niedziela, 15 października 2017

Literacka Kanapa: Krystyna Mirek

Źródło: Wydawnictwo FILIA

Na ten wywiad czekałam długo wiedząc, że pośpiech nie sprzyja dobrej rozmowie, a taka właśnie będzie ta, którą z przyjemnością dziś prezentuję. Na mojej Literackiej Kanapie usiadła Krystyna Mirek, spełniona kobieta, mądra pisarka, autorka wielu książek, które pokochały polskie czytelniczki. Zapraszam do lektury, zarówno naszej rozmowy, jak i książek Krystyny Mirek :).   

Fot. Monika A. Oleksa 

Monika A. Oleksa: „Życie jest wbrew pozorom proste. Dajesz to, co najlepsze, i to samo otrzymujesz z powrotem.” Pisze Pani w sposób mądry, a jednocześnie przystępny, o ważnych rzeczach, zwracając uwagę na wartości, które współczesny  świat lekceważy. W jaki sposób rodzą się pomysły na nową książkę i jak wygląda proces jej powstawania? 

Krystyna Mirek: Pomysły na książki otaczają mnie ze wszystkich stron, napływają całymi ławicami i mam duży problem w ustalaniu kolejności pisania.  Żyję po uszy zanurzona w prawdziwym życiu. Jestem mamą czwórki dzieci, żoną, pracuję, prowadzę dom. Spotykam się z przyjaciółmi, czytelnikami, jeżdżę na spotkania autorskie do dużych miast i małych wiosek, cały czas się uczę, realizuję pasje.  Mamy kota, psa, ogród do obkopania. Życie tętni wokół mnie nieustająco. I podsyła pomysły na kolejne opowieści.
Zwykle przyglądam im się. Czasem długo to trwa, aż powstanie z nich powieść. Niektóre mocno się tego domagają, nachodzą mnie w snach i najmniej spodziewanych momentach. Nie dają spokoju. Inne mówią ciszej. Te, które zamykam w książkach, milkną i na chwilę jest spokój, ale zaraz potem odzywają się następne. Na razie kolejka pomysłów na opowieści do napisania jest długa, wydawca się cieszy. Ale to ode mnie niezależne. Jeśli kiedyś napływ opowieści się skończy, pomysły przestaną płynąć wartką falą, ja też przestanę pisać.

Monika A Oleksa: Jakbym słuchała o sobie! Ze mną jest zupełnie tak samo i cieszę się, że mam możliwość spotkania z wrażliwą, artystyczną i pokrewną duszą :). Kiedy pasja pisania stała się pomysłem na życie? 

Krystyna Mirek: To stało się dość późno. Wiele lat pracowałam w szkole i bardzo lubiłam swój zawód.  Od dziecka natomiast uwielbiałam czytać i ta pasja w pewnym momencie poprowadziła mnie krok dalej. Zapragnęłam napisać własną powieść. Ale od tego momentu do wydania pierwszej książki minęło dziesięć lat. Długo się przygotowywałam, uczyłam, wciąż to robię.
Nie chciałam być pisarką, dla której tworzenie opowieści to hobby wykonywane po godzinach. Moje marzenie było inne. By robić to zawodowo, w pełni się poświęcając temu zajęciu. To nie jest łatwe zadanie do osiągnięcia w polskich warunkach. Ale krok po kroku udało się. 

Fot. Dariusz Kołakowski

Monika A. Oleksa:  „Rzadko się zdarza, żeby ktoś chciał świadomie wyrządzić komuś krzywdę. Częściej zapętla się we własnych uczuciach, nie mogąc znaleźć dobrej drogi. Myli się, gubi w swoich emocjach, a kiedy wreszcie zyskuje jasność, czasem jest już za późno, by się wycofać, nikogo przy tym nie raniąc.” („Szczęśliwy dom”). Czasami zostajemy skrzywdzeni tak bardzo, że trudno nam wybaczyć. Czy zawsze daje Pani ludziom drugą szansę?

Krystyna Mirek: To zależy od sytuacji. Od łączącej nas relacji. Swoim bliskim, których kocham, daję milion drugich szans. Bez końca. Bo wiem, że nikt z nas nie jest ideałem i każdy się zmaga ze swoimi ograniczeniami. Ja też.
Jeśli chodzi o przyjaciół czy znajomych, to świadomie dobieram grono ludzi, wśród których przebywam. Jest ono stałe od wielu lat, czasem ktoś nowy do tej grupy dołącza. Teraz coraz częściej są to czytelniczki, z którymi się zaprzyjaźniam. Ale niczego nie robię na siłę. Jeśli nie ma zrozumienia i sympatii, przechodzę nad tym do porządku dziennego ze spokojem. Nie żywię uraz, nie uczestniczę w konfliktach ani nie zajmuję się tak zwanym robieniem dymu wokół jakichś afer. Szkoda mi na to czasu i energii. Ale niektórych osób do swojego życia nie zapraszam.  Na świecie jest mnóstwo osób, nie ma szans, by z każdym było nam po drodze.  A potrzebujemy czasu, by zadbać o tych, którzy są nam bliscy. Natomiast każdemu dobrze życzę i jestem bardzo otwarta na ludzi, których szczerze lubię. Być może dlatego udaje mi się oddawać ich prawdziwe emocje w książkach.

Monika A. Oleksa: Teraz już wiem, co mnie tak do Pani przyciągnęło po lekturze Pani książek. Intuicja! 
„Lubię, jeśli to, na co mam wpływ, jest piękne.” Czy podobnie jak Helena Zagórska, jest Pani estetką? Jakich warunków potrzebuje Pani do pisania? Czy to, co Panią otacza, ma wpływ na słowa, z których splatają się opowiadane przez Panią historie? 

Krystyna Mirek:  Pisać potrafię w prawie każdych warunkach, choć oczywiście lubię robić to we w miarę spokojnym i przystosowanym do potrzeb miejscu. Kiedy zaczynałam, jako mama trójki dzieci i nauczycielka na pełnym etacie, nie miałam żadnych warunków do pracy. Ani czasu, ani spokojnego miejsca. Wstawałam o piątej rano, kiedy wszyscy jeszcze spali i tak powstały trzy pierwsze powieści. Bez żadnych warunków. Pisane w kuchni podczas gotowania, na przystankach, w przychodniach, w każdej wolnej chwili. Było ciężko. Ale dzięki temu, że wtedy przetrwałam, dzisiaj mam bardzo dobre warunki do pracy. Już nie uczę w szkole, pisanie to mój jedyny zawód. Pracuję, kiedy najmłodszy synek idzie do przedszkola, a córki do szkoły. Mam swoje biurko na poddaszu, książki i świeże kwiaty w wazonie, które bardzo lubię. Ale nie daję sobie taryfy ulgowej. Wciąż działam intensywnie i jeśli trzeba jechać w drogę z laptopem na plecach, pisać w pociągu czy na dworcu, nie narzekam. To moje marzenie

Monika A. Oleksa: Która z Pani bohaterek najbardziej przypomina Krystynę Mirek? 

Krystyna Mirek: Żadna i każda jednocześnie. Mocno wchodzę w każdą opisywaną postać i czuję jej emocje. Rozumiem dobrze motywy jej postępowania, nawet jeśli jest to tak zwany czarny charakter. Każdej w jakiś sposób oddaję cząstkę siebie. Ale żadna z nich nie jest mną. Gdyby tak było mogłabym napisać tylko jedną opowieść. O kobiecie takiej jak ja. Tymczasem za mną już siedemnaście książek i mówią one o bardzo różnych osobach. Każda jest inna.

Monika A. Oleksa: „Mama udzieliłaby jej dobrej rady. Jakkolwiek trudne doświadczenia by nas nie spotkały, nie wolno tracić ufności wobec ludzi. Pozwolić, by serce ze strachu przed kolejnym zranieniem stało się zbyt twarde. Można się bowiem łatwo przemienić w zgorzkniałego, przedwcześnie starego człowieka, który na nic dobrego już nie czeka i w związku z tym niczego też nie dostanie.”  Zaufanie do ludzi często zostaje wykorzystane, wrażliwość i empatia często postrzegane są jak naiwność, a na dobro, którym człowiek chce się dzielić, niejednokrotnie spadają anonimowe hejty. Jak nie stracić wiary w ludzi i zachować wartości w świecie, który niczego już nie ceni? 

Krystyna Mirek: Dobrze się sprawdza w życiu dobro, uczciwość i prawość, to o nich mówię w każdej książce. I jestem przekonana, że te słowa są prawdziwe. Ale nie wolno mylić dobra z brakiem rozwagi, namysłu czy zwyczajną naiwnością. A granica często jest cienka. 
Stąd właśnie wynika to bardzo częste nieporozumienie. Ktoś mówi: byłem taki dobry, a spotkała mnie niewdzięczność. Ale jeśli tak na zimno przyjrzeć się jego sytuacji, można dostrzec, że nie był dobry, tylko naiwny. Nie pomyślał, za szybko podjął decyzję, nie sprawdził faktów, nie kierował się trzeźwą oceną sytuacji tylko własnymi pobożnymi życzeniami, a to już z dobrem niewiele ma wspólnego, więcej z brakiem rozwagi.
Często w taką pułapkę wpadają kobiety, które mają naturalną skłonność do poświęceń i brania na siebie zbyt wielu obowiązków. Mówią często zbolałym głosem: jestem dobrą żoną i mamą, wszystko poświęciłam dla męża i dzieci, a  zmagam się z niewdzięcznością. Dzieci i mąż nie potrzebują wszystkiego, tylko mądrej, wspierającej miłości od kobiety, która jest silna, uśmiechnięta, łagodna i miła, bo potrafi też zadbać o własne potrzeby.
Jestem całkowicie przekonana, że dobro wraca. Ale dobro nie wyklucza, a wręcz wymaga mądrości, rozwagi, stanowczości, dbania także o własne zasoby.

Fot. Archiwum własne autorki


     Monika A. Oleksa: Helena Zagórska, bohaterka sagi „Jabłoniowy sad”, dla całej rodziny Zagórskich jest filarem, na którym opierają się jej pojedynczy członkowie. Jak ważna jest w Pani życiu rodzina? Czy obraz mamy, która jest centrum życia rodziny, wyniosła Pani z rodzinnego domu? Jaką mamą jest Krystyna Mirek? 

   Krystyna Mirek: Jestem mamą trzech dorastających córek i małego synka. Więc kobietą bardzo zaangażowaną w macierzyństwo. Właściwie całe życie jestem mamą. Pierwsza córkę urodziłam w wieku dwudziestu czterech lat, a najmłodszego synka tuż przed czterdziestymi urodzinami. To mój świat i najbliższe sercu działanie. Teraz w naszym domu mocno tętnią dwa bieguny. Dorastających nastolatek i małego przedszkolaka. Ciągle wiele się dzieje. To radość, ale też wyzwanie. Jestem mamą szczęśliwą i spełnioną. Bardzo dobrze czuję się w moim domu. Mam bliski kontakt ze swoimi dziećmi. Ale nie jestem mamą idealną. Jak każda kobieta uczę się tej roli całe życie. Szukam, badam, popełniam błędy. Czasem brakuje mi sił.

  Monika A. Oleksa: Czy duża i zawsze mogąca na siebie liczyć rodzina Zagórskich przypomina w czymś Pani rodzinę? Czy Zagórscy istnieją naprawdę (oczywiście nie chodzi tu jedynie o zbieżność nazwisk), czy są jedynie wytworem wyobraźni autorki?

   Krystyna Mirek:  Rodzina Zagórskich powstała w mojej wyobraźni, jak wszyscy bohaterowie powieści, które piszę. Nie wzoruję się na własnej rodzinie ani znajomych osobach. Ale jednocześnie jest to dom, o którym wiele osób mówi, że przypomina im ich własny, w którym wyrośli lub chcieliby w takim zamieszkać. Bohaterki są tak zróżnicowane wiekiem, charakterem, doświadczeniami życiowymi, że w tej opowieści odnajdują część siebie osoby młodsze i starsze, studentki, panie na emeryturze, samotne i mężatki z dowolnym stażem.
    Moja rodzina jest do Zagórskich podobna pod tym względem, że też mieszkamy w domu, ale tylko w otoczeniu czterech jabłonek :), i też ciągle się u nas coś dzieje. Lubimy pić razem herbatę, chętnie na tarasie i kochamy książki. Ale na tym podobieństw koniec i wszelkie inne wydarzenia, cechy i wątki należą wyłącznie do Jana i Heleny Zagórskich. To ich własne życie.

   Monika A. Oleksa: „Nie miał obiekcji moralnych. Nawet chyba nie znał takiego sformułowania. Po prostu postanowił, że osiągnie w życiu sukces. Każdą dostępną drogą. Ta wydawała mu się łatwa.” Żyjemy coraz szybciej oczekując od życia, że będzie nas dopieszczało przyjemnościami, niosło na fali i wciąż zaskakiwało. Chcemy mieć, dostać, osiągnąć – jak najwięcej w jak najkrótszym czasie. Czy nie wydaje się Pani, że brakuje nam, współczesnym, pokory i wdzięczności za to, co mamy? 

  Krystyna Mirek: Z całą pewnością ludzie są różni i nie można generalizować. Ale widać, że choć poziom życia w naszym kraju znacznie się podniósł w ciągu ostatnich lat, mamy więcej możliwości i komfortu, to poziom szczęścia trzyma się na podobnym pułapie. Wiele osób skupia się całymi dniami na tym, czego im jeszcze brakuje do pełni. Nie doceniają zwykłych dobrych rzeczy, błyskawicznie przyzwyczają się do lepszego i dopiero, kiedy ich życiem wstrząśnie prawdziwe nieszczęście, odwracają głowę i dostrzegają, jak wiele mieli szans, by się cieszyć, a jednak z nich nie skorzystali. Myślę jednak, że teraz wiele się w tym względzie zmienia na lepsze. Jesteśmy coraz bardziej świadomi i to dobry znak.
  Wierzę, że w życiu najważniejsze są proste prawdy i wciąż je powtarzam w swoich opowieściach. To one decydują o tym, czy życie będzie szczęśliwe. Wszyscy je w większości znamy, dlatego paradoksalnie wcale o nich nie myślimy, nie stosujemy na co dzień. Stąd tak wiele trudności. Te proste metody nie wymagają nakładów finansowych, choć czasem trochę czasu, a dają rewelacyjne efekty.
   Doceniaj dobro. Bądź wdzięczny. Myśl dobre myśli. Wypowiadaj dobre słowa. Szanuj swój czas i energię. Jedz dobre potrawy i spotykaj się z dobrymi ludźmi. Stawiaj sobie dobre cele. Bądź pracowity, odważny i uśmiechnięty. Dbaj o siebie z życzliwością. Jeśli mówisz, że rodzina jest dla ciebie najważniejsza, niech twój rozkład dnia będzie tego dowodem. Najcenniejsze, co możesz dać bliskim, to wartościowy czas.
  To oczywiście bardzo szeroki temat. Ja się nim fascynuję od lat i wciąż odkrywam nowe rzeczy, ale już te kilka prostych rad wprowadzone w życie, może wiele zmienić.




  Monika A. Oleksa: Nie mogę nie zapytać o Pani fascynacje literackie i nazwiska, na których Pani wyrastała i słowami których nasiąkała. Ciekawa jestem również którego ze współczesnych pisarzy ceni Pani najbardziej i dlaczego? 

   Krystyna Mirek: To jedno z pytań, które w wywiadach sprawia mi największą trudność. To tak jakbym po piętnastu latach pracy w szkole miała wymienić jednego ucznia, który był dla mnie ważny. To niemożliwe, bo było ich bardzo wielu. Podobnie jest z ważnymi, ulubionymi książkami.
  Zawsze dużo czytałam. Wychowałam się na klasyce. ,,Dzieci z Bullerbyn”, ,,Błękitny zamek” ,,Ania z Zielonego Wzgórza”. Potem seria Małgorzaty Musierowicz, której styl pisania podziwiałam. W liceum czytałam mnóstwo poezji. Znałam wszystkie sonety Mickiewicza na pamięć i sporą część ,,Dziadów”. Następnie przyszedł czas na Ryszarda Kapuścińskiego i jego reportaże. Pomiędzy nimi wczesne kryminały Joanny Chmielewskiej na poprawę nastroju. Zaraz potem dorosłe życie i czasem zderzenie rzeczywistości z legendą. Nadal jednak wiele we mnie pozostało z dawnych fascynacji. Dziś nie mam już jednego mistrza, choć go szukam. Czytam bardzo dużo - powieści, poradników, felietonów, opowiadań. Wiele mi się podoba, czasem wyciągam z nich jakąś ważną naukę lub po prostu przyjemnie spędzam czas, co jest dla mnie jedną z liczących się wartości. Lubię polskich autorów, a ponieważ  dużo się na naszym podwórku literackim dzieje, więc na brak książek do przeczytania nie narzekam.

    Monika A. Oleksa: „Los patrzy na ciebie. Jeśli widzi, że tobie nie zależy, to i on się nie stara. Nigdy nikt nie będzie cię szanował bardziej niż ty sama.”. Kornelia Rudnicka, bohaterka Pani najnowszej powieści „Słodkie życie”, uświadamia sobie najprostszą, a jednocześnie tak trudną w realizacji prawdę, że ster naszego życia jest naprawdę w naszych rękach, i jeśli sami nie zrobimy kroku w stronę zmiany tego, co nam przeszkadza, nikt za nas tego nie dokona, a my utkniemy w sytuacji i rzeczywistości, która w pewnym momencie staje się dla nas klatką. Co skłoniło Panią do napisania tej powieści, i czy lubi Pani swoją bohaterkę?Ja – przyznam szczerze, dużo bardziej kibicowałam Lenie niż Kornelii, ale myślę, że każdy czytelnik ma prawo do własnego odbioru książki, z bohaterami której naprawdę się zżywa – a takie są właśnie historie opowiadane przez Panią. Bliskie. Znajome. I takie, po które chce się sięgać z poczuciem, że ich lektura nie będzie zmarnowanym czasem.  

   Krystyna Mirek: Kiedy piszę jestem każdą bohaterką. Siedzę w jej głowie i  w sercu. Patrzę na świat jej oczami. Czuję strach, radość, frustrację. Staram się trzymać emocje na wodzy, ale często zdarza mi się płakać, wystraszyć lub śmiać się podczas pisania, a już bardzo często jestem zaskakiwana rozwojem wypadków. Ja kibicowałam oczywiście obu bohaterkom, ale wiem, że Czytelniczki wybierają jedną lub drugą w zależności od swoich upodobań lub życiowej sytuacji. To dobrze. Jesteśmy różni, tak jak opowieści, najważniejsze, by każdy odnalazł coś ważnego i przyjemnego dla siebie. 

   Pani Krysiu, serdecznie dziękuję za tę interesującą rozmowę, która pozwoliła zarówno mi, jak i Czytelnikom, poznać Panią jeszcze bliżej, zatrzymując się jednocześnie na dłuższą chwilę przy wybranych z Pani książek zdaniach, niby zwyczajnych, a jednak z głębią i przesłaniem, jak choćby to, pochodzące z najnowszej powieści "Słodkie życie": "Małe czyny są cenniejsze niż wielkie, bo zdarzają się częściej w naszym życiu i wbrew pozorom mocno decydują o naszej przyszłości." 
  "Słodkie życie" to przesycona mądrością powieść o tym, że życie nie jest splotem przypadków niezależnych od człowieka, bo tak naprawdę wiele zależy od nas samych i od tego, czy znajdziemy w sobie na tyle odwagi, by sięgnąć po marzenia. Gorąco polecam! I "Słodkie życie" i inne książki Krysi Mirek, po której powieści sama sięgam z przyjemnością wiedząc, że mnie nie zawiodą. 
   Monika A. Oleksa  


Fot. Dariusz Kołakowski





  




niedziela, 8 października 2017

Jesienny anioł

Fot. Monika A. Oleksa 

Mój Anioł Stróż otulił się szalikiem, aby chronić siebie i mnie przed jesiennym chłodem. Na dłonie włożył rude rękawiczki, miły październikowy akcent, którym stara się rozświetlić jesienną rzeczywistość. W każdy dzień wplata coś, do czego się uśmiecham. Na szybie samochodu podkłada mi żółte liście, pod nogi rzuci kasztany, a między trzymające się jeszcze drzew liście powplata promyki słońca, zatrzymując piękno w ułamku chwili. Mój jesienny anioł pokazuje mi to piękno każdej jesieni, ucząc mnie, że wartość dnia nie zależy od tego, czy wyjrzy słońce, czy też niebo zaciągnie się chmurami, a deszcz zostawi ślady łez na szybach. To w szczegółach poukrywany jest sens życia, a o jego urodzie stanowi własnie nieprzewidywalność. I różnorodność, na którą się otwieramy. 

Październikowy Nałęczów

Tego wszystkiego uczę się od mojego Anioła. Daję się mu prowadzić, szeroko otwierając oczy na świat po to, aby nie przeoczyć niczego istotnego. Nie poszukuję spektakularnych wrażeń, wystarczą mi drobiazgi, w których mój Anioł pokazuje mi działanie Stwórcy i Jego odpowiedzi na moje nieporadne pytania. Uczę się również nie marudzić za bardzo, chociaż to wcale nie jest takie proste, bo jak każdy mam w sobie wiele ludzkich słabości. Nie jestem doskonała, dlatego wciąż się cierpliwie uczę, i poszukuję najwłaściwszych dróg i nie zawsze łatwych rozwiązań. 

Fot. Marcin Piotr Oleksa 

Jesienny anioł prowadzi mnie za rękę. Wędrujemy przez Lublin ubrany w kolory, wchodzimy w barwny tłum, mijając ludzi, których to miasto ściągnęło. Odwiedzamy lubelskie osiedla, wychwytując znaki i ślady, jakie zostawia na nich Pani Jesień. I to nic, że zabrakło słonecznego ciepła, i że powietrze tak bardzo się już ochłodziło, pozostawiając lato jedynie we wspomnieniach. Jesienny deszcz też mi nie przeszkadza, bo w jego rytmie jest melodia, w której potrafię usłyszeć wiele słów. Mój anioł podsuwa mi zeszyt, odgania ciemne deszczowe myśli i chwyta słowa, które ulatują wraz z chwilą. Magia słów. Tych jesiennych, i tych, których poszukuję do książki. A pośród nich cisza, w którą jesienny deszcz wplata swoje dźwięki, a miasto za oknem mu akompaniuje. Szumem sunących ulicą samochodów, strzępkami rozmów, stukiem kobiecych obcasów na chodniku, szczekaniem psa, i kłótnią srok bijących się na drzewie tuż przy moim oknie. Odgłosy codzienności, składającej się na utwór zatytułowany: Życie. 

Jesień na lubelskim osiedlu

Mój Anioł Stróż uśmiecha się, stając tuż za mną. Kładzie mi rękę na ramieniu i szczelniej owija się szalikiem. Natychmiast czuję otulające mnie ciepło, dzięki któremu nie marznę nawet jesienią. Z jego wsparciem jestem gotowa na to, co przyniesie dzień. Z ufnością się na każdy otwieram. Cieszę się jesienią i doceniam wysiłek, jaki październik wkłada w to, aby świat piękniał, pomimo odejścia lata. Piekę szarlotkę, by wypełnić dom zapachem jabłek i cynamonu, i uśmiecham się do psa, którego merdający ogon zapewnia mnie, że żadna pogoda nie jest na tyle zła, aby nie można było wyjść na spacer. Prosta filozofia, dzięki której życie smakuje, bo potrafimy wydobyć ten smak z najprostszych rzeczy. Bo przecież to one składają się na definicję szczęścia, które człowiek mylnie poszukuje w odświętności. 

Drobne szczegóły Nałeczowa

Mój Anioł Stróż podnosi skrzydła i jednym delikatnie mnie obejmuje. "Czujesz jak pachnie deszcz?", szepcze, a ja wciągam głęboko wilgotne powietrze i nasycam się jesienią. Lubię ją, tę kolorowo - kasztanową porę roku. Każdego października odkrywam ją na nowo, dając się zaskoczyć tym, co przynosi. 
Monika A. Oleksa 

Jesienny Lublin... 
  

niedziela, 1 października 2017

Sztorm

Fot. Monika A. Oleksa 

Morze krzyczy sztormem. Jest w tym krzyku gniew i wzburzenie, groza i piękno, potrzeba oczyszczenia. Spektakl podkreślający potęgę żywiołu i jego nieujarzmienie. Grzmiący huk zagłusza słowa porywane przez wiatr. Wściekła piana fal spada z siłą furii na brzeg, rzucając się w złości na wszystko, co znajdzie się w jej zasięgu. Cofając się, zagarnia rozrzucone na piasku skarby, by po jakimś czasie wyrzucić część z nich w zupełnie innym miejscu, sponiewierane walką, w której zawsze wygrywa silniejszy. 
W czasie sztormu wiatr kłóci się z morzem. W tej kłótni dwa żywioły zachowują się jak kochankowie w tangu, przyciągając się i odpychając jednocześnie. Obaj przeciwnicy nie przebierają w środkach. Morze walczy siłą wyskakującej w górę wody, wiatr smaga piaskiem, wyrywa drzewa i przenosi je tam, gdzie mu się podoba, nie licząc się z nikim ani niczym. Starcie tytanów, w którym człowiek może być jedynie niemym świadkiem, bo nic od niego nie zależy. 

Fot. Monika A. Oleksa 

Sztormy w naszym życiu mają dużo wspólnego z walką żywiołów. Czasami nic nie wskazuje na to, że pogoda zmieni się, powodując nagłe ochłodzenie, a siła wiatru powywraca poukładaną codzienność do góry nogami. Często jednak dużo wcześniej dostajemy sygnały o nadciągającej burzy, ale nie zawsze mamy siłę albo możliwości, by jej zapobiec. Ważne jest to, jak przez nią przejdziemy i jaką lekcję wyciągniemy.
Każdy życiowy sztorm czegoś nas uczy, każdy naznaczony jest jakimś przesłaniem. Bywa tak, że je lekceważymy, godząc się przez to na kolejne nagłe zmiany pogodowe i wyładowania. Nie szukamy przyczyny, łagodzimy jedynie skutki, a potem czekamy z niepokojem na kolejne uderzenia wiatru. Falujemy tym niepokojem jak morze sztormem, nagromadzamy w sobie lęk, iskrzymy przypadkowymi wyładowaniami i nakręcamy się złymi emocjami. Oddziałujemy swoją nerwowością na innych, powodując tym dodatkowe, zupełnie niepotrzebne szkwały, podczas których dajemy się wciągnąć w niebezpieczne wiry. 

Monika A. Oleksa 
  
Wiele z życiowych sztormów jesteśmy w stanie uniknąć, wiele też sami prowokujemy. Zbyt szybko się unosimy, rzucamy zbyt pochopne słowa, którymi atakujemy, nie potrafimy słuchać ani rozmawiać, umiemy jedynie obrzucać się wzajemnymi pretensjami. Wypominamy, jesteśmy pamiętliwi, oceniamy bez zrozumienia i nie wyciągamy wniosków. 
Sztormy wpisane są w naturę świata przyrody i człowieka, powinny jednak skłaniać do przemyśleń i oczyszczenia. Ich niszcząca siła powinna dotykać tylko tego, co nas osłabia, i co nie jest dobre ani dla nas, ani dla relacji, które budujemy z osobami dla nas ważnymi. Zawsze należy również pamiętać o tym, że szalejąca furia dotyka także tych, którzy znajdują się w pobliżu. Nawet jeśli nie są na morzu, odłamki targane przez rozwścieczony wiatr mogą poranić dotkliwie i głęboko. Czasami nieodwracalnie. W taki właśnie sposób ranimy nasze dzieci, wciągając je bezmyślnie w sprawy dorosłych i burze między małżonkami. Nie można szukać w dziecku sprzymierzeńca, walcząc przeciwko jego rodzicowi, i nie można żądać od niego akceptacji usprawiedliwiającej nasze działanie, bez względu na to czy jest ono słuszne, czy też nie. 

Fot. Monika A. Oleksa 
  
Sztorm wycisza się wolno, wycofując się stopniowo. Wiatr ustaje, powierzchnia morza wygładza się, a rozbawione promyki słońca ślizgają się po falach, które znów zapraszają do zaczepnego berka. Powietrze po sztormie jest świeższe i jakby lżejsze, łatwiej nim oddychać. I tylko plaża nosi na sobie jeszcze ślady niedawnej walki. Piasek jest mokry i zimny, a przy wydmach utworzyły się małe jeziora, ciągnące się wzdłuż plaży. Wyschną, osuszone łagodniejszym już wiatrem i czasem, którego i człowiek potrzebuje, by poukładać w sobie posztormowe emocje i przemyślenia, wychodząc z kolejnej życiowej zawieruchy poobijany, ale silniejszy. 
Monika A. Oleksa 

Fot. Monika A. Oleksa 

środa, 27 września 2017

Nadmorskie spotkania autorskie

Fot. Monika A. Oleksa 

We wrześniu, chwytając babie lato, ponownie przyjechałam do Dąbek by szukać słów, ale również by tymi słowami się dzielić. Zatrzymania przy ludziach, których tutaj spotkałam, wniosły w moje życie tyle wewnętrznego bogactwa, że samą mnie zdumiewa to jak serdeczna może być serdeczność, jak złożone ludzkie życie i jak zaskakujące historie tych, którym często tak trudno dostrzec swoją własną wyjątkowość. 

Spotkanie w Porzeczu, sierpień 2017
Fot. Marcin Piotr Oleksa 

Dąbki, Wiekowo, Sińczyca, Porzecze, Zakrzewo. Maleńkie wioski w Gminie Darłowo, która w pewnym momencie mojego życia stała się nieodłączną częścią mnie, i Dąbki, do których od wielu już lat wracam z poczuciem, że jadę do domu. Bo to miejsce, ulica Piaskowa i DW MARIA - Zajrzyj stały się dla mnie niemal rodzinnym domem, Marię i Franciszka Sawickich traktuję z taką miłością, z jaką nosi się w sercu rodziców, a przyjaźnie, poprzez które się tutaj, w Dąbkach, zakorzeniam, są bezcenne i z każdym rokiem bogatsze w ludzi i ich niekłamaną życzliwość.

Porzecze, sierpień 2017, po mojej lewej Justyna Pacuła-Woźniak, po prawej Ela Krukowska


Z inicjatywy wójta Gminy Darłowo, pana Radosława Głażewskiego (Gmina Darłowo objęła swoim patronatem moją powieść "Niebo w kruszonce"), w dniach 06-08 września spotkałam się z mieszkańcami Darłowa i okolicznych miejscowości, aby poprzez słowo i wspólne pobycie razem docenić drobiazgi wnoszone w nasze życie przez codzienność. Pomimo chłodnych już wieczorów oraz deszczu, w który początek września obfitował, sale świetlic były wypełnione, a atmosfera w nich tak ciepła, że nie chciało się wychodzić w mocno jesienną już noc. 

Fot. Marcin Piotr Oleksa 

Każde spotkanie czymś mnie zaskoczyło, i każde wchłaniałam w siebie, chcąc zapamiętać jak najwięcej z tych rozmów, w które w odpowiednim czasie przeradza się spotkanie autorskie. Mam świadomość, że ten wspólny czas jest po to, aby wzajemnie coś sobie dać - ja obdarowuję siłą słowa; w zamian dostaję takie pokłady dobra, serdeczności, troski i autentycznego zainteresowania, że dosłownie czuję jak na oczach tych ludzi, do których w jakiś sposób zostałam doprowadzona i to zupełnie nieprzypadkowo, unoszą i rozkładają się moje skrzydła. Bez nich nie potrafię pisać. Potrzebuję ich, by umacniać tych, którzy swoich jeszcze nie dostrzegli. 

Porzecze, sierpień 2017
Porzecze, wrzesień 2017

Moją trasę autorską w Gminie Darłowo i opiekę nade mną wzięła pod swoje skrzydła pani Justyna Pacuła-Woźniak. Justynko, serdecznie Ci dziękuję za organizację i dopięcie wszystkiego na ostatni haftowany guzik :). Dziękuję Ci za bardzo subtelne, a jednocześnie tak bardzo profesjonalne poprowadzenie spotkań w Porzeczu i Zakrzewie, dziękuję za fantastyczny public relation :D, za gotowość opieki i klimat wieczorów, które naprawdę były niezapomniane! Z wielkim entuzjazmem przyjmuję deklarację pana wójta, że Gmina Darłowo z chęcią mnie zaadoptuje :-), bowiem nie tylko ukochane Dąbki wrosły we mnie, ale dzięki tej trasie miałam okazję poznać bliżej cały wachlarz tego, co ma do zaoferowania Gmina Darłowo i jej poszczególne miejscowości, i z wielką dumą przyjmuję rolę ambasadorki tego miejsca, bliskiego mi w takim samym stopniu jak Lubelszczyzna. 


Z wójtem Gminy Darłowo, Radosławem Głażewskim
Zakrzewo, wrzesień 2017
Z Justyną Pacuła- Woźniak
Zakrzewo, wrzesień 2017

W Sińczycy rozmawiałyśmy o tym, że dzięki naszej różnorodności, czynimy ten świat wyjątkowym oddając mu to, czym w naturalny sposób zostaliśmy obdarowani. Czymś dla mnie magicznym i zaskakującym okazała się obecność na tym spotkaniu pani Agnieszki z Bielawy (Góry Sowie), którą do świetlicy w Sińczycy przyciągnął plakat i nazwisko. W kameralnym gronie nasza wspólna z czytelniczkami rozmowa mogła być bardziej intymna, i wszystkie mogłyśmy poczuć smak kobiecej solidarności i więź, jaka w naturalny sposób łączy kobiety. Eli Krukowskiej serdecznie dziękuję za pomysł wyciszającego, bardziej intymnego wieczoru skracającego dystans, i za poprowadzenie tego spotkania z tym samym urokiem, jaki towarzyszy wszystkim wieczorkom literackim w DW MARIA. Elu, z całego serca Ci dziękuję!


Sińczyca, wrzesień 2017
Z Elą Krukowską, Sińczyca 2017
Sińczyca, wrzesień 2017

Do Porzecza przyjechałam kolejny raz. Podczas poprzedniego spotkania, które odbyło się 05 sierpnia, towarzyszyło nam słoneczne lato. 07 września było mokro i chłodno na zewnątrz, ale w środku ciepło przechodziło od człowieka do człowieka, tort (obiecany w sierpniu!) porozpieszczał podniebienia wnosząc nutę poezji na talerzyku wplecioną w moją prozę. Ogromne podziękowania należą się pani Danusi i Renacie ze świetlicy "Marysieńka" w Porzeczu. Drogie Panie, jesteście nie tylko kulinarnymi artystkami, ale i dekoratorkami wnętrz, dbającymi o piękne szczegóły, co widać od razu po przekroczeniu progu świetlicy "Marysieńka" w Porzeczu. Od domowego wina i niecodziennych wrażeń zakręciło mi się w głowie, Porzecze pokochałam miłością wzajemną, a wszystkim przybyłym na spotkanie ze mną z serca dziękuję!


Obiecany tort to dzieło Pani Danusi
Naprawdę można było się nim podelektować! 
Porzecze, wrzesień 2017
Porzecze, wrzesień 2017




Spotkanie w Zakrzewie było ukoronowaniem pracowitego tygodnia. W tym miejscu w sposób szczególny poczułam się otoczona wsparciem kobiet, w których twarze patrzyłam z zachwyceniem. Roziskrzone oczy wielu z nich były dowodem na uświadomienie sobie wyjątkowości każdej z nich, i słuszności decyzji podjętych w biegu życia. Miałam okazję spotkać energiczne i energetyzujące kobiety z Uniwersytetu Trzeciego Wieku, które z pewnością siebie sięgają po życie i realizują siebie, niczego już nie odkładając na później. Usłyszałam o spełnionych pragnieniach serca i Jabłoniowym Sadzie pani Ireny Olesiejuk, który odwiedziłam, i który na pewno opiszę z przesłaniem, że na spełnianie marzeń nigdy nie jest za późno! Wypisałam wiele dedykacji i wymieniłam pokłady dobrych słów z kobietami, które mnie urzekły. Jedna z nich, najważniejsza dla mnie, towarzyszyła mi w tym spotkaniu. Dziękuję Marii Sawickiej, mecenasowi sztuki i najbliższej mi kobiecie na świecie, za wspieranie mnie we wszystkim od samego początku naszej magicznej przyjaźni. Dziękuję za wiarę w moje pisanie wtedy, gdy jeszcze sama nie miałam odwagi w to wierzyć. Dziękuję za wypełnienie tych wszystkich wyszczerbień we mnie, które obtłukło życie i za to, że zawsze mogę się do Ciebie Marysiu przytulić. Jak córka. 


Zakrzewo, wrzesień 2017







Mój rękopis w rękach wójta :) 



Dziękuję również serdecznie wójtowi Gminy Darłowo, Radosławowi Głażewskiemu, za obecność na spotkaniu autorskim w Zakrzewie. Dziękuję za możliwość tych spotkań z tutejszymi mieszkańcami, które są dla mnie bezcenne, i za szansę poznania piękna tego regionu, w którym naprawdę się fantastycznie wypoczywa! I to nie tylko latem! 


Zakrzewo, wrzesień 2017





Nie mogę nie wspomnieć o Wiekowie i spotkaniu w nowoczesnym Domu Senior Wigor. Już dawno nikt nie słuchał mnie z taką uwagą jak ludzie, z którymi spotkałam się w Wiekowie w przedpołudnie 06 września. Z prawdziwą dumą tamtejsi pensjonariusze opowiadali o miejscu, które traktują jak dom, i o wyszarpywaniu od życia wciąż pięknych chwil i cieszeniu się tym, co przynosi dzień, na który z gotowością się otwierają. WIGOR to Wiedza, Integracja, Godność, Opieka i Rehabilitacja. Działania i inicjatywa warte naśladowania. 
Dorotce Dąbskiej, dyrektor Gminnej Biblioteki Publicznej w Domasławicach  dziękuję za zaproszenie i możliwość tego spotkania z ludźmi, którym z radością dałam od siebie słowa, uwagę i zatrzymanie pełne szacunku. 




Zakrzewo, wrzesień 2017




Dziękuję Darłowskiemu Centrum Wolontariatu za możliwość spotkania z darłowskimi czytelnikami, oraz Czytelniczce Wandzie Biskupek, za inicjatywę zorganizowania literackiego popołudnia w ośrodku Duet w Dąbkach. Dziękuję wszystkim cudownym ludziom, przy których miałam okazję zatrzymać się na głębokie rozmowy w DW MARIA w Dąbkach.
To był dla mnie niezapomniany czas czerpania i dzielenia się; słuchania i odpowiadania; obdarowywania i przyjmowania; nasycania bliskością morza i przyjaciół, budowania więzi i nowych relacji. Czas poznawania i odnawiania. Dojrzewania. 
Wyjeżdżam z obietnicą powrotu zimą, by wsłuchać się w opowieść ludzi i nadmorskiego kamyka pozostawionego na plaży w Dąbkach, tuż obok moich niezatartych śladów. 
Monika A. Oleksa   





W Darłowskim Centrum Wolontariatu