wtorek, 12 maja 2015

Wtorkowe spotkania kulturalne: Charles Martin "Kiedy płaczą świerszcze"

Fot. Michał Oleksa 
"Świerszcze ucichły, przestawiając się na niski, prawie niesłyszalny ton, jakby wsłuchane lub wpatrzone w coś, o czym ja nie miałem pojęcia. Było to jak piosenka, którą można usłyszeć tylko wtedy, gdy jej nie słuchasz, lub jak odległa gwiazda, którą można zobaczyć tylko pod warunkiem, że nie będziesz się na niej koncentrował. Nasłuchiwałem. 
- Co one robią? - zapytałem.
- One... płaczą. 
Szepnęła mi do ucha. 
- Tylko wtedy, gdy przysłuchasz się bliżej i gdy tego chcesz, możesz usłyszeć, kiedy płaczą świerszcze. Nie usłyszysz ich uszami. Słyszy się je sercem.
- Dlaczego one płaczą? 
- One wiedzą, że oddają za mnie swoje życie."   

Fot. Michał Oleksa 
Dawno już żadna książka nie poruszyła mnie tak bardzo, jak "Kiedy płaczą świerszcze" Charles'a Martina. Ten autor to moje ostatnie odkrycie, choć książka czekała cierpliwie w mojej biblioteczce od dobrych kilku lat. Jestem uzależniona od książek, kupuję je nieustannie i odkładam na "odpowiedni czas", czyli swoją emeryturę:) Po niektóre, na szczęście, sięgam wcześniej, a nagrodą dla mnie jest wówczas taka niespodzianka, jak Charles Martin. 
Reese jest młodym, trzydziestokilkuletnim mężczyzną, który żyje z ogromną traumą po śmierci swojej żony. W dniu kiedy odeszła jego życie zmieniło się zupełnie, a obwiniający się o jej śmierć Reese, otoczył się szczelnie pancerzem niedostępnym dla zewnętrznego świata i ludzi. Jedyną osobą, którą do siebie dopuszcza jest Charlie, jego niewidomy sąsiad i szwagier, dzięki któremu Reese zachował w sobie resztki człowieczeństwa. Celem życia głównego bohatera jest przetrwać każdy kolejny dzień bez Emmy bez bólu istnienia, który odczuwa niemal nieustannie. Taki jest Reese, gdy go poznajemy. Ukrywający się przed ludzkim wzrokiem pod czapką z daszkiem i kombinezonem mechanika, trzymający się na uboczu i szukający spokoju w swoim domu nad rzeką Tallulah. 
Zaintrygował mnie od pierwszej strony i wciągnął w swoją historię, którą opowiadał fragmentami, do samego końca trzymając mnie w niepewności i wzbudzając emocje, jakich już dawno nie czułam przy żadnej czytanej przez ostatnie lata książce. 
Szczelny pancerz Reese'a pęka nieznacznie, gdy na drodze jego wiodącej donikąd codzienności, staje siedmioletnia dziewczynka z chorym serduszkiem, które jest jednak tak wielkie, że przytula  do siebie każdego, kto choć na chwilę zatrzyma się przy niej na krótką rozmowę. Jedyną nadzieją na uratowanie Annie jest przeszczep serca, na który dziewczynka, wraz z wychowującą ją samotnie ciotką, zbiera pieniądze sprzedając lemoniadę. 

"I przypomniałem sobie, że kiedyś byłem w czymś dobry i że poznałem kiedyś miłość." 

Jedno przypadkowe spotkanie, jedno zdarzenie i trzepocząca na wietrze żółta sukienka wbiegającej na ulicę, wprost pod koła nadjeżdżającego samochodu, Annie, powoduje, że dla Reese'a nic już nie będzie takie, jak dawniej. Ratując ją nie zdaje sobie jeszcze sprawy, że właśnie rozpoczyna wyścig z czasem o życie dziewczynki, o której istnieniu jeszcze wczoraj nie miał pojęcia. Ta walka stanie się dla Reese'a tym bardziej trudniejsza, że już raz uczestniczył w takim wyścigu. Z Emmą. 

Fot. Michał Oleksa 
"Kiedy płaczą świerszcze" to przepiękna, niemal poetycka opowieść o zachwycie życiem, o miłości opisanej niebanalnie i bez ckliwości, o ogromnej odwadze małej dziewczynki i wierze, która naprawdę przenosi góry. To również pewnego rodzaju przesłanie, jak łatwo wypuścić z rąk nadzieję i zmarnować szanse, kiedy oglądamy się wstecz, nie potrafiąc odciąć się od przeszłości. 
Charles Martin snuje, jak pajęczą nić, misternie utkaną historię, która porusza serce i skłania do zatrzymania w biegu i zamyślenia nad swoim życiem, oraz wskazuje, jak wielkim cudem istnienia jest człowiek i jak wielkim darem życie. 

"O brzasku cienie padają przed nami, wyciągając się, aby dosięgnąć nadchodzącego dnia. W południe stajemy na naszych cieniach, pochwyceni gdzieś pomiędzy tym, co było, i tym, co będzie. O zmierzchu cienie padają za nami i zakrywają nasze ślady." 

Książka "Kiedy płaczą świerszcze" jest pochwałą istnienia i uwielbieniem Boga w słabości człowieka i jego determinacji w walce o tych, których z jakichś powodów Pan Bóg stawia na naszej drodze. Jej poetycki język i częste nawiązywanie do klasyków, takich jak Szekspir czy Helen Keller, dodają niepowtarzalnemu stylowi Martina dodatkowe, literackie znaczenie i sprawiają, że książkę można porównać do na pozór zwyczajnego domowego ciasta, którego każdy kęs jednak zadziwia, rozpieszcza podniebienie i zaskakuje smakiem, o jaki wcześniej się go nie podejrzewało. 

"Żaden człowiek nie jest wyspą samą dla siebie."   

Proste, ale jakże bliskie prawdy życia wplecione są między linijki i dialogi sprawiając, że każda strona tej powieści to odrębna perełka, po której nie można się jedynie prześliznąć wzrokiem śledząc akcję książki, ale która zatrzymuje, porusza i ożywia uśpione serce. 

"Tego co najlepsze i najpiękniejsze na świecie, nie można zobaczyć, a nawet dotknąć; trzeba to poczuć sercem." 

Reese poczuł wezwanie Emmy i zrozumiał, że jej śmierć nie przekreśla życia, za które wziął odpowiedzialność. Przechodząc ciężką drogę i zmagając się z własnymi demonami, dojrzewa do tego, aby wybaczyć samemu sobie i otworzyć się na życie i to wszystko, co przynosi. Miał również czas, aby odkryć siłę męskiej przyjaźni, która być może jest mniej emocjonalna niż ta między kobietami, ale scementowana szczerością, potrafi przetrwać lata i dać siłę, której Reese potrzebował. Przede wszystkim jednak bohater uświadamia sobie, że wszystkie dary jakie otrzymał człowiek zostały podarowane mu po to, aby nimi służyć i nieść nadzieję tam, gdzie inni jej już dostrzec nie potrafią.

"Nadzieja to kwiat, który zakwita i rośnie, gdy inni go podlewają."

"Kiedy płaczą świerszcze" to książka, obok której nie można przejść obojętnie, skłaniająca do refleksji, zatrzymania w pędzie codzienności i zadania sobie wielu pytań, których w zgiełku toczącego się dnia nie słyszymy. To książka, która uczy zaakceptowania samego siebie i wiary, że nawet z największym bólem nigdy nie zostajemy sami. Polecam. Ja przy niej przepadłam i nabrałam ogromnego apetytu na pozostałe pozycje Charles'a Martina, po które sięgnę z przekonaniem, że żadna z jego książek mnie nie rozczaruje.
Monika A. Oleksa  

"Zycie nic nie znaczy, jeśli ie jest wielką przygodą" 


Fot. Michał Oleksa 
Serdecznie zapraszam na moje spotkania autorskie w Wielkopolsce. Szczegółowy program w zakładce Kalendarz Spotkań.        

11 komentarzy:

  1. Przeczytam na pewno. Ponieważ cenię Twoją opinię i bliska mi jest Twoja wrażliwość :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana My:), na pewno Cię ta książka nie rozczaruje, jest w niej bogactwo myśli, wrażliwości i uczuć, które poruszają.
      Pozdrawiam Cię bardzo cieplutko z Obornik w Wielkopolsce:)
      M.

      Usuń
  2. Lubię poetyckie i liryczne opowieści, z pewnością sięgnę po tę książkę... Ja również (jak każdy bibliofil) zbieram książki - ale nie na "emeryturę", tylko do swojej "spiżarni". Lubię mieć zapas nieprzeczytanych jeszcze książek, czuję się wtedy dobrze. A ponieważ w końcu je przeczytam, trzeba "zapasy" uzupełnić, i tak w kółko:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Olu, dziękuję Ci za to piękne porównanie - "spiżarnia"! Ładniej brzmi niż emerytura, której możemy w końcu nie doczekać... Pozwolisz, że jako złodziejka słów i migawek życia, skradnę, powołując się oczywiście na Autora:) To ja takie zapasy właśnie zbieram, żeby nie zabrakło. Zawsze to mile cieszy oko gospodyni pełna i dobrze zaopatrzona spiżarka...
      Martina Charles'a polecam gorąco, zaczaruje Cię!
      Pozdrawiam najserdeczniej:)
      M.

      Usuń
  3. Witaj Moniki:) Znam tę książkę, mam nawet w domu, polecam Ci jeszcze "Maggie", "Umarli nie tańczą" i "Gdzie rzeka kończy swój bieg", uczta dla duszy. Dziękuję, że mi przypomniałaś o tym autorze, myślę, że warto polecać autora innym, uczynię to także na swoim blogu:)))
    Wszystkiego dobrego!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już zakupiłam sobie kolejną książkę tego autora i ślinka mi leci, gdy spoglądam na okładkę. Najbardziej niesamowitą rzeczą w życiu jest to, że jest wciąż tak wiele do odkrycia - książek, miejsc, potraw, ludzi! To życie wciąż mnie zaskakuje i staram się czerpać z niego garściami, doceniając drobiazgi, obok których tak łatwo się prześliznąć i nie zauważyć.
      Autora naprawdę warto polecać!
      Pozdrawiam Cię bardzo ciepło, pomimo chłodu Ogrodników:)
      M.

      Usuń
  4. Czytałam już dwie książki autora i obie zrobiły na mnie wrażenie. Tak jak Pani wiem, że Ch. Martin zawsze trafi w moje serce :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że wszystko w życiu ma swój czas i ta książka po prostu musiała na mnie poczekać, abym doceniła jej treść. Być może wcześniej przeczytałabym ją za szybko, albo spojrzała na nią innymi oczami, kto wie...
      Jak to dobrze, że w krainie książek możemy znaleźć i niesamowitych autorów, którzy dostarczają nam prawdziwej uczty dla ducha, i fantastycznych ludzi, z którymi można się swoimi odczuciami podzielić:)
      Pozdrawiam bardzo ciepło, Pani Olu:)
      M.

      Usuń
  5. Nigdy jeszcze nie zawiodłam się czytając książkę - po przeczytaniu Twojej opinii, więc i tym razem myślę, będzie tak samo

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gabrysiu, ta książka Cię zachwyci! szczególnie teraz, gdy Twój apetyt na dobrą literaturę wzrósł i wysoko podniosłaś poprzeczkę:)
      Przytulam Cię mocno, królowo codziennego wiersza:)
      T.M.

      Usuń
  6. Kochana, dziękuję za cierpliwość. W końcu wysłałam wysłałam do Ciebie maila. :)
    U mnie też sporo książek czeka na moją emeryturę. Niepokoi mnie trochę ten wysoki wiek emerytalny... Ale liczę na kolejną, tym razem korzystną reformę systemu emerytalnego. :)
    "Kiedy płaczą świerszcze" to chyba lektura idealna dla mnie. Tytuł zapisałam i nastawiam się na prawdziwą ucztę literacką. Gorąco ściskam!

    OdpowiedzUsuń