wtorek, 1 lipca 2014

Wtorkowe spotkania kulturalne: Bella Toscana

Fot. Marcin Oleksa


"Rzędy oliwkowych drzew porastają czerwone ziemie Toskanii, pną się po kredowych zboczach albo niczym stada owiec obejmują w posiadanie łąki, pola i wzgórza. Ale nawet gdy rosną blisko siebie, wydają się opuszczone i samotne. Starsze, wykręcone cierpieniem, wyglądają ociężale i nieporadnie. A i te młode, gibkie i nie poranione, od samego zarania kryją w sobie tęskną żałość. Może z samej swej natury drzewa oliwne wiedzą nazbyt wiele..." 
Tak pisze o Toskanii, którą się zachłysnęła, Marlena de Blasi, w swojej kolejnej książce o Italii - "Tysiąc dni w Toskanii". Jest to moje drugie spotkanie z tą autorką, z którą spędziłam "Tysiąc dni w Wenecji", zakochując się we Włoszech tak, jak Marlena. I podobnie jak Marlenie de Blasi, mnie również, zarówno Wenecja z jej książęcym klimatem, jak i nieujarzmiona Toskania, głęboko wpisały się w sercu, którego okruszek na zawsze pozostał w kraju oliwek, suszonych pomidorów i espresso. 

Florencja nawet w marcu potrafi zauroczyć...


Florencja i jej dostojeństwo

Marlena de Blasi w przepiękny sposób opisuje Toskanię, zabierając czytelnika do miejsc, które dzięki opisom autorki widzimy tak wyraźnie, jakbyśmy tam byli. Razem z nią dotykamy prostych ludzkich spraw i codziennego, niespiesznego życia ich mieszkańców. Przyglądamy się z bliska winobraniu; wspólnie z mieszkańcami San Casciano dei Bagni zbieramy oliwki i siadamy do wielkiego ucztowania, które zaczyna się spontanicznie, od skromnego posiłku, a przeradza w świętowanie życia wśród grona znajomych i sąsiadów. 
Każda ze stron książki Marleny de Blasi pachnie tak smakowicie, że czytelnik po prostu czuje smak przygotowywanych i degustowanych tam potraw. Bruschetta, cukinia smażona w głębokim oleju, chlebowy placek wypiekany w specjalnym piecu, duszona wieprzowina o smaku dziczyzny, castagnaccio (kasztanowe ciasto), winogrona z gęstym sokiem, ściekającym po palcach i najprawdziwsza oliwa z oliwek, którą skrapia się podpieczone kromki chleba. Ta książka pachnie, a każda jej strona zadziwia bogactwem myśli, potraw i celną obserwacją życia. Marlena czyni to w mistrzowski sposób, związując czytelnika tak emocjonalnie z opisywanymi miejscami i ludźmi, że odkładając tę książkę kręci mu się w głowie, a dzięki spostrzeżeniom autorki, zaczynamy na nowo odkrywać radość prostych czynności i wykwintności nieskomplikowanych dań, od wieków sporządzanych według tej samej receptury.
"W pogoni za szczęściem nie dostrzegamy, że najkrótszą drogą wiodącą ku niemu jest zwyczajne życie".

Dostojna Florencja...

... i skromny Asyż

Białe miasto - Asyż

Toskańskie życie to prostota i przejrzystość, a pojęcia ubóstwa i bogactwa nabierają tu zupełnie innego znaczenia. Marlena de Blasi pokazuje nam, że można być szczęśliwym, niezależnie od tego, "czy czasy są ciężkie, czy też opływamy w dostatki". Cała sztuka bowiem polega na tym, by słowo "abbondanza" - dostatek, umieć odpowiednio zdefiniować. Sama pisze o swoim życiu: "Dla nas dostatek to, na przykład, pełna świeżo wytłoczonej oliwy giara, mniej rzeczy, ale za to nieco więcej czasu dla siebie". Bogactwo Toskanii przejawia się w plonach ziemi, które wydaje, a każdy posiłek, choćby najskromniejszy, stanowi dla jej mieszkańców coś w rodzaju mszy. Nie ma dla nich ważniejszego tematu niż jedzenie. Wszystko kręci się wokół niego, czemu nie powinniśmy się dziwić, bo przecież znaczna część Toskańczyków zajmuje się rolnictwem, zbieractwem (na przykład trufli, kasztanów, ziół czy dzikich owoców) i myślistwem.
Wspólne celebrowanie posiłków nie wynika dla Toskańczyków jedynie z miłości do jedzenia. Jest to przede wszystkim, okazja do spotkań towarzyskich w większym gronie. W dawnych czasach "la veglia" syciła głód zarówno w sensie dosłownym, jak i w przenośni - poza apetytem zaspokajała również potrzebę bycia wśród ludzi i dzielenia się z nimi nie tylko przyniesionymi produktami, ale przede wszystkim sobą.
Marlena i jej mąż, Fernando, zupełnie naturalnie wtapiają się w rytm życia mieszkańców małej, toskańskiej wioski, znajdując tu nie tylko pomysł na życie, wolne od schematów, ram i konsumpcjonizmu; ale przede wszystkim oddanych przyjaciół. Bezcenny skarb, który potrafią docenić i za który umieją być wdzięczni.

W drodze do św. Franciszka
        
Asyż zachwyca swoim pięknem i skromnością

Bazylika św. Franciszka

Warto sięgnąć po "Tysiąc dni w Toskanii", bo ta książka po prostu zachwyca. Przepełniona pogodą ducha, miłością i magią codziennego życia, na każdej stronie raczy czytelnika bogactwem myśli, obok których nie sposób przejść obojętnie. Ta książka koi i uspokaja. Wycisza i pozwala spojrzeć na swoje życie przez pryzmat toskańskiej prostoty i definicji szczęścia. I budzi w sercu tęsknotę za jednym z najpiękniejszych zakątków świata; krainą wina i pieczonych kasztanów. Za Toskanią, która każdemu z nas ma wiele do opowiedzenia.
"Czas pędzi przed siebie na zlamanie karku, odwraca się i patrzy kpiąco w naszą stronę, gdy nie nadążamy. Próbujemy zamknąć go w słoiku, upchnąć na zawsze pod łóżkiem, wcisnąć do czerwonego satynowego pudełka. Nawlec na sznurek jak perły. Jak tyle pereł, ile trzeba, by powstało życie". Marlena de Blasi  "Tysiąc dni w Toskanii"
Monika A. Oleksa 

Bella Toscana
  
Miejsca, w których zostawiliśmy okruszki naszych serc

... i do których pragniemy powrócić...

5 komentarzy:

  1. Ale fajnie mieć takie wspomnienia. Ja to sobie mogę tylko czytać o Toskanii:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana, odchowasz swoje Szczęścia, zostawisz je na cztery dni pod dobrą opieką, spakujesz siebie i męża, i wybierzecie się na małżeńską randkę:) My zrobiliśmy tak dwa lata temu, ale oczywiście nieustannie wisiałam na telefonie, upewniając się, czy teściowie wszystkiego dopilnowali. Dzieci bez nas dały sobie radę, a my spędziliśmy naprawdę cudowny czas we dwoje. Wszystko przed Wami:) Mocno będę trzymała za to kciuki!
      Pozdrawiam serdecznie!
      M.

      Usuń
  2. Pięknie napisane i pokazane - dziękuję Moniczko za prawdziwą ucztę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozsmakowałam się przy tym wpisie - zarówno we wspomnieniach, jak i przy życiu opisanym przez Marlenę de Blasi.
      Ściskam mocno, Gabrysiu!
      M.

      Usuń
  3. Włochy to moje marzenie i wiem, że kiedyś się spełni. Chcę się w nich rozsmakować podobnie jak Ty. Piękne zdjęcia, cudowne wspomnienia. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń