niedziela, 3 września 2017

Chwytając Babie Lato

Fot. Marcin Piotr Oleksa 

Cicho, niepostrzeżenie i zupełnie z zaskoczenia nadszedł wrzesień. Zagadany w przyjacielskiej pogawędce z sierpniem, po prostu wszedł w naszą codzienność, ogrzewając się jeszcze w ostatnich promieniach letniego słońca. Wraz z nim przyszły zimne poranki i wieczory, nostalgia za minionym, i lekko nerwowe oczekiwanie tego, co przyniosą najbliższe dni i jak poukłada się nowy tydzień, coraz bardziej już zapracowany. 
Przez pouchylane okna wpadają fragmenty koncertów świerszczy, niezwykłych wirtuozów opowiadających dźwiękami o świecie którego są częścią, i o wpisanych w ten świat odwiecznych zmianach. Naturalne przejście jednej pory roku w drugą. Ciepło zastępowane stopniowo kolorami. Wczesny zmierzch i coraz późniejszy świt. Polecie zwiastujące jesień.

Fot. Marcin Piotr Oleksa 

Zapachy, kolory, dźwięki. Wśród nich ten rytmiczny, o zmiennej częstotliwości i różnym natężeniu, dźwięk kropel deszczu odbijających się od parapetów i szyb. Nie lubimy go czując, że deszczowe dni odbierają nam energię, spowalniają w działaniu, wybudzają tęsknotę i narzucają szary wilgotny płaszcz, zupełnie nie chroniący przed nieprzemakalnością. Ale są potrzebne nie tylko po to, by nawodnić przesuszoną ziemię, lecz głównie po to, aby obmyć i odnowić. Również nas. 

Fot. Monika Anna Oleksa 

Spróbuj zrobić coś, aby ten wrzesień był wyjątkowy i inny od poprzednich. Nie kojarz go jedynie z nadchodzącą jesienną nostalgią i końcem czegoś dobrego, i nie patrz na ten miesiąc przez pryzmat obowiązków, które znów narzuciły ramy naszej codzienności. Wszystko się zmienia, nie tylko pory roku, ale także i my, lecz te zmiany wcale nie muszą oznaczać czegoś gorszego. 
To prawda, że nie będzie już upalnego lata i beztroski urlopu oraz wakacyjnej spontanicznej radości, ale za to powietrze będzie pachniało dymem ognisk z pieczonymi ziemniakami, a świat już niedługo poubiera się w kolory, wobec których nikt nie jest w stanie przejść obojętnie. Wrzesień to babie lato z cieniutkimi nitkami pajęczyn wplątującymi się we włosy, dorodnymi grzybami w lasach, intensywnym zapachem poranków i mgłą unoszącą się ponad łąkami. To także dobry czas na odkrywanie i eksperymentowanie z paprykowo-cukiniowymi smakami, dyniowo-marchewkowymi wypiekami, gruszką i śliwką zanurzoną w occie, i jabłkami wypełniającymi dom zapachem piekącej się szarlotki z cynamonem. 

Fot. Marcin Piotr Oleksa 

Letnie spacery wyciszają, wrześniowe energetyzują i dotleniają. Wrzesień przynosi nam tyle możliwości. Rozkłada je przed nami jak talię kart i pozwala wybrać te najbardziej odpowiednie. 
Daj mu się uwieść i nie odwracaj się do niego plecami ze skwaszoną miną. Nie narzekaj, że lato się skończyło, tylko przyjmij z wdzięcznością to, co się przed tobą otwiera. Wypij kawę na balkonie lub tarasie, wybierz się w weekend w miejsce w twojej okolicy, które lubisz odwiedzać lub w którym rzadko bywasz, choć jest blisko. Skuś się na coś zupełnie nowego. Odwiedź Kazimierz Dolny nad Wisłą albo Kazimierz krakowski. Zaskocz siebie czymś spontanicznym i nieplanowanym. Wybierz się na spacer nad Wisłą - w Kazimierzu, Puławach, Dęblinie, Krakowie, Warszawie, Sandomierzu, Gdańsku, Toruniu, Chełmnie, Grudziądzu, Tczewie, Płocku lub Włocławku. Upiecz szarlotkę i zaproś na nią kogoś, z kim dawno już nie rozmawiałaś. Zadzwoń do przyjaciółki i umów się na spotkanie. Kup sobie książkę, którą umilisz wrześniowy wieczór, posłuchaj muzyki, która cię wyciszy, zaparz dobrej herbaty, w której ukryty jest smak dobrego życia. 

Fot. Marcin Piotr Oleksa

Chwytaj babie lato, otul promykami, których jesień również nie skąpi, i w każdym z nadchodzących dni postaraj odnaleźć choć jeden drobny szczegół, który sprawi ci radość i dzięki któremu poczujesz, że twoje życie ma sens. Ucz się cieszyć jesienią, doceń wrześniowe dni i wpuszczaj do swojego życia kolory, czyniąc je z dnia na dzień piękniejszym. 
Monika A. Oleksa    

Fot. Marcin Piotr Oleksa 

Post dedykowany Bożence Łabuz... Z przytuleniem...   

1 komentarz:

  1. Jechałem ostatnio z Bartkiem na rowerze (po bilety na mecz Motoru, ha, ha - ja, który nie interesował się nigdy piłką nożną) i na Nowym Świecie opadły liście z kasztanów i pachniały tak, że przypomniałem sobie dzieciństwo w Puławach. Zapach tych liści przypomniał mi chwile w przedszkolu, które mieściło się właśnie w parku, i zabawy w stertach tych liści. A teraz Mój Syn to samo może poczuje?

    OdpowiedzUsuń