niedziela, 23 lipca 2017

Ziarenka

Fot. Marcin Piotr Oleksa 

Mogę siedzieć na piasku i godzinami wpatrywać się w morze. Śledzić jego falowanie, pomarszczenie i wzburzenie, obserwować zmieniające się kolory - od bursztynowej zieleni po stalową szarość, która zawsze przypomina mi kolor ukochanych oczu mojego męża; i chłonąć spokój morza, odsłaniającego człowiekowi całą prawdę o życiu. O trwałości, nierozerwalności i zależności. Życie i woda. Żywioł i istnienie. Głębia i zamyślenie. Wilgotny dotyk i wzruszenie. 

Fot. Marcin Piotr Oleksa 

Na nadbałtyckiej plaży, od lat przytulonej do mojego serca, odkrywam przestrzenie w sobie, jakich na co dzień nie mam odwagi dotykać. Potrzebuję czasu by spojrzeć z dystansu minionych dni na to wszystko, co wypełniło ten rok, który upłynął od mojego ostatniego spotkania z morzem. Wiele się wydarzyło, a ja mam wrażenie, że moje życie przekręciło się o sto osiemdziesiąt stopni. Do pewnych kluczowych zmian ja dojrzałam, z pomocą najbliższych; do innych przygotowało mnie życie, zapowiadając brak, do jakiego w żaden sposób nie można się przyzwyczaić, ani przywyknąć. Można się jedynie z tym pogodzić, chociaż chwile buntu wciąż się zdarzają. Bardzo ważne decyzje czekają na powrót do domu, a ja oddaję wszystko morzu i Stwórcy, wsłuchując się w szum i wieczorną ciszę, dzięki którym dokonuje się we mnie wyciszenie. Przewartościowuję, dojrzewam, zastanawiam się i zadaję pytania, na które zawsze dostaję odpowiedź. We właściwym czasie i czasami w zaskakujący sposób, dający mi jednak powtarzającymi się znakami pewność, że to ta jedna i prawdziwa. Przesiewam rozkrzyczane rady świata, i wyłuskuję z nich tę jedną prawdę, którą czuję sercem. Bo tylko ono weryfikuje wszystko, ciche, nie zawsze pokorne, ale nastawione na słuchanie. Boga i ludzi. 

Fot. Michał Oleksa 

Na nadbałtyckiej plaży są miliony ziarenek piasku, tworzących jedwabny, miękki dywan, rozciągający się kilometrami. Siadając na rozgrzanym piasku w pogodny letni dzień, lub czując go pod stopami w pochmurne, wietrzne i spacerowe popołudnie, nie zauważamy pojedynczych ziarenek, z których każde jest odrębnością, tworzącą jedną całość. Podobnie jest z ludźmi. Na świecie jest ich miliardy. Z pozoru jednakowi, jeśli spogląda się na masę i tłumy z lotu ptaka. A jednak każdy jest indywidualnością, i każdy ma w sobie wyjątkowość, zupełnie jak te maleńkie ziarenka piasku na nadbałtyckiej plaży. 
Czy masz tę świadomość, że jesteś doskonałością? Nie w tym ludzkim, ziemskim wymiarze. Doskonałością stworzoną przez Najdoskonalszego Stwórcę, który w każdym stworzeniu, i w każdym człowieku zostawił swój ślad. Każdy człowiek jest odrębnością i każdy indywidualnie decyduje o tym, co z tą doskonałością zrobi. Tu, w ludzkim wymiarze. 

Fot. Marcin Piotr Oleksa 

Jeśli dotkniesz palcem suchego piasku, zobaczysz jak niektóre ziarenka przytulają się do siebie. Chcą być blisko, bo łączy je nieprzypadkowość. Tak samo jest z nami. Do pewnych osób się przytulamy, zostając z nimi na długo, z niektórymi jesteśmy tylko na chwilę, a nasze drogi po jakimś czasie się rozchodzą, w pewien sposób nas jednak zmieniając. W naszym życiu są również takie ziarenka, z którymi się zrastamy nierozerwalnymi, choć niewidocznymi dla oka więziami. Łączy nas miłość, przyjaźń, znajomość, bywa, że również toksyczne uzależnienie. Każda jednak relacja wnosi coś w nasze życie. Każda zostawia w nas swój ślad, i to my decydujemy o tym, w której pozostać. Są takie co umacniają i budują, ale są również te, co niszczą. Właśnie ciebie. W takich przypadkach naprawdę trzeba być czasem egoistą, aby uchronić siebie. 

Najważniejsze ziarenko w moim życiu

Na drodze naszego życia stają ludzie, których mamy spotkać. Dostajemy ich nieprzypadkowo. Nieprzypadkowo, jak te ziarenka piasku, przytulamy się do nich i świadomie od nich oddalamy, dokonując wyborów. Wartościując.
Za każde z ziarenek, wśród których odnalazłam to magiczne "coś", dziękuję! Za rozmowy dotykające głębokich przestrzeni; za wspólne milczenie, które łączy; za zatrzymanie przy tym, co ważne; za uzdrawiające herbaty i kawy z nadzieją; za spacery i spotkania, i za świadomość, że są takie numery telefonów, które wykręcić mogę nawet w środku nocy i zawsze zostanę wysłuchana. Dziękuję! Każdemu ziarenku z osobna! 
Monika A. Oleksa 

Jedno z moich ziarenek... 
Fot. Michał Oleksa 

     

sobota, 15 lipca 2017

Opowieść nadmorskiego kamyka

Fot. Marcin Piotr Oleksa 

Czy można trwać w niezmienności? Wczepić się w jedno miejsce na ziemi i pozostać w nim, obserwując toczące się wokół życie, i stając się częścią składającej się na to miejsce całości? Istnieć, zauważając najdrobniejsze zmiany, i żyć w zgodzie z następującymi po sobie porami roku, odradzającymi się cyklicznie od tysiącleci. 
Kolejny rok pokłonił się w letnim pozdrowieniu, a morze, którego szum budzi mnie i usypia, odpowiedziało na to pozdrowienie pomarszczoną morskim uśmiechem taflą i falą, która wyskoczyła w górę, rozpryskując się radośnie. 

Fot. Marcin Piotr Oleksa  

Mały nadmorski kamyk znów snuje swoją historię, dopełnioną opowiastkami nadbałtyckiej plaży. Rozkrzyczane mewy wtrącają się w tę opowieść, dogadując i uzupełniając ją po swojemu. Wiadomo, że z lotu ptaka wszystko wygląda zupełnie inaczej niż z perspektywy kamyka. Z dystansu skala maleje, dlatego mewy, nauczone ptasią mądrością, podsuwają wraz z tym krzykiem najprostsze rozwiązania - jeśli mocujesz się z życiem, które zbyt dużo na ciebie nakłada, i jeśli dochodzisz do ściany, w której nie ma drzwi ani okna, spojrzyj na nie, na to życie, z pewnego dystansu. Wznieś się, jak ptak, ponad to co przerasta, odsuń się na odległość, z której ściana zniknie z zasięgu twojego wzroku, i spróbuj przyjrzeć się sytuacji ze spokojem. Spokój podsuwa sensowniejsze i dużo mądrzejsze rozwiązania niż chaos i nerwowość, a dystans i nawet kilka dni ucieczki dają możliwość odkrycia nowych dróg, spotkania nowych ludzi i wymiany doświadczeń, dzięki którym i ty możesz zaczerpnąć coś dla siebie. Uzyskać istotną informację, dowiedzieć się, gdzie możesz się zwrócić, umocnić wśród tych, którzy również dźwigają ciężary, a mimo to wydają się stąpać po życiu z lekkością i uśmiechem. Przez ludzi zawsze docierasz do ludzi, a trudne doświadczenia umacniają, i uczą odnajdywania w sobie siły, o jaką sami siebie często nie podejrzewamy.

Fot. Marcin Piotr Oleksa 

Tego wszystkiego nauczyły mnie mewy. I morze. Nieprzypadkowo ma taką magnetyzującą moc. Przyciągając, i w pewien sposób zmuszając do zapatrzenia i zasłuchania, morze wycisza, koi rozdygotane serce, łagodzi wzburzone emocje, uczy cierpliwości i pokory, oraz zachęca do życia tu i teraz. Bez zbyt dalekiego wybiegania w przyszłość i skrupulatnego planowania. 
Tak jak pogoda nad morzem, zmieniająca się z godziny na godzinę i trudna do przewidzenia przez wiatr od morza, tak i życie człowieka jest równie nieprzewidywalne, i równie często wiatr wieje człowiekowi w oczy, utrudniając podjętą wędrówkę. Dlatego patrząc moim okiem kamyka wyrzuconego na brzeg siłą żywiołu, dostrzegam tę prostą logikę i zależność - im częściej człowiek stara się dostrzegać drobne szczegóły codzienności, do których nauczy się uśmiechać, tym więcej tych szczegółów życie będzie podrzucało, tak jak morze podrzuca kamyki. A im więcej i częściej człowiek będzie narzekał, tym więcej powodów do tego narzekania będzie dostawał. Tak działa siła przyciągania. Dobro przyciąga dobro. W marności namnaża się marność, a w mroku nie odnajdziemy światła, jeśli nam nikt nie wskaże drogi w jego kierunku. 

Fot. Marcin Piotr Oleksa 

Morze wyrzuca kamyki, aby ludzie mogli zamknąć je w dłoniach i zabrać ze sobą wszędzie tam, gdzie wrócą, wraz z wakacyjnym wspomnieniem i pamięcią o potędze morza i jego mocy uzdrawiania duszy. Mały, niepozorny kamyk staje się pewnym symbolem, i niesie ze sobą przesłanie, że moc morza jest również w tobie. Jego niezmienność i narzucony naturą rytm przypływów i odpływów, dają człowiekowi poczucie, że podobnie jak to morze stawiające opór wiatrom, tak i ludzka wola jest w stanie stawić czoło przeciwnościom losu, i podnieść człowieka z kolan w chwili, gdy wydaje mu się, że już nie wstanie. 

Fot. Marcin Piotr Oleksa 

Mały, niepozorny, nadmorski kamyk tak wiele ma do opowiedzenia. O bursztynach ukrytych w wodorostach i muszelkach, w których zapamiętany jest szum morskiej wody. O rozgrzanym słońcem piasku i jego delikatnych ziarenkach przyklejających się do stóp. O zamkach budowanych na tym piasku i niezapomnianych zachodach słońca, oraz chwili, gdy ręka szuka ręki, a oczy wpatrzone są w tę samą, czerwono-złotą kulę, ubarwiającą horyzont pomarańczem, różem i purpurą. O życiu, które tu, nad morzem, odnajduje swój sens i obiera właściwy kierunek. 
Zatrzymasz się, aby ich wysłuchać? 
Monika A. Oleksa 

Fot. Marcin Piotr Oleksa 
   

wtorek, 11 lipca 2017

"Spacer nad rzeką" - Premierowe Spotkania Autorskie

Fot. Marcin Piotr Oleksa 

Letnie wieczory sprzyjają spacerom, a letnie spacery sprzyjają rozmyślaniom. W trzy czerwcowe, późne popołudnia miałam niezwykłą przyjemność odbyć literacki spacer po kartkach mojej najnowszej powieści "Spacer nad rzeką", w towarzystwie moich wyjątkowych Czytelników w Lublinie, w Filii nr 31 oraz 28 MBP, oraz w Świerżach nad Bugiem. Wraz z przybyłymi na premierowe spotkania uczestnikami snuliśmy refleksje nad pachnącą jeszcze farbą drukarską książką, i poznawaliśmy historię jej powstania. 

Fot. Marcin Piotr Oleksa 

Pani Agnieszka Pawlak-Dziaduch, kierownik Filii nr 31 MBP w Lublinie, przy ul. Nałkowskich 104a, po raz trzeci podjęła wyzwanie zorganizowania w swojej bibliotece premiery "Spaceru nad rzeką". Każdemu, kto uczestniczył lub śledził dwie poprzednie premiery - KLIK i KLIK, krążyło po głowie pytanie: Co też takiego pani Agnieszka wymyśli tym razem? Bo był już tort z okładką książki, wymodelowany niezwykłymi rękami Doroty Michny - TORTY, były skrzypce i niezwykłe motyle, a co będzie tym razem? Ławeczka nad rzeką zaskoczyła, a wpleciony między fragmenty książki i opowieść wokal pani Justyny Prokop, nastroił wszystkich obecnych sentymentalnie, wprowadzając w nastrój zasłuchania. Pejzaż, którym zostałam obdarowana, dopełnił wyjątkowości tego wieczoru 14 czerwca, który pozostanie w pamięci dzięki nieprzemijalności utrwalonej akwarelą sztuki. Za cały trud podjęcia się niełatwego wyzwania, i za przygotowanie tak uroczego wieczoru premierowego dla "Spaceru nad rzeką", dziękuję najserdeczniej pani Agnieszce Pawlak-Dziaduch i pani Dorocie Furmaniak, z obietnicą powrotu do Filii nr 31 z kolejną książką :).

Pomimo złośliwości mikrofonu, pani Justyna świetnie sobie poradziła
Pytania pani Agnieszki zmuszały do zatrzymania się nie tylko nad książką
Moi cudowni Czytelnicy licznie odpowiedzieli na zaproszenie
Lubię słuchać fragmentów swojej książki w wykonaniu Czytelników 
Spotkaniu towarzyszyło zasłuchanie i zamyślenie skłaniające do refleksji
Filia nr 31 MBP w Lublinie
Dzięki Magdzie Sołydze książka została oddana na czas :) 
Dziewczyny, które wnoszą w moje życie dużo radości
Pejzaż utrwalony akwarelą
Takie chwile cenię najbardziej! 


Ustrojona jabłoniami i udekorowana ich owocami Filia nr 28 MBP, przy ul. Nadbystrzyckiej 85 w Lublinie, 26 czerwca przyjęła swoich czytelników pachnącą szarlotką, o którą zadbała pani kierownik Maria Poręba, oraz jej współpracownicy, pani Beata Gryka i Iwona Rogala. I podobnie jak w Filii nr 31, tak i tutaj, w mojej osiedlowej bibliotece, niezwykle bliskiej mojemu sercu, trzeba było dostawiać krzesła, bo czytelnicy dopisali odpowiadając na zaproszenie, za co serdecznie każdemu z osobna DZIĘKUJĘ! Chcąc podkreślić jak każdy z przybyłych jest dla mnie ważny, spotkanie w Filii nr 28 zakończyliśmy wspólnym tortem migdałowo-pomarańczowym, wykonanym rękami utalentowanej Ani Krupy. 

Z panią kierownik Filii nr 28, Marią Porębą

Wiele ciepłych słów padło w czasie obu tych lubelskich spotkań, i wiele wzruszających momentów wplotło się między rozmowę, którą zawsze staram się prowadzić z czytelnikami. W trakcie każdego spotkania autorskiego czas jakby się zatrzymuje, pozwalając tej chwili trwać, a ja staram się zawsze zostawić coś po sobie w tych, którzy w nim uczestniczą. 

Zasłuchani w głos Ady Stawinogi i fragment "Spaceru..."
Liczba Czytelników w Filii nr 28 przerosła nasze oczekiwania
Fot. Michał Oleksa
 Jerzy Król, Radny dzielnicy LSM, z podziękowaniami za promocję naszego osiedla




Fot. Michał Oleksa 

Jakie jest główne przesłanie "Spaceru nad rzeką"? Czy to możliwe, że wszystkie swoje książki piszę ręcznie, tym samym piórem od lat? Jak długo trwa praca nad książką i kiedy będzie kolejna? :) Dlaczego kolejny raz w mojej powieści pojawia się lekarz? I czy moja doba ma 50 godzin? Ci, którzy mnie dobrze znają wiedzą, że wykorzystuję każdą chwilę, starając się nie tracić bezczynnie żadnej z nich. Myślę, że w tym jestem podobna do jednej z głównych bohaterek "Spaceru nad rzeką", do Julii, choć Zosi na pewno też dałam wiele ze swojej duchowości i emocjonalności. Jedno łączy mnie z Zosią na pewno, obie doceniamy miłość, jaka nam się przytrafiła, i obie jednakowo zapatrzone jesteśmy w swoich mężów - ona w Pawła, a ja w Marcina. Obie jednakowo ich szanujemy i jednakowo tęsknimy, gdy ukochanych szarych oczu nie ma tuż obok, z tym że ja robię to znacznie dłużej od Zosi, bo od 21 już lat! :), i po tych latach patrzę na mojego męża z jeszcze większą miłością niż wówczas, gdy go poznałam. Patrząc zaś na bohaterki mojej najnowszej książki, które powołałam do życia swoim magicznym piórem, myślę sobie, że chciałabym w przyszłości być taką teściową, jaką jest Joanna, i stworzyć dla moich synów i ich rodzin taki dom, jakim jest Doktorówka. 
Za te dwa cudowne, ciepłe i naprawdę wyjątkowe premierowe spotkania w Lublinie, dziękuję jeszcze raz pani Agnieszce Pawlak-Dziaduch i Dorocie Furmaniak z Filii nr 31 MBP, oraz paniom Marii Porębie, Beacie Gryka i Iwonie Rogala z Filii nr 28 MBP, które wzięły na siebie ich organizację, oraz moim fantastycznym Czytelnikom, przyjaciołom, sąsiadom, pracodawcom, i cudownym ludziom, których drogi w jakiś sposób skrzyżowały się z moimi, obecnym na tych ważnych dla mnie wieczorach autorskich. 

Filia nr 28 MBP W Lublinie 
Spotkanie szczególne, z wieloma serdecznymi ludźmi...
... i z tymi bardzo bliskimi
Te chwile lubię najbardziej...
Z moją Teściową



Trzeci premierowy wieczór poświęcony "Spacerowi nad rzeką", odbył się w przepięknej, nadbużańskiej scenerii w Świerżach, niedaleko Dorohuska, które zauroczyły mnie kilka lat temu w pewien listopadowy wieczór, gdy trafiłam do biblioteki Beaty Soczyńskiej dzięki niezwykłej Marii Sawickiej, która nas połączyła i w pewien sposób do tego spotkania doprowadziła :). Moi nadbużańscy Czytelnicy i tym razem nie zawiedli. Obecni byli nie tylko mieszkańcy Świerż, ale i Dorohuska i Woli Uhruskiej. To zawsze cieszy, gdy widzi się dobrze znajome twarze, do których wraca się za każdym razem z taką samą radością, starając się pokazać tym wszystkim ludziom, choćby swoim strojem, jak bardzo ich szanuję i jak są dla mnie ważni. Twarze i imiona. Sylwia i Rafał Jankowscy, Andrzej Suchocki, Ewa Kozaczuk, Igor Korczyński, Beata i Tadzio Soczyńscy. Nie jestem w stanie wymienić wszystkich, ale każda z tych osób jest dla mnie jednakowo ważna, i każdemu z osobna pragnę podziękować za to, że przyjęli zaproszenie Beaty Soczyńskiej i chcieli się ze mną spotkać w ten burzowy wieczór, 23 czerwca, w Świerżach. Beatko, jesteś prawdziwą czarodziejką! 

Z Beatą Soczyńską w Świerżach nad Bugiem

Jeśli miałabym w kilku słowach opisać ten wieczór, powiedziałabym, że miał smak najlepszych na świecie racuchów Sylwii Jankowskiej, był pełen wzruszenia, które widoczne było zarówno na mojej twarzy, jak i w oczach przybyłych gości, i brzmiał kryształowym dźwiękiem, jak głos młodziutkiej Weroniki Koguciuk, która wyśpiewała drgnienia mojej duszy. Miałam wrażenie, że ta młodziutka, szesnastoletnia dziewczyna czyta we mnie jak w otwartej książce, bo na początek podarowała mi Annę German i jej niezwykle trudną piosenkę "Człowieczy Los", z którą doskonale sobie poradziła, a potem dostałam Annę Jantar "To, co mam", i "Ty tylko mnie poprowadź", przy której to piosence nie byłam w stanie powstrzymać łez. 
Weroniko, masz ogromny talent, walcz o niego i nie zakopuj go! Jeśli tylko w niego uwierzysz, zaprowadzi Cię daleko! Za Twój piękny, czysty głos, i za te specjalnie wybrane piosenki - z serca Ci dziękuję! 

Z Weroniką Koguciuk, młodą artystką o pięknym głosie

Fot. Marcin Piotr Oleksa




Tylko Maja miała zaszczyt przejść przez mostek i pospacerować nad rzeką :)

Bliskie mojemu sercu Świerże ( to dla mnie zaszczyt, że od roku jestem honorowym członkiem Stowarzyszenia Miłośników Świerż i Ziemi Świerżowskiej ) opuszczałam jak zawsze z niedosytem tutejszych ludzi, rozmów i spotkań. Trzy magicznie zatrzymane godziny minęły jak jedna chwila, zatrzymana jednak pamięcią serca, ze złożoną tam obietnicą stworzenia nadbużańskiej sagi, która powoli, swoim własnym rytmem narzucanym przez nowych bohaterów, rysuje się w mojej głowie. Tymczasem bohaterowie "Galerii na Złotej" opowiadają mi swoją historię, którą skrzętnie notuję, i z którą z radością powrócę do Świerż, i do moich lubelskich Filii nr 28 i 31, z którymi jestem bardzo zaprzyjaźniona i blisko związana.
Letnie wieczory sprzyjają spacerom i lekturze. Ja polecam połączenie jednego z drugim, i "Spacer nad rzeką" na letnie zatrzymanie... 
Monika A. Oleksa 


Prezent szczególnie cenny, wykonany przez Igora Korczyńskiego 


Dziewczyny przyjechały specjalnie na to spotkanie z Dorohuska
I jak nie cenić takich Czytelników! 





Ogromnie przeze mnie ceniony Igor Korczyński

Na deser słowa, które zawsze uskrzydlają, prosto z serca jednej z najwdzięczniejszych Czytelniczek, której zdanie bardzo szanuję i której jestem wdzięczna za lata nauki, również tej życiowej, mojego syna. Pani Bożenko, dziękuję za wszystko! Z serca, którym będę starała się odpłacić. 

"(...) jak dobrze było zacząć wakacje od lektury tej książki:) 
Skończyłam czytać no i oczywiście czuję żal, że to już za mną. Dobrze czułam się wśród bohaterów. Bardzo podoba mi się Zosia - niezwykle wrażliwa i szczera w swoich zachowaniach. Podziwiam Pani umiejętność kreślenia interesujących postaci drugoplanowych - Bożenki, Romy, Kingi, Luizy czy Mikołaja. Ciekawie plecie się wątek Julii - za każdym razem czytając zastanawiałam się, czego tym razem się dowiemy. Oczywiście rewelacyjna jest Joanna, ja także chciałabym stać się taką teściową:)
W Pani książkach znajduję zawsze cenne perełki - refleksje o ważnych sprawach - miłości, nadziei, przyjaźni, lubię do nich wracać.
Jest Pani wyjątkową ambasadorką Lubelszczyzny. Po przeczytaniu natychmiast ma się ochotę jechać do Kazimierza i szukać miejsc, którymi podążała Zosia...
Każde Pani spotkanie z nami - czytelnikami jest wyjątkowe i autentyczne. 
Dziękuję, że mogłam w nim uczestniczyć.
Pani Moniko, gratuluję! Jako wierna czytelniczka dziękuję za ten świat, do którego nas Pani zaprasza. Oj, dobrze było się w nim znaleźć:)
Życzę, aby w ukochanych Dąbkach udało się Pani odpocząć i nabrać sił, także tych do pisania. Oby to piękne pióro szybko zatęskniło za kolejnym zeszytem:)..." 

"Spacer..." w nurcie rzeki :) 
Z czarodziejką przyciągającą ludzi - Beatką Soczyńską 
Wydawało mi się, że jestem w stanie rozpoznać Beatę, a jednak pomyliłam je na spotkaniu :)
Z Ewunią Kozaczuk (Zosiu, bardzo Pani brakowało!) 
Fot. Marcin Piotr Oleksa