sobota, 25 czerwca 2016

Kruszonka na gorąco - czerwcowe spotkanie autorskie w Lublinie :)

Fot. Marcin Piotr Oleksa 

Biblioteka to magiczne miejsce, mające moc zaczarować każdego, kto zdecyduje się otworzyć z pozoru zwyczajne drzwi i przekroczyć próg, oddzielający zabiegany świat od krainy łagodności. Witająca przybysza cisza nie onieśmiela, a utula, pozwalając zostawić przy drzwiach to wszystko, co ze sobą przynosimy. Poukładane w równych rządkach książki wychylają się ciekawie, zaintrygowane krokami, po których rozpoznają ciężar noszonych trosk. Każda z nich chciałaby trafić w muskające w przelocie ręce czytelnika, który tym jednym, niby niepozornym gestem, daje im życie. Bo książka żyje tylko w czyichś dłoniach, przygarnięta - choćby na chwilę, na jeden lub kilka wieczorów; dopieszczona dotykiem palców przekręcających kartki; nasycona zapachem domu, do którego trafia, i zabierająca ze sobą kropelki łez czy kawy, nieopatrznie poszturchniętej. Książka, tak jak dziecko, potrzebuje przytulenia, uśmiechów i akceptacji. Bez rąk, które po nią sięgają i bez czytelnika, jest martwa. Staje się jedynie zlepkiem zadrukowanych stron, spiętych kolorową okładką. Sztywną ozdobą i porzuconym przyjacielem, który bez człowieka nawet zapłakać nie potrafi. 

Kruszonka z kruszonką :) 
Fot. Marcin Piotr Oleksa

W bibliotecznej przestrzeni unoszą się słowa. Przysiadają czasami na biurku czy okiennym parapecie, przykucają po kątach albo gonią się wzajemnie, bawiąc w chowanego. W refleksyjnej ciszy dają się usłyszeć tym, którzy ich poszukują. Nie są napuszone i nie udzielają rad nieproszone. Ale potrafią trafić do serc właśnie poprzez książki, na kartkach których odpoczywają, i w wypowiadanych zdaniach, w jakie można się wsłuchać na spotkaniach autorskich. 

Zasłuchani w magię słów... 
... zatrzymani w codziennym zabieganiu....
Zaczarowani literami... 

15 czerwca odbyło się kolejne spotkanie autorskie z "Niebem w kruszonce" w roli głównej. Moja osiedlowa biblioteka, Filia nr 28 MBP w Lublinie, po raz kolejny otworzyła dla mnie swoje gościnne drzwi, witając mnie ciepłem uśmiechów i ogromną życzliwością pani kierownik Marii Poręby oraz jej niezawodnej załogi, pani Beaty Gryki, Iwony Rogali i Magdaleny Opalki, która pomimo licznych obowiązków młodej mamy była obecna na spotkaniu, wspierając mnie swoim głosem przy prezentowaniu fragmentów "Nieba...". Liczba przybyłych Czytelników przemile zaskoczyła zarówno mnie, jak i pracowników filii, którzy byli jednak dobrze przygotowani, i miejsca starczyło dla każdego. Podobnie jak ciasta z kruszonką, domowo wypieczonego przez panią kierownik Marię Porębę, i przez autorkę "Nieba w kruszonce" :D. 

Wiele prawd wspólnie odkryliśmy tego popołudnia.. 
... wiele ścieżek razem przeszliśmy...
... wspólnie się ubogaciliśmy...
... i wspólnie coś w sobie pozostawiliśmy...

Obecne pośród nas słowa, uwolnione i głośno wypowiedziane, nabrały mocy i pozwoliły zebranym rozsmakować się w nich, dotknąć tych najwrażliwszych i zabrać ze sobą te, które najgłębiej zapadły w serca. Te same słowa z mocą opowiedziały o marzeniach i o małych tęsknotach, noszonych w sercu, z których rodzą się wielkie pragnienia, mogące stać się motorem życia, jeśli pozwolimy im się poprowadzić i nie uciszymy szeptu, z jakim do nas przemawiają. Dobre słowa prowadziły nas przez lubelskie spotkanie, wytyczając kierunki ścieżek, którymi przeszliśmy, prowadzeni przez bohaterki mojej najnowszej powieści. 
Wsłuchana w zaciekawioną obecność moich cudownych Czytelników, wśród których nie zabrakło przyjaciół, bliskich sąsiadów i znajomych, moich pracodawców i ludzi wiernych moim książkom od "Miłości w kasztanie zaklętej", starałam się odpowiedzieć na wypowiedziane i niewypowiedziane pytania, słowem chcąc podziękować za tę obecność przy mnie tego środowego popołudnia, jak i za sympatię i serdeczne przywiązanie, dzięki któremu wiem, że droga, którą wybrałam, jest tą właściwą. Dzięki takim właśnie Czytelnikom, w których roziskrzone oczy patrzyłam z prawdziwym wzruszeniem, moje książki żyją, a utrwalone w nich zdania nie są jedynie martwym zapisem stworzonej przeze mnie rzeczywistości, ale czymś więcej. Te słowa stają się przyjaciółmi, do których moi cudowni Czytelnicy wracają, o których ze mną rozmawiają, i do których motywują. 

Czy "Niebo w kruszonce" też stanie się przyjacielem? 
Odpowiedź na to pytanie znają tylko moi Czytelnicy...
... których ogromnie cenię i szanuję

Jak to możliwe, że rozpoczynając pisanie książki, nigdy nie wiem jak ona się skończy? Co to znaczy, że bohaterowie mnie prowadzą i w jaki sposób się z nimi "komunikuję"? Jak to jest z pierwszym zdaniem powieści - czy sprawia najwięcej trudności, czy wprost przeciwnie, przychodzi i chce, abym go spisała i rozwinęła? Jest najważniejsze, bo od niego, tak naprawdę wszystko się zaczyna i to ono, to pierwsze zdanie, ma moc sprawczą, oddziałując na czytelnika - albo go przyciągnie i zachęci, albo sprawi, że odłoży książkę niezainteresowany.
Na te i na wiele innych pytań odpowiedziałam na spotkaniu w Filii nr 28 MBP w Lublinie, a przybliżając Czytelnikom fragmenty swojego życia i dzieląc się sobą, miałam jednocześnie możliwość przyjrzeć się tym wszystkim doświadczeniom, które pomimo tego, że wielokrotnie trudne, doprowadziły mnie do tego miejsca, w którym znajduję się obecnie, spełniona i pełna wdzięczności Panu Bogu za wszystko, co otrzymałam. 

Jedno z wielkich, spełnionych marzeń
... a to kolejne...
... spełnione marzenie dziewczynki...
... która chciała zostać... 
... pisarką...

Czerwcowe spotkanie, ubogacone tak wielką różnorodnością przybyłych, serdecznych i otwartych ludzi, miało w sobie dodatkowy smak wisienki w kruszonce :), jaką była obecność dziennikarki Grażyny Hryniewskiej. Na relację ze spotkania dziennikarskim spojrzeniem zapraszam tutaj - KLIK

Pytania pani Grażyny były bardzo wnikliwe i ciekawe
A rozmowy z Czytelnikami po spotkaniu... 
... jak zwykle - bezcenne!

Na ręce pani Marii Poręby składam gorące podziękowania za to ciepłe, magiczne spotkanie, które w to letnie, czerwcowe popołudnie zgromadziło tylu Czytelników, z których każdy był dla mnie perełką, za którą z serca dziękuję! Dziękuję pani Beacie Gryce i pani Iwonie Rogali za kawiarniany wystrój biblioteki i jej czerwcowe ukwiecenie. Magdzie Opalce dziękuję za pomoc wokalną i serdeczną obecność!
Pozdrawiam Paulinę, która nie mogła być z nami tego popołudnia, bo zdawała swoje ekonomiczne egzaminy :) Paulinko, wiem, że na pewno się w Lublinie spotkamy, a Twoja mama godnie Cię reprezentowała, uskrzydlając mnie ciepłymi słowami, które głęboko zapisałam w sercu i pamięci! 
Agacie dziękuję za to, że chce się mną dzielić z innymi, a mojej najdroższej przyjaciółce, Agnieszce, dziękuję za obecność - teraz i przez te wszystkie lata naszej przyjaźni - nawet nie wiesz, jak ważne to dla mnie było! I jak ważna Ty jesteś w moim życiu! 
Dziękuję moim niesamowitym Czytelnikom, którzy nigdy nie zawodzą i dzięki którym moje książki są ciągle nieobecne na bibliotecznych półkach, doświadczając tej wielkiej radości dotyku niecierpliwych rąk i smakowania słów sercem pisanych. Jesteście, kochani, moim bogactwem i dajecie mi wiarę w samą siebie i moc pióra. 
Mojemu ukochanemu mężowi, Marcinowi, dziękuję za fotograficzną relację, wspieranie mnie we wszystkim i za miłość, która codziennie uśmiecha się do mnie szarymi oczami. 
Monika A. Oleksa 

Fot. Marcin Piotr Oleksa  
Serdeczność pani Marii Poręby rozgrzewa
Wierzę, że kolejne słowa rozkwitną tak, jak kwiaty
Dedykacja - moje podziękowanie dla każdego Czytelnika
Fot. Marcin Piotr Oleksa 
Pani Maria Poręba i jej załoga :)

poniedziałek, 20 czerwca 2016

Przędza

Fot. Marcin Piotr Oleksa

Czasami bywa tak, że coś się popruje. Starannie utkany wzór zostanie wyszczerbiony, tracąc któryś ze swoich elementów. Wkładana latami praca, zupełnie nagle, poprzez jedno zaczepienie, zaciągnięcie, sypie się, burząc to wszystko, co z taką dokładnością wypracowaliśmy. Utkane z kawałeczków codzienności życie nagle gubi jedną nitkę, a zaciągnięte oczko sprawia, że cały ułożony wzór pruje się i strzępi. 
Każda nieoczekiwana i nieprzewidziana zmiana przeraża. Przyzwyczajeni do utartego rytmu, czujemy się jak wykolejony pociąg, który wypadł z torów. Potrzeba dużo czasu, determinacji i siły, aby przywrócić porządek i zacząć w miarę normalnie funkcjonować, z pamięcią jednakże naznaczoną wydarzeniem, które przekierowuje rozpędzone życie na inne tory. 
Każde takie wydarzenie pozostawia po sobie lekcję i każde sprawia, że życie już nigdy nie jest takie samo. Coś się zmienia, coś kończy, coś innego dojrzewa. Wyplecione włókna, poprzerywane nitki, pozaciągane oczka zniekształcają fakturę materiału, dopasowując ją jednakże, po paru przeróbkach, do nowego kształtu. Czy wygodniejszego? Zazwyczaj niestety nie, choć bywa i tak, że nowy wzór wytycza coś zaskakującego, otwiera nowe, nieznane dotąd ścieżki, doprowadzające nas do miejsc i ludzi, których, być może nie zmuszeni koniecznością poszukiwań, byśmy nie odkryli. 

Fot. Marcin Piotr Oleksa 

Czasami bywa tak, że coś się popruje. Kolorowa przędza wysnuwa się, zostawiając po sobie ślad, puste miejsce, czasami dziurę. Próbujemy radzić sobie z tym zniekształceniem tak, jak potrafimy. Cerujemy łatę, uzupełniając brak czymś zastępczym. Przypinamy w to miejsce broszkę, lub chowamy pod apaszką czy warstwą czegoś innego. Szukamy własnego sposobu, aby to opanować, przywyknąć lub zmienić, pomimo tego, że zupełnie na tę zmianę nie byliśmy gotowi. 
Życiowe drzazgi, wystające często tam, gdzie się ich nie spodziewamy, potrafią mieć tak silną moc sprawczą, że od jednego włókna i zaczepienia może się spruć cała tkanina. Jeśli pozostaniemy biernymi obserwatorami, pozwalając na to i użalając się nad sobą, z całego naszego poukładanego życia zostaną tylko strzępki, wspomnienia utrwalone w przędzy. Jedynie działaniem jesteśmy w stanie zachować to, co cenne i czego nie chcemy utracić. Czasami po prostu trzeba postawić się życiu, pójść pod prąd albo przystanąć, gdy nie po drodze nam z tym, w kierunku czego nas popycha. Czasami warto też poprosić o pomoc. To nie wstyd przyznać, że sobie nie radzimy. Nie zawsze własnymi siłami będziemy w stanie unieść to, co nieoczekiwanie przybyło. Ciężar dźwigany z czyjąś pomocą traci na wadze, a troski, choć ich nie ubędzie, podzielone z kimś, nie pochylają tak bardzo jak te, które niesiemy w pojedynkę. Warto skorzystać z dłoni wyciągającej się w naszym kierunku i warto też czasami posłuchać tych, którzy mogą coś podpowiedzieć, i którzy słyszą więcej, również między słowami.

Fot. Marcin Piotr Oleksa

Przędza naszych dni, tkana z pojedynczych zdarzeń splecionych w życie niepowtarzalnym wzorem, wije się poprzez naszą zwyczajność i odświętność. Cieniutkie niteczki chwil, zebrane jedna przy drugiej na podarowanym nam przy urodzeniu krośnie, złączone ze sobą mocnym splotem, tworzą niepowtarzalność życia każdego człowieka. Niektóre z nich wypuszczamy z rąk pozwalając, by uleciały bezpowrotnie; inne zatrzymujemy, przyglądając się im we wspomnieniach i ucząc od nich zachwytu nad momentami, które są jedyne i niepowtarzalne. 
Nie zawsze utkany wzór spełnia nasze oczekiwania. Niejednokrotnie życzymy sobie, żeby był bardziej kolorowy, wysmakowany, ładniejszy; taki, jak wzór kogoś innego, na który spoglądamy z zazdrością. Bywa i tak, że ze złością przerywamy lub prujemy nitki, niezadowoleni z efektu, który otrzymujemy. 
Najtrudniej nam zaakceptować własne słabości i niedociągnięcia, i uświadomić sobie, że choć dużo zależy ode mnie, nie na wszystko mam wpływ, bo przecież w tworzony przeze mnie gobelin wplatają się również inni ludzie i zdarzenia, nad którymi nie mam kontroli. 
Nie wyrzucaj więc sobie, że czegoś nie dopilnowałeś i pozwoliłeś na to, by coś się popruło i coś w ściegu rozeszło. Zaszyj to, co się da, a w miejsce wyprutych wpleć nowe, barwniejsze nitki, i zrób to, co możesz i co zależy do ciebie, aby twoje wyplecione dzieło, układane w życie, było takie, na jakie będziesz spoglądać z wdzięcznością za wszystkie wykorzystane szanse; z zadowoleniem i z dumą, że pomimo przeciwności, udało ci się stworzyć coś tak pięknego. Twoje życie. 
Monika A. Oleksa 

Fot. Marcin Piotr Oleksa 

sobota, 11 czerwca 2016

Premierowe spotkanie z "Niebem w kruszonce"

Fot. Marcin Piotr Oleksa 

Dom pachnący świeżym, drożdżowym ciastem kojarzy się z ciepłem i bezpieczeństwem. Wchodząc do niego, wprost czujesz otulającą cię atmosferę swojskości i życzliwości. W domu pachnącym świeżym drożdżowym ciastem nie wszystko jest doskonałe, tak jak w życiu. Nie wszystkie rzeczy leżą na swoim miejscu, kuchenny blat złośliwie nie daje się utrzymać w idealnej czystości, a w kącie czasami przycupnie zwinięty w kłębek z psiej sierści kot kurzu. Pomimo jednak tych niedociągnięć dom stara się, by ci, którzy w nim zamieszkali, odnaleźli tu swój maleńki kawałek nieba, ukryty choćby w kruszonce. 

Fot. Marcin Piotr Oleksa 

31 maja, w Filii nr 31 MBP w Lublinie, przy ul. Nałkowskich 104a, odbyła się premiera "Nieba w kruszonce". Magiczny wtorek 31 maja zgromadził wielu bliskich mi Czytelników, którzy wraz ze mną i z panią kierownik filii, Agnieszką Pawlak-Dziaduch, zapragnęli zatrzymać się w biegu codzienności, i z pojedynczych okruchów dnia wybrać te, które zasmakują jak tytułowa kruszonka. 
Pani Agnieszka poprowadziła to spotkanie w sposób niezwykle subtelny i doskonale pasujący do książki i mojej osobowości. Było niespiesznie, refleksyjnie i nastrojowo. Obecne wśród nas bohaterki moich książek usiadły przy nas cichutko, nie wdzierając się siłą do świadomości Czytelników, ale dając im wolność wyboru tego, w czym się najbardziej rozsmakowali. Tak naprawdę "Niebo w kruszonce" nie zagrało tam pierwszych skrzypiec. Renata, Kasia i Emilia stały nieco z boku, onieśmielone tyloma osobami, którzy przyszli tam, aby je poznać. Melania zatrzymała się w progu, jakby niepewna, czy może dołączyć do pozostałych kobiet, tak dzisiaj eleganckich i odświętnych. 

Gospodyni spotkania, pani Agnieszka Pawlak - Dziaduch
Kilka niespodzianek czekało na Czytelników na premierowym spotkaniu
Po raz pierwszy wybrzmiał fragment "Uśmiechu Mima"...
... wybrzmiała też przepiękna muzyka - niespodzianka pani Agnieszki!
Mnie jednak wzruszyły zszargane, biblioteczne egzemplarze!

Jedynie Ewa weszła śmiało do środka, siadając pośród obecnych. Ona już poznała to miejsce, "Samotność ma twoje imię" również tutaj, w tej filii, miała swoją premierę - KLIK. Bogatsza o wiele życiowych doświadczeń Ewa, z większą niż przed dwoma laty dojrzałością słuchała opowieści o życiu wplatanym w kartki książek, i pozwoliła nawet przeczytać fragment swojej historii, uśmiechając się łagodnie przy słowach o babci. Pomimo tego jednak, że przez moment znów była gwiazdą, tajemniczą, bo nigdy nie odsłoniła wszystkiego do końca, ona również wiedziała, że najważniejsi tutaj są Czytelnicy. To oni noszą w sobie kawałki przeczytanych powieści, do jednych przywiązując się bardziej, do innych mniej; i to oni, jak szkło przez które przechodzi słoneczne światło, odbijają refleksem zdania posplatane z pojedynczych słów i spisane przez pisarza. To oni kształtują opinię o książce i przekazują ją dalej, zostawiając w pamięci uczucie niedosytu lub niestrawności po przeczytanej lekturze. To nie autor decyduje o dalszych losach swoich bohaterów - i tych opisanych, i tych jeszcze noszonych w sobie; ale właśnie Czytelnik, który poprzez pytania, rozmowy, dociekanie czy podpowiedzi, a często również i przez własną opowieść, naprowadza autora na drogę, po której pisarz decyduje się przejść, zbierając rozsypane tam słowa. 
Moje bohaterki dobrze o tym wiedziały, dlatego bez nachalnego narzucania się, grzecznie zakomunikowały, że są gotowe na spotkanie z Czytelnikiem, ale chcą się z nim poznać sam na sam, w intymniej relacji książka-człowiek. 

Moi cudowni Czytelnicy... 

Takie chwile po spotkaniu cenię najbardziej!
A w takich rozmowach tkwi całe bogactwo spotkań autorskich
Najwierniejsze i niezawodne Czytelniczki :D
Przyłapana na podczytywaniu "Nieba..." :D
Opowieść pani Izy to dowód na to, jak życie potrafi zaskoczyć! 

Pani Agnieszka trochę jednak je sprowokowała, w czterech krótkich fragmentach nakreślając kim są, i dlaczego zostały tu zaproszone.   

Pani Olga przybliżyła dwie z bohaterek "Nieba..."
Pani Dorota przedstawiła kolejne dwie...
...a pani Agnieszka dopełniła reszty 

Dlaczego "niebo" i dlaczego "kruszonka"? Co kryje się za tym niejednoznacznym tytułem, do którego prawa autorskie ma mój młodszy syn, Miłosz, bo to on go wymyślił; i co takiego czytelnik znajdzie w środku, kiedy zacznie przekładać kartki, śledząc historie zwyczajnych kobiet i życia, którego nie da się zaplanować, choćbyśmy nie wiem jak bardzo chcieli. 
Sprowokowana i zachęcona pytaniami pani Agnieszki, poprowadziłam moich Czytelników poprzez historię powstania "Nieba w kruszonce", sięgając do korzeni, bez których nie byłoby mnie i mojego pisania. Uchyliłam drzwi i zaprosiłam tych, którzy przyszli spotkać się ze mną w ten wtorkowy wieczór, pozwalając im przyjrzeć się dziewczynce, która z ufną ciekawością dziecka zaglądała w rozświetlone okna cudzych mieszkań i wyobrażała sobie, co może się dziać za mlecznymi firankami. 
Ta dziewczynka wypowiedziała kiedyś słowa: "Chcę być pisarką", i poszła za swoim marzeniem ufając, że zostanie spełnione. Potrzeba było wielu lat, aby w nie uwierzyła, potrzeba było też ludzi, którzy na tej drodze wspierali i którzy wciąż przy mnie są, umacniając w poczuciu, że to, co robię, jest dobre. Wierzę w to, że Pan Bóg wszczepia w ludzkie serca marzenia i pomaga w ich realizacji, chcąc poprzez nie doprowadzić nas tam, gdzie On dla nas zamierzył, i gdzie chce nas widzieć. Wiem też, że moja pasja pisania to dar, który dostałam, rozwinęłam i którym chcę się dzielić; a spotkania autorskie - szczególnie takie, jak to premierowe, w Filii nr 31 w Lublinie, dają mi ogromną motywację do dalszej pracy nad sobą i swoim warsztatem, ale jednocześnie sprawiają, że czuję się odpowiedzialna za słowa, które uwalniam na kartkach swoich powieści. 


Fot. Marcin Piotr Oleksa

Bardzo osobista relacja pisarz - i jego dzieło, staje się po wydaniu jeszcze bardziej intymniejszym spotkaniem na płaszczyźnie Czytelnik - książka. To czy zostaną sobie wierni nie zależy już od autora, ale od tej iskry, która zaskoczy lub nie, w trakcie tego spotkania. Jak będzie z "Niebem w kruszonce"? Czy znajdzie swoje miejsce w sercach moich Czytelników, tak jak poprzednie tytuły? Nie znam odpowiedzi na te pytania, ale wiem jedno - będę się starała pisać tak, aby nie rozczarować i nie pozostawić niesmaku, jedynie może niedosyt... 



Magiczny i jeden z najpiękniejszych momentów na spotkaniu autorskim
Uczucie, które trudno opisać... Wdzięczność... 
I dedykacje od serca



Pani Janeczka kilka razy wracała do stolika, z coraz to inną książką :D

Trzy cudowne kobiety - Agnieszka Pawlak-Dziaduch, Dorota Furmaniak i Olga Wójtowicz, włożyły wiele starań w to, aby ten wieczór był naprawdę wyjątkowy. I taki był! Zaczarowany, magiczny, zatrzymany w czasie i w zupełnie innej przestrzeni niż ta rzeczywista. Delikatne i pełne subtelności motyle w kolorze nieba - prezent własnoręcznie wykonany przez te niesamowite dziewczyny, doskonale wpasowały się zarówno w klimat spotkania, jak i moją romantyczną naturę. Ogromną radość sprawili mi ci, którzy przyszli tego dnia, aby spotkać się ze mną w tej niecodzienności. Ada, Magda, Dorotka, Edytka i Asia, Ula i jeszcze jedna Edyta, Małgorzata, Halinka, Liza, Janeczka, Iza, Sylwia... Nie wymienię wszystkich imion, ale każdemu z osobna chciałabym podziękować. Za obecność i dobre słowa. Za ciepło i życzliwość. Za czytelniczą wierność i za podarowany mi czas, który dla mnie naprawdę był bezcenny! Dziękuję!


Bezcenne obecności... 
... bliscy ludzie, w których codzienność wplotłam się w pewnym momencie życia 
... i relacje, bez których nie byłoby mnie takiej, jaka jestem...  
Sprawca wszystkiego :) 
I dar, którego nie da się wycenić!
"Niebo..." odnalazło nowe domy...

Pani Agnieszce dziękuję za kolejne cudowne, ciepłe, premierowe spotkanie i za to, że czuję, że we wszystkim jesteście ze mną!
A mojemu ukochanemu mężowi, Marcinowi, dziękuję za nieustanne wsparcie, obecność we wszystkich miejscach i spotkaniach ważnych dla mnie i za fotograficzną dokumentację tych wydarzeń :).
Moim Czytelnikom dziękuję za to, że są. Bo bez Was moje pisanie byłoby jedynie listami w butelce, wrzucanymi do oceanu... 
Monika A. Oleksa 

Nieoceniona pani Agnieszka Pawlak - Dziaduch
I nieocenione dziewczyny - Olga i Dorota :)
W obiektywie męża :) 
Fot. Marcin Piotr Oleksa 
I pióro, które doskonale mnie rozumie...