niedziela, 25 października 2015

Dźwięki jesieni

Fot. Marcin Piotr Oleksa 

Moje jesienne dźwięki dedykuję Bożence - na rozświetlenie poniedziałku i z podziękowaniem za wszystko :D

Kocham jesień, ale jak każdy poddaję się jej zmiennym nastrojom i melancholii. W takie dni kiedy niebo szarzeje, a ja tracę energię i opadają mi skrzydła, lubię otulić się dźwiękami, które przenoszą mnie w mój własny świat, tam gdzie czuję się dobrze i bezpiecznie. W świecie dźwięków to nie szarość skupia moją uwagę, ale ciepło muzyki, którym się owijam jak szalem, poprzez miękkość którego otaczający mnie świat łagodzi kontury i wydaje się dużo bardziej przyjazny i barwny. 
Moje jesienne dźwięki to przede wszystkim Kraina Łagodności, do której wkraczam wraz z pierwszym chłodniejszym powiewem wrześniowego wiatru i w której zostaję aż do zimy. Każda pora roku stroi dla mnie inne instrumenty, które czekają na swój czas. Mam ulubione płyty, które słucham wyłącznie jesienią i zimą - wyciszające, kojące i miękkie w swoim brzmieniu, te pełne energii i ostrości zostawiając na wiosnę, gdy wraz z przyrodą się wybudzam. 

Fot. Marcin Piotr Oleksa

Kraina Łagodności to nie tylko muzyka; to mój sposób na życie, w którym staram się nie skupiać jedynie na zbyt wielu obowiązkach i zbyt krótkiej dobie, ale dostrzec szczegóły, którymi codziennie obdarowuje mnie otaczający świat. Otwieram się na niespodzianki, które przynosi życie, podnosząc z ziemi sypiące się przede mną kasztany, i cieszę się jak dziecko, krocząc po szeleszczącym dywanie złotych liści pod moimi stopami. Odczytuję wiadomość zamkniętą w opadłym z drzewa liściu, wsłuchując się w "Koncert jesienny na dwa świerszcze" Magdy Umer. Ta piosenka jest magiczną bramą, przez którą wchodzę do świata takiej jesieni, jaką kocham. Z siwym dymem snującym się nad ogniskiem, wilgotnym zapachem liści, ciepłem przytulnego domu, i świerszczem wygrywającym za kominem swoje jesienne koncerty. Słucham tej piosenki od tylu już lat i zawsze nastraja mnie ona pozytywnie. 
Moje dzieci nasiąkały melodiami Krainy Łagodności od dzieciństwa. Pamiętam takie zdarzenie, gdy Michał (dziś szesnastoletni młody człowiek), miał trzy latka. Mieliśmy akurat gości, a że był to czas jesienny, z odtwarzacza płynął koncert dwóch świerszczy, pięknie wyśpiewany aksamitnym głosem Magdy Umer. Moje dziecko weszło do pokoju, zastygło na moment nasłuchując, i wyrecytowało: "Koncelt jesienny na dwa świersce", Magda Umel.
Przy stole zapadła cisza, a gościom, kolokwialnie mówiąc, poopadały szczęki, bo prawdę mówiąc sami nie do końca wiedzieli czego słuchają. Moje dziecko ukłoniło się słysząc zdania pełne zachwytu nad swoją elokwencją, i wybiegło z pokoju do swoich bardzo ważnych zajęć trzylatka. Dobry gust muzyczny pozostał mu do dziś, wspierany podsuwanymi mu płytami z utworami, których oboje z Marcinem kiedyś sami słuchaliśmy. 

Fot. Marcin Piotr Oleksa 

Magda Umer wprowadza mnie więc do Krainy Łagodności, w której pozostaję aż do wiosny. Obok niej swoim głosem koi niespokojne godziny mojej codzienności Edyta Geppert, której ciepła barwa zawsze kojarzy mi się z przytulnością i bezpieczeństwem. Jesienią Olga Bończyk rozpieszcza mnie kalinowymi "Listami z daleka", które przesyłam sama do siebie, delektując się tą płytą i jej delikatnością, a na deser zostawiam sobie słoneczną "Sobremesę" Anny Marii Jopek, którą jestem oczarowana. W tych wszystkich dźwiękach jesieni odkrywam magię, która ociepla chłód coraz krótszych dni i barwi mój świat czerwono-złotym pomarańczem, który nieustannie dostrzegam wokół siebie. Tymi dźwiękami odganiam również przyczajoną depresję i lęki towarzyszące życiu, poukrywane po kątach. Owijam się tą jesienną muzyką jak pledem, grzejącym mnie pomimo spadającej temperatury, i nastrajam się pogodnie w drodze do pracy, aby swoim uczniom przekazać dobrą energię i motywować do nauki pomimo mroku za oknem, zapadającym już coraz wcześniej. 

W szumie liści też jest ukryta moja jesienna muzyka... 

Do moich jesiennych dźwięków rok temu dołączył Fismoll. Łagodne gitarowe brzmienie i głos, który mnie wycisza i nastraja refleksyjnie. Przy nim odpoczywam, odprężam się i wchodzę w nowy dzień z oczekiwaniem na to, co mi przyniesie. Wiolonczela, skrzypce i pianino dodatkowo wplatają w moje dni subtelne nuty rozmarzenia, przy których zrzucam napięcie, zapominam o chronicznym braku czasu i snu i wraz z Fismollem przenoszę się tam, gdzie mi dobrze. Nad morze, bo tam po raz pierwszy usłyszałam brzmienie Fismoll. Na pustą o tej porze roku plażę, po której przespacerowałabym się z tymi, którzy są tak daleko, a tacy bliscy, i gdzie morzu oddałabym wszystkie swoje troski, przysłuchując się opowieści nadmorskiego kamyka. Magiczna płyta, mająca moc leczenia smutków, odganiająca czarne myśli i w kroplach monotonnego deszczu pozwalająca dostrzec tęczę. 

Fot. Marcin Piotr Oleksa 

Moje jesienne dźwięki są jak ciepły sweter, który lubię na siebie wkładać w chłodne dni. Ogrzewają, rozświetlają ponure popołudnia i sprawiają, że każdego dnia uśmiecham się do Jesieni, dziękując jej za wszystko, co od niej dostaję. Kieszenie mojego płaszcza są pełne kasztanów, w wazonach stoją jesienne róże lub żółte i kremowe chryzantemy, które są jak małe, kuliste, prywatne słońca, a trawnik pod moim oknem przyozdobiony jest opadłymi z drzew liśćmi, układającymi się na nim jak wzory na perskim dywanie. 
Miarowe stukanie kropel deszczu o parapet wkomponowuje się w jesienną melodię, której przysłuchuję się z uwagą, przekładając dźwięki na litery i słowa, którymi w ten coraz chłodniejszy już czas chciałabym Cię otulić i ogrzać, pokazując jesień, którą naprawdę można przyjąć bez narzekania, ciesząc się tym, co przynosi dla mnie i dla Ciebie. Barwy, kasztany i żołędzie, chwilę refleksji, konfitury ze śliwki i nowe dni, które wkłada w nasze ręce. Dni, które naprawdę są pełne obietnic, jeśli tylko zechcemy je przyjąć. 
Monika A. Oleksa   

Pan Prus też lubi jesień... 
Pozdrawiam Cię jesiennie, życząc nieustannego piękna wokół ... 


4 komentarze:

  1. Jesień to najbardziej kolorowa pora. Dzisiaj chcę pamiętać o tej jesieni bez kiepskiego nastroju ...tym bardziej ,że pogoda za moim oknem pozwala mi na to. Trochę tej,polskiej złotej....wysyłam Ci Moniko ,ale jednak więcej zostawię sobie.Twoje obrazki z jesienią pokazują jaka jest cudna,a pan Prus.....i od razu wspomnienie...Nałęczowa.
    Co do dźwięków jesieni to jestem pewna,że będąc obok Ciebie z wielką przyjemnością i wzruszeniem obie słuchałybyśmy....tej muzyki....Taka Kraina Łagodności- bardzo chętnie

    OdpowiedzUsuń
  2. Piękne refleksje, zdjęcia i utwory... Prus w szaliku mnie rozczulił:) Wczoraj byłam na spacerze w lesie, łapiąc Panią Jesień w momencie, w którym ubrała się w najpiękniejsze kolory:) Magdę Umer, a jeszcze bardziej Annę Marię Jopek - uwielbiam:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Pan Prus ma bardzo twarzowy szalik, i te kolory jesieni z piękną muzyką.......

    OdpowiedzUsuń
  4. Moja Ty jesienna Moniko, tak pięknie napisane, że aż na chwilę boleć przestało :)

    OdpowiedzUsuń