niedziela, 26 marca 2017

Wena

Fot. Marcin Piotr Oleksa 

Siedziała na stole i machała długimi nogami, w nosie mając moją prośbę, aby dała mi z siebie coś więcej. Założone na piersi ręce i naburmuszona mina wyraźnie dawały do zrozumienia, że się dąsa. I, niestety, dobrze wiedziałam dlaczego. 
- Słuchaj, zostało mi niewiele czasu. Czy ty wiesz w ogóle, co to jest deadline? 
Wena nic nie odpowiedziała, tylko lekceważąco machnęła nogami. I jak z nią rozmawiać skoro w głowie pustka? 
- Proszę cię, jedna kluczowa scena. Z resztą sobie poradzę. 
Cisza. Nie reagowała, zupełnie jakby nie było mnie w tym pokoju, jakbym była niewidzialna. 
- Wena, nie bądź taka, proszę. Nie opuszczaj mnie w takim momencie! Odpoczniesz za dwa tygodnie. Wyjedziesz gdzieś, pozwiedzasz, poleniuchujesz. Obie od siebie odpoczniemy, ale jeszcze nie teraz. 
Wzruszyła ramionami i odwróciła głowę, udając że mnie nie widzi. Była zazdrosna. Wiedziałam o tym. zazdrosna o mój czas i uwagę. Nie mogłam żyć jak artysta, zatopiona tylko w tym, co ubierałam w słowa, w świecie fikcji i zmyślonych zdarzeń. Nie mogłam poświęcić wszystkiego Sztuce, bo codziennie czekało na mnie Życie. Ze wszystkimi swoimi blaskami i cieniami, z całym bagażem i nadbagażem. Z codziennością wypełnioną po brzegi od rana do późnej nocy. Wena była tylko jedną z części składowych i nie umiała tego zaakceptować. Bo chciała być najważniejsza. Nie potrafiła zrozumieć, że właśnie to wypełnione i zabiegane Życie daje mi inspirację, podsuwając obrazy, tematy i problemy przefiltrowane później przez moje pióro. Wena chciała królować niepodzielnie, a ja nie mogłam się na to zgodzić, zatapiając wyłącznie we własnym świecie. Bo to właśnie Życie mnie ubogacało, zwracając często uwagę na takie szczegóły, które łatwo przeoczyć, nie zauważyć lub zignorować. Wena tego nie rozumiała. A może rozumiała, ale nie chciała się do tego przyznać?

Fot. Marcin Piotr Oleksa 

- Doszłyśmy razem prawie do końca. Prowadziłaś mnie, zaskakując efektem tego, co razem stworzyłyśmy. Zostały ostatnie strony i finał, a ty chcesz mnie teraz tak po prostu zostawić? 
Machała nogą, oglądając swoje paznokcie u rąk. 
- Bez ciebie nie dam rady. Nie rozpracuję tego, za bardzo się wszystko skomplikowało. Pomóż mi, proszę. 
- Co jest prawdą, a co iluzją? - mruknęła, nie patrząc na mnie. - Gdzie jest granica między usprawiedliwionym miłością poświęceniem, a zwyczajnym kłamstwem, które chce być usprawiedliwieniem? Czy wybaczenie naprawdę uwalnia? 
Popatrzyłam na nią łagodnie. 
- Ty też ich polubiłaś. 
- Bo są prawdziwi. - Podniosła głowę i w końcu na mnie spojrzała. - Ludzcy. Z wszystkimi słabościami człowieka, i z pragnieniami, jakie ludzie noszą w sobie. 
- To ty nauczyłaś mnie ich słuchać - szepnęłam.
- Czasami za bardzo wnikliwie się im przyglądasz. 
- Nie umiem inaczej. Zawsze staram się zrozumieć, nawet to, co z pozoru oczywiste. 
Wena wyciągnęła rękę i dotknęła mojego policzka. Jej dotyk był delikatny i dawał nadzieję, że ze wszystkim sobie poradzę i zdążę w wyznaczonym terminie. 
- Sztuka wymaga poświęcenia, wiesz? 
Skinęłam głową. 
- Wiem. Dlatego daję jej z siebie naprawdę wiele. Ale nie mogę oddać wszystkiego. Mam tylko jedno życie. 

Fot. Monika A. Oleksa 

- Niełatwo się z tobą pracuje, ale na szczęście umiesz słuchać. Dopuść może Julię do głosu, w końcu odgrywa w tej książce kluczową rolę?
- A co z Pawłem i Mikołajem? 
- Idź za nimi śladami Zosi. Ona rozumie dużo więcej, niż wszystkim się wydaje. 
- Pomożesz mi? 
Wena skinęła głową. 
- To przecież nasza wspólna książka. 
Chciałam ją uściskać, ale wiedziałam, że jest na to zbyt ulotna. Jak myśl, która przychodzi i niezapisana, ucieka bezpowrotnie. Przez tyle lat wspólnego życia stworzyłyśmy z Weną dobry układ. Czasami się posprzeczałyśmy, czasem na siebie podąsałyśmy, ale rozumiałyśmy się nawzajem i starałyśmy się zaakceptować nawet to, co nas w sobie drażniło. Byłyśmy jak partnerzy w biznesie, obu nam zależało na tym samym - na dobrej książce. I choć każda z nas miała swoje własne metody i inny styl pracy, kiedy łączyłyśmy siły, efekt zaskakiwał również nas. Dlatego uwierzyłam, że zanim zakwitną jabłonie, książka z jabłoniami w tle będzie już skończona... 
Monika A. Oleksa 

Fot. Marcin Piotr Oleksa 

Serdecznie zapraszam na wiosenną trasę autorską na Śląsku: Kalendarz Spotkań           

wtorek, 21 marca 2017

Wtorkowe spotkania kulturalne: La La Land


Nie przepadam za musicalami, bo zazwyczaj mają mdłą i przesłodzoną fabułę, dlatego wybierając się do kina na "La la land" (jeszcze przed rozdanymi Oscarami), nie oczekiwałam niczego nadzwyczajnego. A jednak Emma i Ryan mnie zaskoczyli. 
"La la land" to nie mdła historia o miłości, ale opowieść o marzycielach, o podążaniu za pragnieniami swojego serca, i o determinacji w dążeniu do celu. Doprawiona fantastyczną ścieżką dźwiękową (muzyka Justina Hurwitza, nagrodzona tegorocznym Oscarem), świetną choreografią i naprawdę dobrą grą aktorską, wciąga widza w magię filmowego świata, jednocześnie niosąc w sobie przekaz, nad którym warto się zastanowić.
Mia ( w tej roli Emma Stone, zdobywczyni tegorocznego Oscara za najlepszą kobiecą rolę pierwszoplanową) liczy na swoją szansę w mieście, gdzie spełniają się aktorskie marzenia. Pracuje jako kelnerka podając kawę wielkim i podziwianym, biega na przesłuchania i wierzy, że dostanie rolę, która zmieni wszystko. Po to tu przyjechała, zostawiając swoje rodzinne miasteczko i bliskich; aby spełnić wielkie marzenie o aktorstwie, aby udowodnić samej sobie swoją wartość, i aby pokazać światu na co ją stać. Sebastian (Ryan Gosling), pianista jazzowy, szuka swojego miejsca w życiu. Jego pasja to jazz, który wypełnia każdą komórkę ciała Sebastiana. Nie szuka przypadkowych przygód i Mię też wymija obojętnie. Zraniony przez kobietę, muzyce poświęca wszystko. I marzy. O takim lokalu, w którym prawdziwy jazz będzie żył, gdzie wielcy tego gatunku będą zaglądać, aby sobie pograć, i który stanie się pewnym symbolem miasta wybierającego szybkie i proste rozwiązania. 


Marzyciele. Wrażliwi i nieprzystosowani do walki metodami, jakie stosuje tu większość. Za wszelką cenę, kosztem niejednokrotnie własnej godności, po trupach. Ich drogi jednak się krzyżują. Zaczynają od niechęci, przeradzającej się we wzajemną ciekawość, kumpelską przyjaźń i w końcu w delikatną miłość, której widz przygląda się z sentymentem. Bo jest w niej wszystko to, co być powinno. Poznawanie. Uwodzenie. Flirtowanie. Zdobywanie. Tęsknota. Spełnienie i wzajemne zrozumienie. I wspieranie siebie i swoich pragnień. Bez zazdrości o sukces i o marzenia, bez goryczy, że tobie się udaje, a ja wciąż tkwię w punkcie wyjścia. Bez obwiniania się o swoje niepowodzenia. 
Mia i Sebastian. Początkująca aktorka i muzyk. Miłość i marzenia w mieście gwiazd, które nigdy nie odpoczywa i nie ustaje w biegu po spektakularny sukces. Oboje się uzupełniają. Seb dodaje Mii odwagi, aby zawalczyła o siebie prawdziwym talentem i tym, co jest po prostu w niej, bez starania się być na siłę kimś, kogo chcą widzieć rekrutujący do przemysłu filmowego, ona natomiast motywuje go do przyjęcia propozycji dawnego znajomego i do wiary, że wcześniej czy później uda mu się otworzyć tę wymarzoną knajpę, która będzie na miarę snutych o niej marzeń. 


Historia codzienności Mii i Sebastiana wplata się w kolorowe i tętniące życiem Los Angeles, a intymność prostej, zwyczajnej opowieści o przeciętnych ludziach i ich pasji, łączy się z rozmachem klasycznego widowiska musicalowego, utrzymanego w duchu złotej ery Hollywood. Sama scena wprowadzająca jest zaproszeniem widza do przekroczenia progu świata, gdzie wszystko jest możliwe. Zwykły korek na autostradzie - scena nakręcona w jednym ujęciu z udziałem kilkudziesięciu statystów, jest mistrzowskim zagraniem zarówno pod względem fabuły i choreografii, jak i muzyki, którą słucha się do zachłyśnięcia. 
Damien Chazelle stworzył film naprawdę oscarowy. Nie przesłodził, dodając odrobinę goryczy, dzięki czemu film zyskuje na wartości. 
"La la land" to opowieść o dokonywaniu wyborów i o tym, że zawsze coś trzeba poświęcić. Wiele w tym filmie pytań nasuwających się widzowi po obejrzeniu końcowej sceny, zaczynających się od "Gdyby...?", ale chyba właśnie o to reżyserowi chodziło; aby nie zaserwować odbiorcom kolejnego fast foodu, który odbija się niestrawnością albo mdli od nadmiaru słodyczy, ale by zmusić widza do pewnych refleksji, które same się nasuwają, i by skłonić go do zastanowienia nad wartością tego, co wybiera, podejmując decyzje, które zawsze pociągają za sobą jakieś konsekwencje. 
Jeśli dodamy do tego doskonałą ścieżkę dźwiękową, widowiskowe zdjęcia i scenografię, kostiumy i zapach sukcesu, wyjdzie naprawdę strawna mieszanka dość dobrego kina, po obejrzeniu którego nie ma się poczucia straconego czasu i pieniędzy. Można dyskutować czy rola Emmy Stone była naprawdę na miarę Oscara, albo czy statuetka za najlepszy film nie powinna jednak pozostać w rękach Damiena Chazelle'a, ale zdecydowanie nie można tego filmu zlekceważyć i warto go obejrzeć choćby po to, aby mieć o nim swoje własne zdanie i aby zrozumieć marzycieli!
Monika A. Oleksa (również marzycielka :))


Wszystkie zdjęcia pochodzą z filmu "La la Land".     

czwartek, 16 marca 2017

Niejedno imię miłości - spotkanie z młodzieżą



Przygotować dobre spotkanie autorskie jest prawdziwą sztuką, przy czym zaproszony autor jest tak naprawdę tylko połową sukcesu. Reszta to wkład pracy, zaangażowanie, pomysł i otwarte serca tych, którzy są gospodarzami miejsca, w jakim spotkanie się odbywa. Kiedy w chwili spotkania patrzy się z perspektywy autora na poczynione przygotowania, stając się częścią roli wpisanej w ułożony przez kogoś scenariusz, docenia się poświęcony czas i profesjonalne podejście tych, na których zaproszenie odpowiedział. 14 lutego, w wyjątkowy dzień dedykowany miłości, spotkałam się z młodzieżą Zespołu Szkół nr 5 im. Jana Pawła II w Lublinie, opowiadając im o tym, że miłość niejedno ma imię, i przypominając, że każdy z nas bez wyjątku dostał jakiś talent, który naprawdę warto przełożyć na pasję, bo dzięki niej życie człowieka ma prawdziwy smak, niepowtarzalny i wyjątkowy. 



Wyjątkowe było również to spotkanie, dzięki niesamowitym kobietom, które przygotowały je z takim zaangażowaniem, jakiego naprawdę nieliczni są w stanie się podjąć. Moje szczególne podziękowania należą się pani Edycie Libera i pani Basi Stoch-Łukianiuk, za fantastyczny pomysł z balonami, za mądre i stawiające autorowi wysoką poprzeczkę pytania, oraz za tak wnikliwe spojrzenie na moją twórczość i wyszukanie fragmentów doskonale skomponowanych z całością. Drogie Panie, to była dla mnie ogromna przyjemność spędzić ten czas w Waszym towarzystwie, i spotkać się z młodzieżą umiejącą słuchać. 





Spotkanie zatytułowane "Niejedno imię miłości", prowadziła tak naprawdę właśnie ta miłość. Poukrywane w balonikach karteczki naprowadzały na trop, który wraz z młodzieżą odkrywaliśmy i śledziliśmy w odczytywanych i wcześniej przygotowanych  przez panią Edytę i panią Basię fragmentach. Dzięki nim straciliśmy poczucie miejsca i czasu, wędrując po wybrukowanych uliczkach Kazimierza i alejkach Nałęczowa, wspinając się po szczytach Tatr, i wyciszając na opustoszałej plaży w Dąbkach. Zatrzymaliśmy się przy wartościach takich jak przyjaźń, rodzina i partnerstwo - te wszystkie ważne dla nas sfery, w jakich szukamy wzajemności, zrozumienia i akceptacji dla nas samych, takich, jacy jesteśmy. 





Opowiadałam młodzieży o mojej miłości do pisania, i o postaciach, które rodzą się nieoczekiwanie, stając się częścią mojej codzienności na dłużej. Mówiłam o drobiazgach składających się na życie, i o tym, że dzięki nim to życie jest naprawdę piękne i prawdziwe. Do smakowania, tak jak ciasta wypiekane przez moje bohaterki, którymi pachną kartki moich książek. 
W sali czytelni przy ulicy Elsnera obecne były również marzenia. Te cichutkie i jeszcze niewypowiedziane, noszone w sobie jak nieśmiałe pragnienia, i te, po które chcemy sięgać bez względu na to, jakie przeszkody znajdziemy na drodze do ich realizacji. 
Moje wierne pióro nasiąkało klimatem młodzieżowego zasłuchania, zbierając słowa, refleksje i przemyślenia, które wyleją się na papier w odpowiednim czasie, gdy coś zagra mi w duszy, a pióro odpowie na te dźwięki oddając mi pozbierane słowa utrwalone śladem czarnego atramentu. 





"Niejedno imię miłości" utrwalone we fragmencie... 

  
Z najserdeczniejszymi pozdrowieniami
Monika A. Oleksa  


niedziela, 12 marca 2017

Twój czas

Fot. Marcin Piotr Oleksa 

Pustka. Wokół ciebie i w tobie. Szarość i poczucie, że nikt nie jest w stanie ci pomóc, bo zajęci swoimi sprawami ludzie nie pochylają się nad tym, co dotyka drugiego człowieka, i nie rozglądają na boki, zapędzeni i skupieni na tym, co dotyczy wyłącznie ich. 
Doświadczasz tej pustki i przelewasz gorycz, wypływającą z ciebie z pytaniami, na które i tak nie oczekujesz odpowiedzi: Skoro jesteś taki dobry, Boże, dlaczego moje życie wygląda właśnie tak? Podobno kochasz każdego człowieka, dlaczego więc odwróciłeś się ode mnie? Dlaczego czuję się opuszczony? Niechciany. Dlaczego mam poczucie, że nikt mnie nie rozumie? Nawet Ty, Boże... 
Pustka. Tylko ta przeraźliwa pustka i zwątpienie. Nic nie cieszy, a jeśli cieszy, to na chwilę. Życie przestało mieć jakikolwiek sens, a podobny do dnia dzień już dawno przestał zaskakiwać. Zresztą, żadnego zaskoczenia już nie oczekujesz, bo niby czym mogłaby cię zaskoczyć twoja codzienność? Od kiedy to już trwa? Od jakiego zdarzenia wszystko zaczęło się obsuwać, naruszając fundamenty tego, na czym się opierało? Jak długo już czujesz się jak pustynia, na której obumarło wszelkie życie? 

Fot. Marcin Piotr Oleksa 

Ponad tydzień temu rozpoczął się czas Wielkiego Postu. To niezwykły moment w życiu każdego człowieka, bez względu na to, w jakiego Boga wierzy. To czas łaski, podarowany każdemu z nas, bez względu na to, jak daleko jestem w relacji ja i Bóg. Bo pomimo tego, że możesz negować Jego istnienie, On jest. I nigdy cię nie porzucił, bo Bóg nigdy nie odwraca się od człowieka. Stworzył cię z miłości, i tej miłości nigdy człowiekowi nie odebrał. Nie odebrał mu też wolności, dając wolną wolę w wyborach jakich dokonujemy. Te wybory właśnie determinują życie człowieka. I one doprowadzają go tam, gdzie Bóg jest po prostu obecny, lub gdzie człowiek nie jest w stanie Go odnaleźć, bo wir świata wciąga tak mocno, że nie ma już tam miejsca na Boga i Jego przykazania. A jeśli nie ma dla Niego miejsca, zrywa się więź, do której potrzeba wzajemności. Nie ma jednostronnych relacji. Nawet jeśli chcemy kogoś czymś obdarować, ten drugi ktoś musi chcieć to przyjąć. Bo nie da się kogoś uszczęśliwić na siłę. I Bóg nigdy tego nie robi. Odwzajemnia miłość, ale nigdy nią nie zniewala. I nigdy nie pozostaje obojętny wobec modlitwy tych, którzy traktują Go jak Ojca. 

Fot. Marcin Piotr Oleksa 

Bóg nie jest czarodziejem z krainy Oz, ani złotą rybką spełniającą życzenia, choć wielu właśnie tak chciałoby Go postrzegać. Nie zjawia się w sytuacjach awaryjnych jak pomoc drogowa, kiedy życie człowieka wymyka się spod kontroli i wszystko jest nie tak jak być powinno. On chce wejść w tak intymną i bliską relację z człowiekiem, aby być we wszystkim. Nie chce być Bogiem zamkniętym w kościołach, któremu oddaje się godzinę tygodniowo, albo i nie; ale chce być w twojej codzienności, pomagając ci w twojej wędrówce, która zawsze powinna prowadzić do doskonałości. Bo sam Bóg jest doskonały, a człowiek został stworzony na Jego obraz i podobieństwo. 

Fot. Marcin Piotr Oleksa 

Bóg działa z wielką subtelnością. Wchodzi w twoje życie tylko wówczas, gdy Go tam zaprosisz i gdy zostawisz dla Niego przestrzeń, w której będziesz mógł poczuć Jego autentyczną i namacalną obecność. On nie potrzebuje tej przestrzeni, bo jest Wszechobecny, ale ty jej potrzebujesz, bo tylko napełniona Nim, pustka przestaje być pustką. Staje się żywa, jak drzewo odradzające się po zimowym uśpieniu, a ty zaczynasz dostrzegać głębszy sens tych wszystkich zdarzeń, które zadziały się w twoim życiu, otwierasz się na nowe drogi, i ze zdumieniem odkrywasz proste rozwiązania złożonych problemów, które pomimo tego, że nie znikną, ani nie rozpłyną się w nicości, stają się możliwe do udźwignięcia dzięki nowej sile, jaką jesteś w stanie w sobie odnaleźć, zawierzając wszystko Temu, który Jest. 
Bóg daje ci to, czego potrzebujesz wtedy, gdy tego potrzebujesz. I wtedy, gdy potrafisz o to poprosić. Poprosić, a nie żądać. 

Fot. Marcin Piotr Oleksa 

Czas Wielkiego Postu, bez względu na to, czy uważasz się za wierzącego, czy też za wątpiącego lub niewierzącego, to twój czas. Czas niezwykłej łaski, którą dostajemy, aby dostrzec w codzienności, często niełatwej i naznaczonej cierpieniem - czy to fizycznym, czy psychicznym, sens życia tu i teraz. Bo wszystko w naszym życiu dzieje się z jakiegoś powodu, a my nie mamy wpływu na to, co nam się przydarza, a jedynie na to, co wtedy zrobimy i w jaki sposób wykorzystamy czas nam podarowany. 
Twój czas właśnie się zaczął. Co z nim zrobisz? 
Monika A. Oleksa 


        

środa, 8 marca 2017

Tobie, Cudowna Kobieto...

Fot. Marcin Piotr Oleksa 


Czy mówiłem Ci ostatnio, że Cię kocham? Czy spojrzałem na Ciebie ostatnio tak, że nie potrzebowałaś słów, bo i tak wiedziałaś, kim dla mnie jesteś i że bez Ciebie nie byłoby również i mnie? Takiego, jaki jestem. Z tym wszystkim, co we mnie odnalazłaś i wydobyłaś, wskazując mi drogę, która tylko z Tobą i przy Tobie ma sens? 
Kiedy ostatni raz dałem Ci odczuć, że nikt, tylko Ty? Kiedy zabrałem Cię na spacer tylko po to, by poczuć, że jesteś, i by nacieszyć się tą chwilą bez zbędnych słów, z dotykiem, który mówi więcej niż te nieskładne zdania jakie plączą się i rwą, i których nigdy nie jestem w stanie wypowiedzieć tak, jakbyś chciała? Kiedy ostatni raz przyniosłem Ci kwiaty bez okazji? Tak po prostu, bo poczułem wiosnę, albo tylko po to, by poprzez ten bukiet powiedzieć Ci, że Ty jesteś Wiosną dla mnie? 

Fot. Marcin Piotr Oleksa 

Kiedy ostatni raz tak po prostu Cię zaskoczyłem, czy wzruszyłem do łez? I kiedy ostatni raz sprawiłem, że poczułaś się wyjątkowa? Bo taka właśnie jesteś, moja Kobieto. Tak bardzo złożona, że do końca wspólnego życia pozostaniesz dla mnie zagadką. Te wszystkie Twoje "nie" i "tak", w których się gubię; te przeciągające się milczenia, z których, wiem, powinienem coś wyczytać, wywnioskować, ale za każdym razem, gdy milczysz i patrzysz na mnie z tą zaciętą miną, panikuję i uświadamiam sobie, że nie mam bladego pojęcia o co ci chodzi, i że powinienem wiedzieć, bo tego ode mnie oczekujesz. Czasami nie radzę sobie z Twoimi humorami i zupełnie za nimi nie nadążam. Śmiejesz się, by za chwilę rozszlochać się, odwrócona do mnie plecami, albo podnosisz głos, a za chwilę dotykasz czule mojego policzka, i patrzysz na mnie tak, że mięknę. I zupełnie niczego nie rozumiem. Moja Zagadko. 

Fot. Marcin Piotr Oleksa 

Lubię, jak o siebie dbasz. Lubię wiedzieć, że robisz to dla mnie. Lubię jak mówisz mi o tym, co mi w życiu wychodzi. Lubię jak zauważasz te drobiazgi, które codziennie wykonuję z myślą o Tobie. Lubię się Tobą opiekować i troszczyć o Ciebie. I lubię, kiedy Ty troszczysz się o mnie, i kiedy mi pokazujesz, że pomimo upływu lat, ja też wciąż jestem dla Ciebie ważny. I że mnie kochasz, pomimo błędów, które oboje po drodze popełniliśmy. 
Jesteś Kobietą. Złożoną z uczuć, emocji, słów, empatii, wdzięku, czułości i potrzeby miłości. Czasami wydajesz się tak krucha i delikatna, że boję się, byś się nie rozbiła i nie zniknęła mi gdzieś, gdzie nie będę potrafił Cię odnaleźć. Są jednak dni, kiedy masz w sobie siłę potężniejszą od tej fizycznej. Bez słów, bo nie umiem ich znaleźć, patrzę jak bierzesz na swoje ramiona i plecy te wszystkie sprawy, które mnie przerastają, i jak wychodzisz z nimi z domu z uniesioną dumnie głową, tak, aby nikt z zewnątrz nie dostrzegł, ile dźwigasz na sobie. Bo nie lubisz, aby się nad Tobą użalano, czy rozprawiano o Tobie po kątach. Wtajemniczasz tylko tych, którym ufasz, i którzy wychodzą naprzeciw Ciebie z konkretną pomocą. Biadolenie odsuwasz jak najdalej. Podziwiam to w Tobie. Tę nieprawdopodobną siłę, dzięki której podnosisz się nawet po najbardziej bolesnym upadku. I ten uśmiech, który potrafisz w sobie znaleźć nawet wtedy, gdy piekące łzy napływają do oczu i chcą przesłonić świat. 

Fot. Marcin Piotr Oleksa 

Moja Kobieto, bez Ciebie ten świat straciłby wszelkie barwy. Jesteś jak motyl, zachwycający delikatnością i doskonałością Tego, który stworzył ten świat z taką precyzją i dbałością o szczegóły. Ty też, zupełnie jak ten motyl, jesteś doskonałością, której często nie widzisz w lustrzanym odbiciu. Marudzisz i narzekasz, nie zdając sobie sprawy z tego, że wśród takich słów pełnych narzekania, można się pogubić, bo każde zdanie jest jak gąszcz, poprzez który nie dochodzi światło, a rzeczywistość wokół ciemnieje i sprowadza złowieszcze myśli, które przyklejają się tak mocno, że trzeba tygodni, a nawet miesięcy, by je poodklejać. 
Pamiętaj, że jesteś ozdobą tego świata. Jesteś melodią złożoną z najdelikatniejszych dźwięków, której przysłuchuję się zdziwiony tym, ile jeszcze o Tobie nie wiem. Jesteś nadzieją na to, że moje życie przy Tobie nabierze wartości, i że wspólnie, Ty i ja, stworzymy coś niepowtarzalnego. Jesteś miłością, na którą zasługujesz. 

Fot. Marcin Piotr Oleksa 

Cudowna Kobieto, życzę Ci, abyś każdego dnia znalazła w sobie siłę, aby uśmiechnąć się do swojego odbicia w lustrze i do dnia, który do Ciebie przychodzi, bez względu na bagaż, jaki ze sobą przynosi, i abyś potrafiła spojrzeć na samą siebie oczami tych, którzy Cię kochają. 
Monika A. Oleksa 

p.s. A te słowa powinny trafić dziś szczególnie do panów, aby wiedzieli, jakie życzenia składać nam, kobietom.... Bo my naprawdę potrzebujemy słów. Takie już jesteśmy! :D 

Fot. Marcin Piotr Oleksa 


   

niedziela, 5 marca 2017

Dobry Wieczór

Fot. Marcin Piotr Oleksa 

Szafirową nitką wieczór się splata. Szafirową nutą do snu układa sny, a senne marzenia nastraja pogodą, odsuwając pochowany po kątach lęk, towarzyszący człowiekowi na każdym kroku. Księżyc, przewrócony na grzbiet jak łódeczka, płynie po oceanie nieba, przeglądając się w miejskich światłach jak w zwierciadle. 
Dobry wieczór sprowadza dobry czas. Wycisza rozbieganie, koi ponapinane nerwy, wyznacza granice obowiązków, i daje chwilę oddechu przed nowym, kolejnym dniem i jego wyzwaniami. Dobry wieczór przynosi ze sobą dużo dobrych myśli. Podsuwa je w zamian za zmartwienia, jakie nieustannie zaprzątają naszą głowę, skupiając na sobie całą uwagę. Dobra myśl za kawałek zmartwienia. Wyciszenie za zabieganie. Obietnica snu za zmęczenie. Nadzieja na nowy dzień, nowe siły i nowe rozwiązania starych problemów, za bezsilność. 
Dobremu wieczorowi zawsze towarzyszy nadzieja. Pomimo mroku na zewnątrz, dobry wieczór zawsze ma w sobie światło. Ono jest przed ciemnością i nie blednie nawet wtedy, gdy wszystkie elektryczne światła pogasną. Nie można go dostrzec jedynie wtedy, gdy ten mrok ukryty jest w ludzkiej duszy. Wtedy nawet dobry wieczór nie jest w stanie rozświetlić jasnością nadziei rzeczywistości, na którą spogląda człowiek spowity mrokiem. Bo ciemność duszy jest jak smog, przesłania wszystko i zniekształca obraz, zabierając radość, a w jej miejsce podsuwając nieustanne powątpiewanie i przygnębienie. Na mrok duszy potrzeba lekarza dużo potężniejszego, takiego, który umie słuchać, potrafi naprawdę zrozumieć i wskazać drogę, którą zawsze warto podejmować. 

Fot. Marcin Piotr Oleksa

Szafirową nutką wieczór się splata. Szafirową nutą układa dźwięki w melodię senną, przyjazną spokojną. Opadają, jak łuski, wszystkie bieżące sprawy minionego dnia. Jutro podejmiesz je na nowo, ale dziś czas dla ciebie spowalnia, zabierając to, co w pośpiechu i biegu, i wymieniając na lekturę, muzykę, może film, a może ekran komputera, za którym świat nigdy nie zasypia. Dobry wieczór chce usiąść z tobą przy rozmowie. Chce cię skłonić, byś nie skupiał(a) się wyłącznie na tym, co uciska, lecz byś znalazł(a) w samym i samej sobie przestrzeń na to, co sprawia, że się uśmiechasz. Dobry wieczór chce ci również podarować ten wyciszający moment na przytulenie kogoś, spojrzenie bez słów, ale ze zrozumieniem; na szept i modlitwę, na pobycie z kimś lub ze sobą. Chce dać ci poczucie bezpieczeństwa, bo dobry wieczór naprawdę jest dobry. Taki, jak dobra herbata wypita dla przyjemności. Pachnąca łąką i rozgrzewająca imbirem. Czasami doprawiona domową nalewką, albo z lekką cierpkością cytryny, ale zaparzona w ulubionym kubku i wypita pod ciepłym kocem, pod który smutki wstępu nie mają. 

Fot. Marcin Piotr Oleksa 

Dobry wieczór umie cię rozweselić. Komedią, rozmową, zabawnym zdarzeniem dnia, które przywołujesz pamięcią czy po prostu świadomością, że nadszedł, abyś mógł z dystansem przyjrzeć się temu, co nawyrabiał dzień. Ten wieczorny, wyciszony czas podsuwa ci wspomnienia dobrych chwil, a te momenty, które pragniesz wymazać z pamięci, chce pomóc ci przepracować, zrozumieć lub pozwolić samemu sobie na wybaczenie, odpuszczenie i nierozpamiętywanie. 
Dobry wieczór to kojący głos przyjaciela w słuchawce telefonu, a wraz z nim świadomość, że nie jesteś sam czy sama. Dobry wieczór to przywołana pamięcią serca twarz kogoś, kto choć raz spojrzał na ciebie z prawdziwym zrozumieniem i wysłuchał bez zadawania zbędnych pytań. To dotyk, który zapamiętałeś, i moment, w którym naprawdę byłeś z siebie dumny. To także odprężająca i otulająca ciepłem kąpiel, która zmywa wszystkie brudy dnia. 

Fot. Marcin Piotr Oleksa 

Zasypiający za oknem świat do niczego cię nie zmusza ani nie pogania. Życie ofiarowuje ci w prezencie dobry wieczór, abyś go w pełni wykorzystał(a). Dla siebie. Z pełną świadomością, że go dostałeś i dostałaś. Na wyłączność. 
Dobry wieczór jest wyjątkowy. Jest również delikatny, bo w bardzo subtelny sposób wysyła ci sygnały, że nadchodzi lub że już jest w twoim domu. Pamiętaj, że nie każdy taki będzie. Wiele wieczorów nadejdzie tak rozedrganych, jak życie współczesnego człowieka. Z nerwowością, zniecierpliwieniem, stresem dnia kolejnego lub moralnym kacem dnia poprzedniego. Wiele wieczorów będzie nad tobą stało, spoglądając oczami niewykonanych obowiązków lub zadań, które dopiero na ciebie czekają, i które cię przerażają. Wiele wieczorów przyprowadzi też ze sobą lęk i nieprzespaną noc. Niektóre z nich będą też wieczorami czuwania, oczekiwania, wyglądania i niezaspokojonej tęsknoty. Ale wśród nich będzie też dobry wieczór. Ten, który przyjdzie po to, aby cię wyciszyć. Przytulić. Otulić sobą i nadzieją. Nie przeocz go i nie zignoruj. Wpuść do swojego domu i życia, uchyl dla niego okno i czerp z niego to, co ci przyniesie. Garściami. 
Monika A. Oleksa 

Fot. Marcin Piotr Oleksa