Opowieść o dwunastu miesiącach

Fot. Marcin Piotr Oleksa 

Sierpień przechadzał się wśród łanów dojrzewającego zboża, muskając otwartą dłonią ostre kłosy. Jego pełna, ogorzała od słońca twarz, uśmiechała się do każdego rozpoczynającego się dnia. Każdy z nich Sierpień przyjmował z ciekawością, biorąc od niego wszystko co przynosił. 
Złoty miesiąc - tak o nim mówili ludzie, bo wszystko czego dotknął Sierpień przybierało złoty kolor. Muśnięta przez sierpniowe słońce skóra nabierała złotej opalenizny, wysuszona upałami trawa nie była już tak soczyście zielona jak jeszcze w czerwcu, ale przybierała żółto-złoty kolor, i nawet czubki drzew żółkły, złocąc się zapowiedzią jesieni. Złote mirabelki dojrzewały w sierpniowym cieple, a morele i pierwsze śliwki ociekały sokiem, nabrzmiałym pod opiętą skórką. Piasek na plaży przesypywał się między palcami jak drobinki złota, złote bażanty na polach szukały pożywienia, a złote kolby kukurydzy czekały na zebranie. Dojrzewająca złotem gryka kusiła pracowite pszczoły, dzięki którym złoty miód, zamknięty w słoikach, długo zachowywał w sobie wspomnienie letnich chwil pachnących szczęściem. Nawet włosy, muśnięte słonecznymi promykami, którymi lubi bawić się Sierpień, złocą się letnimi pasemkami potarganymi przez wiatr. Złoty bursztyn wyrzucony przez morze, szepcze cicho zaklętą w sobie historię, a złote główki słoneczników wznoszą swoje uśmiechnięte twarze do słońca, ciesząc się ciepłem i światłem długich dni. 

Fot. Marcin Piotr Oleksa 

Sierpień kochał ludzi i lubił ich zaskakiwać. To właśnie on, ten letni miesiąc, w jedną magiczną noc strącał z nieba złote gwiazdy i obsypywał ludzi deszczem Perseidów. Ciemne sklepienie nieba z migoczącymi gwiazdami nad głową w tę jedną magiczną noc wydawało się na wyciągnięcie ręki. I ludzie naprawdę wyciągali ręce, by sięgnąć po zapisane w gwiazdach marzenia, spadające z nieba z prędkością światła, a ich zwrócone ku niebu twarze wyrażały nadzieję i wiarę w ich spełnienie. W tę noc ręka szukała ręki, a spojrzenia nie bały się spotkania. Noc bliskości, której szukał człowiek lgnąc do człowieka, pomimo tego że wszechświat nie stawiał granic. Sierpniowe pocałunki były ciepłe i słodkie od owocowego soku, a sierpniowe poranki rozświergotane ptasim śpiewem, zachęcały do wczesnej pobudki i orzeźwiającego spaceru, zanim temperatura wzrośnie. 

Fot. Marcin Piotr Oleksa  

Sierpień położył się na trawie i zapatrzył w niebo, po którym goniły się skłębione baranki chmur. Każda z nich przybierała inny kształt, prezentując podniebną sztukę na niebieskiej scenie. Lubił tak leżeć i patrzeć w niebo, nigdzie się nie spiesząc. Czas go nie poganiał, bo sam latem zwalniał, nie oczekując od nikogo pośpiechu. 
Sierpień utrwalał chwile, zachowując je na fotografiach i we wspomnieniach. Zamykał je szczelnie w przetworach, wkładając do nich zapach i smak. Degustował nabierające mocy nalewki i doglądał fermentującego wina, które zimą przypomni ciepło sierpniowego dnia. 
Zaciekawiony leżącym Sierpniem bocian podszedł statecznie na długich nogach w czerwonych podkolanówkach i dziobnął tenisówkę Sierpnia, myląc ją z szarą myszką. Sierpień podniósł się i wyciągnął rękę, jakby chciał się przywitać. Bociek przekrzywił łepek i zamrugał oczami, a potem ukłoniwszy się, odwrócił się i odszedł w poszukiwaniu obiadu. W międzyczasie na sierpniowym ramieniu przysiadł kolorowy motyl. Wachlując rozłożonymi skrzydłami, odpoczywał, przynosząc Sierpniowi przesłanie miłości. Ten mały, delikatny motylek swoim pięknem zdobił świat, który Sierpień dodatkowo ozłacał. 

Fot. Marcin Piotr Oleksa 
   
Zielone świerszcze stroiły instrumenty przed koncertem, a smukłe ważki unosiły się nad ziemią jak ulotne, wypowiedziane życzenia. Harmonia, nad którą czuwał Sierpień i której uczył każdego, kto się wraz z nim zatrzymywał. Wścibska osa zakręciła się w pobliżu, zwabiona słodkim zapachem kwiatów. Sierpień odgonił ją zniecierpliwiony i podniósł się, otrzepując lniane spodnie. Odchodząc, pomachał bocianowi i szepnął coś do motyla, który odfrunął z obietnicą przekazania sierpniowych słów temu, kto będzie chciał go wysłuchać...
Monika A. Oleksa 

Fot. Marcin Piotr Oleksa   

Dwa lata temu Sierpień podarował mi Kasię... 

Komentarze

  1. Pozwolisz Moniś , że ja - sierpniowa solenizantka - mojemu "bliźniakowi" - jakim okazał się być Twój cudny blog, złożę gratulacje i życzenia tradycyjnych stu lat? :)
    Bo my "sierpniowi" lubimy trzymać się razem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To odkrycie dla nas obu było magiczne, pamiętasz, Gabrysiu? Ty i mój blog macie tę samą datę "urodzenia" :D A właśnie wczoraj się dowiedziałam od starszego syna, że to on "urodził" to moje wirtualne "dziecko"; ja je tylko wychowałam:))) Ale staram się jak mogę, aby być najlepszą mamą! Zarówno dla "dziecka" blogowego, jak i moich cudnych synów:)
      My, "sierpniowi" trzymamy się razem! :D
      CMOK!
      M.

      Usuń
  2. Pięknie piszesz,dzięki Tobie przenoszę się w swojej wyobraźni z betonowego miasta do złotej wsi :-) Pozdrowionka!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie też to betonowe miasto często doskwiera, szczególnie latem, dlatego właśnie wtedy uciekam tam, gdzie mogę poczuć życie i piękno w najpiękniejszej postaci. A to wszystko, o czym napisałam, dostrzegłam w drodze z północy Polski na wschód. I widziałam ten Złoty Sierpień, idący łąką...
      Pozdrawiam cieplutko:) I dziękuję za odwiedziny:)
      M.

      Usuń
    2. Z miłą chęcią będę tu wracać :-)

      Usuń
  3. Mnie również bardzo podoba się Twój tekst :) z przyjemnością również powrócę na Twojego bloga :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Podaj dalej

A w tle kwitną jabłonie...

Literacka Kanapa z Gwiazdą: Paweł Rosak