Tajemnica Miłości

Fot. Marcin Piotr Oleksa 

Nie mogłaś spać tej nocy, Mario Magdaleno. Podobnie było w noc poprzednią, gdy wciąż miałaś przed oczami Krzyż i udręczone ciało swojego Mistrza, za którym poszłaś do samego końca. Nie mogłaś sobie znaleźć miejsca przez cały szabat, wszystkie swoje myśli kierując ku Panu, złożonemu w grobie. Wyznałaś, że: "Był to czas najgłębszego smutku"; czas, który żałobnicy spędzili w domu Józefa z Arymatei, czekając i nie mogąc pogodzić się z tym, co się stało. Nie było przy was uczniów Jezusa. Wszyscy, poza Janem, rozpierzchli się i schronili pośród okalających miasto wzgórz w obawie przed Żydami. Strach wyglądał z każdego kąta i potęgował się wraz z odgłosem zbliżających kroków. Czy bałaś się, Mario Magdaleno? Byłaś słabą kobietą, a jednak miałaś w sobie ogromną siłę, którą odnalazłaś przy Jezusie. Przy nim zrozumiałaś na czym, tak naprawdę, polega istota człowieczeństwa, i choć Jego słowa nie były dla ciebie do końca zrozumiałe, uwierzyłaś, bo pokochałaś Go całym swoim istnieniem. Spotkanie z Nim zmieniło całe twoje życie, dlatego pierwszego dnia po szabacie biegłaś przez świt poranka do Niego. Chciałaś namaścić Jego biedne, skatowane ciało i oddać Mu należną cześć. Z miłości. Kochałaś Go, Mario Magdaleno. Dla ciebie Jego śmierć stała się bardzo osobistą stratą, z którą miałaś odtąd żyć. 
Na dworze było jeszcze szaro, ale Jego grób jaśniał. Ta jasność oślepiała tak bardzo, że musiałaś osłonić oczy dłonią. Dlatego odsunięty głaz, broniący dostępu do grobu Jezusa, zauważyłaś dopiero wówczas, gdy byłaś już blisko krypty. Stanęłaś zadziwiona, nie wiedząc, co robić; a potem weszłaś do środka, nie znalazłaś tam jednak ciała Jezusa. Grób był pusty. Gdy tak stałaś bezradnie, a obok ciebie Maria, matka Jakuba i Joanna, zajaśniało przed wami światło, bijące od dwóch mężczyzn. Pojawili się nie wiadomo skąd, a wy, przestraszone, pochyliłyście głowy. I wtedy usłyszałaś te słowa: "Dlaczego szukacie żyjącego wśród umarłych? Nie ma Go tu; zmartwychwstał!" (Łk 24, 5-6). 
Czy wtedy już wiedziałaś, czy jeszcze nie byłaś w stanie tego pojąć? Jakie myśli krążyły po twojej głowie, gdy towarzyszące ci niewiasty pobiegły do Szymona Piotra i Jana, ukochanego ucznia Jezusa, oznajmiając im: "Zabrano Pana z grobu i nie wiemy, gdzie Go położono" (J 20,2)?
Stałaś przed grobem, płacząc. Kiedy uświadomiłaś sobie, że nie jesteś tam sama? Czy najpierw Go zobaczyłaś, czy też pierwsze były słowa, które do ciebie dobiegły: "Niewiasto, czemu płaczesz?" (J 20,15). Sądząc, że to ogrodnik, odpowiedziałaś z błaganiem: "Panie, jeśli ty Go przeniosłeś, powiedz mi, gdzie Go położyłeś, a ja Go zabiorę."(J 20, 15). I wtedy usłyszałaś ten głos, który rozpoznałabyś wszędzie: "Mario!". Już wiedziałaś. Obróciłaś się i zobaczyłaś Go, żywego i prawdziwego. Oswobodzony z całunu, stał przed tobą i był tak blisko, że mogłaś dostrzec na Jego żywym ciele ślady przebytej Męki. Z wielką radością wykrzyknęłaś do Niego po hebrajsku: "Rabbuni!", co znaczy "Mój Nauczycielu!", a On wyciągnął do Ciebie ręce, tak jak dziś wyciąga do każdego z nas. Uwierzyłaś i jako pierwsza spotkałaś na swojej drodze Zmartwychwstałego Chrystusa. Jako pierwsza spośród ludzi widziałaś początek Nowego Królestwa. Jezus wybrał właśnie ciebie na pierwszego świadka swojego Zmartwychwstania, ponieważ byłaś ucieleśnieniem Jego nauki o potędze odkupienia. Skrucha i żal za grzechy, których symbolem stałaś się ty, Mario Magdaleno, jako ta, która po spotkaniu Mistrza "przyoblekła się w nową szatę i nowego człowieka", doprowadziły cię do tej nagrody, której dostąpiłaś. Byłaś kobietą, której odpuszczone zostały liczne grzechy, ponieważ bardzo umiłowałaś. 
Uwierzyłaś. Nie żądałaś od Chrystusa żadnego dowodu na to, że powstał z martwych, jak Niewierny Tomasz; i nie potrzebowałaś żadnych świadectw. Ty nigdy nie przestałaś w Niego wierzyć, a siłą twojej wiary była autentyczna miłość. Bez niej nie pozna się Jezusa. Pokazałaś to, ucząc nas, że tylko wówczas, gdy On stanie się centrum naszego życia, i gdy to Jemu podporządkujemy i oddamy wszystko, czyniąc to z prawdziwej miłości, a nie z obowiązku czy przyzwyczajenia kultywowania tradycji przekazywanej przez pokolenia, zrozumiemy Prawdę o Zmartwychwstaniu. I tylko wtedy On będzie mógł wejść w nasze życie, tak jak wszedł w twoje, nie stając się jedynie symbolem, ale żywym Bogiem, który dla mnie dokonał ofiary odkupienia, traktując mnie jak kogoś wyjątkowego, na kim naprawdę Mu zależy. Tak jak zależało Mu na tobie. 
Dziękuję ci, Mario Magdaleno, za drogę, którą mi pokazałaś i za najprostszą, ale zarazem najszczerszą miłość, którą chcę naśladować, aby Zmartwychwstanie Chrystusa dokonywało się w moim życiu nieustannie i nie było jedynie pustym symbolem. 
Monika A. Oleksa 

Fot. Marcin Piotr Oleksa  
        

Komentarze

  1. Nikogo nie odrzuca, nikogo nie przekreśla...nie ma takiego grzechu, którego by nie odpuścił...nie ma takiego dna, z którego nie pomógłby się wydostać. Wie, że tylko tak może pokazać ogrom swojej Miłości nam, którym tak łatwo przychodzi pogarda...ironiczny uśmiech...i poczucie wyższości. Jak wielka to musi być Miłość, skoro z całą swą ułomnością to właśnie Magdalena stanęła przy Zmartwychwstałym. Nie jesteśmy nawet w stanie tego pojąć, bo aż dech zapiera sama myśl o tym.
    Jak malutki jest człowiek, któremu wydaje się że może wydawać wyroki, osądzać i skreślać..
    Dziękuję Moniś za te refleksje, które bardzo głęboko zapadły mi dzisiaj w serce.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację, Gabrysiu, nie jesteśmy w stanie tego pojąć i to jest właśnie ta Tajemnica... My, ludzie, w swoich wyrokach i osądach ubranych w jad staramy się stanąć na równi z Nim, i tak mało w nas pokory, którą On pokazał najprościej. Kochając i służąc, przyjmując każdego, upominając - ale zawsze wskazując kierunek - Niebo.
      Lubię ten czas Wielkanocy, bo przypomina mi do czego, tak naprawdę, zostałam powołana. Każdy z nas został. Do miłości. Najprostszej i bezinteresownej.
      Przytulam!

      Usuń
  2. Maria Magdalena kochała Go całym sercem, była przy Nim kiedy nauczał oraz kiedy odchodził. Dostała niezwykły dar i dane jej było jako pierwszej widzieć Zmartwychwstałego.
    Pięknie to napisałaś, dziękuję za te słowa!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja dziękuję za słowa uznania:) Tym bardziej cenne, że padły z ust rodzonego Syna! Ona dała nam przykład, abyśmy błądząc - co jest rzeczą ludzką, zawsze potrafili znaleźć właściwą drogę...
      CMOK!
      Mama

      Usuń
  3. Pięknie opisane w tym tekście.Dziękuję za słowa te i serce.Zapisałam blog i będę odwiedzała.
    Buziaki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja dziękuję za to, że zatrzymałaś się ze mną na chwilę refleksji, Agatko. Mam nadzieję, że złe emocje już puściły... Szkoda życia, lepiej dostrzegać w nim te drobiazgi, które sprawiają radość i składają się na Szczęście, którego nie można sobie odmawiać.
      Pozdrawiam Cię bardzo serdecznie:)
      M.

      Usuń
  4. Odpowiedzi
    1. Stęskniłam się za Tobą, kochana Tęczowa Duszo! Tak dobrze, że jesteś. Nie tylko tutaj. W ogóle.
      Przytulam Cię mocno:)
      M.

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Podaj dalej

A w tle kwitną jabłonie...

Literacka Kanapa z Gwiazdą: Paweł Rosak