Migawki z życia

Fot. Marcin Piotr Oleksa 

- Wyjdź stąd!
- Nie wyjdę, dopóki mi tego nie oddasz. 
- Wyjdź z mojego pokoju! Robię tak, jak ty. Też mnie ze swojego wyprosiłeś. 
- Ale zrobiłeś to specjalnie! Celowo mi to zabrałeś. Oddaj mi to! 
Krzyki dobiegające z pokoju mojego pierworodnego nasilają się, a wieczorne wyciszenie powoli zaczyna przeradzać się w nocne poruszenie, wkraczam więc w spór jak na rodzica przystało:
- Miłosz, wyjdź z pokoju Michała! 
- Ale on mi coś zabrał i nie chce oddać! - gniewnie odpowiedział dwunastoletni wojownik. 
- Zakładam, że to "coś" jest ludzikiem Lego. - Jako świadoma, aczkolwiek zapracowana matka, czynnie uczestniczę w życiu moich dzieci, dokładnie znam więc ich obecne fascynacje. - Miłosz, masz przynajmniej trzydzieści innych ludzików, koniecznie potrzebny ci w tej chwili właśnie ten?
- Mama, ty nic nie rozumiesz! - stały tekst moich dzieci. - I co z tego, że mam ich dużo? Ale każdy z nich ma swoją historię i każdy jest wyjątkowy! A w tej chwili potrzebuję właśnie tego, którego zabrał mi Michał! On nie dokończył jeszcze swojej misji, którą rozpoczął! 
Świat dwunastolatka nie jest prosty, choć nam, dorosłym, właśnie taki się wydaje. Dzieci patrzą na życie innymi oczami i odbierają świat bardziej emocjonalnie. My wszystko wartościujemy rozsądkiem, dzieci robią to sercem, dlatego więc ten mały ludzik, jeden z wielu innych poustawianych na Miłkowej półce i parapecie, miał w tej konkretnej chwili szczególne znaczenie, i nie był jedynie częścią masy, ale czymś z własną i odrębną indywidualnością, którą mój syn docenił. 

Trudno powiedzieć, o który toczył się spór...

To ja jestem mamą, ale paradoksalnie, sama uczę się od moich dzieci patrzenia na świat ich oczami. Dzięki nim zachwycam się drobiazgami i pielęgnuję w sobie wiarę w marzenia. I nie stawiam im granic, choć często rozsądek krzyczy, że to nierealne. Moje dzieci wierzą jeszcze w to, że dobro zwycięża i nie jest przereklamowane, i zachłystują się życiem przyjmując każdy dzień takim, jaki po prostu jest. A ja robię to wraz z nimi. 
- Mogę dzisiaj, w wyniku twojego protestu, nie pójść do szkoły? - Miłek, pachnący jeszcze snem i beztroskim dzieciństwem, przytula się do mnie, gdy budzę go rano, i patrzy "słodkimi oczkami", tak jak tylko on potrafi. 
- Nie, kochanie. Jeszcze tylko trzy dni szkoły, i ferie. 
- Ale w ferie przecież nie będę protestować przeciwko likwidacji gimnazjów - mówi z powagą mój szóstoklasista, bardzo rozczarowany niedobrą zmianą w szkolnictwie. 
- Wymyślimy coś.  
Lubię te chwile porannych i wieczornych "przytulanek". Miłosz od urodzenia budzi się z uśmiechem, i pomimo tego, że trochę pomrukuje i coraz częściej włącza mu się syndrom porannego piecucha, budzenie go jest przyjemnością. Z Michałem było zupełnie odwrotnie. Każdemu kto go budził dostawało się tak, że ciągnęliśmy losy na kogo kolej, albo wykorzystywaliśmy do tego naszą suczkę, Mattie. Na niej poranne marudzenie i nieuprzejmości naszego pierworodnego nie robiły wrażenia, po prostu wskakiwała na łóżko i dawała mu sygnał: Wstawaj! 
Teraz jest zasada, że albo wstajesz jak zadzwoni budzenie, albo na własną odpowiedzialność spóźniasz się do szkoły. Siedemnasto i osiemnastolatkowie bardzo walczą o swoją dorosłość, dlatego oboje z Marcinem szanujemy to i dajemy Michałowi wolność, stawiając jednak pewne granice, dzięki którym ma poczucie bezpieczeństwa, podejmując już jednak wiele decyzji samodzielnie. 

Kazimierz latem i wspomnienia, których nie zaciera czas... 

Nie jest łatwo być rodzicem, widząc ile zagrożeń niesie ze sobą współczesny świat. Ważne w rodzicielstwie jest jednak to, aby ta więź, która połączyła naturalnie rodziców i dziecko, była bliskością, w której nie ma zachłanności. Więź, która nie jest węzłem, tylko wolnością podarowaną dziecku ze świadomością, że dostaliśmy je tylko na chwilę i w pewnym celu, i że dzieci nie są naszą własnością, i musimy nauczyć się słuchać ich i uszanować ich odrębność jako człowieka. Związanego z nami, ale indywidualnego, z własnym postrzeganiem świata i decyzjami, jakie wielokrotnie nam się nie spodobają. 

Dwunastoletni Wojownik i jego marzenie, jego decyzje... 

"Dzieci są darem Boga dla rodziców, a nie ich własnością. Są przekazane rodzicom nie po to, aby je kształtowali wedle własnego uznania, ale aby ich strzegli i przygotowali je na to, czego Pan od nich zechce."      João Luís César Neves

Moje dziecko to już człowiek, który ma własną drogę powołania. Ja jestem po to, aby czuwać, otaczać troską, słuchać i odpowiadać na wnikliwe pytania, które często zdumiewają. Nie mogę jednak narzucać mojemu dziecku swoich decyzji, choć wymagam i do pewnego wieku uczę je patrzeć i oceniać świat przez pryzmat moich wartości. Uczę się jednak również tego, aby w pewnym momencie pozwolić mojemu dziecku rozwinąć swoje skrzydła, wycofać się i będąc w pobliżu, pozwolić mu doświadczać życia po swojemu, choć to trudne, bo jestem mamą, i jak najdłużej chciałabym strzec moich chłopców i ochraniać ich przed wszelkim złem i zagrożeniem tego świata. 
- Chciałem przypomnieć, że mam już dwanaście lat, jestem nastolatkiem i mam prawo do okazywania swoich emocji i  do walczących we mnie hormonów - zawiadomił mnie mój młodszy syn, a ja przyjmuję tę prawdę z westchnieniem, czasem utemperuję tę burzę hormonów, ugłaskam przytuleniem, ale przede wszystkim zatrzymuję te chwile, kiedy jeszcze mam ich wszystkich tak blisko siebie... 
Monika A. Oleksa 

Fot. Monika Anna Oleksa 

Z Kalendarza Dobrych Dni Roku 2017: 

" Mamy prawo popełniać błędy, bo to jest ludzkie. Ale każde życiowe potknięcie uczy nas czegoś cennego. Uważnego patrzenia, świadomego wyboru i nie wracania do tego, co zawiodło."
Monika A. Oleksa 

Komentarze

  1. Kochany dwunastoletni Solenizancie - ściskam Cię mocno z okazji urodzinek, a wstawanie z uśmiechem to i ja mam, kiedy sobie przypomnę pamiętne, poranne podanie ręki „ cześć ciociu „ :) i to „ Miłosz wyjdź z mojego pokoju - też mi w uszach brzmi :) Buziaki dla wszystkich

    OdpowiedzUsuń
  2. Witaj Kochana!
    Z przyjemnością przeczytałam Twój post. Rodzicielstwo nie zawsze jest łatwe, ale daje dużo radości. Gdzieś przeczytałam, że ludzie, którzy nie mają dzieci swoje codzienne doświadczenia oceniają bardzo różnie. W skali od 1 do 10 przeważają w niech te średnie oceny, zupełnie inaczej niż u rodziców. Tu przeważają 1 i 10 i trudno się z tym nie zgodzić. Czasami czuję się niemal bezsilna, a już za chwilę rozpływam się ze szczęścia. :) Piękne zdjęcia i piękni Wy!
    Bardzo dziękuję Ci za Twój list. Jak zawsze wlał do mojego serducha dużo ciepła. :) Wypatruj maila ode mnie. W ten weekend się nie udało, ale może kolejny będzie spokojniejszy. Myślami jestem z Wami!

    OdpowiedzUsuń
  3. Piękny post Moniko. Chciałbym aby Pani znowu wróciła do serii o Pani psie. Bardzo mi się podobały opowiadania oczami Pani suczki! Życzę dalszych sukcesów w pisaniu książek!

    OdpowiedzUsuń
  4. 😂 hahaha
    Skąd ja to znam 😊😊😊
    Niebawem też tort z 12-stką mojego Miłka
    Buziaki dla Was

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Podaj dalej

A w tle kwitną jabłonie...

Literacka Kanapa z Gwiazdą: Paweł Rosak