Twój czas

Fot. Marcin Piotr Oleksa 

Pustka. Wokół ciebie i w tobie. Szarość i poczucie, że nikt nie jest w stanie ci pomóc, bo zajęci swoimi sprawami ludzie nie pochylają się nad tym, co dotyka drugiego człowieka, i nie rozglądają na boki, zapędzeni i skupieni na tym, co dotyczy wyłącznie ich. 
Doświadczasz tej pustki i przelewasz gorycz, wypływającą z ciebie z pytaniami, na które i tak nie oczekujesz odpowiedzi: Skoro jesteś taki dobry, Boże, dlaczego moje życie wygląda właśnie tak? Podobno kochasz każdego człowieka, dlaczego więc odwróciłeś się ode mnie? Dlaczego czuję się opuszczony? Niechciany. Dlaczego mam poczucie, że nikt mnie nie rozumie? Nawet Ty, Boże... 
Pustka. Tylko ta przeraźliwa pustka i zwątpienie. Nic nie cieszy, a jeśli cieszy, to na chwilę. Życie przestało mieć jakikolwiek sens, a podobny do dnia dzień już dawno przestał zaskakiwać. Zresztą, żadnego zaskoczenia już nie oczekujesz, bo niby czym mogłaby cię zaskoczyć twoja codzienność? Od kiedy to już trwa? Od jakiego zdarzenia wszystko zaczęło się obsuwać, naruszając fundamenty tego, na czym się opierało? Jak długo już czujesz się jak pustynia, na której obumarło wszelkie życie? 

Fot. Marcin Piotr Oleksa 

Ponad tydzień temu rozpoczął się czas Wielkiego Postu. To niezwykły moment w życiu każdego człowieka, bez względu na to, w jakiego Boga wierzy. To czas łaski, podarowany każdemu z nas, bez względu na to, jak daleko jestem w relacji ja i Bóg. Bo pomimo tego, że możesz negować Jego istnienie, On jest. I nigdy cię nie porzucił, bo Bóg nigdy nie odwraca się od człowieka. Stworzył cię z miłości, i tej miłości nigdy człowiekowi nie odebrał. Nie odebrał mu też wolności, dając wolną wolę w wyborach jakich dokonujemy. Te wybory właśnie determinują życie człowieka. I one doprowadzają go tam, gdzie Bóg jest po prostu obecny, lub gdzie człowiek nie jest w stanie Go odnaleźć, bo wir świata wciąga tak mocno, że nie ma już tam miejsca na Boga i Jego przykazania. A jeśli nie ma dla Niego miejsca, zrywa się więź, do której potrzeba wzajemności. Nie ma jednostronnych relacji. Nawet jeśli chcemy kogoś czymś obdarować, ten drugi ktoś musi chcieć to przyjąć. Bo nie da się kogoś uszczęśliwić na siłę. I Bóg nigdy tego nie robi. Odwzajemnia miłość, ale nigdy nią nie zniewala. I nigdy nie pozostaje obojętny wobec modlitwy tych, którzy traktują Go jak Ojca. 

Fot. Marcin Piotr Oleksa 

Bóg nie jest czarodziejem z krainy Oz, ani złotą rybką spełniającą życzenia, choć wielu właśnie tak chciałoby Go postrzegać. Nie zjawia się w sytuacjach awaryjnych jak pomoc drogowa, kiedy życie człowieka wymyka się spod kontroli i wszystko jest nie tak jak być powinno. On chce wejść w tak intymną i bliską relację z człowiekiem, aby być we wszystkim. Nie chce być Bogiem zamkniętym w kościołach, któremu oddaje się godzinę tygodniowo, albo i nie; ale chce być w twojej codzienności, pomagając ci w twojej wędrówce, która zawsze powinna prowadzić do doskonałości. Bo sam Bóg jest doskonały, a człowiek został stworzony na Jego obraz i podobieństwo. 

Fot. Marcin Piotr Oleksa 

Bóg działa z wielką subtelnością. Wchodzi w twoje życie tylko wówczas, gdy Go tam zaprosisz i gdy zostawisz dla Niego przestrzeń, w której będziesz mógł poczuć Jego autentyczną i namacalną obecność. On nie potrzebuje tej przestrzeni, bo jest Wszechobecny, ale ty jej potrzebujesz, bo tylko napełniona Nim, pustka przestaje być pustką. Staje się żywa, jak drzewo odradzające się po zimowym uśpieniu, a ty zaczynasz dostrzegać głębszy sens tych wszystkich zdarzeń, które zadziały się w twoim życiu, otwierasz się na nowe drogi, i ze zdumieniem odkrywasz proste rozwiązania złożonych problemów, które pomimo tego, że nie znikną, ani nie rozpłyną się w nicości, stają się możliwe do udźwignięcia dzięki nowej sile, jaką jesteś w stanie w sobie odnaleźć, zawierzając wszystko Temu, który Jest. 
Bóg daje ci to, czego potrzebujesz wtedy, gdy tego potrzebujesz. I wtedy, gdy potrafisz o to poprosić. Poprosić, a nie żądać. 

Fot. Marcin Piotr Oleksa 

Czas Wielkiego Postu, bez względu na to, czy uważasz się za wierzącego, czy też za wątpiącego lub niewierzącego, to twój czas. Czas niezwykłej łaski, którą dostajemy, aby dostrzec w codzienności, często niełatwej i naznaczonej cierpieniem - czy to fizycznym, czy psychicznym, sens życia tu i teraz. Bo wszystko w naszym życiu dzieje się z jakiegoś powodu, a my nie mamy wpływu na to, co nam się przydarza, a jedynie na to, co wtedy zrobimy i w jaki sposób wykorzystamy czas nam podarowany. 
Twój czas właśnie się zaczął. Co z nim zrobisz? 
Monika A. Oleksa 


        

Komentarze

  1. Jaki sens ma cierpienie? Bo jak dla mnie żadnego. Cierpienie upadla i szmaci.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lubię, jak tu zaglądasz. Zawsze wsadzasz kij w mrowisko, ale dzięki temu jeszcze bardziej Cię cenię i lepiej poznaję. Pytasz o sens cierpienia. Dobre pytanie i myślę, że temat na oddzielny post, bo w tym miejscu za mało jest na to miejsca... Upadla i szmaci tylko to cierpienie, które człowiek sam sobie funduje. Cierpienie samo w sobie jest złem, ale z każdego zła można wyprowadzić dobro. Tydzień temu znalazłam się w szpitalu, gdzie spędziłam dobę. Niby niewiele, ale był to dla mnie czas, w ciągu którego ogromnie dużo się nauczyłam. Spotkałam tam młodą kobietę, której ogromu cierpienia niejedna z nas by nie uniosła. Ta niesamowita dziewczyna pokazała mi, jak można odnaleźć sens nawet tam, gdzie na pozór go nie ma. Pomimo szpitalnej rzeczywistości i tego, przez co przeszła, nie była upodlona
      tylko z nadzieją patrzyła w przyszłość, i miała w sobie tyle pogody, że mogłaby nią obdzielić niejednego zdrowego i narzekającego człowieka. Od ponad roku bardzo bliska mi osoba walczy z przerzutami raka. W tej chwili są w mózgu. W tym, przez co przechodzi, nie ma zeszmacenia, ani upodlenia. Jest zawierzenie, że musi być w tym głębszy sens, pomimo tego, że cierpienie wyniszcza. Zajrzyj do Eli (Listy do nieba - wystarczy kliknąć po prawej stronie: Polecam, bo warto!) i powiedz jej, że cierpienie nie ma sensu. Jaki sens wówczas będzie miało jej życie? Takich osób jak ona jest tak wiele. Od nich uczę się, że wszystko ma w życiu sens, jeśli tylko właściwie potrafimy wykorzystać to, co nas spotyka, nie zamykając się jedynie na cierpienie i nie je mając przed oczami.
      Pozdrawiam Cię naprawdę ciepło.
      M.

      Usuń
  2. Jak trafnie to opisałaś,to jak by o mnie.Dzisiaj sięgnełam pierwszy raz po książkę twego autorstwa(Niebo w kruszonkę) przez przypadek i stwierdziłam,że to pierwsza książka która nie jest o kobietach z korporacji.Bardzo miło się czyta ,napewno sięgnę po inne twoje, książki.Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo dziękuję za dobre słowo :). Piszę o tym, co jest mi bliskie. O życiu, którego nie udaję, które uwielbiam obserwować i w które lubię wchodzić poprzez rozmowy z ludźmi, przy których się zatrzymuję, doceniając ich inność i odmienność, i czerpiąc z tego bogactwa, jakie mają w sobie. Nigdy nie pracowałam w korporacji i nigdy nie będę, dlatego moje książki zawsze będą bliskie zwykłego człowieka i prostych ludzkich spraw. Drobiazgów, na które lubię zwracać uwagę, bo dla mnie samej one są ważne. A "Niebem w kruszonce" chciałam podziękować wszystkim tym, których pracy na co dzień nie doceniamy... Miło mi gościć Cię tutaj, Zosiu. (Tak ma na imię bohaterka mojej najnowszej książki, nad którą obecnie intensywnie pracuję :D).
    Pozdrawiam serdecznie!
    M.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Podaj dalej

A w tle kwitną jabłonie...

Literacka Kanapa z Gwiazdą: Paweł Rosak