Szuwarowy spacer w Lędzinach - spotkanie autorskie

Fot. Marcin Piotr Oleksa 

Lędziny. Śląskie miasteczko położone w powiecie bieruńsko-lędzińskim, ze wzgórzem Klimont, gdzie stoi kościół św. Klemensa, oraz z ładnie odnowionym Placem Farskim, przy którym znajduje się najpiękniejsza biblioteka w jakiej kiedykolwiek zdarzyło mi się być. I to nie tylko odrestaurowany i wkomponowany w Plac Farski budynek przyciąga czytelników, choć jest naprawdę uroczy i ma niepowtarzalny klimat, ale osoby, które tworzą atmosferę tego miejsca, bo bez nich po prostu nie byłoby ono takie samo. Agnieszka Kucharewicz, zawsze pełna niesamowitej energii i niezwykłych pomysłów, po które sięga przygotowując spotkania i imprezy, osoba, której zawsze się chce i dla której nie ma rzeczy niemożliwych. Teresa Jagoda, kobieta, na którą zawsze można liczyć przy wcielaniu w życie szalonych pomysłów Agnieszki, a przy tym bardzo dobry i ciepły człowiek. Cichutka i skromna Ewa Kus, będąca częścią tego niezwykłego zespołu, którego dobrym duchem jest pani dyrektor Joanna Wicik, wrażliwa i ceniąca piękno i sztukę kobieta, a przy tym niezwykły talent cukierniczy, przed którym skłaniam się z wielkim uznaniem i jednocześnie podziękowaniem za własnoręcznie upieczony tort. Nie tylko wyglądał bardzo apetycznie, ale jak smakował... 

Fot. Marcin Piotr Oleksa
Spotkanie poprowadziła Agnieszka Kucharewicz
Rozmowa z Agnieszką zawsze jest naturalna i ciekawa
Moi cudowni lędzińscy czytelnicy. Nigdy nie zawodzą!
Inwencja Agnieszki Kucharewicz

Nic dziwnego, że zawsze wracam do Lędzin z ogromną przyjemnością, a moje serce od pierwszego tutaj spotkania przytuliło się do tej biblioteki i do lędzińskich czytelników, którzy zawsze przyjmują mnie z tak ogromną serdecznością, że nie potrafię znaleźć słów, by im za to podziękować. 
Listopadowe spotkanie poprowadziła Agnieszka Kucharewicz, robiąc to tak wprawnie, że pomimo śląskiej premiery "Spaceru nad rzeką", nie zdradziła żadnym pytaniem treści książki i nie zepsuła przyjemności czytania tym, którzy po tę książkę jeszcze nie sięgnęli. W ciekawy sposób dotknęła powieści, skłaniając mnie bardziej do opowiedzenia o procesie jej powstawania i moim pisaniu oraz pracy twórczej, niż problemie, który podjęłam w "Spacerze nad rzeką". 
Dziękuję przybyłym na spotkanie Czytelnikom za włączanie się w rozmowę, przez co ten wieczór stał się bliższy nam wszystkim i sprawił, że poczuliśmy się w tym nieprzypadkowym towarzystwie intymniej, zupełnie tak, jakbyśmy spotkali się przy herbacie na wspólnej rozmowie. 

"Spacer nad rzeką" po raz pierwszy na Śląsku
Dobrze się czuję w towarzystwie Agnieszki :)


Agnieszka Kucharewicz

Bez pana Mirka spotkanie nie miałoby takiego smaku, jaki zawsze towarzyszy Lędzinom

Listopadowy chłód za oknem nie miał takiej siły, aby zajrzeć do środka lędzińskiej biblioteki, a jeśli to nawet zrobił, wtargnąwszy z przybyłymi gośćmi, bardzo szybko został ogrzany serdecznymi słowami, ciepłymi uśmiechami i atmosferą miejsca, którego długo nie chciało się opuszczać, delektując się w nim nie tylko słowem i jego treścią, ale i słodkim pokuszeniem przy kawie czy herbacie. Centralne miejsce zajmował tam obsypany gwiazdkami tort pani dyrektor Joanny Wicik, dla którego warto było uczestniczyć w tym spotkaniu :). 
Pomysłem Agnieszki Kucharewicz była również ekspozycja moich rękopisów. W wysokich szklanych gablotach zapisane drobnym pismem zeszyty poczuły się wyjątkowo dobrze, zaskakując również mnie samą ilością zapisanych w nich słów. Słowa towarzyszą mi nieustannie. Wyrzucam je z siebie, oczyszczając myśli czarnym atramentem. Do książki szukam tych najwłaściwszych, a te, które trafiają na blog, same się wpychają, przepychają i gonią po mojej głowie, żądając utrwalenia. Te, które padały na spotkaniu w Lędzinach również nie przepadły bez śladu i nie zderzyły się z obojętnością. Zostały wysłuchane i przyjęte, część z nich pochowała się do kobiecych torebek, inne powplatały się w rozwiane wiatrem włosy, a jeszcze inne skłoniły do własnych przemyśleń i refleksji. Tak to już działa, że na spotkanie z czytelnikami przybywamy razem, ja i moje słowa; ale wychodzimy już osobno. 

Gabloty z moimi rękopisami






Na wyjątkowy klimat tego lędzińskiego wieczoru w bibliotece, oprócz uczestniczących w nim ludzi niewątpliwie wpływ miał również wystrój bibliotecznej sali. Nawiązywał on oczywiście do spaceru nad rzeką. Pod nogami szeleściły pachnące jesienią liście, od stolika na którym prezentowała się najnowsza książka, spływała iskrząca wstążka symbolicznej rzeki, a całość dopełniały nastrojowe świece sprawiające, że duża sala stała się tak przytulna, jak pokój na poddaszu. 
Po raz pierwszy również, właśnie tutaj, w bibliotece w Lędzinach, z wystawą swoich fotografii debiutował mój mąż, Marcin Oleksa, przenosząc zaproszonych gości z listopadowego zniechęcenia - nad letnie morze. Przy dużych, ładnie wyeksponowanych zdjęciach naprawdę można było zapomnieć o chłodzie i jesiennej słocie, a każdy kto chciał zachować to uczucie na dłużej mógł "przygarnąć" autorski kalendarz ozdobiony właśnie fotografiami wykonanymi przez Marcina i opatrzony moimi cytatami. 






Autorski kalendarz M. i M. Oleksa 


Nie chciało się wyjeżdżać z Lędzin i opuszczać zarówno przytulnej biblioteki, jak i gościnnego domu Agnieszki, ale życie składa się przecież z codzienności i wplecionych w nią obowiązków, szczególnie tych zawodowych. Na odświętność jednak zawsze mogę liczyć w Lędzinach, do których niejednokrotnie zamierzam powracać, bo mi tam naprawdę dobrze, dzięki cudownym ludziom, których tam spotykam i których imiona stają się mi coraz bardziej znajome i bliższe... 
Monika A. Oleksa










Fot. Marcin Piotr Oleksa 

Komentarze

  1. Wszędzie powinno być bliżej! Wtedy można byłoby się pokusić o obecność na każdym spotkaniu autorskim z Tobą, Droga Moniko. Widać, że Lędziny Ci służą, a Ty się im odwdzięczasz dobrymi słowami, pięknymi opowieściami i rozsławianiem tego miejsca w innych zakątkach Polski. Gratuluję cudownego wystroju miejsca i naprawdę - podziwiam! Mam nadzieję, że kiedyś - do zobaczenia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szybko by Ci się znudziło, Dori :). Chociaż mój mąż za każdym razem słucha mnie na spotkaniach tak uważnie, że czasami zapomina o zdjęciach, a potem wysłuchuje mojego marudzenia, że za mało albo nie takie ujęcia ;). Lędziny to cudowne miejsce i lubię nie tylko o nich pisać, ale tam wracać. A wystrój - to cała Agnieszka i Tereska, obie są niesamowite!
      Przytulam Cię, Dori mocno!
      M.

      Usuń
    2. Znudziło? Nie widzę takiej możliwości! Tak zajmujesz tym, co mówisz - i jak mówisz - że o nudzie nie ma mowy. Uwierz, Moniko: można słuchać, słuchać, słuchać. Nigdy dosyć :)
      Ukłony :)

      Usuń
  2. Bajeczne spotkanie autorskie :) ten wystrój stworzył klimat, że zapragnęłam się teleportować. A Ty Moniko wyglądasz kwitnąco w tej scenerii, ściskam i do szybkiego zobaczenia...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, Justynko! O ten wystrój zadbała kobieta, dla której nie ma rzeczy niemożliwych, zaczęłam się zastanawiać co takiego Agnieszka Kucharewicz wymyśli, jak napiszę już tę książkę z Bałtykiem w tle :D. U Was też jest bajecznie :). Bardzo się już stęskniłam!
      Pozdrawiam bardzo ciepło i mocno Cię ściskam!
      M.

      Usuń
  3. Moniko, to jaka jesteś przyciąga tak bardzo. Tym magnesem jest Twoje dobre i wrażliwe serce.
    Ślę pełne ciepła pozdrowienia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Olu, przytulam Cię tym sercem mocno i dziękuję za to, że jesteś!
      M.

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Podaj dalej

Kobieta z Kobietą: Smakowanie życia

Literackie Czwartki: "Galeria na Złotej" - fragment