Krew potrzebna od zaraz


Wyobraź sobie, że najbliższa ci osoba, ktoś, kogo kochasz bezwarunkowo i dla kogo gotów jesteś poświęcić własne życie, trafia do szpitala w bardzo ciężkim stanie. Życie tej osoby może uratować tylko jeden lek, najdroższy i najcenniejszy, którego nie da się wyprodukować w żadnym laboratorium. Lek, który jest darem człowieka dla człowieka. Ludzka krew. 
Wyobraź sobie, że z niecierpliwością odmierzasz minuty i liczysz sekundy, czekając kiedy krew dotrze do chorego czy potrzebującego, siedząc przy szpitalnym łóżku i zapewniając, że wszystko będzie dobrze. Ale nie jest dobrze, bo krew nie dociera. Niecierpliwisz się, krzyczysz na lekarzy i zaczynasz wygrażać Panu Bogu, i jedyne co możesz usłyszeć to współczujące: "Przepraszam, ale nie mam już krwi w banku. To, co mieliśmy, już się wyczerpało, tej krwi po prostu nie mamy.".
"Jak to nie macie?! Zróbcie coś! Ściągnijcie skądś! Ratujcie!". 
"Przykro mi. Nie mamy więcej zapasów krwi. Wszystkie się wyczerpały. Jest wiele ludzi potrzebujących, a tak mało tych, którzy chcą się swoją krwią podzielić. Brakuje nam krwi, brakuje dawców. Przykro mi.". 


Tegoroczna Wielkanoc miała dla mnie szczególny wymiar. Spędziłam ją przy szpitalnym łóżku mojej mamy, uprzedzona przez lekarzy, że kolejnych wspólnych świąt najprawdopodobniej już nie będzie. Za słabe serce, niewydolność oddechowa, a do tego rzadki przypadek wykrzepicy, nie wiadomo skąd i dlaczego. I nerki, które nagle odmówiły pracy. Nie wiadomo jak leczyć, skoro nie ma jednoznacznej diagnozy. Błądziliśmy we mgle. I czekaliśmy. Na cud. Na koniec. Na słowa, trwając wraz z Nadzieją przy mamie podłączonej do tylu pomp i urządzeń, że samo patrzenie na to przeraża. 
To nieprawda, że w święta w szpitalu nie ma właściwej opieki. To nieprawda, że pacjenci zostawieni są sami sobie, i nikt się nimi nie zajmuje. Siedząc przy łóżku mamy widziałam z jakim zaangażowaniem zarówno dyżurni lekarze, jak i pielęgniarki i panie salowe czuwali nad pacjentami. Widziałam uśmiech na ich twarzach i bijącą od nich pogodę, a także prawdziwą chęć pomocy, pomimo zmęczenia. To nie jest łatwa praca, wymaga naprawdę ogromnego poświęcenia, cierpliwości i humanitaryzmu szanującego godność każdego człowieka, bez względu na to, jaki by nie był, jak by nie wyglądał i jak bardzo niedołężny w ludzkiej słabości by był. Patrząc na to wszystko i pomagając własnymi rękami tak, jak potrafiłam, chciałabym wykrzyczeć, że to cholernie niesprawiedliwe wynagradzać przerzucających papierki prezesów tak hojnie, a pielęgniarki, położne i salowe traktować tak, jakby były gorszym sortem człowieka, automatem do seryjnej opieki nad pacjentem, który tej opieki naprawdę potrzebuje. 
Od Wielkiego Piątku częściej przebywam w szpitalu niż w domu. Przez cały ten czas nikt nie dał mi do zrozumienia, że czegoś ode mnie oczekuje. Nikt nie zaniedbał czy gorzej potraktował mojej mamy dlatego, że nie dostał "wyrazu wdzięczności". Nie potrafię znaleźć słów uznania i ogromnego szacunku dla tych wszystkich wspaniałych ludzi, których tam spotkałam, i którzy naprawdę z oddaniem walczą o życie mojej mamy. 
Nie potrafię również znaleźć słów, którymi można by podziękować tym wszystkim cichym bohaterom, najczęściej anonimowym i niezauważalnym, dawcom krwi, dzięki którym czyjeś życie może być uratowane, bo dzieląc się, nie tracę, ale ktoś inny zyskuje. Życie. Tej krwi w bankach i stacjach krwiodawstwa wciąż jest za mało. A ludzie wciąż jej potrzebują. Codziennie. Codziennie ktoś ulega wypadkowi. Codziennie ktoś walczy o życie. Wyobraź sobie, że to ktoś bliski, dla kogo akurat tej krwi zabrakło...  


Owocem tych Świąt Wielkiej Nocy, spędzonych inaczej niż wszystkie dotychczas, jest decyzja podjęta przez naszą rodzinę. Nakłonił nas do niej mój prawie już pełnoletni syn. Chcemy spłacić dług zaciągnięty na ratowanie życia mojej mamy, bez względu na to, czy mama wygra tę nierówną walkę. Chcemy się podzielić tym, co najcenniejsze zaraz po sercu wiedząc, że to co podzielone, wraca zwielokrotnione. 
A ty, jaką decyzję podejmiesz? Nie musisz zostawać od razu honorowym dawcą krwi, ale choć raz podziel się tym, co nic cię nie kosztuje. Nie pozostawaj obojętny sądząc, że ciebie to nie dotyczy, bo nikt z nas nie wie, co życie nam przyniesie. Kiedyś wobec ciebie, ktoś też może pozostać obojętny, a ty możesz usłyszeć: Przykro mi... 


Krew potrzebna od zaraz! Podejmij "challenge krwiodawcy". Podziel się na moim facebookowym  profilu swoim "krwio-selfie" lub jakimś sygnałem, że przystąpiłeś do "krwio-wyzwania". Namów tych, z którymi spotykasz się codziennie i zapełnijmy razem banki krwi, tak, aby żaden szpital nie usłyszał nigdy: "Przykro mi, brakuje krwi..."
A jeśli czyjaś krew uratowała kiedyś ciebie lub kogoś ci bliskiego, napisz mi o tym i zostaw swój ślad w krótkim świadectwie gdziekolwiek - na facebooku, blogu lub przez maila: monicao.jesienna@gmail.com. 
Razem naprawdę możemy wiele, więc podaj to dalej i podziel się, bo krew potrzebna od zaraz, codziennie!
Monika A. Oleksa     




Komentarze

  1. Moni, życzę Ci siły w tej walce i nie trać nadziei. Najtrudniej postawić diagnozę. Praca pielęgniarek jest bardzo trudna, trzeba mieć powołanie do tego zawodu, inaczej faktycznie to czasami nie wychodzi. Na studiach zaczęłam oddawać krew, później też kilka razy próbowałam, ale niestety nie udało się - słabe żelazo lub za wysokie ciśnienie... Niestety. Ale mam jeszcze nadzieję, że kiedyś będę mogła pomóc w ten sposób. Ściskam mocno! I jestem z Tobą.

    OdpowiedzUsuń
  2. Monia, łączę się z Tobą i myślę ciepło! Trzymam kciuki za mamę a Tobie życzę dużo sił. Sama w czwartek wyszłam ze szpitala z córą...
    Ja niestety nie mogę oddawać przy moich lekach... Ale każdy kto może - liczę, że na Twój apel odpowie choćby jedna osoba.

    OdpowiedzUsuń
  3. Niestety nie wszędzie personel jest taki o jakim piszesz... Dobrze że macie z mamą takie szczęście, bo to na prawdę szczęście. Jak Bogdan leżał w szpitalu a ja przy nim siedziałam to o mało mi siostra nie wylała na głowę basenu innego chorego przechodząc obok mnie dając mi do zrozumienia że ja siedzę a ona pracuje. Życzę Tobie Moniś i mamie aby ten szczególny i trudny czas był dla Was dobrym czasem.

    OdpowiedzUsuń
  4. Jest mi niezmiernie przyjemnie z racji wykonywanego zawodu, że czuwał nad Twoją mamą zespół zaangażowanych profesjonalistów. Miło mi, że o tym napisałaś. Tyle się teraz słyszy o słabej opiece i niesumiennych pracownikach, że jest to naprawdę przykre. Ludzie wymagają czasem cudu, a gdy on się nie zdarzy obwiniają służbę zdrowia. Przeważnie lubią walczyć, skakać sobie do oczu i wymagać, ale pochwalić niekoniecznie publicznie.
    Przykro, że takie Święta miałaś. Zdrowie jest najważniejsze, ale zbyt późno to doceniamy. Życzę Tobie i Twojej rodzinie spokojnego czasu i cierpliwości. Ściskam :))

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Podaj dalej

A w tle kwitną jabłonie...

Literacka Kanapa z Gwiazdą: Paweł Rosak