Moim Czytelnikom ...

Fot. Marcin Piotr Oleksa 

Wiem, minął kolejny czwartek bez "Czwartkowych obiadów", Eulalia i  Bogusia są na mnie obrażone, Jadzia taktownie milczy, a Helena tylko gładzi mnie po policzku jak jeszcze tak niedawno robiła to moja Babcia... Wiem, zamilkłam na dłużej, mam zaległości w relacji ze spotkań autorskich (Lublin, Kraków i Warsztaty Słowa dla młodzieży), i opóźnienie w odpowiedzi na komentarze, z których każdy jest dla mnie cenny i za każdy z serca dziękuję... Obiecuję, że wszystkie zaległości ponadrabiam, proszę jeszcze tylko o trzy tygodnie cierpliwości - do końca listopada MUSZĘ oddać nową książkę do Wydawnictwa, które i tak jest cierpliwe, dając mi czas, którego potrzebowałam. Ostatnie strony, przenoszenie rękopisu na komputer, ostatnie szlify, a w międzyczasie praca, w której jestem potrzebna - to szczególny rok dla mnie, kilka kroków do mety z maturzystami, z którymi jestem już tyle lat, że wzajemnie staliśmy się częścią swojego życia, uczestnicząc we wzlotach i upadkach, z nieustanną wiarą, że damy radę. Czas, który zawsze ceniłam, teraz stał się bezcenny, noc za krótka, a dzień wypełniony po brzegi. Ale w tym wszystkim mam poczucie, że każda z tych rzeczy ma ogromny sens, dlatego przepraszam za długie milczenie i proszę o cierpliwość, kiedy nie ma mnie tu przez dłuższy czas :( Niech nagrodą za to będzie świadomość, że na wiosnę do rąk moich cudownych Czytelników trafi najnowsza książka, której kolejny fragment właśnie Wam, moi drodzy, dedykuję...

Moim cudownym Czytelnikom... 
  
Emilia tańczyła w deszczu. Z zamkniętymi oczami i twarzą zwróconą w stronę zasnutego chmurami nieba, łapała ciepłe krople w uniesione dłonie i zatrzymywała je na twarzy pozwalając, aby skapywały, jak łzy, po policzkach. Całą sobą czuła rytm, którym pulsowała ziemia i zatracała się w nim, chcąc oczyścić umysł i zmęczone upałami ciało. Żyła i chłonęła to wszystko, czym człowieka obdarowywała natura. Ukryta za zasłoną powiek, odgrodziła się od świata, nie widząc wpatrujących się w nią, zdziwionych spojrzeń i pobłażliwych uśmiechów. Nie słyszała rzucanych mimochodem uwag, którymi już dawno przestała się przejmować. Przyzwyczaiła się do tego, że ludzie traktowali ją jak wariatkę, i nie zależało jej na tym, aby za wszelką cenę przekonać ich, że nie mają racji. Ceniła znajomości i przyjaźnie, które dostała w darze od życia, a nowych nie poszukiwała. Ona nie miała problemu z ludźmi, bo umiała żyć obok nich, wkomponowując się w złożoną mozaikę lokalnej społeczności. To ludzie mieli problem z nią, bo nie pasowała do żadnych ram i nie dawała się zamknąć w schematach. Była inna przez to, że po prostu starała się być sobą. I nie ukrywała szczęścia, które potrafiła czerpać z każdego dnia. Bo Emilia wiedziała, że każdy ma jej coś do zaoferowania. 
Teraz, schowana za kroplami deszczu, leczyła żal po stracie kolejnej, bliskiej jej osoby. Wiedziała, że Marianna w tej chwili się do niej uśmiecha, pozbawiona trosk i ziemskich zmartwień. Całym swoim sercem czuła, że stamtąd gdzie jest teraz, Marianna nie chciałaby wrócić, nawet gdyby dostała młode i zdrowe ciało. Emilia w to wierzyła, ale dusza bolała, a w wyszczerbionym sercu powstała kolejna wyrwa, której zakleić się nie dało. Bo to serce rządziło się swoimi prawami i nikogo nie słuchało. Było autonomiczne; obejmowało sobą bez pytania o zdanie i wyszczerbiało się po czyjejś stracie. I nie można go było wymienić na nowe. Emilia już to wiedziała i nauczyła się z tym żyć. Klaudia była dopiero na początku tej drogi. Przeżywała żałobę smutkiem, opłukiwanym przez łzy. Manifestowała swój żal wobec całego świata, z nieustannym pytaniem: „Dlaczego?” na ustach. Szukała winnych, nie potrafiąc przyjąć prawdy. 
Z ulgą wróciła zaraz po pogrzebie do domu Emilii. We własnym nie potrafiła się już odnaleźć. Ślady jej matki zostały zadeptane przez bratową, która poczuła się już gospodynią na swoim. Dla Klaudii nie było tam miejsca. 
W ciepłym domu Emilii psy witały ją radośnie merdając ogonami, a koty kładły się na kolanach, bądź wtulały w szyję, gdy nie potrafiła powstrzymać szlochu w ciemności. Oczy ciotki śmiały się od samego rana, a czajnik gwizdał wesoło na gazie, zupełnie jak u mamy, gdy jeszcze kręciła się po kuchni… W domu Emilii nikt nie robił jej wyrzutów i nikt nie dawał jej do zrozumienia, że przeszkadza. Klaudia ogrzewała się w tym miejscu pełnym miłości, coraz bardziej tu wrastając i odnajdując samą siebie. Ciotka Emilia fascynowała ją. Była inna niż ludzie, których Klaudia znała i których spotykała. Nie przejmowała się ludzkim gadaniem i obojętnie przechodziła obok spojrzeń, które Klaudię początkowo krępowały. Po pewnym czasie jednak ona też zaczęła się do nich przyzwyczajać i ich nie dostrzegać. 
Teraz, patrząc na Emilię roztańczoną w kroplach deszczu, uśmiechnęła się. Ona też tak robiła, ale na łące, kiedy nikt nie patrzył. Uciekała tam, kiedy było jej źle, lub gdy Jadźka jej dopiekła. Latem chodziła boso po trawie, albo kładła się w cieniu brzóz i obserwowała chmury, wysyłając do nieba swoje rozgoryczenie. W ciepłe dni właśnie tam, na łące, uczyła się i odrabiała lekcje. W tamtym miejscu mogła się skupić i nikt nie wyszukiwał jej roboty w gospodarstwie, ani nie tłukł demonstracyjnie garnkami, gdy Marianna kategorycznym tonem oznajmiała synowej, że nauka jest dla Klaudii najważniejsza i nie będzie się zajmować niczym innym poza nią. Łąka przyjmowała wszystko, z czym Klaudia przybiegała. Odpowiadała cichym brzęczeniem owadzich skrzydełek i śpiewem ptaków, zamieszkujących pobliski lasek. Latem na tej łące Klaudia spotykała bociany. Patrzyła w zachwyceniu jak kroczyły dostojnie na swoich wysokich czerwonych nogach, wyłapując polne myszki. Pomimo swojej pospolitości, miały w sobie szlachetną majestatyczność, bez dumy i napuszenia pawia. Łąka i zamieszkujące lub odwiedzające ją stworzenia była tą częścią życia Klaudii, za którą najbardziej tęskniła. 
Dlatego rozumiała Emilię i jej potrzebę obcowania z naturą. Tylko… zazdrościła ciotce tej umiejętności lekceważenia tych, dla których jej zachowanie było dziwaczne. Klaudia pomyślała, że do tego trzeba mieć odwagę i silną osobowość. 
Deszcz, pomimo swojej intensywności, był ciepły, a rozgrzane latem powietrze nabierało po nim świeżego oddechu. Klaudia wystawiła rękę, do której od razu przytuliły się mokre krople, gładząc skórę dziewczyny spływającymi strugami. To uczucie było tak przyjemne, że wyszła spod ochronnego daszka klatki schodowej i pozwoliła, aby ten dotyk deszczu objął ją całą. A potem podbiegła do Emilii i chwytając ciotkę za ręce, zakręciła się z nią w kółku, zupełnie jak wtedy, gdy była małą dziewczynką i bawiła się w ten sposób z mamą lub tatą. Świat wokół nich zawirował, a drzewa pomachały im przyjaźnie gałązkami. Klaudia otworzyła oczy i spojrzała w górę, na niebo, które zsyłało deszcz wysuszonej i stęsknionej wilgoci ziemi. Wyobraziła sobie, że za tymi gęstymi chmurami jest mama, i uśmiechnęła się do niej pozwalając, aby spływający po twarzy deszcz zabrał ze sobą łzy i obmył ją z nieutulonego żalu, z którym sama nie umiała sobie poradzić...
Monika A. Oleksa 

Już niedługo... :)))

W pogoni za marzeniami... 


Komentarze

  1. Moniś - zwolnij, pamiętaj - ślimak też doszedł do Arki Noego :), a zdrowie masz tylko jedno. My Ci wszyscy wybaczamy milczenie, bo Cię kochamy. Tylko nie zapominaj zadbać też w tak zwanym międzyczasie o siebie, bo za chwilę Twoje ubranka będziesz musiała sznurkiem przywiązywać, żeby ich nie pogubić :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Trzymam kciuki za pozytywne osiągnięcie wszystkich celów :)
    Pewnie, że poczekamy! :)

    OdpowiedzUsuń
  3. W myślach mocno Cię wspieram. I bardzo cierpliwie będę czekać na kolejny wpis…
    Pozdrawiam serdecznie, jesiennie… tzn. najpiękniej.

    OdpowiedzUsuń
  4. Mogę czekać, mając w perspektywie nową książkę (-: Najlepsze życzenia dla pana Marcina w Dniu Imienin (-: Pozdrawiam (-: Renata

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pani Reniu, mąż pięknie dziękuje za pamięć i życzenia :-) A ja dziękuję moim Cudownym Czytelnikom za cierpliwość i zrozumienie, i za to, że jesteście, kochani!
      M.

      Usuń
  5. Dawno już nie byłam na czwartkowym obiedzie, mam nadzieję, że wkrótce nadrobię zaległości. Moja mała gwiazdeczka zarządza teraz moim czasem i właśnie zaczyna się wiercić :) Pozdrawiam i życzę powodzenia! Nowa książka, jak zwykle wyczekiwana nie tylko przeze mnie, zapowiada się bardzo ciekawie, oby do wiosny!

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Podaj dalej

A w tle kwitną jabłonie...

Literacka Kanapa z Gwiazdą: Paweł Rosak