czwartek, 9 kwietnia 2015

Literacka Kawiarenka

Fot. Marcin Piotr Oleksa

Dziś "Czwartkowe obiady" nieco inaczej... 

- Musimy porozmawiać! - wojowniczy ton głosu Bogusi nie zapowiadał niczego dobrego, a jej zacięty wyraz twarzy świadczył o tym, że sprawa była poważna. Eulalia postawiła na stole świeżo zaparzoną herbatę w imbryczku z podgrzewaczem i podała talerzyki na ciasto. Wiedziała, że jej sernik Rosa, który upiekły razem z Martą specjalnie na to czwartkowe popołudnie, dopieści każde podniebienie i ułagodzi nawet nastawioną bojowo Bogusię. 
- Spróbuj serniczka - zaczęła od najbliższej przyjaciółki, podsuwając jej ozdobną paterę z ciastem. 
- Co ty mi tu z sernikiem wyjeżdżasz! - prychnęła Bogusia i spojrzała na każdą z przyjaciółek zimnym wzrokiem. - Problem mamy i tyle. 
- Ale jaki problem, Boguniu? - Helena, nie zważając na lodowate spojrzenie Bogusi, sięgnęła po apetycznie wyglądający, puszysty kawałek ciasta, nie mogąc się doczekać, kiedy poczuje jego smak. 
- Ano taki problem, moja droga, że zaproszono nas na otwarcie "Kawiarenki Literackiej" w Lędzinach, a ja nie zamierzam się tam pojawić w tej samej kiecce, którą noszę na każdej imprezie wyjazdowej. Jestem kobietą i uważam, że szata jednak zdobi człowieka, a poza tym otwarcie to coś wyjątkowego. 
- Ty wiesz, że masz rację. - Eulalia usiadła przy stole czując, jak nogi się pod nią uginają. - Ty jak ty, Bogusiu, ale ja mam przecinać wstęgę. Nie mogę tak wciąż w tym samym, jakby już na drugą sukienkę nie było mnie stać...


- Nie ukrywajmy, Lalu, że emerytury to mamy głodowe i mało którą z nas stać na to, aby sobie coś tak po prostu kupić - zauważyła smutno Helena, obciągając swoją sukienkę, którą co prawda bardzo lubiła, ale tak jakby jej się już opatrzyła. 
- A gdzie w zasadzie są te Lędziny? - spytała milcząca dotąd Jadzia. 
- Na Śląsku, niedaleko Mysłowic. 
- A dlaczego właśnie tam? Nie mogłybyśmy pojechać na otwarcie jakiejś kawiarenki do Nałęczowa, na przykład? - Jadzia nie lubiła zmian i odległości, które same z siebie ją przerażały. 
- W Nałęczowie, moja droga, to byłyśmy rok temu. Nie muszę ci chyba przypominać kapsuły borowinowej, ani szczęki, której o mało co nie adoptowała Lala. - odpowiedziała Bogusia, czując, że nadal są w punkcie wyjścia, a problem nowego stroju wciąż pozostaje nierozwiązany. 
- Lędziny to bardzo ładne miasteczko, a tamtejsza biblioteka jest jedną z najpiękniejszych, jakie kiedykolwiek widziałam. - Eulalia uśmiechnęła się do swoich wspomnień przywiezionych z tego miejsca. - Poczujecie się tam, dziewczynki, jakbyście cofnęły się w czasie. I do tego poznacie tamtejsze osobistości. 
- I niby tak w tych starych sukienkach do tych osobistości? - Bogusia nie była w stanie myśleć o niczym innym. 
- Lala, pyszne to ciasto! - Helena sięgnęła po następny kawałek, obiecując sobie w duchu, że od jutra odstawia słodycze w każdej postaci. - Dasz przepis? 


- Dam, pod warunkiem, że ty dasz mi w końcu właściwy przepis na swoją Pyszotkę. Bo dotychczas ilekroć bym nie robiła dokładnie według tego, co mi napisałaś, nigdy jeszcze mi nie wyszła taka, jak twoja. Choćbym nie wiem jak się starała, mój krem zamienia się w słodki potok i wypływa z każdego boku. 
- Bo do pieczenia, Lala, to jak do wszystkiego, trzeba dodać szczyptę miłości - wtrąciła cichutko Jadzia. 
- Ona wszystkie szczypty sypie pod stopy Strojewskiego. - dopowiedziała Bogusia, z satysfakcją patrząc, jak przyjaciółka się rumieni. 
- Ale słuchajcie - Helena zamarła nagle, z łyżeczką zawieszoną gdzieś w przestrzeni między talerzykiem a ustami. - Jeżeli zapraszają nas na otwarcie i chcą, abyśmy objęły honorowy patronat nad kawiarenką, to znaczy, że... zrobiłyśmy się sławne? - końcówkę zdania wypowiedziała tonem pytania. 
- My jak my, Eulalia na pewno - burknęła Bogusia. - W końcu to ona ma przecinać wstęgę, i kawiarenka nazwana jest jej imieniem. 
- Ale to tylko kwestia czasu, Bogusiu - cichy i łagodny głos Jadzi studził wzburzone przy czwartkowym stole emocje. - Zobaczysz, że i my będziemy miały swoje Literackie Kawiarenki w różnych częściach Polski. Od Lali wszystko się zaczyna, ale my jeszcze nie powiedziałyśmy ostatniego słowa. Czuję, że w naszym życiu szykują się duże zmiany... 
Jadzia znacząco zawiesiła głos, który przeszedł nieomal w szept i uśmiechnęła się do zapatrzonych w nią przyjaciółek, które - każda na swój sposób - tę przyszłość ze zmianami zaczęła sobie wyobrażać...  cdn...
Monika A. Oleksa 


A mówiłam, że od tych podróży ze mną na spotkania autorskie i przedstawiania ich w różnych zakątkach Polski, moim Artystkom poprzewraca się w głowach! I masz babo placek! Skąd ja wezmę dla nich nowe sukienki na otwarcie?!

Moje Misiowe bohaterki przedstawione na zdjęciach są autorstwa Gabrysi Kotas - KLIK, natomiast te prześliczne krzesełka i stolik wykonała niezwykle uzdolniona Monika Radwan - KLIK, której bardzo dziękuję za owocną współpracę:) 
Na relację z otwarcia Literackiej Kawiarenki "U Eulalii" zapraszam już niebawem, a tymczasem, aby poczuć klimat tamtego spotkania - Niespodzianka:) 


3 komentarze:

  1. Lędziny i Mysłowice mają to do siebie, że naprawdę powodują u ludzkości wielkie zmiany :-) Wiem co mówię... a z tymi kreacjami to spokojnie - Panie wpadną do mnie po drodze i ze zniżką dla emerytów coś się wymyśli:-) Tylko nie nerwowo, bo stres nieprzyjacielem kobiety :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ojej, ależ zaskoczenie! Eulalie prezentują się uroczo na krzesełkach i przy stoliku! To duże wyróżnienie dla mnie Moniko, że zechciałaś pokazać moją pracę na swoim blogu. Dziękuję:) Pozdrawiam cieplutko:))))

    OdpowiedzUsuń
  3. Jestem zachwycona pomysłem a ten stolik jest uroczy

    OdpowiedzUsuń