Czwartkowe obiady, odc.32

Fot. Marcin Piotr Oleksa 

Dochodziła 9.08 i wszystkie trzy zaczęły się już porządnie niepokoić. Pociąg odjeżdżał za sześć minut, a Jadzi jeszcze nie było. Jej telefon nie odpowiadał, a przyjaciółki rozpisywały już w myślach czarne scenariusze, od zaspania po morderstwo na tle rabunkowym. Eulalia brała również pod uwagę porwanie przez któregoś z odrzuconych adoratorów, których w ciągu ubiegłego roku kilku się przy Jadzi kręciło.
- A mówiłam, że razem z Heniem ją zabierzemy - to nie! Uparła się, że ona sama i już! - Helena wychylona przez okno, wypatrywała nerwowo znajomej postaci przyjaciółki. 
- Telefon nie odpowiada. - Eulalia rozłożyła bezradnie ręce, chowając komórkę do torebki. 
- Może się rozmyśliła? - Bogusi, jako jedynej, nie udzieliła się nerwowość koleżanek. Siedziała spokojnie na swoim miejscu przy oknie, oglądając swoje pomalowane na liliowo paznokcie i zastanawiając się, czy wzięła wszystkie potrzebne rzeczy. 
- Lala, kim był ten przystojny młody człowiek, który razem z Martą przywiózł cię na dworzec i tachał twoją walizkę, nie powiem, dość słusznych rozmiarów?
- Młody człowiek czy walizka? - dopytała Eulalia, chcąc sprecyzować wypowiedź Bogusi. 
- Nie rozumiem. - Bogusia zamrugała oczami, patrząc na Eulalię z lekkim zamętem w głowie. 
- No, tych słusznych rozmiarów to walizka czy młody człowiek? 
- No przecież walizka! Młody człowiek mało się pod nią nie załamał wrzucając na półkę. Ty mnie nie bierz pod włos, tylko powiedz, kto to, bo na Bartka mi nie wyglądał. 
- To Alek, kolega Bartka i Martusi. Bartek pojechał do rodziców do Biłgoraja, a Alek był tak miły, że zgodził się mnie podwieźć. 
- Wiesz, że patrzył na Martę z czułością w oczach? Zupełnie nie jak kolega. - Bogusia zauważyła uśmiech Eulalii, który nieśmiało pojawił się na jej twarzy. 
- Wiem. Też to zauważyłam - odpowiedziała, odwracając twarz w stronę okna. - Powiem ci więcej, moja intuicja babki podpowiada mi, że ten Bartek to nie jest dobry wybór. Ale temat tej relacji jest bardzo drażliwy, a ja nie chcę wtrącać się w życie Marty i nie chcę stracić jej zaufania. Wierzę w mądrość tej dziewczyny i w to, że sama dostrzeże to, co dla mnie jest oczywiste, a dla niej jeszcze niezrozumiałe. 
- Jest Jadzia! - Eulalia i Bogusia aż podskoczyły na dźwięk okrzyku Heleny, która już biegła do drzwi, aby pomóc Jadzi z pakunkami i zasypać ją tysiącem pytań. 
Obie przyjaciółki rzuciły się do okna, skąd dokładnie dojrzały rumieniec na twarzy biegnącej truchcikiem Jadzi i zadowolony wyraz twarzy Franciszka Skalskiego, który jak na dżentelmena przystało, wniósł walizkę Jadzi po stopniach pociągu, ale niestety nie zdążył jej już donieść do przedziału, bo Jadzia, usłyszawszy konduktorski gwizdek, rozpaczliwie zamachała rękami i, pozwalając złożyć na jednej z nich pocałunek, błagalnie poprosiła, aby pan Franciszek już wysiadł, bo pociąg rusza. Franciszek Skalski zdążył wysiąść, a Helena najpierw wyściskała Jadzię, zrzucając z serca ogromny ciężar niepokoju, a potem pociągnęła Jadziną walizkę na kółeczkach, zostawiając Jadwigę na pastwę przyjaciółek. 
- Ja nie będę pytała, co wyście rano robili - powiedziała Bogusia, ściszając wymownie głos - ale na przyszłość umawiajcie się wcześniej, bo Helena o mało co zawału nie dostała. Teraz już rozumiem dlaczego telefon nie odpowiadał - chrząknęła i schyliła się, aby pomóc Helenie wrzucić bagaż Jadzi na górną półkę w przedziale. 
- Przepraszam, co ty mi imputujesz? - zarumieniona Jadzia próbowała ochłonąć, ale słowa Bogusi jeszcze bardziej wytrąciły ją z równowagi. 
- Ależ nic, zupełnie nic, oprócz tego, że pociąg odjechałby bez ciebie!
- Nie krzycz na mnie - obruszyła się Jadwiga. - Jestem dorosła i nie będę się tłumaczyć, a pociąg jak widzisz, jedzie razem ze mną. 
- Całe szczęście, bo chciałam ci przypomnieć, że to ty znasz wszystkie szczegóły tego wyjazdu i jako jedyna wiesz, dokąd jedziemy. 
- No, tak do końca to nie wiem - uśmiechnęła się Jadzia, patrząc na utkwione w nią, zamarłe spojrzenia trzech przyjaciółek. - Ale Anielskie Siedlisko brzmi tak ładnie, prawda? A do tego właścicielka zapewniła mnie, że nie ma tam żadnego spa i nikt nie zamknie mnie w kapsule borowinowej. 

Fot. Marcin Piotr Oleksa  

Na katowickim dworcu rojno było od spieszących w różne strony podróżnych i osób im towarzyszących, a peron na którym wysiadły cztery eleganckie damy, przywitał je przeciągiem i chłodem, pomimo maja w kalendarzu. 
- No i co teraz? - Eulalia rozglądała się dookoła w poszukiwaniu kogoś, kto się nimi zajmie albo udzieli im jakichś wskazówek. - Jak mamy dotrzeć do tych Ławek? 
- Mamy wypatrywać dużego pana Bogdana, który nas stąd odbierze i dowiezie do Anielskiego Siedliska. 
- A jak duży jest ten pan Bogdan? - spytała ciekawie Helena, przeszukując wzrokiem obecny na peronie tłum. 
- A tego to nie wiem, ale nas raczej trudno nie zauważyć, więc będziemy czekać cierpliwie, aż ktoś się po nas zgłosi - odpowiedziała Jadzia, przysiadając na ławeczce. 
- A dlaczego właściwie przyjechałyśmy odpoczywać właśnie na Śląsk? Wszyscy normalni ludzie wyjeżdżają nad morze albo w góry, a my do Mysłowic? - Bogusia pokręciła głową, zastanawiając się dlaczego wcześniej pomysł tego wyjazdu wydał jej się atrakcyjny. 
- Bo tam są lasy, wyjątkowi ludzie i anioły - odpowiedziała Jadzia bez zastanowienia. 
- Co ty tak z tymi aniołami? - Bogusia spojrzała na Jadwigę pytająco. 
- Prowadzą mnie przez życie, odkąd Władka zabrakło. Często z nimi rozmawiam. 
Bogusia wzruszyła ramionami, ale nie zdążyła nic odpowiedzieć, bo Jadzia nagle rozświetliła się w uśmiechu, wstała z ławki i ruszyła w kierunku mężczyzny, na tle którego zupełnie zginęła. 
- Pan Bogdan, prawda? 
- Zgadza się. - Mężczyzna skinął głową i spojrzał na Jadzię z wysokości swojego słusznego wzrostu. - A pani to Jadwiga?
- Dokładnie tak, a to moje przyjaciółki, które obiecałam przywieźć - wskazała na stojące grzecznie kobiety, uśmiechające się niepewnie do nieznajomego mężczyzny.
- Pomogę paniom - zaoferował pan Bogdan, patrząc na bagaże przyjezdnych letniczek i zastanawiając się w duchu, czy wszystkie zmieszczą się do jego pięcioosobowego samochodu. 
- Jakby był pan tak uprzejmy wziąć tę - Bogusia wskazała na walizkę Eulalii. - Jest tak ciężka, że nasza filigranowa koleżanka załamie się pod nią. 
Pan Bogdan posłusznie zajął się bagażem Eulalii, chwytając  jeszcze w drugą rękę walizkę Jadzi. 
Cztery pary kobiecych oczu patrzyło na niego z nieukrywanym podziwem. 
Upchnięte w samochodzie wraz z bagażami cztery przyjaciółki zmierzały do Anielskiego Siedliska, gdzie zamierzały odpocząć, zregenerować osłabłe po zimie zdrowie i docenić smak przyjaźni, która cementowana latami życiowej pogody i niepogody, trwała, rozpraszając samotność, umacniając nadzieję oraz dając poczucie bliskości i świadomość niezawodności, bo taka właśnie jet przyjaźń. Czasem i uszczypliwa, ale wyrozumiała, potrafiąca czytać pomiędzy słowami i we wspólnym milczeniu odnajdująca niewypowiedziane zdania. To był ich czas, nad którym miały czuwać ławeckie anioły... cdn. 
Monika A. Oleksa 

Fot. Marcin Piotr Oleksa 
    

Komentarze

  1. Mam tylko nadzieję, że szalone Eualie nigdzie po drodze pana Bogdana nie uprowadzą...
    Bo z nimi to nic nie wiadomo. Z niecierpliwością więc czekam, co dalej :))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gabrysiu, ja sama nie wiem, co one jeszcze wymyślą... :D

      Usuń
  2. Jak to, co dalej ? Wiadomo ! Przyjadą do Bytkowa , do kuzynki Basi , bo ona ma wielką ochotę opowiedzieć o kopalniach i Śląsku jakiego już nie ma ... ale jest Park Tradycji i Szlak Zabytków Techniki. Można też odpocząć w Parku Kultury i Wypoczynku, gdzie coraz mniej kultury, ale wypocząć można świetnie. Wpadną razem do Śląskiego ZOO , pospacerują w Parku Róż i wrócą do Anielskiego Siedliska pełne wrażeń. Zapraszam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A dlaczego Kuzynka do tej pory mi jeszcze o tym Śląsku nie opowiedziała?! I dlaczego ja jeszcze w Parku Róż nie byłam?! Do Bytkowa to ja przyjadę, a nie Eulalie! Do Kuzynki, za którą już... tęsknię... :(
      M.

      Usuń
  3. I co dalej, co dalej....... :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Żebym to ja wiedziała, co dalej, to już by była gotowa książka... One wymknęły mi się spod kontroli i naprawdę nie wiem, gdzie pojadą i co zrobią...

      Usuń
  4. Nieubłaganie czekam na dalszy ciąg! :)
    M. Jr. starszy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nieubłaganie płynie czas dzielący mnie od kolejnego czwartku... :-D

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Podaj dalej

A w tle kwitną jabłonie...

Literacka Kanapa z Gwiazdą: Paweł Rosak