Literackie Czwartki: Fragment nowej książki:)

Fot. Marcin Piotr Oleksa  

Mój letni czas w Dąbkach to czas intensywnego pisania i pracy nad książką. Najnowsza zmierza już ku końcowi, przede mną finałowy rozdział, a potem przekazuję ją w dobre ręce Wydawnictwa. Uchylając rąbka tajemnicy, w Literackich Czwartkach dzielę się z wszystkimi moimi cudownymi Czytelnikami fragmentem nowej powieści, dziękując za cierpliwość i wytrwałe czekanie, za przytupywanie i poganianie, ale przede wszystkim za to, że jesteście:D 

Fot. Marcin Piotr Oleksa  

- Powiedz mi, jak ja mam to wszystko spamiętać? – Renata kręciła się po kuchni z telefonem przyłożonym do ucha i rozmawiała z Moniką, jedną ręką próbując przygotować kolację dla dziewczynek. – Głowa mi pęka, a to dopiero drugie zajęcia. Skrzyżowanie równorzędne i podporządkowane, teren zabudowany i poza miastem. Tysiące znaków, których nie sposób spamiętać, zasad, które podobno są logiczne i słów, których zupełnie nie rozumiem. Jak ja mam o tym wszystkim pamiętać, jednocześnie prowadząc samochód? -  Renata o mało co nie potknęła się o plączącego się pod jej nogami Teodora i przysiadła na stołku, aby utrzymać równowagę. 
- Czasami będziesz musiała jeszcze włączyć wycieraczki. Ale to tylko wtedy, gdy pada. – Zauważyła Monika z rozbawieniem. 
- Nie dobijaj mnie! – Jęknęła Renata. – W dodatku średnia wieku na wykładach to osiemnaście plus. Ja czuję się tam jak ich mamuśka!
- I słusznie – zauważyła Monika. – Masz przecież córkę w ich wieku. 
- Wściekłą jak osa, bo tatuś stwierdził, że póki co, stać nas tylko na jeden kurs, a moje prawo jazdy jest ważniejsze niż jej. Mam więc w domu jednego wielkiego focha, a wyżalić mogę się jedynie tobie, bo tutaj mnie nikt nie wysłucha. No, chyba że Teodor – dodała żałośnie. 
- Ciężka sprawa – westchnęła Monika, która ze swoimi chłopcami miała nieco inne problemy. – Ale nie wymiękaj, Renia. Będzie dobrze. Zagryź zęby i przetrwaj to. Mówię ci, że będzie warto. 
- Mówisz teraz o prawie jazdy, czy o muchach w nosie Igi? 
- O jednym i drugim. Co u Staszka? 
Teraz to Renata westchnęła. 
- Tęskni. Uczy się języka. Na razie go szkolą, bo u nich połapać się z tą lewą stroną to masakra. Staszek ma cel i to go nakręca, a ja siedzę tutaj jak jakaś żona marynarza i czekam, sama nie wiem na co. 
- Na zmiłowanie przyjaciółki, która w najbliższym czasie zamierza wyciągnąć cię na babski wieczór poza domem. – Monika jak zwykle zarażała radością życia i pochwałą przyjemności. 
- Byle bez rozbieranek – dorzuciła Renata i doszła do wniosku, że przygotowanie kolacji jedną ręką i do tego z uwagą skupioną na rozmowie telefonicznej jest niewykonalne. – Muszę kończyć, Moni, bo za chwilę odkroję sobie palec. Potrzebuję drugiej ręki. 
- No to pa! I pamiętaj, nie marudzisz i nie zasłaniasz się niańczeniem dziewczynek, tylko idziesz ze mną na pogaduchy i lampkę wina.
- Dobrze już, dobrze. Pa! – Renata rozłączyła się i odłożyła telefon. Przez otwarte okno wpadały dźwięki wczesnego lata. Osiedlowe dzieci rozpoczęły już sezon trzepakowo - piaskownicowy, a ławki oblegały tabuny młodzieży, spragnionej już wakacyjnej swobody i beztroski. Ptasie chóry wyśpiewywały swoje radosne melodie, a powietrze pachniało skoszoną trawą. 
Renata lubiła takie wieczory. Wsłuchiwała się w nadchodzące i nieśmiałe jeszcze lato i zrzucała z siebie napięcie całego dnia. Nogi, obciążone długim staniem i bezruchem, odpoczywały ułożone wygodnie na stołku, a ona czuła jak i jej udziela się to radosne oczekiwanie na wakacje. Dziewczynki poprawiały jeszcze ostatnie oceny, walcząc o przetrwanie – w przypadku Igi, i o czerwony pasek – w przypadku Julii, ale wszystkie trzy planowały już wakacyjny wypoczynek i rozważały ewentualne wyjazdy w różne miejsca. Renata planowała urlop na sierpień, licząc że spędzą go wspólnie ze Staszkiem i dziewczynkami. Julia zaraz po zakończeniu roku wyjeżdżała razem ze szkołą na dziesięciodniowy obóz na Lazurowe Wybrzeże, a Iga wybierała się z grupą koleżanek na obóz do Chorwacji. Dalsze wakacyjne plany miało rozpisać życie i w znacznej mierze zależały one od stanu portfela Renaty i Staszka po obozowych szaleństwach. 
Renata wstała ciężko zza stołu, nastawiła wodę na herbatę i przygotowała trzy identyczne kubeczki. Do każdego z nich włożyła torebkę czarnej herbaty. Kolorowe kanapki czekały cierpliwie, rozpierając się na talerzykach, których bardzo czujnie pilnował Teodor. Był amatorem wszystkiego, co leżało na stole. Nie pogardzał nawet pomidorem, jeśli udało mu się go ściągnąć potajemnie. 
Czajnik wyłączył się z głośnym pyknięciem. Sięgnęła po niego i zalała białe torebki, obserwując jak unoszą się na powierzchni. Zapach świeżo zaparzonej herbaty rozszedł się po kuchni, a Renata poczuła znajomy spokój letniego wieczoru. 
Była w domu i nigdzie się stąd nie wybierała. 




 - Monika, ja już nie daję rady. Na nic nie mam czasu – jęczała Renata, siedząc rozciągnięta na wygodnym leżaku w ogrodzie przyjaciółki. Letni wiatr dotykał delikatnie odsłoniętych ramion i ud, dopieszczając blade ciało ciepłem promieni słonecznych. 
- Nie dość, że opieka nad dziewczynkami spadła wyłącznie na mnie, a uwierz mi, że duże dzieci to często większe kłopoty niż może się wydawać, to jeszcze ten popaprany kurs prawa jazdy, na którym już mnie straszą jakimś egzaminem wewnętrznym. 
- Zapomniałaś o szkoleniu swojego pupilka. – Monika zachichotała i podała przyjaciółce wysoką szklankę z kolorowym płynem i słomką. 
- No i jeszcze na dodatek to! – Renata wyciągnęła rękę i podejrzliwie spojrzała na szklankę. – Co to? 
- Lekki alkoholowy drink na rozluźnienie. 
- Ale jest dopiero jedenasta!
- No i co z tego? – Monika wzruszyła ramionami. – Od razu widać, że pracujesz w sklepie. Kiedyś alkohol sprzedawano od trzynastej. A teraz możesz kupić co tylko chcesz od samego rana. Wyluzuj, Rena. Jest Boże Ciało, masz wolne, możesz trochę poszaleć. Powiedz lepiej jak zajęcia dyscyplinujące? 
Renata fuknęła na Teodora, który właśnie rozkopywał rabatkę Moniki, a potem pociągnęła łyk kolorowego drinka. Dobry był. Słodki, z lekko cierpkim posmakiem. 
- Wiesz, Teodor ma potencjał – spojrzała na Monikę. Czerwcowe słońce świeciło tak jasno, że musiała nałożyć okulary przeciwsłoneczne. – Od razu załapał podstawowe komendy, gorzej było ze mną. Trochę trwało, zanim zrozumiałam jak mam go trzymać, jak ma chodzić i jak się obrócić przy komendzie „w tył”. Ale wiesz co, Moni, pocieszające jest to, że tam przychodzą ludzie z podobnymi problemami jak nasze. – Renata zamilkła na chwilę i pociągnęła kolejny łyk zimnego napoju. – Mamy w grupie labradora, który dobiera się do szafki z lekami i raz na jakiś czas lubi się „naćpać”; jest wieloras, który załatwia się na kanapie i właściciele nie mogą go tego oduczyć. Pogryzione buty, ciapy i drzwi oraz wybebeszone śmiecie są na porządku dziennym, więc Teodor mieści się w normie. Jak sobie tak trochę posłuchałam, to doszłam do wniosku, że mój pies jeszcze  nie jest taki zły. I jakoś tak lżej mi się zrobiło. 
- Bo inni mają gorzej – wtrąciła Monika. – Typowa mentalność Polaków. 
- A co ty taka zgryźliwa się zrobiłaś? – Renata zsunęła na nos okulary i spojrzała na przyjaciółkę spoza szkieł. 
- A tam. – Monika machnęła ręką. – Upał mi się daje we znaki, to zrzędzę. 
Renata pokręciła głową, nie spuszczając wzroku z przyjaciółki. 
- Co jest, Moni? Przecież widzę, że coś cię gryzie. 
Monika westchnęła. 
- Nie ma to jak przyjaciółka, która zna cię na wylot. Antek mi się zakochał – przewróciła teatralnie oczami i popatrzyła na Renatę z tą bezradnością matki, która uświadamia sobie, że już nie jest najważniejsza w życiu dziecka. 
- Czas najwyższy! Przecież on lada dzień skończy osiemnaście lat! 
Antek, starszy syn Moniki, był w wieku Igi. Dzieliła ich jedynie różnica dwóch miesięcy. 
- Nie lada dzień, tylko dopiero we wrześniu – obruszyła się Monika. – A poza tym on chce jechać z tą panną nad morze, pod namiot!
- A ty z Pawłem niby nie jeździłaś? – odpowiedziała Renata z przekąsem. 
- Oj, Rena, jeździłam, i co z tego? To były inne czasy. 
- Ale miłość jest taka sama! Od wieków. 
- Ale ona jest za młody! A poza tym, ciekawe co ty byś powiedziała, jakby Iga ci wyskoczyła z takim pomysłem. – Monika zaczynała się powoli wściekać. 
- No wiesz – zaczęła Renata ostrożnie – Iga to dziewczynka. 
- A Antek to chłopiec. I czy to coś zmienia? Dotarłyśmy do punktu wyjścia i możemy się tak przerzucać argumentami tego typu aż do jutra, a ja nadal nie wiem, co mam zrobić. 
- A co na to Paweł?  - Renata odgoniła od siebie brzęczącą pszczołę i poszukała wzrokiem Teodora. Uspokoiła się, gdy dostrzegła go leżącego spokojnie w cieniu morelowego drzewa. 
- Znasz go, nie widzi w tym żadnego problemu. Postanowił jedynie przeprowadzić z Antkiem męską rozmowę, ale chyba się jeszcze do niej nie zabrał. 
Milczały przez chwilę, wsłuchane w rozśpiewany ogród. Radosny świergot sikorek mieszał się z bzyczeniem owadów, które swoimi małymi skrzydełkami ożywiały to miejsce rozhuśtując łodygi kwiatów i przysiadając na delikatnych płatkach. Renata dobrze się tutaj czuła. Wypielęgnowany przez Monikę ogród był idealnym miejscem na letni odpoczynek. Uwielbiała te chwile, kiedy jak dziś, mogły spokojnie usiąść na leżakach i delektować się kawą, rozmową i tym brakiem pośpiechu, który obu im towarzyszył każdego dnia. 
- Widziałaś tę pannę? 
Monika pokiwała głową. 
- No i jak? Można jej zaufać? 
Kobieta spojrzała na przyjaciółkę z politowaniem. 
- Rena, zaufać? W ich wieku? I do tego tyle kilometrów od domu? 
Renata obruszyła się lekko. 
- No, ja Staszkowi ufam, pomimo tych kilometrów. 
- Ale was łączy przysięga, a ich hormony młodości. Zupełnie nie wiem, co robić – jęknęła Monika i opadła wyczerpana na oparcie leżaka. 
Renata zapatrzyła się na kolorowego motyla, który przysiadł na ramieniu zupełnie tego nieświadomej Moniki. Jego symetryczne, pomalowane barwnie skrzydła wachlowały leciutko, a motylek odpoczywał po męczącej podróży. Renata nieświadomie uśmiechnęła się. Takie cudo, które mijamy obojętnie, nie zwracając uwagi na jego kruchość i delikatność. 
Monika poruszyła się, a motyl poderwał się przestraszony, do lotu. Zaczął kolejny etap swojej drogi, barwiąc świat swoim istnieniem. 
- Nie martw się, coś wymyślisz. – Poklepała przyjaciółkę po ręku i odstawiła na trawę pustą szklankę. 
Było jej dobrze. Nad nią lekko szumiała topola, zimny drink rozluźnił spięte ciało, pozwalając na moment zapomnieć, że jest jedyną tu odpowiedzialną osobą za dwie jeszcze nieletnie córki, a towarzystwo Moniki jak zawsze koiło i dodawało skrzydeł. Przymknęła oczy i odleciała w niebyt, z dala od lady, kasy i niezmiennych ploteczek, które znosiły do sklepu osiedlowe plotkary. Odpoczywała. 
Monika A. Oleksa 

Fot. Marcin Piotr Oleksa  

Komentarze

  1. Widzę, że pobyt w Dąbkach Ci służy, z czego ogromnie się cieszę :)
    ps. dostałaś mojego maila z podziękowaniami?
    Jak coś, raz jeszcze dziękuję za kartę i pamięć.

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo przyjemny fragment... Miło rozgościć się w Twoim świecie, w którym kobiece przyjaźnie dodają tego specyficznego poczucia bezpieczeństwa. Potrafisz tak ciepło to pokazać...:) Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  3. ...Bo wszystkie Teodory -lubią pomidory :)
    Już nie mogę doczekać się Moniś - tej książki. Apetyt rośnie niesamowicie

    OdpowiedzUsuń
  4. Zapowiada się kolejna rewelacyjna książka :) Czekam niecierpliwie :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie będę oryginalna jak też .......powiem (napiszę) że nie mogę się doczekać...a że apetyt rośnie w miarę jedzenia to prawda..oczywista.Już fragment zapowiada ,że nie marnowałaś czasu gdy zaczęłaś ją pisać....i gdy kończyłaś w Dąbkach.Szkoda ,że trzeba jeszcze poczekać aby wziąć do ręki.....i zacząć przekręcać kartki ( uwielbiam jak szeleszczą)....ale nic to najważniejsze ,że jest postawiona "kropka"-bo rozumiem ,że jest...Życzę Ci równie miłych dni co prawda nie nad morzem ,ale już w Lublinie....myślę,że akumulatory naładowane w Dąbkach... jak co roku..

    OdpowiedzUsuń
  6. Z niecierpliwością czekam zarówno na kolejne fragmenty, jak i na książkę :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Czekam i śledzę zapowiedzi, żeby nie przegapić (-: I tak jak Pani bohaterka nie wyobrażam sobie, jak można prowadzić samochód, jednocześnie stosując się do tylu znaków (-: Pozdrawiam serdecznie (-: Renata

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Podaj dalej

A w tle kwitną jabłonie...

Literacka Kanapa z Gwiazdą: Paweł Rosak