Wiosenna niecierpliwość

Fot. Marcin Piotr Oleksa 

Zajrzała nieśmiało, lekko uchylając drzwi i zerkając z ciekawością na świat utulony jeszcze zimowym snem, choć już pełen oczekiwania. Uśmiechnęła się i nieco pewniej wyjrzała, wychylając głowę z nadzieją, że Zima nie będzie miała jej tego za złe. Co roku dostawała za to burę. Niby równo się dawno temu, u pradziejów świata, podzieliły. Każda z nich dostała swoją część roku, za którą miała być odpowiedzialna. Każda z nich rządziła światem w przydzielonym sobie czasie, z poszanowaniem praw swojej siostry. Nie wchodziły sobie w drogę, bo taki miały układ. Sprawiedliwy. Szanujący odrębność i ustalone prawa bez względu na to, co o nich myślały. 
Ze wszystkich czterech sióstr Wiosna była najbardziej niecierpliwa. Najbardziej ekspresyjna i najbardziej uczuciowa, dbała o szczegóły, z których każdy był dla niej ważny. Dlatego nie mogła usiedzieć w miejscu i z początkiem marcowych dni przestępowała z nogi na nogę, chcąc już jak najszybciej przejąć od Zimy panowanie. Miała już swoją wizję udekorowania przestrzeni. Chciała dać ludziom kolory, aby wywołać na ich twarzach uśmiech zgaszony przez długie zimowe miesiące. Monotonia to było coś zupełnie Wiośnie obcego. Zbyt dużo było w niej energii, aby mogła usiedzieć w miejscu. Nie cierpiała bezczynności, a nuda ją zabijała. Chciała działać, biegać, kolorować świat, ścigać się z ptakami i śmiać do drzew. Nawet na sen szkoda jej było czasu, dlatego wydłużała dzień, a ptaki zachęcała do porannych koncertów, by nie umykały ludziom bezcenne minuty i by nie marnować ich na bierność. 

Fot. Marcin Piotr Oleksa 

Wiosna czuła, że ludzie ją lubią. Odwdzięczała się im za to najpiękniej jak potrafiła. Dawała nadzieję, sprowadzała cieplejsze słoneczne dni, w naturalnym rytmie przyrody układała ptasie symfonie i oszałamiała zapachami kwitnących drzew. Była czarodziejką. Z małego niepozornego pączka czyniła doskonały kwiat, którego słodkim nektarem karmiła pszczoły, trzmiele i bąki. Na jej głos pochowane przed Zimą rośliny wychodziły z ziemi, najpierw nieśmiało, niepewnie, a potem już z całą swoją mocą i pewnością, wnosząc wraz ze sobą kolory w brunatność tak charakterystyczną dla pozimia. 
Spieszyło jej się do tego, ale wiedziała, że jeszcze trochę będzie musiała poczekać, bo Zima nie spakowała do końca wszystkich swoich walizek. Wciąż coś się z nich wysypywało. A to śniegowo-deszczowe kulki, które roztapiały się równie nagle jak się pojawiały, a to chłód wciskający się pod kurtki, przenikający i przeszywający zimnem, albo przymrozek pełzający po ziemi, podszczypujący, pozostawiający biały szron po sobie. 

Fot. Marcin Piotr Oleksa 

"W marcu jak w garncu", mówili ludzie, a Wiośnie serce już się wyrywało, aby skrócić tę ludzką tęsknotę za ciepłem i jasnością, kolorami i pięknem nie tak surowym jak to zimowe. Dlatego, wbrew surowej minie Zimy, która do końca chciała wykorzystać swój czas, Wiosna niepostrzeżenie wychylała się zza drzwi, wpuszczając ciepło. 
Zima niekiedy patrzyła na to z pobłażliwością. Wiedziała, że jej młodsza siostra ma pstro w głowie, i że gdyby tylko mogła, przemieniłaby cały świat w kwitnący ogród. Ludzie też by pewnie tego chcieli, ale czy wtedy byliby w stanie docenić piękno, i czy ono by nie spowszedniało? Przyroda potrzebowała czasu uśpienia i czasu wybudzania, a Zima doskonale o tym wiedziała. Wszystko potrzebowało czasu aby dojrzeć i się rozwinąć, zakwitnąć i wydać owoc. Dlatego Wiosna, pomimo swojej niecierpliwości, jeszcze trochę musiała poczekać. I ludzie na nią też. 

Fot. Marcin Piotr Oleksa 
  
W tym czekaniu będą jeszcze świadkami kłótni dwóch sióstr, z których żadna nie będzie chciała ustąpić. Będą się w tych kłótniach ścierać powodując nagłe spadki i skoki ciśnienia, śnieżycę, po której wyjrzy słońce, rozświetlając błękit nieba i przywołując białe obłoki, wyziębiający wiatr i zaskakujące ciepło w zależności od tego, która z nich - Wiosna czy Zima, będzie głośniej krzyczała. 
Zima przytrzymała nogą drzwi nie pozwalając, aby Wiosna otworzyła je zbyt szeroko. Jeszcze nie dziś. To dziś wciąż należy do Zimy. Ona jeszcze nie powiedziała "do widzenia". A Wiosna może sobie tupać nogą i marudzić, ale musi poczekać. I jeszcze chwilę wytrwać w niecierpliwości. 
Monika A. Oleksa 

Fot. Marcin Piotr Oleksa

Komentarze

  1. To jest świetne! Aż się wzruszyłam. Monika, jesteś wielka!

    OdpowiedzUsuń
  2. a ja tak ciągle kocham śnieg

    OdpowiedzUsuń
  3. Ładnie napisane.. także czekam na wiosnę, chociaż dziś jest taka piękna, słoneczna, skrząca zima. Tylko szkoda że wieje przenikliwy wiatr.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Podaj dalej

A w tle kwitną jabłonie...

Otwock - miasteczkiem Pana Andersena: spotkanie autorskie