Literackie Czwartki: Czwartkowe obiady, odc.31

Fot. Marcin Piotr Oleksa 

Delikatny brzęk filiżanki odstawionej na porcelanowy spodeczek zakłócił ciszę panującą w dużym jasnym pokoju, pachnącym świeżością upranych firanek i umytych okien. Helena, nie zważając na luty za oknem, wpuściła już wiosnę do domu i pozwoliła rozgościć się jej w czystym mieszkaniu, w którym po zimie nie zostało już śladu. 
Eulalia zawsze podziwiała przyjaciółkę za gospodarność i dobrą organizację. Ona sama działała chaotycznie i zdecydowanie brakowało jej systematyczności. I choć po każdej wizycie u Heleny obiecywała sobie, że coś z tym zrobi - zawsze kończyło się tak samo. Jej artystyczna dusza lubiła twórczy bałagan, nad którym Eulalia starała się panować, ale jej mieszkanie dalekie było od obrazu świątyni czystości, jakim było mieszkanie Heleny. 
Dzisiejsze czwartkowe przedpołudnie spędzały tylko we dwie. Bogusię rozłożyło jakieś paskudne przeziębienie i zabroniła komukolwiek zbliżać się do siebie. Jedyną osobą, która złamała ten zakaz była Natasza, ale ona już coraz lepiej radziła sobie z własną matką i jej humorami. Jadzia wyjątkowo zajmowała się małym Franiem, co sprawiło jej więcej radości niż skłonna była to przyznać. Każda chwila z chłopcem była dla Jadzi cenna i z drżeniem serca czekała na marzec i decyzję rodziców Frania, dotyczącą podjęcia przez chłopca edukacji przedszkolnej. 
Eulalia umówiła się z Heleną na przedpołudniową kawę i ciastko, którym pachniał cały dom Helenki. Lubiła tu przychodzić. Panujący w tym miejscu spokój koił, a ciepło otulało każdego gościa już od progu. 
- Oszalałam, Helu. - Eulalia bawiła się małym uszkiem filiżanki, gładząc go ostrożnie i próbując zająć czymś ręce. - Zakochałam się jak nastolatka. Znów czuję się tak, jakbym miała dwadzieścia parę lat i wiem, że nie wyjdzie mi to na dobre, ale... nie chcę już inaczej. 
W niebieskich oczach Eulalii było tyle szczęścia, że Helena aż jej pozazdrościła przeżyć, o których ona czytała już tylko w książkach.
- Wiesz, Lala, im dłużej żyję, tym częściej dochodzę do wniosku, że nie warto w życiu być takim ostrożnym i robić wszystko z rozsądkiem. Czasami po prostu trzeba skoczyć z wysokiej skały, bez względu na to, jak głęboka jest przepaść przed tobą. 
- Naprawdę tak sądzisz, czy mówisz to tylko po to, aby mnie pocieszyć? - spytała Eulalia, z nadzieją wpatrując się w przyjaciółkę. 
- Mówię to najzupełniej poważnie - odpowiedziała Helena. - Widzisz Lala, z nami, kobietami, to jest tak, że jak wyjdziemy za mąż i gdy pojawią się w naszym życiu dzieci, to zapominamy o sobie i o tym, co kiedyś było dla nas ważne. Cały swój czas oddajemy innym i definiujemy siebie poprzez męża albo dzieci, uważając za grzech egoizm i zawalczenie o siebie. A potem kończy się tak, że mąż dostrzega tylko telewizor, dzieci się wyprowadzają, a ty stajesz się niezbędna tylko wtedy, gdy trzeba zająć się wnukami. Smutna prawda, Lala, do której dojrzałam trochę za późno. - Helena umilkła, zapatrzona w okno, za którym czarno-biała sroka podskakiwała śmiesznie po balkonowej balustradzie. 
- Helenka, z nas wszystkich ciebie jedną uważałam za szczęściarę. - Eulalia pokręciła głową, czując wzruszenie, które wilgocią pchało się do oczu. - Masz udane małżeństwo i cudowne dzieci, które nie umoralniają cię za każdym razem, jak cię widzą. Z waszego domu nie chce się wychodzić, tak dobrze każdy się tutaj czuje dzięki temu, że ty i Henio jesteście fantastyczni, a ty mi mówisz o pogrzebanych żywcem marzeniach? 
- A bo to jest tak, Lala, że zawsze nam się wydaje, że inni mają lepiej, a to czasami jedynie pozory. - Helena oderwała wzrok od rozbawionej sroki i sięgnęła po swoją filiżankę z kawą. - To nie tak, że nie kocham swoich dzieci, czy Henia. Nie wyobrażam sobie innego życia bez któregokolwiek z nich, ale... chciałabym, aby Henio spojrzał na mnie znowu jak na kobietę, a nie tylko jak na żonę i matkę swoich dzieci. I zazdroszczę ci tych motyli w brzuchu. Ja już ich nie pamiętam... 
Piwne oczy Heleny skrzyżowały się z niebieskim spojrzeniem Eulalii. Każda z nich nosiła w sercu swoje sekrety, które niejednokrotnie ukrywała przed samą sobą, aby życie było znośniejsze i nie wyrzucało zdradzonych pragnień i dziewczęcych marzeń, którym dorosła kobieta nie umiała dotrzymać kroku, pozwalając ulecieć jak zwiewnym motylom w letnie popołudnie. 
Figlarna sroka usiadła na parapecie i przeglądała się w czystej szybie, podziwiając swoje lśniące piórka. Zapach kawy uniósł się znad kruchych filiżanek i owinął wokół dwóch kobiet, które złączone wspólnym milczeniem, odnalazły drogę wgłąb siebie, i zaskoczone odkryły, jak wiele obrosłych pajęczyną złudzeń nazbierało się przez lata w zakamarkach serc, które wciąż jeszcze chciały poczuć, że żyją.   cdn... 
Monika A. Oleksa 

Fot. Marcin Piotr Oleksa 
   

Komentarze

  1. Z tego opowiadania też "nie chce się wychodzić" :) Pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miało być inaczej, ale moje bohaterki zaczęły już żyć własnym życiem:) I to one mi dyktują, co mam napisać i o czym chcą porozmawiać.
      Dziękuję, Olu:) Pozdrawiam bardzo ciepło!
      M.

      Usuń
  2. Eulaliowy świat jak zawsze otula swoim ciepłem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lubię się im przyglądać i zadziwia mnie to, jak wiele mają mi do powiedzenia. Boję się tylko, że po Kawiarence zaczną gwiazdorzyć!
      Ściskam Cię mocno, Gabrysiu!
      M.

      Usuń
    2. Fakt -Kawiarenka to już nie byle co....gdyby ktoś moim imieniem nazwał kawiarenkę, to chyba bym już.... nowej kreacji szukała :)

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Podaj dalej

A w tle kwitną jabłonie...

Literacka Kanapa z Gwiazdą: Paweł Rosak