Miejsce, które leczy

Fot. Marcin Piotr Oleksa 


Tęsknota boli. Wielokrotnie tego doświadczyłam. Ból w sercu, które chciałoby być obok tych, których w sobie zapisało, zapamiętało i których pokochało. Jak najbliższą rodzinę. Serce przyjmuje ludzi bez zastrzeżeń. Nie stawia warunków, ani wymagań. Po prostu otacza i obejmuje sobą. To rozum porządkuje później po swojemu; podszeptując i wytykając. Nakreślając granice, których nie powinniśmy przekraczać. Serce i rozum. Dzieli je jedynie czterdzieści centymetrów, a jednak nie potrafią się dogadać... 
Moje serce ma dużo do powiedzenia. Potrafi tupnąć nogą i, wbrew rozsądkowi, kolejny rok, dziewiąty z rzędu, powraca do miejsca, które leczy, i do ludzi, którzy są dla tego mojego poranionego życiem i ludzką złośliwością serca, najlepszym opatrunkiem. Przez długie miesiące jesienno-zimowe, musi mi wystarczyć jedynie ciepło głosu i telefon, który łączy dwa odległe zakątki Polski. Z nadejściem wiosny, przychodzi nadzieja i oczekiwanie, natomiast lato obdarowuje mnie najpiękniej jak potrafi - pozwala powrócić do miejsca, gdzie za każdym razem, przy pożegnaniu, zostawiam coraz więcej siebie - do Dąbek. I do "Marii".

Miejsce, które leczy i łączy
Moje serce wpada w radosny rytm już w Koszalinie, a potem, z każdym przejechanym kilometrem, zbliżającym nas do Dąbek, galopuje już tak szybko, jakby chciało dotrzeć tam przede mną i przytulić się mocno do tych, do których tak pędzi. Do Marysi. Do Franka. Do Ali. 
Ulica Piaskowa i znajome, czerwone pelargonie na balkonach. Najbardziej ukwiecony ośrodek w Dąbkach. Dom Wypoczynkowy "Maria". I ludzie, którzy przyjmują każdego gościa tak, jakby był tym wyjątkowym, bez względu na to, czy go znają, czy też przyjeżdża po raz pierwszy. 


Zaproszenie i wizytówka 
  
Najbardziej ukwiecony ośrodek w Dąbkach - "Maria" 

Moje serce tęskni do tego miejsca cały rok

Maria i Franciszek Sawiccy, którzy stworzyli tę oazę. Alicja Czekała, która doskonale pamięta o upodobaniach i kaprysach powracających tu wczasowiczów i, kosztem własnego zdrowia, stara się przydzielić ulubiony pokój i stolik na jadalni, oraz spamiętać wszystkie dziwactwa i sprawić, aby pobyt tutaj był prawdziwym odpoczynkiem. I Ela Krukowska, dbająca o to, aby ciekawie i z wielkim zaangażowaniem, dopieszczając szczegóły, wypełnić czas zarówno dzieci, jak i młodzieży oraz dorosłych. 
Otwieram furtkę i wchodzę, chłonąc z zachłannością widok znajomego budynku i alejki, która prowadzi mnie do wejścia. Już wiem, że jestem tu, gdzie być powinnam. W miejscu, które leczy. W miejscu, które do mnie "mówi" słowami, zapisywanymi i zapamiętanymi. Słowami, z których powstają moje książki, pisane właśnie tutaj. W Dąbkach. W "Marii".
Ela Krukowska z wielkim zaangażowaniem organizuje wolny czas wczasowiczów

Zielony szpaler prowadzi prosto do wejścia 

W tym miejscu naprawdę odpoczywam

Wejściowe drzwi witają mnie jak rodzinny dom. Uśmiechy z recepcji rozgrzewają i obejmują serdecznie, a Marysia i Franek witają mnie tak, jakbym wyjechała na chwilkę, i wróciła tu, gdzie być powinnam. Pani Irena pamiętała o leżaku, który Henio wygrzebał gdzieś z zakamarków. Czekał na mnie cały rok, przygotowując nowe tematy i słowa do zapisania. Mój "natychający" leżaczek. 
"Tu są twoje przyszłe książki", powiedział mój syn, wskazując na leżak. Mrugnęłam do niego porozumiewawczo. Po ciężkim roku, który, wiem, szykuje dla mnie jeszcze jakieś niespodzianki, wcale nie pytając mnie czy mam na nie ochotę; potrzebuję tego leżaka i nadmorskiego powietrza, aby nabrać wiatru w żagle i pisać. Bo mam o czym... 
I znów dzień nabrał innego niż w Lublinie rytmu. Leniwy poranek, kiedy nic nie muszę, i kawa, która nigdzie nie smakuje tak, jak tutaj. "Nieważne gdzie, nieważne co i w czym, ważne z kim". Maksyma Franciszka sprawdza się kolejny raz. Tylko, że tutaj również "gdzie" i "w czym" ma znaczenie. Delikatne filiżanki i tonący w kwiatach taras. Cisza, spokój i ludzie, do których śmieją się moje oczy, obejmując ich z czułością. Chwila, która trwa i którą chcę zatrzymać. Na zawsze. 

To ludzie tworzą miejsca, do których chcemy wracać  

Ukryta w żywopłocie furtka zaprasza do wyjątkowego świata...

Łatek jest również częścią "Marii" 

Ludzie, którym oddałam serce - Maria i Franciszek Sawiccy

Morze wita mnie, iskrząc się w słońcu roztańczonymi po nim promykami. Biały piasek przesypuje się między palcami i przyjemnie łaskocze w bose stopy. Wiatr okręca się dookoła mnie, przynosząc historię, którą opiszę. Wkrótce. Niedługo. Kiedyś.
Patrzę na delikatne, lekko spienione fale. Czuję, że proces zaleczania zmęczonego serca właśnie się rozpoczął. Żyję. I chłonę piękno świata, którym zostałam obdarowana. 
Monika A. Oleksa

Moje miejsce - moje Dąbki 

Tylko tutaj kawa ma tak wyjątkowy smak

Fot. Marcin Piotr Oleksa

Komentarze

  1. Piękna rekomendacja:)
    Niektóre rany choć zabliźnione,wciąż bolą,nawet w najpiękniejszym miejscu na świecie.Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zranione serce jest jak uszczerbiona filiżanka; można ją zakleić, dokleić, uratować, ale ślad pęknięcia zostaje. Bolesne blizny też kiedyś się goją, proszę mi wierzyć, bo moje serce też nie zostało przez ludzi oszczędzone, ale proces leczenia wymaga czasu. I trzeba do niego dojrzeć. I wybaczyć.
      Pozdrawiam bardzo serdecznie.

      Usuń
  2. Cieszę się, że znalazłaś dla siebie tak piękną przystań.
    Rany serca leczy miłość.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zakochasz się w tym miejscu, jak tylko poczujesz tę atmosferę i poznasz ludzi, którzy to zaczarowane miejsce stworzyli:)
      Nabierz sił i wracaj z zapałem do pracy twórczej! Czekam niecierpliwie na Twoją kolejną książkę, Basiu!

      Usuń
  3. Och Moniczko i co mam powiedzieć…tak mnie te zdjęcia rozczuliły… a ja - to już za Tobą tęsknie wiesz???Ale wypoczywaj sobie ile trzeba…poczekam….

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gabrysiu, już niedługo będziesz miała najazd Oleksów, i zamierzamy wnieść do Waszego domu potężną dawkę dobrej energii i dużo zamieszania :D
      Szkoda, że nie możesz zbliżyć się do morza, to miejsce naprawdę leczy... Zwłaszcza serca...
      Ściskam Cię mocno!

      Usuń
    2. Najazd Oleksów już tuż tuż - trzeba zacząć "pensjonat" szykować :-)))

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Podaj dalej

A w tle kwitną jabłonie...

Literacka Kanapa z Gwiazdą: Paweł Rosak