niedziela, 11 września 2016

Jesienna ramówka

Fot. Marcin Piotr Oleksa 

Uśmiechnięty wrzesień, który nadszedł bardzo dyskretnie i w pięknym stylu, na nowo wyznaczył nam ramy i narzucił obowiązki, o których większość z nas na trochę zapomniała w czasie wakacyjnych miesięcy. I chociaż słońcem i prawdziwie lipcowym ciepłem próbuje rekompensować swój powrót, świadomość, że czas beztroski przeminął nie daje nam tak do końca cieszyć się tym, co od września dostajemy. Bo poniedziałki różnią się już od tych sierpniowych, a cały tydzień nabrał tempa i skłania do tego, że częściej zerkamy na zegarek, próbując zmieścić w jednej dobie tak wiele. 
Krzywimy się, marudzimy i wzdychamy za tym, co jeszcze tak niedawno cieszyło, ale tak naprawdę potrzebujemy tych ram, aby docenić niecodzienność i nie zagubić się w chaosie, który zapanowałby bez systematyczności. Jesienią powraca regularność spotkań, pracy i trybu życia, od którego latem nieco odskakujemy. Dopięte ramy w pewien sposób stają się ciężarem, ale jednocześnie dają poczucie bezpieczeństwa poprzez swoją powtarzalność i przewidywalność. 

Fot. Marcin Piotr Oleksa 

Ramy codzienności nie muszą boleć, jeśli zostawimy w nich miejsce dla samych siebie i nie zniewolimy się jedynie koniecznościami i zobowiązaniami, z których będziemy się rozliczać. Staną się pewnymi wytycznymi, prowadzącymi nas przez każdy kolejny dzień, ale nie będą dusić, jeśli nakreślimy je w taki sposób, aby dać samym sobie prawo do małych przyjemności, dzięki którym poczujemy smak życia nawet pomimo jego monotonii. To drobiazgi w tej codzienności, nawet obramowanej, czynią nasze życie pięknym i niepowtarzalnym. To one dają nam poczucie, że to życie jest rzeczywiście moje, że ja go czuję i doświadczam nie tylko wysiłkiem i trudem, ale radością czerpaną z pojedynczej chwili, którą potrafię sobie podarować. 

Fot. Marcin Piotr Oleksa 

Smak kawy wypitej nie w biegu, ale w spokojnej chwili, która jest tylko moja. Pół godziny, a czasami nawet dwadzieścia minut, które potrafi odmienić mój dzień, wpuszczając do niego słoneczne promyki życia. Czas tylko mój, kiedy nie skupiam się na tym, co muszę i co jeszcze przede mną, ale koncentruję się na tu i teraz, czerpiąc siłę z tego momentu i wykorzystując ją na resztę dnia. Spacer, nawet taki, gdy wysiądę wcześniej z autobusu czy tramwaju i przejdę do domu piechotą, aby poczuć świat, który jest wokół mnie i nacieszyć się jego pięknem, zanim drzewa stracą wszystkie liście i kolory. Idąc, oczyszczam się ze złych myśli, gubię po drodze wzburzenie i złość na tych, co mocno naruszyli moją cierpliwość i zaleźli za skórę. Dzięki temu nie przynoszę do domu złych emocji, tylko zostawiam je gdzieś po drodze, starając się odzyskać równowagę. 
Spotkanie, rozmowa, lektura książki, choćby kilka stron przed zaśnięciem. Przytulenie dziecka lub zwierzaka. Milczenie z kimś bliskim, które nie jest niezręcznością, a pełnią łączącą bez słów. Sposobów jest wiele, poszukaj tylko tego najwłaściwszego dla ciebie; tego szczegółu, który sprawi ci przyjemność i dzięki któremu twój dzień, pomimo tego, że wciśnięty w ramy, będzie dobry, bo przyniesie ci oprócz obowiązków coś, co cieszy. Pamiętaj, że to właśnie te drobne szczegóły codzienności składają się na życie, a kiedyś, sięgając pamięcią do minionych lat - naszych lub naszych bliskich, zapamiętamy właśnie tę drobną codzienną wyjątkowość, a nie szarpanie się z tym, na co często nie mamy wpływu. 

Fot. Monika Anna Oleksa 

Odwzajemnij uśmiech września i nie spoglądaj na narzucone kolejną jesienią ramy z niechęcią, bo przecież wchodzimy w nie po to, by móc docenić cudowność lata, które nadejdzie według wyznaczonego przez naturę rytmu, i aby właśnie na nich, jak na filarach, oprzeć naszą codzienność, porządkując ją i wartościując według pewnych norm nakreślonych częściowo przez życie, a częściowo przez nas samych. 

Fot. Monika Anna Oleksa 

A jako że jesienna ramówka kojarzy nam się z "przemeblowaniem" programów telewizyjnych i audycji radiowych, na blogu też powieje świeżością. Będę "odczarowywać" poniedziałki, starając się nakłonić siebie i Ciebie, aby spojrzeć na nie łaskawiej i choć troszeczkę je polubić. Wtorki pozostaną bardzo kulturalne, przybliżając ciekawe książki, spektakle teatralne, koncerty i dobrą muzykę dla koneserów; czwartki zaś, jak dotąd, będą bardzo literackie. Z nowości pojawi się młodzieżowa sobota, a w niej "Sobotnie zapiski licealistki", rozmowy z młodymi ludźmi, opowiadania dla młodzieży i polecana dla nich literatura. A po sobocie wyciszać nas będzie refleksyjna niedziela, czyli charakterystyczne i typowe dla mnie teksty, skłaniające do zamyślenia. Jeden tekst w tygodniu będzie anglojęzyczny, dzięki czemu nie tylko połączę wszystkie swoje pasje w jednym miejscu, ale i dam szansę czytelnikom, dla których polski nie jest językiem łatwym do zrozumienia :). 
Regularnie będą też pojawiać się ciekawe sprawy i ciekawi ludzie, powrócą "Czwartkowe obiady", w planie jest kolejna blogonowela, ale o tym na razie pomilczymy... A co poza tym? Przepisy ze szczyptą miłości, świat widziany oczami mojej suczki Mattie, bajkolandia, trochę o miłości, trochę o przyjaźni, trochę o życiu i jego złożonościach, i jeszcze o tym, co mi w duszy zagra pomiędzy pracą, pisaniem książki i codziennością, w którą wchodzę z nowymi oczekiwaniami i nową energią, którą dzielę się, podobnie jak słowami, razem z Tobą, życząc Ci dobrego i owocnego w drobne przyjemności tygodnia :). 
Monika A. Oleksa 

Moje Dąbki i moje pisanie... przyłapana przez męża :) 
Fot. Monika Anna Oleksa 

5 komentarzy:

  1. Bardzo ciekawie się zapowiada :) Uwielbiam długie spacery :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Kochana Moniko,
    bardzo się cieszę, że po okresie wakacyjnego odpoczynku wracasz z obfitością nowych pomysłów i planów! Twój blog jest dla mnie miejscem stałego wytchnienia od codzienności i źródłem dobrych natchnień. Muszę Ci powiedzieć, że niejednokrotnie zainspirowałaś mnie polecanymi na blogu lekturami. Tak było m.in. w przypadku powieści Hanny Kowalewskiej "Tam, gdzie nie sięga już cień" oraz książki Agnieszki Lewandowskiej-Kąkol "Siostry". Zgadzam się z Tobą w stu procentach, że p. Hanna Kowalewska jest niekwestionowaną mistrzynią słowa, a jej cykl o Zawrociu uważam za jedno z najważniejszych doświadczeń czytelniczych w moim życiu. Z niecierpliwością czekam, aż w bibliotece pojawi się najnowsza powieść autorki "Cztery rzęsy nietoperza".
    Pozdrawiam Cię najserdeczniej i życzę, aby w tej jesiennej ramówce zawsze znalazł się czas na chwilę zatrzymania i wyciszenia oraz drobne codzienne radości, których tak pięknie uczysz nas-czytelników wyszukiwać!
    Ucałowania:)
    Marysia Bisztyga

    OdpowiedzUsuń
  3. A ja już wyglądam niecierpliwie Eulalii :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Kiedyś Cejrowski opowiadał o równikowych plemionach, które mają tylko jedną porę roku. Monotonia trwa tam tak długo, jak długo znoszą ją ludzie. Wtedy pojawia się szaman. Ogłasza święto i jednym dniem pełnym ceremonii odnawia siły w ludziach. To tak, jak u nas z wakacjami. A nie da się wyobrazić świata złożonego z samego świętowania...
    Na pewno będę śledzić Twojego bloga. Trafiłem na niego niedawno, więc dopiero poznaję, jak wyglądał przed zmianami, ale na pewno po zmianach też będzie na co zwrócić uwagę. :)
    Zapraszam również do siebie; do miejsca, w którym dzielę się sam sobą: http://zabierzmiklawiature.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. Faktycznie potrzebujemy ram. Jeśli bolą nas one za bardzo, to znak, że trzeba coś zmienić, ze wybraliśmy złą drogę. Uwielbiam wypoczywać, kocham urlop, ale lubię też moją pracę. Ramówka ciekawa. Mam nadzieję, ze uda mi się częściej zaglądać. Ściskam mocno!

    OdpowiedzUsuń