie. Jesteśmy tu po coś i dla kogoś, a niedziela daje nam czas, aby to wszystko sobie przypomnieć i odpowiednio przewartościować. 

Fot. Marcin Piotr Oleksa 

"Jesteś dla mnie niedzielą", usłyszałam kiedyś takie słowa od mojej Babci. Te słowa zostały we mnie, podobnie jak brak, jakiego nic nie jest w stanie zastąpić, i tęsknota za tym, co bezpowrotnie odeszło. To Babcia nauczyła mnie celebrować niedzielę i dzięki niej zrozumiałam, że szkoda marnować czasu na odsypianie tygodnia i nicnierobienie, bo ten wyjątkowy dzień powtórzy się dopiero za tydzień, i nigdy nie będzie taki sam jak miniony z poprzedniego tygodnia. 
Nikt z nas nie wie, ile tych niedziel zostanie nam podarowanych, dlatego warto wykorzystać każdą z nich, dzieląc się sobą z innymi. To jest również czas na pielęgnowanie relacji małżeńskich i rodzinnych, a także przyjaźni, dzięki której nasze życie nabiera kolorów pomimo listopadowej szarości. 

Fot. Marcin Piotr Oleksa  

Jaka jest Twoja niedziela? Czym jest dla Ciebie ten dzień, który jest pomostem między starym i nowym tygodniem pracy, i zapowiedzią tego, co jeszcze nieodkryte? Czy umiesz spojrzeć na niedzielę jako na coś naprawdę wyjątkowego, czy też traktujesz ją jedynie jak przystanek, marudząc, że po niej nadejdzie poniedziałek? I czy umiesz być dla kogoś niedzielą, na którą czeka się z niecierpliwą radością, doceniając każdą wspólnie spędzoną chwilę? 
Lubię niedziele. To mój ulubiony dzień tygodnia, w którym nie ma schematów, bo każda jest inna, i każda wyjątkowa. Lubię ten czas bliskości z najbliższymi, i niedzielne spotkania z przyjaciółmi, kiedy godziny splatają się leniwie ze słowami, jakimi wzajemnie siebie obdarowujemy, i zapadają w pamięci ocieplając jesienno-zimowy chłód i rozpraszają ciemną szarość. Lubię nasze rodzinne poranne niezabieganie i celebrowanie chwil przy stole, który łączy. Lubię niedzielny smak kawy i domowego ciasta ze szczyptą miłości, i jestem wdzięczna za każdego z ludzi - bliskich, najbliższych i tych, którzy pojawiają się w naszym życiu nieoczekiwanie, i zostają na dłużej, przyprawiając wyjątkowość niecodzienności cząsteczką siebie. 

Pojawili się nieoczekiwanie, i zostali, a we mnie jest wdzięczność za każdą chwilę z nimi 
   
Spójrz, niedziela uśmiecha się do Ciebie zostawiając Ci tajemnicę, do odkrycia której Cię zaprasza. Doceń każdą chwilę, którą Ci przynosi i nie pozwól, aby przedponiedziałkowe przygnębienie przesłoniło Ci radość dnia, który będąc pamiątką prawdziwego Zmartwychwstania, daje nam nadzieję i uczy, że prawdziwa głębia niedzieli to wolność, którą dostałeś przez odkupienie, a której tak zupełnie nie doceniasz, przykładając za dużą wagę do tego, co nieistotne, a często lekceważąc to, co najważniejsze. 
Monika A. Oleksa 

Fot. Marcin Piotr Oleksa