piątek, 5 lutego 2016

Odczaruj Listopad! - Warsztaty Literackie



"Listopad - liść i padać.
Dużo liści, często pada. 
Nie lubię listopada." 
Julia Surowiec, Gimnazjum nr 9, im. cc mjra Hieronima Dekutowskiego ps. "Zapora" w Lublinie 

Większość tak ma. Na sam dźwięk słowa "listopad" czuje przechodzące po plecach ciarki, i najlepiej przespałaby ten miesiąc, zapominając, że on w ogóle istnieje. Ja lubię na przekór. Kocham jesień, październik to mój ulubiony miesiąc w roku, a listopad zupełnie mi nie przeszkadza - nawet jak jest dużo liści i często pada:)
W listopadzie spotkałam się z młodzieżą 9 gimnazjum im. cc mjra Hieronima Dekutowskiego ps. "Zapora" w Lublinie, na rozmowie o słowach, które mają moc. Poprosiłam wtedy o odczarowanie tego miesiąca, którego prawie nikt nie lubi, sama będąc ciekawą jak to zrobią. Prace młodzieży zaskoczyły mnie pomysłowością, barwnością formy i środków literackich, dość dobrym stylem i różnorodnością. Z prawdziwą przyjemnością wczytywałam się w metody zaczarowania najbardziej nostalgicznego miesiąca w roku, trafiając na prawdziwe perełki, które zostały zaproszone na warsztaty literackie, poprowadzone przeze mnie, z ogromną pomocą pani Małgorzaty Łopuszyńskiej-Ratyny, której serdecznie dziękuję za wsparcie i dopilnowanie szczegółów. 



Tematem przewodnim warsztatów była "Opowieść o dwunastu miesiącach", które poprowadziły nas przez cały rok, układając magiczną opowieść i dając młodzieży możliwość pobawić się słowem, oszlifować go i zajrzeć wgłąb siebie, wydobywając zdania, które zaskakiwały. Miesiące, od których nagle zrobiło się tłoczno w niewielkiej, ale bardzo przytulnej czytelni, przybrały realną postać ludzi i pozwoliły nam się zobaczyć poprzez słowa wyczarowane przez młodzież gimnazjalną. Nie tylko stały się barwną opowieścią o zmieniających się porach roku, ale pozwoliły nam również zobaczyć, że wszystko można zwizualizować, także marzenia. Najpierw każdy z nas zobaczył je za zamkniętymi powiekami, zaglądając w swoje pragnienia poukrywane głęboko; następnym krokiem było zapisanie ich słowem-symbolem, które ma towarzyszyć tym młodym ludziom, przypominając im, aby nigdy nie zakopali swoich marzeń, ale wierzyli mocno w to, że któregoś dnia zostaną one spełnione. Bo tak naprawdę wiele zależy od nas i od tego, jak pokierujemy swoim życiem i jakich wyborów dokonamy. 

Fot. Małgorzata Ratyna 
Przez warsztaty literackie poprowadziły nas miesiące

Każde spotkanie z młodzieżą daje ogromną dawkę dobrej energii!

Młodzież, z którą się spotkałam na warsztatach literackich, zaskoczyła mnie swoją dojrzałością przemyśleń, głębią słowa, niebanalnością spostrzeżeń i kreatywnością. Nikt nie siedział nad pustą kartką, zastanawiając się co napisać i jak wykonać zadanie, o które poprosiłam. Co więcej, młodzi ludzie bardzo szybko nawiązali ze sobą dobry kontakt i podjęli współpracę, pomimo tego, że nie wszyscy się znali. Patrzyłam na nich z prawdziwą przyjemnością, chłonąc każde słowo i starając się zamknąć w sobie jak najwięcej dobrych emocji i energii, którą mogłam od nich czerpać. 
" Październik ubrany jest w długi, ciemnożółty płaszcz i czerwone kalosze. W ręce trzyma kolorową parasolkę. Lubi chodzić w deszczu, zbierać opadające liście z drzew i tworzyć z nich bukiety. Na twarzy ma często smutny wyraz, ale to tylko pozory, bo Październik, tak naprawdę, jest cały uśmiechnięty." 
Aleksandra Kuchta, 9 Gimnazjum w Lublinie

"Lipiec to chłopak, który przyniósł słońce, ciepły wiatr i długie dni. On nie przejmuje się czasem i problemami, woli stanąć, zamknąć oczy, poczuć ciepły otulający go wiatr, ciepły piasek pod stopami i szum wody. Może tak stać cały dzień i całą noc. Lubi cieszyć się takimi chwilami." 
Natalka Połyńczuk, 9 Gimnazjum w Lublinie

"Czerwiec, dziewczyna z włosami upiętymi w dwa kucyki. Kapelusik na głowie, sukienka w kwiaty i pantofelki. Z uśmiechem bawiąca się na placu zabaw."
Małgosia Borkowska, 9 Gimnazjum w Lublinie

Dwie godziny intensywnej pracy twórczej... 
... nie było łatwo, ale młodzież stanęła na wysokości zadania


Przy ostatnim zadaniu na skojarzenia młodzież zaskoczyła mnie najbardziej, udowadniając, że bardzo szybko zrozumieli, czego w czasie tych warsztatów od nich oczekiwałam i naprawdę stanęli na wysokości zadania. Banalne słowa: "ołówek", "szuflada", "półka", oddały słowa zwrotne: "zapisane wspomnienia", "coś ukrytego", "podpora". Słuchałam ich jak urzeczona. I chłonęłam z prawdziwą radością wiedząc, że warsztaty słowa nie były zmarnowanym czasem, i że dzięki temu spotkaniu wzajemnie wymieniliśmy między sobą doświadczenie i świeżość pomysłów, które są jak biały, puszysty śnieg, jeszcze niczym nie skażony. Niesamowity czas z młodzieżą, której bardzo dziękuję za to, że miałam możliwość wspólnej pracy i spotkania, z którego wyszłam z ogromną dawką pozytywnej energii i wiary w te młode umysły, które wszystko mogą, jeśli tylko dostatecznie mocno będą w to wierzyć. 




Serdecznie dziękuję Pani Dyrektor Gimnazjum nr 9 w Lublinie, Urszuli Sławek za dotychczasową, myślę że owocną, współpracę i za możliwość rozpalania tych młodych talentów, które odkryłam, oraz za wiarę, że o dobrym słowie warto rozmawiać, bo ono naprawdę ma moc przemiany życia. Pani Małgorzacie Ratynie z serca dziękuję za życzliwość, zaproszenie mnie do szkoły, za wsparcie i monitorowanie listopadowego konkursu, oraz za to, że wkładając w swoją pracę serce, stara się pokazać młodzieży niesamowity świat książek, które bynajmniej nie są nudą, ale otwartą dla każdego bramą do przygody życia, która doprowadzić może naprawdę daleko, do spełnionych marzeń. 
Monika A. Oleksa 




"Blada kobieta siedziała w saniach zaprzężonych w renifery. Na głowie miała dość postawną koronę, a jej usta były prawie tak niebieskie jak jej włosy. Wydawałoby się, że jest chora lub zmarznięta, lecz jej oczy w kolorze stalowego błękitu nieba, skrywały nienawiść i gniew. Pędziła, a jej biała suknia ze srebrną koronką powiewała na wietrze." 
Agata Gajdziel, 9 Gimnazjum w Lublinie

"Sierpień to miłośnik snu, zabawy, wypoczynku nad brzegiem jeziora, na plaży, w basenie. Sierpień kocha jazdę na rowerze i na rolkach, pływanie, bieganie, wieczorne spacery. Sierpień uwielbia barwne sukienki. Jest spragniony wolności, spokoju, swobody, zabawy, bo wie, że zaraz zastąpi go inny miesiąc, pełen obowiązków i stresów. Chce wykorzystać swój czas, jaki jest mu dany, jak najlepiej. Nie marnuje ani minuty." 
Daria Pitek, 9 Gimnazjum w Lublinie

"Słońce przebiło się przez kwitnącą jabłoń docierając do mojego pokoju. Ciepłe światło sprawiło, że pierwszy raz od roku miałam ochotę wyjść z łóżka. Wstałam, ale nie poszłam się ubrać. Jedyne na co miałam ochotę to podejść do okna i odetchnąć zapachem wiosny. I tak zrobiłam. Uderzył mnie pierwszy podmuch ciepłego powietrza, przepełniony zapachem kwiatów, liści, drzew. Zapach najpiękniejszych perfum maja. Po woni dotarły do mnie dźwięki. Piękna symfonia ptasich śpiewów, zagłuszająca daleki uliczny gwar. Wiosna dotarła do mnie i ogarnęła wszystkie moje zmysły." 
Aleksandra Kubicka, 9 Gimnazjum w Lublinie 




wtorek, 2 lutego 2016

Wtorkowe spotkania kulturalne: Parnaz Foroutan "Dziewczyna z ogrodu"

Fot. Marcin Piotr Oleksa 

Wyobraź sobie, że za twoim oknem nie ma dziś pozimia ani przedwiośnia, najwilgotniejszej i najbrzydszej z pór roku, która oferuje jedynie brunatność i ogołocenie. Wyobraź sobie, że zerkając przez okienną szybę, widzisz ogród w pełnym rozkwicie. Zapach rosnących w nim wiciokrzewów i jaśminów przyprawia o zawrót głowy, figowiec ugina się pod ciężarem owoców, gałęzie nabrzmiałej i brzemiennej jabłoni niemal dotykają ziemi, a drzewko pomarańczowe rodzi przez cały rok. Ziemię okrywają pnącza mięty i obsypane kwiatami nasturcje, a w dużych glinianych donicach wschodzi geranium. Rośnie tam również drzewo granatu i róże. Ogród, na który patrzysz, pełen jest kwitnących róż: żółtych, różowych, o luźnych liściach, o płatkach w czerwono-białe paseczki, o ostrym zapachu i bezzapachowe, na długich gałęziach i niskich. Ten ogród należy do pewnej kobiety. Nazywa się Mahbube Malakuti. Jej imię oznacza "najukochańsza", a nazwisko "przez niebiosa". 
To właśnie ona, dziewczyna z ogrodu, a dziś już starsza kobieta, prowadzi nas przez historię żydowskich kobiet, mieszkających w Iranie w drugiej połowie XX, pokazując ich świat, w którym wszystko ma swój czas i swoje miejsce, i w którym od lat utrwalone reguły porządkują skomplikowany wzór ludzkich zachowań i podporządkowane im uczucia. 
Mahbube kocha swój ogród, ale w głębi serca czuje, że to miejsce nie należy do niej, tak jak i ona nie należy do niego. 

"To nie dom. To miejsce, które wymazuje całą pamięć o przeszłości."

A jednak ta przeszłość wraca do niej, napływając falami i przynosząc ze sobą twarze. Rachel i Chorszid. Dwie młode dziewczyny, poślubione dwóm braciom Malakuti, szwagierki i w pewnym sensie przyjaciółki, choć Rachel nie lubi opowiadać o przeszłości i wielokrotnie pytana przez młodziutką Mahbube: "Jak umarła moja matka?", odpowiada krótko: "Umarła z żalu." 
Mahbube nie pamięta twarzy matki, za to bardzo wyraźnie przypomina sobie Rachel, jej surowość i szorstkość, pod którą ukryta była wielka tragedia młodej dziewczyny, a potem już dojrzałej kobiety. 

"A co było źródłem tego żalu?"
"Skąd mam to wiedzieć? Dlaczego mnie o to pytasz?"
"Bo ty tam przecież byłaś."
"Czy myślisz, że mogłam wtedy cokolwiek zrobić? Miałam akurat taki sam wybór, jak ona..."

Powracająca we wspomnieniach Mahbube Rachel, pokazuje nam historię dwóch braci - Aszera, jej małżonka, i Ibrahima; Żydów mieszkających w Kermanszahu, w Iranie; dwóch wykształconych i zamożnych mężczyzn, których najważniejszym życiowym powołaniem było pozostawić po sobie syna. Młoda żona Ibrahima, Chorszid, oczekuje dziecka, dając całej rodzinie nadzieję na potomka, który przejmie owoce i plony pracy swojego ojca. Brzemienna Chorszid jest radością nie tylko dla Ibrahima, który w jej stanie odczytuje Bożą łaskę i błogosławieństwo, ale i dla teściowej Zolechy, która z ogromną mądrością samotnie wychowywała swoich synów po śmierci męża. Wśród tej radości oczekiwania na narodziny dziecka Chorszid i Ibrahima, jest również nadzieja Aszera i zazdrość Rachel, która pomimo upływu trzech lat od poślubienia starszego z braci Malakuti, wciąż nie może zajść w ciążę. 

"Panie, daj mi dziecko - szeptała w stronę ciemnej wody. - Proszę, daj mi dziecko. Syna, Panie. Tylko syna, tak żeby mąż był ze mnie zadowolony. Tak, żebym zawsze miała miejsce w jego domu. Błagam, Panie, ja muszę mieć dziecko!" 

Za wysokim murem pięknego domu, z ogrodem dużo piękniejszym niż ten, który widzi przez okno Mahbube, obok radości i nadziei zamieszkał niepokój, żal, a potem rozgoryczenie. Zmieniające się pory roku nie przynoszą Rachel nic, z wyjątkiem upokorzenia, kiedy zniecierpliwiony brakiem dziecka Aszer, bierze sobie drugą żonę, starszą od Rachel Kokab; kobietę z własną tragedią, która ma stać się spełnionym pragnieniem, początkiem i końcem, dopełniającym zamierzony przez Aszera plan i zaspokojeniem jego wieloletniej namiętności, o której wie tylko on sam. 

"Samotność to uczucie, którego można dotknąć. To obecność nieobecności." 

Kilka dni przed swoim ślubem z Rachel, Aszer zobaczył kobietę. Była to młoda żona jego kuzyna, Kokab. Patrząc na stojącą w fontannie, przyłapaną w chwili samotności kobietę, Aszer nie może się poruszyć. Od tej jednej chwili wie, że oddałby wszystko - bogactwo, przyszłość swojego potomstwa, cześć własnego nazwiska  - za możliwość posiadania tej kobiety, której nie wolno mu było tknąć. Od tego momentu Kokab stała się niezaspokojonym pragnieniem, pozbawiając Rachel już na starcie miłości męża, i spychając ją do jednej funkcji - przyszłej matki upragnionego przez Aszera dziecka. 

"Jutro wieczorem w moich ramionach znajdzie się nagie ciało Rachel... ale nie tamtej, przez którą drżę, której spojrzenie skradło mi duszę..." 

Nie odzyskał tej duszy nawet wówczas, gdy sprowadził do domu Kokab. Przybyła pod koniec zimy, zwiastując nadejście nowego. Mówiono, że kiedy się pojawiła, Aszer Malakuti jakby na nowo zbudził się do życia. Coś się w nim otworzyło, zmienił się. 
A Rachel? Odsunięta przez męża, upokorzona, zraniona i pozbawiona jego zainteresowania, pusta jak wydrążony owoc i zagrożona utratą swojej pozycji w jedynym domu, poza którym nie miała już żadnego innego. Co musiała przeżywać ta zraniona i zdradzona przez najbliższych dziewczyna, która całą winę za pojawienie się Kokab wzięła na siebie, wyrzucając sobie sprawiony mężowi zawód i bezdzietność, która - według reguł tamtejszego prawa, stawiała ją na najniższej pozycji. Czuła się bezwartościowa, pusta, naznaczona. Nie było w niej nic oprócz żalu do Boga i świata; nic oprócz zazdrości, gdy patrzyła na szczęśliwą Chorszid, kołyszącą swojego synka w ramionach i nucącą mu cichutko; oraz pustki, której nikt nie był w stanie zapełnić. 

"Mamy tylko tyle czasu na żal, na ile sobie możemy pozwolić."

Żal trawiący Rachel niszczy ją samą i wszystkich dookoła. Pomimo młodego wieku, gorzknieje, czując się staruszką, której już nic nie pozostało, oprócz rozpamiętywania. 

"Czas to balsam na bolące serce." 

Ten czas nie jest w stanie uleczyć Rachel. Zbyt wiele w niej złych emocji, zbyt wiele nienawiści, którą kieruje nawet w stronę jedynego sprzymierzeńca - Chorszid, nie będąc w stanie znieść szczęścia młodej matki. 

"Jeśli tam jesteś, jeżeli mnie słyszysz... - mówiła to ochrypłym szeptem, raczej rozkazując, niż błagając. - Zapewnij mi syna. Mówią, że Ty czynisz cuda. Proszę Cię tylko o jedno. Tylko o to jedno w życiu Cię poproszę!". 

"Bóg nie odbiera niczego, jeśli nie daje czegoś w zamian.". Bóg spełnił pragnienie serca Rachel i dał jej syna. Uczynił ją matką i kobietą, która zasłużyła na szacunek męża, będąc dla niego mądrością i podporą do starości. 
Co się stało z Kokab? Dlaczego śmierć Chorszid okryto taką tajemnicą przed jej córką, Mahbube, i nikt nie chciał o tym rozmawiać? Czym była micwa, akt współczucia i dobry uczynek, który wpłynął na życie obu braci Malakuti? 
Parnaz Forountan w swojej książce "Dziewczyna z ogrodu", odsłania przed nami wszystkie niedopowiedziane tajemnice, doskonale opisując codzienne życie w Iranie na początku drugiej połowy ubiegłego wieku. Czytelnik z wypiekami na twarzy przekręca kartki powieści, od której naprawdę ciężko się oderwać, choć książka wymaga chwil zatrzymania i przemyśleń, do których skłania. Emocje obecne na zapisanych stronach stają się tak wyraźne, że pomimo spokojnego przekazu rodzinnej historii, narasta w nas napięcie, niezgoda i pytania, na które trudno odpowiedzieć jednoznacznie. Ostatnie zdania pozostawiają niedosyt, i jeszcze długo nie dają o sobie zapomnieć sprawiając, że historia Rachel staje się  bliska, pomimo odmienności kulturowej i różnicy czasowej. 
Czytając "Dziewczynę z ogrodu" czułam podobny klimat, jak w czasie lektury "Czerwonego namiotu" - KLIK - ZAJRZYJ, zafascynowana zarówno słowem, jak i treścią mądrej opowieści opartej na faktach, którą bardzo gorąco polecam szczególnie kobietom, zapewniając, że ta książka nie rozczaruje, lecz ubogaci." 
Monika A. Oleksa 

Za możliwość przeczytania książki i za namówienie mnie na jej lekturę dziękuję Wydawnictwu Kobiecemu


Fot. Marcin Piotr Oleksa 


  

niedziela, 31 stycznia 2016

Diamenty dobrych dni

Fot. Marcin Piotr Oleksa 

Diamenty dobrych dni, rozrzucone przed każdym z nas w naszej codzienności, która na pozór wydaje się taka jednolicie szara, nijaka, pozbawiona wyjątkowości. A jednak w każdym z nich jest ukryte coś, co łatwo przeoczyć, a przeoczone - trudno odnaleźć. Nadzieja. Słowo, które umocni i nie zrani. Dotyk. Spotkanie. Rozmowa. Uśmiech. Wiadomość. Przeczucie. Telefon. Promień odbijający się w szybie i myśl: Czy to już wiosna? Kropla deszczu, która obmyje to, co zakurzone. Coś, co zachowaliśmy od zapomnienia i to, co będziemy chcieli zapamiętać. Przywołane wspomnienie, wydobyte ze szkatułki niezapomnienia. Zapomniany ból, do którego nie chcemy wracać. Powrót, który przerwie tęsknotę i tęsknota, która sprawia, że czujemy i dotykamy uczuć, chroniąc je od spowszednienia. Wypełniony brak. Spojrzenie z innej perspektywy. Wdzięczność. Tysiące powodów, aby każdy z nadchodzących dni potraktować jak drogocenny diament, nie lekceważąc żadnego z nich i nie obojętniejąc na życie, pomimo wilgoci i brunatności przedwiośnia za oknem, oraz wrażenia, że każdy z nich jest jednakowy. A nie jest. Tak jak diamenty, mające różną wielkość i uzależnioną od tego wartość, tak i dni codzienności nie są jednakowe i każdy z nich naprawdę jest w stanie nas zaskoczyć, jeśli mu na to pozwolimy otwierając się na życie, które jest pełne nieoczekiwanego. Bez względu jednak na wielkość diamentu, obok żadnego nie jesteśmy w stanie przejść obojętnie. 
Potraktuj w ten sam sposób dni, które nadejdą wraz z początkiem nowego tygodnia, gromadząc z każdego z nich po drobiazgu, który naprawdę może stać się dla Ciebie diamentem. 
Życzę Ci dobrych dni w nadchodzącym tygodniu i umiejętności dzielenia się tym dobrem z innymi, i nie zachowywania go wyłącznie dla siebie. 
Monika A. Oleksa  

Fot. Maria Sawicka 

czwartek, 28 stycznia 2016

Literackie Czwartki: Czwartkowe obiady, odc.40

Fot. Marcin Piotr Oleksa 

Helena wniosła do pokoju na małej tacy dwie szklanki z zaparzoną kawą, która swoim aromatem wypełniła cały dom. Ostrożnie zdjęła szklanki w srebrnych koszyczkach z tacy i postawiła je obok dwóch talerzyków z ciastem. Lubiła te spokojne, przedpołudniowe chwile, które mogli spędzić z Henrykiem tylko we dwoje. To był ich małżeński rytuał, którym się cieszyli jak kiedyś, dawniej, gdy wspólne chwile musieli wyrywać z codzienności, dzieląc swój czas między dzieci i pracę. Czas na emeryturze dał im siebie. Zwrócił to, co zabrał na początku małżeństwa, przynosząc wówczas zbyt wiele obowiązków codzienności, którym oboje musieli sprostać. Te wszystkie wspólnie przeżyte lata nauczyły ich doceniać drobiazgi, takie jak te przedpołudnia, smak kawy i bliskość. Czasami rozmowa, czasami milczenie. Wspólne bycie razem tu i teraz. Ich czas, odkrywany na nowo. Smak dojrzałej miłości, która już nic nie musi, a tak wiele rozumie. 
- Wiesz, Heniu, lubię ten poświąteczny czas, kiedy jeszcze czuję smak Bożego Narodzenia, ale już bez tego rozgardiaszu i bez tej przedświątecznej gorączki, kiedy wciąż mam wrażenie, że z niczym nie zdążę. 
- Bo ty, Hela, za bardzo się wszystkim przejmujesz. - Henryk sięgnął po ciasto, z którego Helena coraz częściej ostatnio go rozliczała. - Dzieci już dawno mamy dorosłe, a ty wciąż traktujesz ich wszystkich tak, jakby nieustannie potrzebowały twojej opieki. 
- Bo potrzebują! - obruszyła się Helena. - Pomimo tego, że dorosłe, wciąż popełniają błędy i pakują się w kłopoty. Trzeba nad nimi czuwać, Heniu. 
- Zupełnie się z tobą nie zgadzam. Każde z naszych dzieci wybrało swoją własną drogę, a ty, choćbyś stanęła na głowie, i tak nie uchronisz ich przed pomyłkami i błędami, które i tak popełnią, bo uważają, że są mądrzejsze od nas. Nie uważasz, że najwyższy czas na dobre odciąć pępowinę i pozwolić im zatęsknić? 
- Ty to najchętniej wysłałbyś je na koniec świata, a najlepiej tam, gdzie nie ma zasięgu. - Helena ujęła w dłonie szklankę z kawą i zajęła gorzkawym napojem, który od zawsze piła dla przyjemności. 
Henryk uśmiechnął się. Lubił podpuszczać żonę. Znał ją tak dobrze, że dokładnie wiedział, jak zareaguje, co powie, jak się zachowa. Przeżyli ze sobą tyle lat, że żadne z nich nie pamiętało, jak to było kiedyś, zanim się poznali. Czasami się sprzeczali, bywało, że obrażali na siebie śmiertelnie, a czasami potrzeba było ogromnych pokładów cierpliwości, aby nie wybuchnąć, odpuścić. Oboje wiedzieli jednak, że podejmując przed laty decyzję o wspólnej drodze, wzajemnie wzięli za siebie odpowiedzialność i żadne nigdy nie dopuściło do siebie myśli, że ma dość, i że można inaczej, oddzielnie. Łatwiej. 
Siedząc tak obok Heleny, Henryk uświadomił sobie, że bez niej nie dałby rady przez te wszystkie lata. Jego żona, choć jak każda  -czasami zrzędliwa, tak naprawdę była sensem wszystkiego, co razem stworzyli. Dzięki niej ich dom miał w sobie ciepło, do którego ich dzieci nadal chciały wracać. Dzięki niej zwykła codzienność miała niepowtarzalny smak takiej właśnie kawy-parzuchy, a niedziela zawsze kojarzyła się ze świętem i rosołem. Tylko Helena potrafiła załagodzić wzburzone emocje Henryka, gdy polityczne bzdury, które oglądał w telewizji podnosiły mu ciśnienie, i tylko ona potrafiła skłonić go do tego, aby zmienił zdanie, gdy już podjął jakąś decyzję. Helena była integralną częścią jego życia - jak to powiada stare powiedzenie - z babą źle, ale bez baby jeszcze gorzej. Świat bez Heleny po prostu by się dla Henryka zawalił, i on dobrze o tym wiedział. 
Teraz, patrząc na swoją żonę kątem oka, uśmiechnął się do myśli, że nadszedł taki czas w ich małżeńskim życiu, że z nikim nie musi się już Heleną dzielić i że teraz, po tym jak dzieci się powyprowadzały, on, Henryk, jest dla niej najważniejszy. Tak jak ona dla niego. 



Mieszkanie Bogusi lśniło bardziej niż przed świętami, a wysprzątany pokoik, w którym zwykle zatrzymywała się Natasza z Jagodą, czekał na przyjęcie nowej lokatorki, której przyjazdu Bogusia nieco się obawiała. Kuzynka Kornelia miała przylecieć w czwartek. Natasza już obiecała matce, że obie pojadą do Warszawy, aby odebrać z lotniska Kornelię, dla której przylot do Polski po tak wielu latach nieobecności mógł okazać się poruszającym przeżyciem. 
Bogusia była pełna wątpliwości co do tych odwiedzin, i nie omieszkała podzielić się nimi z Eulalią, która mocno przeziębiona, wygrzewała się w łóżku, pod czujnym okiem i opieką Marty. 
- Zupełnie nie wiem, czego się po tym babsku spodziewać - jęczała Bogusia do słuchawki telefonu. 
- Zamiast się cieszyć, że będziesz miała jakąś rozrywkę, to marudzisz - odpowiedziała Eulalia, sięgając po chusteczkę, aby wydmuchać zapchany nos. 
- Ale cię wzięło. Gdzieś ty łaziła, że takie paskudztwo złapałaś? 
- Sąsiadka na ploty przyszła i naniosła mi wirusa wraz z sąsiedzkimi opowieściami. A potem mnie jeszcze Marta do Zamkowych Tarasów wyciągnęła, no i się doprawiłam. 
- Zamiast po galeriach latać, przyjaciółką byś się zajęła! - prychnęła Bogusia. 
- A ty co, dziecko jesteś? Z wnuczką czas spędzałam. Wiesz, od czasu do czasu lubię porozpieszczać Martusię, a jak sobie pomyślę, że już niedługo jakiś facet zabierze mi ją na zawsze, to płakać mi się chce. 
- A właśnie, ustalili już jakiś termin? - Bogusia bardzo aktywnie uczestniczyła w życiu przyjaciółki i jej bliskich, czując się po tylu latach dobrej i owocnej znajomości, niemalże członkiem rodziny i uważając na tej podstawie, że ma prawo do zadawania nawet najbardziej osobistych pytań. 
- No własnie nie. Na razie przyglądają się kalendarzowi i lokalom. Twierdzą, że mają czas i chyba nie spieszy im się do dorosłości. 
- No i bardzo dobrze! - wykrzyknęła Bogusia tak głośno, że Eulalia skrzywiła się i musiała odsunąć słuchawkę od ucha. - Niech się dziewczyna nacieszy młodością i jej urokami. Jak wpadnie w tryb: praca-dom-dzieci-mąż, nie będzie miała czasu na realizowanie siebie. 
- Jakoś nie wyobrażam sobie Marty zamkniętej w czterech ścianach z pieluchami, gotującej obiadki i czekającej na przyjście męża z pracy - zachrypiała Eulalia, kaszląc do telefonu tak, że Bogusia odsunęła od siebie komórkę z obawy przed zarażeniem. 
- Kochana, sama wiesz najlepiej, że życie weryfikuje nasze marzenia i plany, często stawiając nas w miejscu, w którym same siebie nigdy nie wyobrażałyśmy, niestety. 
- Ale przyznasz, że zaskakiwać też potrafi, i to miło. To nie zawsze jest tak, że nic od nas nie zależy. Często sami bezwolnie godzimy się na coś, czego nie do końca chcemy, a potem po prostu przyzwyczajamy się i nie chcemy niczego zmieniać, bo każda zmiana kosztuje, a nowe zawsze niepokoi i przeraża. 
- Ty się, Lalka, strasznie filozoficzna w tej chorobie zrobiłaś. - Bogusia pokręciła głową, sprawdzając jednocześnie palcem, czy drzewko szczęścia na parapecie nie ma już za sucho. 
- Bo za trudne tematy poruszasz - zakaszlała Eulalia. - Uprzedź dziewczyny, że ze względu na to, że ja zaległam, a ty jedziesz na lotnisko, czwartkowy obiad przekładamy. 
Bogusia westchnęła ciężko. 
- Czy zdajesz sobie sprawę z tego, że na następnym będzie nas o jedną więcej? Obawiam się, że moja kuzynka pozna moje życie od podszewki. 
- Będzie ciekawie, Bogusia. Coś się będzie działo! A! Tylko Staszka przed nią schowaj, żeby mu się amerykańskiego snu nie zachciało!
- No co ty, Lala! Gdzie on taką drugą jak ja znajdzie? - Eulalia wyraźnie usłyszała w głosie przyjaciółki rozbawienie, i sama się uśmiechnęła, już tęskniąc za wulkanem Bogusinej energii. - Wracaj szybko do zdrowia, bo zamierzam zaangażować cię w umilanie czasu mojej kuzynce. 
Uśmiechnęła się i cmoknęła w słuchawkę, dając przyjaciółce znać, że ta rozmowa ją zmęczyła i że jej obolałe gardło potrzebuje wytchnienia. 
- Trzymam za ciebie kciuki. Może nie taki diabeł straszny, jak ci się wydaje - powiedziała jeszcze i zostawiła Bogusię z ciężkim zgryzem nadchodzących dni...  cdn...
Monika A. Oleksa 




niedziela, 24 stycznia 2016

Magia zimowego wieczoru

Fot. Marcin Piotr Oleksa 

Witaj! Tak miło Cię tu spotkać i razem z Tobą zakończyć ten wieczór, bez pośpiechu i bez krążących nad głową jak czarne wrony myśli o dniu jutrzejszym, który wraz z początkiem nowego tygodnia, przyniesie stos nowych lub tych samych obowiązków i postawi przed Tobą i przede mną zadania, często zbyt trudne do rozwiązania w pojedynkę. Tak dobrze mi usiąść razem z Tobą, bez względu na to, gdzie w tym momencie jesteś, i w chwili wieczornego wyciszenia po prostu odpocząć, pozwalając myślom wyciszyć się, uspokoić, przygotować do dobrego snu... A jeśli tymi słowami zaczynasz swój poniedziałek, pomyśl, że nie jesteś z tym wszystkim co przed Tobą, sama ani sam. Jeśli zajrzysz tu przed rozpoczęciem rozpędzonego tygodnia, wynieś stąd, proszę, odrobinę spokoju przed wejściem w niespokojną codzienność i świadomość, że myślę o Tobie ciepło. I dziękuję Ci za to, że tu jesteś.
Zimno? Na ten chłód na dworze zaparzę herbaty, takiej jaką lubię najbardziej i jaką sama się ogrzewam w zimowe popołudnia i wieczory. Do kubka, który zawsze jest z motywem kwiatów, wsypię pół łyżeczki czarnej herbaty z bławatkiem i skórką pomarańczową. Do tego dodam troszkę suszonych owoców jabłka, hibiskusa, jarzębiny i dzikiej róży. Dodam dwa goździki, które koją i chronią gardło przed zimowym chłodem, i szczyptę imbiru, dla rozgrzania. Czasami dodaję też szczyptę kardamonu, dla aromatu i smaku. Kiedy to wszystko zacznie już wirować w roztańczonym walcu z gorącą wodą w objęciach, dodam plasterek pomarańczy, który zatańczy solo, na samym środku, rozkładając się na powierzchni jak sukienka baletnicy na lustrzanej podłodze. Taką herbatą chciałabym Cię poczęstować. Taką lubię najbardziej. Nie piję jej, tylko smakuję pozwalając, aby każdy łyk pozostał we mnie ze wspomnieniem tej spokojnej chwili, którą podarowałam sobie i którą chciałabym obdarować Ciebie. 

Fot. Marcin Piotr Oleksa 

Na chłód w sercu nie mam recepty. Wiem, że słowo, nawet najcieplejsze, nie zawsze ma moc, aby go przegonić, czy wymienić na ciepło. Chłód w sercu rozpędzić może jedynie człowiek. Jego dotyk. Spojrzenie. Bliskość. Nawet milczenie, ale wspólne, takie, które łączy, a nie dzieli. Na zimno w sercu potrzeba kojącego plastra ludzkiej serdecznej obecności, która jest jak termiczna opaska utrzymująca ciepło. Dlatego człowiek dostał uczucia, takie jak miłość i przyjaźń, aby nimi obdarowywać, a nie zatrzymywać dla siebie. I aby dzięki temu, że się nimi dzieli, ogrzewał nie tylko te serca, które marzną, ale i własne, chroniąc je w ten sposób przed zamarznięciem. 
Ja czuję dziś ciepło i wiem, że to nie tylko zasługa tej herbaty, ale również świadomość, że tu jesteś. Że wracasz, zaglądasz, wpadasz, zatrzymujesz się i rozmawiasz ze mną, choćby tylko uśmiechając się w zamyśleniu do ekranu, na którym wyświetlają Ci się słowa, którymi chcę się z Tobą dzielić. Wiem, że nie jestem tutaj sama i nigdy nie czuję się tak, jakbym wchodziła do pustego pokoju. Chciałabym, abyś Ty również wiedziała i wiedział, że nigdy nie jesteś tu sam. Jestem obok. Czasami po prostu siadam i milczę razem z Tobą, ale zawsze staram się zrozumieć życie i to, z czym tutaj przychodzisz. Nigdy nie mijam Cię obojętnie, bo wiem jak boli obojętność. Też jej doświadczyłam. 

Fot. Marcin Piotr Oleksa 

Zimowe wieczory mają w sobie magię. Jest w nich jeszcze świeże wspomnienie Bożego Narodzenia, jest mistyczność Białej Pani - Zimy, są również radosne karnawałowe nutki, które rozedrgane taneczną melodią, próbują sprawić, abyś uśmiechnął się do zwyczajnego dnia, odkrywając w nim niecodzienność. Tylko w zimowe wieczory herbata z goździkami smakuje tak wyśmienicie, a zwyczajna pomarańcza kojarzy się ze świętami. 
Nie myśl dziś o przygniatających problemach nadchodzącego tygodnia i nie traktuj poniedziałku jak zła koniecznego. Pozwól, aby ten zimowy wieczór, w którym przez chwilę chcę Cię zatrzymać, wyciszył Cię i wypełnił dobrą energią; aby zatrzymał pośpiech, w którym nieustannie czujesz, że coś musisz, i pozwolił Ci dostrzec drobiazgi, pozamykane w roziskrzonych śniegowych gwiazdkach, przekrzywionych z ciekawością łebkach czarnych gawronów albo w szarości i bieli mew, za którymi bardzo tęsknię; w zatrzymanych między gałęziami poduszkach śniegu, póki jeszcze tam są... 
Niechaj ten spokojny wieczór przygotuje Cię na spokojną noc i dobry dzień, do którego uśmiechniesz się, gdy tylko otworzysz oczy tak, jak ja teraz uśmiecham się do Ciebie, dziękując Ci za to, że jesteś, i za ten czas, który ze mną spędziłaś i spędziłeś. 
Monika A. Oleksa 

I pamiętaj, że: "Każda radość, którą niesiemy innym, zawsze do nas powróci." Zenta Maurina Raudive

Fot. Marcin Piotr Oleksa 
  

czwartek, 21 stycznia 2016

Dług miłości

Fot. Marcin Piotr Oleksa 

Czy pamiętasz smaki i zapachy swojego dzieciństwa? Czy pamiętasz tę radość w sercu, która towarzyszyła ci nieodmiennie zawsze wtedy, gdy dobiegałeś do drzwi, za którymi zawsze było ciepło, a w miękkich ramionach Babci znikał cały świat, z wszystkimi swoimi zmorami, które tutaj nie miały dostępu? Dziadek uśmiechał się do ciebie tak po męsku, bez wylewnej czułości, której nie potrzebowałeś, bo w jego spojrzeniu było wszystko. Miłość, którą czułeś niemal namacalnie; wdzięczność za ciebie i za te chwile razem; przygoda, jaką było odkrywanie ciebie i twojego dziecięcego świata, do którego drzwi szeroko przed nim otwierałeś. W domu dziadków czas przystawał, a to, co drażniło naszych rodziców staromodnością, dla ciebie, dziecka, było poczuciem bezpieczeństwa, niezmiennością i stałą, na której z ufnością oparłeś swój świat, pozwalając tym spracowanym i doświadczonym życiem ludziom definiować go i tłumaczyć. Z rodzicami dyskutowałeś, dziadków natomiast słuchałeś. Świat przy nich był zawsze magiczny, inny od codzienności, pełen rytuałów, które wzajemnie wypracowaliście. To był świat, do którego tęskniłeś, gdy było ci źle i który zamknąłeś w sobie, wchodząc w dorosłość i szukając swojej drogi. 

Fot. Marcin Piotr Oleksa
Patrząc na swoje życie z perspektywy czasu widzę, jak wiele zawdzięczam ludziom, którzy tak bezgranicznie obdarowali mnie sobą i swoją miłością. Patrząc na to, jaka jestem, dostrzegam jak wiele moich wyborów dokonałam, mając wpojone przekonanie o ich słuszności. Moi dziadkowie, a konkretnie dwie babcie i jeden dziadek, podarowali mi dzieciństwo, w którym mogłam się ukryć uciekając od rodzinnego domu z problemem alkoholowym. Świat, który dla mnie stworzyli, do dziś noszę w sobie, przekazując moim dzieciom fragmenty, które są w stanie zrozumieć. I pomimo tego, że ten rok jest pierwszym, kiedy nie złożę już życzeń mojej Babci, jestem wdzięczna losowi za to, że miałam ją tak blisko przez tyle lat, i że w pewnym momencie, gdy nasze role się odwróciły i gdy to ja zaczęłam się opiekować nią - tak jak ona przez całe życie mną, udało mi się spłacić dług miłości, jaki wobec niej zaciągnęłam. 

Pierwszy Dzień Babci bez niej... Tyle lat była przy mnie...
Tak często nie zdajemy sobie sprawy z tego, jak wielki kredyt miłości dostajemy bezinteresownie. Tak często przyjmujemy go bez zastanowienia, wpadając do babci i dziadka okazjonalnie, przyjmując - a tak mało ze swojego czasu oddając. Oni nie potrzebują prezentów, tylko uwagi. Obecności. Rozmowy. Bliskości bliskich. Prostego, ludzkiego zainteresowania ich życiem, które dla nas - zabieganych, zapędzonych, może i wydaje się nudne i monotonne, ale dla nich jest codziennością wypełniającą dni czekania. Na dzwonek do drzwi. Na telefon. Na obietnicę przyjazdu. Na obecność. Na Ciebie i Twoje dzieci, które od nas uczą się szacunku dla starszych i z obserwacji życia wyciągają swoje wnioski. Tym, czego ich własnym przykładem nauczymy w dzieciństwie, odpłacą się nam, gdy już same będą dorosłe. 
Babcia i Dziadek. Nasze korzenie i historia, którą mamy na wyciągnięcie ręki, niejednokrotnie żałując wtedy, gdy jest już za późno, że nie słuchaliśmy jej dostatecznie uważnie i że tyle rzeczy przeoczyliśmy. 

Babcia i Dziadek to najcenniejszy skarb, jaki możemy przekazać naszym dzieciom
Piosenki mojego dzieciństwa, przy których zasypiałam kołysana męskim głosem mojego dziadka - partyzanta, do dziś sprawiają, że za każdym razem, gdy je słyszę, rozlewa się we mnie kojące ciepło. "Serce w plecaku", "Wojenko, wojenko", "Rozkwitały pąki białych róż", "Przybyli ułani pod okienko". Byłam zbyt mała, aby zrozumieć wszystkie opowieści dziadka. Straciłam go, gdy miałam dziewięć lat, zawsze jednak czułam, że jest dla mnie kimś wyjątkowym, dla kogo ja stałam się skarbem nowego życia. 
Dziś jestem z niego dumna, jest moim bohaterem, który potrafił zająć małą dziewczynkę fascynującymi zabawami i przekazać jej niewyczerpany plecak miłości, z którego czerpię do dziś. Z dumą opowiadam o nim moim chłopcom, żałując, że żaden z nich nie mógł go poznać, i pomimo tylu lat jego nieobecności tutaj, wciąż jest przy mnie - w moich myślach, w mojej pamięci i w sercu. Wciąż obecny, pomimo upływu lat, gdy nagle zabrała go choroba... 
Wierzę w to, że ci, co odeszli, wciąż z nami są, a jeśli nie czujemy ich obecności to tylko dlatego, że sami pozwoliliśmy im odejść... Czuję obecność mojego Dziadka i mojej Babci. Mojego Taty, który śni mi się za każdym razem coraz pogodniejszy. Wciąż tak bardzo wyraźnie widzę te chwile, które razem z Babcią celebrowałyśmy przy kawie, uwielbiając ten czas tylko we dwie, kiedy cały świat za oknem przystawał, a ona słuchała mnie i uśmiechała się z miłością, i troską zarazem. Tę troskę nosiła w sobie do samego końca... Brakuje mi jej, ale jestem ogromnie wdzięczna za te wszystkie lata, kiedy była, przekazując mi niepodważalne prawdy i ucząc poszanowania dla rodziny oraz kobiecości, o którą sama dbała prawie do dziewięćdziesiątki. 

Moja Babcia...
Dzień Babci i Dziadka w pięknej zimowej oprawie.Ciepły, pomimo mrozu i uśmiechnięty, jak wirujące w powietrzu Śnieżynki. Zazdroszczę Ci, jeśli możesz dziś osobiście złożyć życzenia tym, od których wszystko w Twoim życiu się zaczęło. Zazdroszczę Ci tego, jeśli wciąż możesz się do nich przytulić i powiedzieć im, że ich kochasz. Nie zapomnij o tym słowie. Ono i Twoja obecność są ważniejsze niż najbardziej wyszukany prezent. Nie zapomnij o słowach: "Tak dobrze, że Cię mam, Babciu!", 'Tak dobrze, że jesteś, Dziadku!", bo życie umyka tak szybko, że możesz nie mieć okazji, aby je jeszcze kiedyś powtórzyć. Pamiętaj dziś o nich bez spoglądania na zegarek i bez wyliczania czasu, który możesz im poświęcić. Zaskocz ich swoją obecnością, nawet pomimo odległości. To szczególne święto jest dla nich, aby choć w jeden dzień roku mieć możliwość podziękować im za to, że po prostu są. Twoja Babcia i Twój Dziadek. Twoja Rodzina. 
Wszystkim babciom i Dziadkom składam dziś najpiękniejsze życzenia, aby w swoich wnukach odnajdywali pogodną radość, z której można czerpać każdego dnia, nawet tego mniej odświętnego, a moim Babciom i Dziadkowi posyłam dziś jeden z najcenniejszych bukietów, jaki możemy ofiarować tym, którzy odeszli - moją  pamięć o nich, wdzięczność za miłość, jaką mnie obdarowali, i modlitwę w ich intencji z wiarą, że te lata bez nich to tylko przejściowa nieobecność, i że przyjdzie taki czas, gdy znów przytulą mnie jak wtedy, gdy byłam jeszcze dzieckiem, z ufnością wbiegającym w te wyciągnięte do mnie ramiona. 
Monika A. Oleksa        

Fot. Marcin Piotr Oleksa
Wiem, że moi chłopcy będą czerpać z tej miłości przez całe życie...
I wiem również,że pomimo fizycznej nieobecności, Ona tu jest...

niedziela, 17 stycznia 2016

Od nowa

Fot. Marcin Piotr Oleksa 

Styczeń. Piękny, zimowy miesiąc, który w ciągu jednej nocy potrafi przemienić szary świat w bajkową krainę Pana Andersena, przysypując śniegiem, ubierając drzewa w białe puchate płaszczyki i tworząc na zmarzniętych szybach misternie dopracowane obrazy. Miesiąc szczególnie przeze mnie ukochany, bo w styczniu właśnie przyszłam na świat, dostając w prezencie od Życia cały rok i prawie pełne dwanaście miesięcy. Jako dziecko Zimy, bardzo lubię tę porę roku, dziękując jej za wszystko, co przynosi.
W styczniu najbardziej doceniam to, że jest początkiem. Kolejnym rozpoczynaniem od nowa tego, co nie wyszło w ciągu minionych miesięcy. Kolejną szansą na zaniedbania, na ponowne podjęcie porzuconych po drodze postanowień, zebranie marzeń i rozrzucenie ich po pogodnym, mroźnym niebie, aby je lepiej widzieć i naprawdę uwierzyć, że mogę po nie sięgnąć, bo to moje marzenia i nikt, poza mną samą, mi ich nie odbierze. 


Jako pierwszy miesiąc umownego roku, Styczeń ma nam tak dużo do zaoferowania. Nie rozlicza, tak jak Grudzień, skłaniający do refleksji, ale jest pełen optymizmu i wiary, że się uda. Pełen dobrej energii, którą zaraża i przynoszący nowe siły, w które pozwala nam uwierzyć. Z każdym dniem, dodawanymi minutami wydłuża światło, abyśmy mogli lepiej dostrzec nadzieję. Tę samą, która zapukała do każdych drzwi w Wigilię, pozostając tam, gdzie ludzie jej na to pozwolili. 
Teraz, z delikatnym tajemniczym uśmiechem na twarzy, przysiadła przy kuchennym stole, bo tam czuje się najlepiej. Nie chce być gościem, tylko domownikiem, zaprzyjaźnionym z tymi, którzy w tym domu mieszkają. To ona, ta zielonooka Nadzieja jest tą, która pomaga nam zaczynać wciąż od nowa. To ona uczy nas nie zwracania uwagi na upadki i potknięcia, gdy życie podstawia nogę, oraz wiary w to, że tym razem się uda. 
Postanowienia, zamiary, ćwiczenie silnej woli i praca nad sobą. Z początkiem Nowego Roku dostajemy na to czas. Łaskawy Czas daje nam czas. Rozliczymy się z niego dopiero za dwanaście miesięcy, a dni, które dostaliśmy, możemy wykorzystać tak, jak chcemy. Każdy z nich zapakowany jak śliczny prezent, otworzenie którego wielokrotnie nas zaskoczy. 

Życie ludzkie jest pełne niespodzianek

Pamiętaj, że nie musisz zmieniać w sobie niczego na siłę. Małe kroki doprowadzą Cię skuteczniej do celu, niż wielkie zamierzenia. Wiara w postawiony sobie cel pomoże Ci wytrwać w dobrych postanowieniach, a sama potrzeba zmiany doda Ci energii, dzięki której z optymizmem spojrzysz na najbliższe miesiące. 
Dobrze, że mamy taką możliwość, aby zaczynać od nowa, bez względu na to, ile razy już nam się nie udało i ile razy zwątpiliśmy w siebie i własne siły. Dobrze, że wciąż jest w nas potrzeba zmiany, dzięki której życie nie staje się monotonią, ale ma w sobie szczyptę nowego, może nieco szaleństwa, potrzebnego jednak do tego, aby wyjść poza swoje własne granice i ograniczenia. Pamiętaj, że wszystkie zmiany są po to, aby Tobie było z nimi dobrze. Nie musisz uszczęśliwiać kogoś tylko dlatego, że czujesz się w pewnym sensie do tego zobowiązana lub zobowiązany. Każda zmiana powinna prowadzić do Twojego wzrastania w dążeniu do doskonałości, z pozwoleniem sobie jednak na porażki, bo one są częścią życia. Jeśli chcesz nauczyć się nowej umiejętności, przyswoić język lub inną wiedzę, nie wymagaj od siebie natychmiastowych efektów, ale skup się raczej na systematyczności - powoli, ale przed siebie. Nie wycofuj się jeśli dojdziesz do wniosku, że Ci nie wychodzi, ale daj sobie czas i naucz się cierpliwości. Jej potrzebujemy najbardziej. We wszystkim. 
Nie bój się zmian, bo w pewnym momencie życia są one niezbędne. Nie muszą być spektakularne, wystarczy, że dojrzejesz do tego, aby coś zmienić w sobie, w życiu, w najbliższym otoczeniu. Nie w innych, tak jak często byśmy chcieli, dyktując własny scenariusz tym, których moglibyśmy zaakceptować, ale na własnych warunkach. Dobre zmiany zawsze zaczyna się od siebie, pamiętając jednak, że nawet jeśli jest to stąpanie po kruchym lodzie, małe i ostrożne kroki w przód zawsze doprowadzą nas do celu. Do spełnionych pragnień, które czekają na nas po drugiej stronie dopiero rozpoczynającego się roku. 
Życzę Ci, abyś nie bała i nie bał się dobrych zmian, podejmowanych od nowa, i aby każda z nich pomogła Ci dojść do celu, który wraz z początkiem tego Dobrego Roku, sobie wyznaczyłeś. 
Monika A. Oleksa 

Każda zmiana jest niewiadomą, ale warto zaryzykować, bo życie lubi zaskakiwać! 

Ten post dedykuję każdemu miłemu Gościowi, który lubi się ze mną zatrzymać na tę krótką chwilę refleksji w rozpędzonym życiu, dziękując za obecność; a w sposób szczególny - Lidce...