Moje miasto

 Lublin uchwycony moją ręką



Lubię patrzeć na moje miasto, rozpędzone i żyjące własnym życiem. Od rana roześmiane i wypełnione dźwiękami. W zwykły, powszedni dzień budzi mnie warkot samochodów dostawczych i hałas wyładowywanego towaru. Mieszkam tuż przy sklepie, tzw. osiedlowych delikatesach, do których zaglądamy codziennie. Lubię to miejsce, znam przyjazne twarze pracujących tam pań i dobrze się tu czuję. Ten sklep i jego atmosfera zainspirowały mnie do nowej książki, nad którą teraz pracuję. Ale o tym kiedy indziej:)
Moje miasto jest wypełnione studentami, przemierzającymi ulice Lublina i nadającymi mu specyficzny klimat miasta uniwersyteckiego. Ich śmiech, młodość, snute plany i marzenia przypominają mi lata, kiedy sama biegłam na uczelnię i z nici babiego lata splatałam obraz mojej przyszłości. 
Moje miasto to trolejbusy i wąskie ulice, przez które trudno się przebić, szczególnie w godzinach szczytu. Przy tych ulicach przycupnęły sklepy, sklepiki, bary, restauracje i garmażerki; zakłady fryzjerskie i salony kosmetyczne, a także wyniosłe, trochę napuszone i zadzierające nosa galerie, wśród których króluje położona w samym centrum Plaza, miejsce spotkań większości lublinian. 
Moje miasto to również setki studzienek kanalizacyjnych, które wymija się slalomem, co rusz wpadając w dół lub podskakując na wybrzuszeniach. 
Lublin to miasto, gdzie historia splata się ze współczesnością. Stare Miasto z krętymi uliczkami i przytulnymi kawiarenkami zaprasza i zachwyca. To miejsce, gdzie czas spowalnia i plecie się leniwymi minutami. Imbryczek aromatycznej herbaty w Akwareli sprawia, że świat nabiera kolorów, a troski odpływają. Lubię tam siedzieć, słuchać Basi i obserwować ludzi. Każdy człowiek ma swoją twarzą tyle do opowiedzenia! Wystarczy tylko przyjrzeć się uważnie i utrwalić tę historię na kartce papieru. Stare Miasto to kościół Dominikanów z relikwią Świętego Krzyża i surowym wnętrzem starych murów, których cisza sprzyja skupieniu i modlitwie. Nic dziwnego, że tak wiele par zawiera tutaj sakrament małżeństwa. Ten kościół ma swoją wielowiekową tradycję i urok, któremu nie sposób się oprzeć, a przy tym tyle w tym wnętrzu prostoty i pokory. 
Moje miasto to duże i małe osiedla, rozłożone w różnych częściach Lublina. Te śliczne, jak wymalowane, pachnące nowością i świeżością; i te starsze, czasami z maleńkimi dziupelkami i odrapanymi windami, ale kolorową elewacją, bo Lublin nam pięknieje. Zmienia się, rozbudowuje i przebudowuje, czasami zaskakuje, ale zawsze przytula miękkim uściskiem, bo to przecież moje rodzinne miasto. 
Moje miasto nocą mieni się tysiącem migoczących świateł. Jestem mieszczuchem i nie umiem bez nich żyć. Lubię Lublin nocą. Jest taki cichy i spokojny. Uśpiony. Odpoczywający po dniu wypełnionym pracą i zabieganiem. Lubię wracać do domu pustymi ulicami. Patrzę na rozświetlone miasto układające się do snu i czuję, że jestem tu, gdzie być powinnam. Bo to moje miasto, a ja jestem stąd. Z Lublina. 
Monika A. Oleksa


Fot. Marcin Oleksa
 

Komentarze

  1. I trochę moje, bo spędziłam w nim wiele lat swego życia i lubię tu wracać, żeby zobaczyć zmiany i ich brak. Mnie cieszy i jedno i drugie. A co do herbatki w Akwareli to masz rację. To co? Niedługo?
    B.

    OdpowiedzUsuń
  2. Herbatka i słowa, które popłyną... Czekam na Ciebie i tak bardzo się cieszę, że jesteś.
    M.

    OdpowiedzUsuń
  3. Lublin to też Ogród Botaniczny ze skalniakiem po ktorym spływa szemrząca woda oraz ogrodem ziołowym z aromatem mięty, lawendy, rozmarynu i arcydzięgla

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Podaj dalej

A w tle kwitną jabłonie...

Literacka Kanapa z Gwiazdą: Paweł Rosak