niedziela, 9 sierpnia 2015

Wieczór nad morzem

Fot. Marcin Piotr Oleksa 

Wieczorne morze ma w sobie spokój, którym obejmuje wszystkie sprawy minionego dnia. Łagodnym szumem koi i wycisza, przygotowując człowieka na nocny odpoczynek. Zabiera to, co ciąży, martwi i niepokoi, zostawiając pod powiekami pofalowany bezkres, układający się morskim pięknem wymalowanym na obrazie rzeczywistości. 
Każdego roku przyjeżdżam tutaj, aby uczyć się od niego cierpliwego trwania i ciszy, w której potrafię usłyszeć prawdziwą siebie. Patrząc na potęgę, która rozciąga się przede mną bez żadnych granic, przewartościowuję swoją codzienność wybierając to, co naprawdę ważne, a odrzucając wszystko, co miałkie i małostkowe. Po wielu latach szukania siebie potrafię dokonywać wyborów, do których dojrzałam, bez tłumaczenia się tym, którym się to nie podoba i którzy chcieliby stworzyć mnie po swojemu. Po długiej i niełatwej pracy nad sobą, i po wielu rozmowach z ludźmi, którzy uczyli mnie patrzeć na własne życie z dystansem zrozumiałam, że nie da się żyć bez stawiania granic tym, którzy chcą za dużo. Przepracowałam w sobie lęk, który paraliżował każdy krok w nieznane i nauczyłam się walczyć o swoją rodzinę, która jest dla mnie najważniejsza. Zrozumiałam siebie i zaakceptowałam się taką, jaka jestem, bez wyszukiwania niedoskonałości i bez skupiania się na słabościach, które są nierozerwalną częścią życia człowieka. Dojrzałam również w swojej kobiecości i nie zamieniłabym tego czasu na żaden inny. 

Fot. Beata Soczyńska 

To wszystko podarowało mi morze i ludzie, których tutaj poznałam. W tym wszystkim również wspierał mnie mój mąż, pokazując mi jak wielką wartość ma małżeństwo i jedność małżonków. 
Spokój Dąbek - maleńkiej nadmorskiej miejscowości, w której odnalazłam swój drugi dom, wsiąka we mnie. Zamykam go w sobie i magazynuję wiedząc, że będę go potrzebować, gdy już wrócę do pracy i codziennych obowiązków. Czerpię z serdeczności ludzi, którzy są wokół mnie - z każdym rokiem bliżsi, i delektuję każdą chwilą tutaj, którą smakuję jak poranną kawę. Ta kawa stała się naszym rytuałem, a ja - kawiarką. Codziennie po śniadaniu zaparzam kawę, do której oprócz tradycyjnych przypraw, dodaję szczyptę miłości. Tę kawę wypijam z bliskimi mojemu sercu ludźmi, którzy nadają temu miejscu jedyny w swoim rodzaju, niepowtarzalny klimat. Ten mój czas tutaj to prezent, który doceniam, ciesząc się każdym dniem, spotkaniem i rozmową. Bliskością, która zawsze ma swój początek w sercu i jest jak dotyk aksamitnego piasku pod stopą, na którym zostawiamy swoje ślady. Takie same ślady zostawiają we mnie ludzie, których każdego lata spotykam w Dąbkach i przy których lubię się zatrzymywać, dając i otrzymując. 

Fot. Beata Soczyńska

Wieczorem, gdy plaża pustoszeje, a wszystko wokół wycisza się tak jak morze, lubię patrzeć na chowające się za horyzontem słońce, myśląc o tym, co odchodzi wraz z kończącym się dniem. Ciekawskie mewy podchodzą blisko, przyglądając się uważnie i komunikując, że nie pogardziłyby smacznym kąskiem. Bez pośpiechu kroczą na swoich chudych, patykowatych nóżkach, zostawiając na piasku ślady w kształcie kotwicy. Odkąd to odkryłam, zadziwia mnie to nieustannie. Ta doskonałość stworzenia w najdrobniejszych szczegółach. Lubię słuchać ich krzyku o poranku. Nie przeszkadzają mi podniebne krzykaczki. Tęsknię za nimi przez cały rok i cieszę każdym spotkaniem z nimi, nazywając je przyjaciółkami. 
Rybackie kutry wyruszają na nocny połów. Gdy wrócą, mewy nie odstąpią ich na krok. Będą krążyć w oczekiwaniu na odrzucone kawałki ryb, wyciągniętych z głębin morza. 

Fot. Marcin Piotr Oleksa 

Wieczorne powietrze pachnie wilgocią morza. Wiatr porywa go i niesie wgłąb lądu. Słońce powoli zniża się, okrywając purpurowymi kolorami. Wygląda zupełnie tak, jakby przymierzało kolorowe stroje, nie mogąc się zdecydować, w jakim mu do twarzy. Złoty szlak rozświetla powierzchnię morza, na której krople skrzą się drobinkami diamentów. Żadne zdjęcie ani obraz nie są w stanie oddać piękna, jakie wymalowała natura. Doskonałość. To słowo nasuwa mi się nieustannie, gdy wpatruję się w cuda, które mam przed sobą, tuż na wyciągnięcie ręki. 
Nadmorskie kamyki dzisiaj milczą. Nawet one nie chcą zakłócać tej ciszy, która wraz z wieczorem otula wszystko. Zaczepiane przez rozbawione fale, trwają w swojej powadze, gromadząc w sobie opowieść, którą niebawem usłyszę. Usłyszy ją każdy, kto pochyli się nad nimi, wsłuchując w odgłosy nieba i ziemi, tulonych do snu. 

Fot. Marcin Piotr Oleksa 

Pomimo ciemności, morze nie zasypia. Pluska i chlupocze dając znać, że jest i trwa. Swoim szumem usypia wszystko dookoła, samo czuwając. Rozmawia z lasem, który nocą się ożywia, łaskawie chroniąc rozpostartymi konarami drzew życie, które się w nim toczy. Rozmawia z rybakami, którzy właśnie nocą wyruszają na łów. Zapewnia o swojej niezmienności. 
Zostawiam je, wracając brzegiem do pokoju, w którym czeka na mnie mój "natychający" leżak. Wyciszona, pozwalam myślom płynąć, spisując je i zachowując. 
Mój wieczór nad morzem, pełen obietnic tego, co przyniesie kolejny dzień, który przyjmę jak podarunek. Za każdy jestem wdzięczna. 
Monika A. Oleksa 
Fot. Marcin Piotr Oleksa  
Fot. Beata Soczyńska  

16 komentarzy:

  1. Bardzo ciekawy wpis Moniu, a pierwsza jego część to także o mnie. Także potrzebowałam czasu, by zrozumieć, że nie uszczęśliwię wszystkich, choć bardzo bym chciała. Jestem w miejscu, w którym mi dobrze. Piękne zdjęcia:))) Pozdrawiam cieplutko:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dużo czasu zajęło mi to, aby zrozumieć, że nie da się uszczęśliwić każdego. Pewna osoba przez trzy lata powtarzała mi, abym stanęła w prawdzie z samą sobą. Stanęłam, właśnie nad morzem, w moim sam na sam z potęgą, która pomogła mi przewartościować wszystko. Dziś jestem silniejsza i mądrzejsza o doświadczenia, z których wyciągam wnioski. I podobnie jak Ty, Moniko, jestem dziś w miejscu, w którym mi dobrze.
      Pozdrawiam Cię bardzo serdecznie:)
      M.
      p.s. Zdjęcia rzeczywiście piękne. Marcin i Beata kochają obiektyw i widzą w nim dużo więcej, niż na przykład ja:)

      Usuń
  2. I pomyleć, że jeszcze 25 lipca byłam nad morzem, ostatni już dzień urlopu... Niestety wieczorem nie mogłam chłonąć morskiego szumu, bo dziecię już spało, ale i tak szum kojąco wpłynął na moje myśli. Wielu rzeczy już nie zmienię, choć łzy mi się cisną kiedy tylko o tym wspomnę to pozostaje pogodzić się ze szczęściem na pół gwizdka...
    pozdrawiam Cię cieplutko :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ewelinko, to szczęście całą parą jeszcze przed Tobą! Wierzę w to! Dzisiaj usłyszałam piękne zdanie: "Jedyną walutą, którą płacimy za wieczność, jest czas." Nie zmienimy tego, co już się wydarzyło, ale dzięki tym doświadczeniom jesteśmy mądrzejsi i mniej naiwni wobec życia. Uczymy się walczyć o siebie i najbliższych. Uczymy się również mówić: "Nie!", choć to trudne.
      Kojący szum morza jest niesamowitą terapią, prawda? Będę za nim tęsknić...
      Pozdrawiam Cię bardzo ciepło:) I mocno Ci kibicuję we wszystkim, o co walczysz.
      M.

      Usuń
    2. Żeby to Moniczko było takie proste... Czasem nie można powiedzieć Nie dla dobra kogoś innego, małego i bezbronnego... Ech, załatwiaj wizytę w Krakowie to pogadamy, bo mam w sercu i głowie materiału na kilka książek...
      Owszem, ja w morzu nie muszę nawet palca zanurzyć, ale słuchanie to jak najpiękniejsza melodia i wyciszacz :)
      Dziękuję z całego serducha, zresztą odpisałam Ci też u mnie :)
      pozdrawiam! :*

      Usuń
  3. Moniko,zazdroszczę Ci ot choćby tego spaceru nad brzegiem morza (cieszę się bo mam obiecany widok z tamtych stron) i te mewy...Zazdroszczę ale jednocześnie cieszę się bo widać i "słychać" ,że Jesteś szczęśliwa, a do tego szczęścia Dąbki...odgrywają dużą rolę,a bardziej Tych,których tam spotkałaś....no i zrozumiałaś siebie i zaakceptowałaś. Nie będę przynudzać ,ale ja mimo dłuższego życia ...dalej mam z tym kłopot....Życzę Ci dalej dobrych dni nad morzem......czy to rano czy wieczorem.....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Grażynko, każdy indywidualnie potrzebuje czasu, aby zrozumieć i zaakceptować siebie z tym wszystkim, co w nas. Dla mnie coroczny pobyt w Dąbkach jest taką terapią. Morze, spotkania, poznawanie siebie i ubogacanie się ludźmi - bezcenne! Bardzo pomogły mi również głębokie rozmowy z tutejszym proboszczem, moim serdecznym przyjacielem, którego słowa wywożę poukrywane w sercu i za każdym razem czuję się tak, jakbym wracała z osobistych rekolekcji. Będę za tym tęsknić - za miejscem, za ludźmi, za rozmowami, spacerami, spotkaniami. Za ciszą morza, w której tyle usłyszałam...
      Pozdrawiam Cię, Grażynko, bardzo cieplutko:) I chciałabym kiedyś przejść się z Tobą plażą w Dąbkach...
      M.

      Usuń
  4. Cudnie to napisałaś Moniś. Dziękuję za ten wpis jak i za chwilę chłodu jaki poczułam patrząc na zdjęcia. Powiało mi trochę morskim wietrzykiem :)
    Przychodzi taki moment w życiu, że godzimy się z tym, czego nie możemy zmienić i przestajemy się buntować przeciw wszystkiemu. To się właśnie nazywa jak?..."Pogodna dojrzałość " :))) Buziaki dla Ciebie i Chłopaków

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz Gabrysiu, to naprawdę jest pogodna dojrzałość :))) Człowiek nagle staje zadziwiony tym, jak lekkie staje się serce, jeśli wyrzucimy z niego żal i gorycz, wybaczając i idąc dalej, bez oglądania się za siebie i rozdrapywania ran. Blizny pozostaną, ale rany się pogoją, jeśli im na to pozwolimy... Godzić się z tym, na co nie mamy wpływu, ale walczyć, jeśli jest choć cień nadziei, że się uda. Jeśli jest o co walczyć.
      Chciałabym zabrać Cię ze sobą nad to leczące morze, do moich ukochanych Dąbek, których niektórzy nie docenili... Wierzę, że to przed nami!
      Ściskam Cię mocno!
      M.

      Usuń
    2. Piasek już jest, to po piasku do... Dąbek :)

      Usuń
  5. Piękny wpis i zdjęcia (-: Z różnym skutkiem, ale też przeciwstawiam się próbom przerabiania mnie na inną modłę (-: Pozdrawiam serdecznie R.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Droga Pani Renato, nieważny skutek, ważne, że uczymy się stawiać granice i być sobą, bo to jest w życiu najważniejsze. Najbardziej zrozumiałam siebie właśnie wtedy, gdy ktoś, kogo uważałam za bliską i ważną osobę w moim życiu, zaczął "lepić" mnie po swojemu i akceptować tylko taką, jaką chciał mnie widzieć. Zabolało, ale dało mi siłę i pomogło zrozumieć, że nie chcę niczego w sobie zmieniać i że mam prawo do tego, aby chronić siebie i najbliższych.
      Życzę odnalezienia w sobie siły do przeciwstawiania się tym, którzy chcą za dużo. I proszę chronić w sobie tę wrażliwość, którą mnie Pani dawno temu zachwyciła:)
      Pozdrawiam bardzo ciepło i serdecznie:)
      M.

      Usuń
  6. Moniko, pięknie napisane i te zdjęcia, które budzą wspomnienia i tęsknotę.
    Ja jeszcze uczę się wytyczania granic, ale mam nadzieję, że niebawem będę mogła powtórzyć Twoje słowa.
    Ściskam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kornelio, cieszę się, że możemy dzielić te wspomnienia i tęsknotę:) Ten wspólny wieczór nad morzem i długa, głęboka rozmowa pozostaną w mojej pamięci i sercu, tak jak cała Twoja rodzina:) Dziękuję Ci za ten wspólny czas i ubogacenie mnie sobą i Aurelką:)))
      Wierzę mocno, że przyjdzie taki czas, gdy powtórzysz moje słowa o granicach dla tych, którzy bez zaproszenia wpychają się w osobistą przestrzeń, zarezerwowaną dla Ciebie i Twojej rodziny.
      Ściskam Cię mocno!
      M.

      Usuń
  7. Chwile są podarunkami, masz rację :) Dlatego warto je cenić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uwielbiam zatrzymywać chwile i kolekcjonować je, zaglądając do nich wtedy, gdy świat wokół mnie posmutnieje. Cenię każdą z nich, bo przecież nie wiem, ile ich jeszcze zostało...
      Ściskam Cię mocno i radośnie, gratulując!!! I cieszę się razem z Tobą! Ogromnie!
      M.

      Usuń