sobota, 17 września 2016

Sobotnie zapiski licealistki

Fot. Marcin Piotr Oleksa 

- Weronika, a ty dokąd?
No tak, zaczęło się! Stanęłam prawie na baczność tuż przed drzwiami wejściowymi i przewróciłam oczami myśląc sobie, że dorośli mają bardzo krótką, a do tego wybiórczą pamięć. No bo z jednej strony wiecznie formułują zdania zaczynające się od: "Ja w twoim wieku...", a z drugiej zupełnie nie pamiętają, że młodość ma swoje prawa, i że nie można jedynie siedzieć nad książkami i uczyć się, bo życie jest po prostu na to za krótkie. 
- Mamo, jest sobota - jęknęłam. - Umówiłam się z Tosią na Starym Mieście. Sama powiedziałaś, że powinnam spędzać więcej czasu na świeżym powietrzu, a nie wiecznie siedzieć przed komputerem albo z nosem w telefonie, więc widzisz, że biorę sobie do serca twoje wskazówki i wychodzę. 
- Mówiąc o świeżym powietrzu miałam raczej na myśli dłuższe spacery z psem - mruknęła mama, ale wiedziałam, że sprytnie wytrąciłam jej z garści jeden z argumentów. 
- Przecież wychodzę z Ryfką regularnie, ale ona nie lubi ze mną długo spacerować. Woli ciebie. - Powiedziałam to, wiążąc buty, a wychodząc, krzyknęłam jeszcze za siebie: 
- Będę około dziewiątej!
- Wykluczone! - dobiegł mnie głos mamy, ale udałam, że go nie słyszę i zamknęłam za sobą drzwi, na wszelki wypadek szybko zbiegając po schodach. 
Wrześniowa sobota miała w sobie jeszcze smak wakacyjnej wolności. Była jak pocztówka lata, które wciąż żyło we wspomnieniach. Dwa tygodnie szkoły nie zdążyły tego zaburzyć, choć nauczyciele wyraźnie dawali nam do zrozumienia, że wrzesień już należy do nich, a matura, pomimo tego, że dopiero za dwa lata, nadejdzie szybciej niż się spodziewamy. Tą maturą straszyli od pierwszej klasy, jakby to była jakaś zła wiedźma, niemalże Baba Jaga, która chciała wsadzić do pieca Jasia i Małgosię. Póki co, dzieliły mnie jeszcze od niej dwa lata szkolne i w tej chwili nie zamierzałam się nią martwić. Zamierzałam za to wysłuchać relacji Tośki, która wczoraj była w kinie z Karolem z IIIa. Przez całą pierwszą klasę Tośka wpatrywała się w niego jak w obrazek i wzdychała za nim jak Julia z tęsknoty za Romeo, i najwidoczniej robiła to tak głośno, że Karol zwrócił na nią uwagę już na samym początku roku szkolnego. Fakt, że Tosia po wakacjach wyglądała naprawdę wystrzałowo. Grecka opalenizna pięknie komponowała się z rozjaśnionymi słońcem blond włosami, podkręconymi na końcach. W białych rurkach wyglądała tak zabójczo, iż nic dziwnego, że Karol w końcu ją dostrzegł. 

Fot. Marcin Piotr Oleksa  

Tosia czekała na mnie pod Bramą Krakowską, w tej chwili chyba najbardziej popularnym miejscem spotkań w Lublinie. Odkąd zamknięto Plac Litewski i tym samym "odebrano" nam historycznego "baobaba", pod którym się umawiano, został nam Mac albo Brama Krakowska, zdecydowanie dużo atrakcyjniejsza niż fastfoodowa sieciówka. Lubiłam naszą lubelską Starówkę z przedwojennym klimatem brukowanych uliczek, starych kamienic, urokliwych kawiarenek i specyficznych sklepików cynamonowych. Przechodząc przez Bramę Krakowską wchodziło się ze współczesnego miasta w inny świat, zwolniony, zatrzymany i nie tak zwariowany jak nasza codzienność. Tutaj czuło się klimat dawnego Lublina i tu biło serce mojego miasta. 
- Werka, nie uwierzysz! - Tosia promieniała. Wiedziałam, że ma mi dużo do opowiedzenia, i że na jednej czekoladzie w "Pożegnaniu z Afryką" się nie skończy. - On jest po prostu fan-tas-tycz-ny! Najpierw poszliśmy do kina, a potem zaprosił mnie na pizzę do Giuseppe, za którą zresztą sam zapłacił. Przegadaliśmy cały wieczór, i kurczę, tematów nam nie brakowało, rozumiesz? Ani razu nie zapadła ta głupia, krępująca cisza, w czasie której nie wiesz jak się zachować i co powiedzieć. Karol opowiadał mi tak fascynujące rzeczy o fizyce i astronomii, że zaczynam mieć wątpliwości, czy wybrałam właściwy profil. 
Popukałam się palcem w czoło, przerywając tym słowotok Tosi. 
- Ty i mat-fiz? Jesteś urodzoną humanistką, podobnie zresztą jak ja, a jeden wykład z fizyki, choćby nie wiem jak interesujący, nie oznacza, że odnalazłabyś się w zawiłościach matematycznych i prawach fizycznych. Sama sobie przypomnij jak się dziwiłaś, dlaczego w czasie jazdy krople deszczu na samochodowej szybie przemieszczają się w górę, zamiast spływać w dół. 
Tośka pojaśniała. 
- A wiesz, spytam go o to jutro. Chłopcy lubią jak docenia się ich mądrość. Coś na ten temat czytałam w babskich czasopismach. 
- Umówiliście się na jutro? - spytałam, zaskoczona taką częstotliwością spotkań w relacji, którą trudno było jeszcze jednoznacznie nazwać. 
- Uhm. - Tosia skinęła z dumą głową. 
- Ale przecież on jest w klasie maturalnej i powinien się uczyć - powiedziałam, zdając sobie sprawę, że nieświadomie powtarzam słowa własnej mamy. 
- Ale przecież on jest bardzo mądry i matura go nie przeraża - odpowiedziała Tosia, niedbale odrzucając na ramiona swoje prześliczne, naturalne blond włosy, których tak bardzo jej zazdrościłam. Zresztą nie tylko włosów jej zazdrościłam. Ona wzdychała do Karola, którego miała na wyciągnięcie ręki i wszystko wyglądało na to, że szykuje się na coś poważniejszego, ja natomiast mogłam jedynie powzdychać do zdjęcia, które stało u mnie na biurku oprawione w srebrną ramkę, a ten, który z tego zdjęcia się do mnie uśmiechał, nawet nie miał pojęcia, że spojrzeniem na niego zaczynam i kończę każdy dzień. Kacper. Student pierwszego roku medycyny. Wakacyjna znajomość, której nie mogłam zapomnieć. I odległość, która nas dzieliła, bo Kacper mieszkał w Świdnicy, a studiować miał we Wrocławiu. Beznadzieja. 
- Werka, ty mnie wcale nie słuchasz! - zirytowany głos Tośki spowodował, że wróciłam do rzeczywistości. 
- A na czym skończyłaś? - spytałam z roztargnieniem. 
- Spytałam, czy idziemy do "Pożegnania z Afryką" czy do "Akwareli"? 
- Zdecydowanie "Pożegnanie" - odpowiedziałam, wzdychając cicho, bo to jedno słowo uruchomiło cała lawinę letnich wspomnień, dzięki którym srebrna ramka ze zdjęciem Kacpra pojawiła się w moim pokoju...   cdn... 
Monika A. Oleksa 

Fot. Michał Andrzej Oleksa 

2 komentarze:

  1. Młodzieńczo, pięknie, letnio i wakacyjnie. I choć juz dawno nie jestem nastolatką, to czekam na dalszy ciąg. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo interesująco napisane - wciągnęłam się !!!

    OdpowiedzUsuń