Zimowa opowieść nadmorskiego kamyka

Fot. Marcin Piotr Oleksa 


Morze zimą nie zasypia. Nie zapada w uśpienie i przeczekanie, i nie wygładza swej tafli, znudzone monotonią zimowych dni, ale każdego poranka podejmuje swoją falującą wędrówkę, wciąż od nowa od wieków tak samo, bez względu na zmieniające się pory roku i mijające lata. 
Morze. Nieujarzmiony żywioł. Potęga, przy której człowiek widzi swoją małość, przed którą staje z pokorą wiedząc, że w starciu z żywiołem nie ma żadnych szans. Tę potęgę po prostu trzeba przyjąć i uszanować. Mądrość dana człowiekowi to rozumie; głupota naiwnie wierzy, że może być równym przeciwnikiem. 
Obserwuję to od dziesiątek lat. Pycha i zuchwałość ludzi, którzy nie potrafią przyjąć prawdy oczywistej i sięgają po to, co do nich nie należy, wcześniej czy później gubi. Tak jest stworzony ten świat, siły natury są potężniejsze i człowiek nie jest w stanie ich ujarzmić i kontrolować, choćby bardzo tego pragnął, a nawet próbował. Każde działanie wbrew naturze kończy się porażką człowieka. 

Mewy szanują potęgę żywiołu. Kochają morze, ale znają swoje miejsce.

Zimowe morze jest groźne. Jego stalowy kolor narzuca dystans, jednocześnie przyciągając swoim pięknem, które nieodmiennie zachwyca. Nieśmiałe promienie słońca zaglądają pod wybrzuszoną taflę wody, zmieniając jej krople w iskrzące diamenciki. Ciężkie, skłębione chmury rozrywają się gdzieniegdzie, strzępiąc się od podmuchów wiatru uderzającego gwałtownie. Niebo w swoich odcieniach błękitu prześciguje się z morzem, odbijając swoją nieskończoność w morskiej głębi. Ciężki piasek, wilgotny i nabrzmiały, ugina się pod stopami ludzi spacerujących poszarpanym brzegiem. Morze jest zachłanne i nie zawsze chce się dzielić swoją plażą. Przychodzą i takie dni, gdy rozwścieczony żywioł wdziera się na wydmy i zajmuje las, siłą uderzenia uginając sosny i zabierając wszystko, co znajdzie na swojej drodze. Przerzuca kamienie z jednego miejsca na drugie, niektóre zabiera ze sobą, inne rozsypuje daleko, układając swoje własne wzory, za każdym razem inne. Czasami zapłacze, a wtedy złote łzy wplątane w wodorosty błyszczą na brzegu bursztynowymi grudkami, po które ludzie sięgają w zachwycie. 

Wzór ułożony przez morze. Codziennie inny, za każdym razem zachwycający. 

Rozkrzyczane mewy szybują ponad wyskakującymi w morze bałwanami fal, spoglądając na piękny świat, stworzony z dbałością o najdrobniejsze szczegóły. Przysiadła na gałęzi wrona szara przygląda się im z zazdrością. Jej skrzydła nie mają takiej siły przeciwstawiania się sile wiatru jak skrzydła mew. Trzyma się więc w oddali, ale patrzy z tęsknotą, bo morze magnetyzuje. Jest w nim coś, czego nie da się nazwać, i od czego nie można oderwać wzroku. Piękno wymalowane ręką Stwórcy. 
Puchate szare wróble, pochowane między gałązkami choinki, ożywiają uśpione nadmorskie miasteczko swoim szczebiotaniem, One też tu, nad morzem, odnalazły swój dom. Nie zazdroszczą mewom i umieją żyć obok, zadowalając się małymi okruszkami i tym, co potrafią zimą upolować. Zwinne i sprytne, przemykają pomiędzy kaczymi nogami, świergocąc radośnie i ciesząc się każdą chwilą, którą cenią. Małe, szare kuleczki z czarnymi oczkami. 

Mewy, moje przyjaciółki. Lubię na nie patrzeć i z nimi rozmawiać. 
Morze wyrzuca na brzeg swoje historie wraz ze spienionymi falami
Wrona szara z oddali z zazdrością przygląda się mewom
Małe szare kuleczki z czarnymi oczkami

Morze zimą nie zasypia. W pozbawionej ludzkich głosów ciszy wczesnych wieczorów snuje swoją opowieść, której przysłuchuję się od lat z tą samą ciekawością. Opowiada i trwaniu i przemijaniu. O zachłanności i darowaniu. O zwątpieniu i przychodzącej do ludzi nadziei. O życiu, które człowiek nie zawsze docenia, wiecznie z czegoś niezadowolony. 
Morze wychodzi mi naprzeciw. Dotyka chłodem lekko chropowatej powierzchni i zapewnia o swojej bliskości. A opowieść nadmorskiego kamyka wciąż się splata z pochwyconych chwil, które zatrzymuję. Dla Ciebie. 
Monika A. Oleksa    

Z wielką ciekawością wysłuchałam zimowej opowieści kamyka
Poszarpana sztormem wydma 
Bliscy memu sercu...
Dwoje najbliższych mi ludzi na świecie
Magiczne chwile nad zimowym morzem
Dąbki, mój drugi dom. Tam wracam do ludzi, za którymi tęsknię, bo są najbliżsi.  
Zimowe morze... tajemnicze i niebezpieczne, nieodmiennie piękne

Komentarze

  1. Obserwuję czasem na blogu fotograficznym piękne zdjęcia zimowego morza - pomosty skute lodem, na tle zachodzącego słońca, sople lodu powykrzywiane od wiatru i zachwycam się, bo znam tylko tę letnią odsłonę morza, ale zakrzyczaną, zagarniętą przez ludzi... Muszę sobie kiedyś podarować takie chwile jak na Pani zdjęciach, podpatrzeć tę Naturę, która myśląc, że nikt nie patrzy - szaleje w najlepsze... Na zdjęciach (to widać) - Natura i Pani Monika - w swoich żywiołach:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pani Olu morze zimą zachwyca chyba jeszcze bardziej, bo ukazuje całą swoją potęgę. Latem tak wiele szczegółów umyka, a tłum wokół broniący każdego kawałka piasku, rozprasza. I choć kocham morze również latem, to zimowe zrobiło na mnie niesamowite wrażenie. Proszę sobie kiedyś podarować taki prezent, wystarczy kilka dni, ale człowiek wraca odmieniony.
      Pozdrawiam najserdeczniej:)
      M.

      Usuń
  2. Ja już tęsknię za Dąbkami !!!!!
    M.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To co, czwarta rano i ... "Ucieknijmy stąd"? :D
      M.

      Usuń
  3. W zeszły piątek wróciłam z zimowego wypadu nad morze i muszę przyznać, że jestem pod wielkim wrażeniem. Taka chłodna aura też ma swój urok, nie wiem nawet, czy nie większy, niż letnia:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiedziałabym, że dużo większy! Zimowy nadmorski krajobraz i majestat niepokonanego morza robią wrażenie i uczą pokory wobec Natury. Człowiek odnajduje swoje miejsce i uczy się spokoju od żywiołów, które przyjmują każdą porę roku z jednakowym wyczekiwaniem i poddają się każdej z nich bez narzekania, tak typowego dla człowieka.
      Pozdrawiam zimowo, choć za oknem już jakby wiosennie:)
      M.

      Usuń
  4. Czytając tę opowieść doszłam do wniosku, że morze zimą ma więcej do powiedzenia, bo nikt go nie zakrzyczy. Latem nikt nie ma ochoty go słuchać, zajęty szukaniem miejsca na plaży i swoimi sprawami.
    Wiesz Moniś - podoba mi się to zimowe , groźne, mówiące morze. A latem litościwie zgadzające się na wszystko, co tam ludzie sobie wymyślą.
    Piękna opowieść

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale pięknie to ujęłaś, Gabrysiu! Rzeczywiście, można w nim więcej odnaleźć i usłyszeć, bo nie ma wokół zgiełku, od którego ludzie uciekają z miast i który, paradoksalnie przywożą ze sobą do nadmorskiej ciszy. A zimowe morze odsłania takie szczegóły, że człowiek staje w zadziwieniu i czuje potęgę Stwórcy, który pięknem przyozdobił ten świat z miłości dla człowieka.
      Lubię słuchać nadmorskiego kamyka, Gabrysiu, Tak wiele ma do opowiedzenia... podobnie jak las w Ławkach:D
      Ściskam Cię mocno i pozdrawiam od przepięknej w tym miejscu Wisły:)
      M.

      Usuń
  5. Ja także przyłączam się do słów uznania dla tego, co napisałaś, podobnie czuję morze, z podobną pokorą podchodzę do żywiołów, zdając sobie sprawę z ich siły. Boję się o ludzi, którzy walczą z nimi w sensie pokonania na zawsze, opanowania ich, pokazania, kto jest lepszy...Nie można walczyć ze Stwórcą, nie można.
    Piękne fotografie, mewy są niesamowite:)
    Pozdrawiam Moniu:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Za słowa uznania - dziękuję! Wiesz, Moniczko, zawsze gdy jestem nad morzem lub staję przed potęgą gór, widzę swoją małość i przyjmuję ją z pokorą. Za każdym razem również zachwyca mnie piękno, którym zostaliśmy obdarowani i nieskończona wielkość Stwórcy, który stworzył tak drobiazgowo świat i nam go podarował. W takich miejscach, gdzie Natura staje naprzeciwko mnie, czuję moc Najwyższego i dziękuję za to, że mogę tego doświadczać. Piękno poukrywane w szczegółach, które ja utrwalam w słowach, a mój mąż na fotografii.
      Pozdrawiam Cię bardzo ciepło z przepięknego Kazimierza:)
      M.

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Podaj dalej

A w tle kwitną jabłonie...

Literacka Kanapa z Gwiazdą: Paweł Rosak