poniedziałek, 22 maja 2017

Nocna szafka


Nocna szafka to jedno z najbardziej magicznych miejsc w domu. Magicznych i bardzo intymnych. To miejsce - mebel, kojarzące się ze spokojem, wyciszeniem i odpoczynkiem. Stos książek, albo jedna, odłożona w trakcie zaczytania. Szklanka z wodą. Może jakiś zeszyt lub notatnik. Jakaś spinka do włosów, jakaś biżuteria. I lampka rozpraszająca światłem mrok, nadająca wnętrzu przytulność, odganiająca tym światłem lęki. Nocna szafka, trwająca na straży przy łóżku, towarzyszka nocnych koszmarów i niemy świadek słów wyszeptywanych nocy, która skłania do zwierzeń. 
Nie mam nocnej szafki, ale mam duże, solidne biurko, którego skraj przejął tę rolę. Na tym wydzielonym kawałku stoi duży, rozmarzony anioł z rozłożonymi skrzydłami i bukietem róż w splecionych dłoniach. Nie kolekcjonuję figurek aniołów, ale wierzę w potężną moc istot anielskich, a szczególnie w moc tego, który mnie strzeże i prowadzi przez życie, mojego Anioła Stróża. Tę figurkę kupiłam w Wiśle za honorarium autorskie, stawiając ją na biurku jako symbol twórczej płodności. Wena też ją lubi, tę anielską figurkę. Często przy niej przysiada, albo wpatruje się w nią z tym swoim tajemniczym uśmiechem, który zawsze wróży coś dobrego. Płodność anioła i bliska relacja z Weną sprowadza do mojego domu nowych bohaterów, podsuwając nowe tematy i pomaga dopieścić te, nad którymi pracuję. Płodny anioł stoi więc na swoim, przydzielonym mu miejscu i przypomina, że już pora wziąć do ręki pióro i rozpocząć nową opowieść... 


Obok anioła leży stos książek. Towarzyszą mi w mojej codzienności, odrywając od niej i wciągając w świat, z którego ciężko się wychodzi. Zazwyczaj czytam dwie książki w tym samym czasie. W zależności od mojego dnia i nastroju, sięgam po jedną albo drugą. Delektuję się słowami, wgryzam się w zdania i śledzę historię, dając się jej wciągnąć. Są takie książki, z których bohaterami zaprzyjaźniam się tak bardzo, że zostają we mnie na zawsze. Są również i takie, które odkładam wiedząc, że nie wrócę już do tego autora, bo nie spełnił moich czytelniczych oczekiwań i tylko zabrał czas, jaki mogłabym poświęcić innej książce i innemu pisarzowi, być może jeszcze przeze mnie nie odkrytemu. Wszystkimi jednak książkami się dzielę, i tymi dobrymi, i tymi, które były dla mnie rozczarowaniem, mając świadomość, że tyle jest gustów czytelniczych, ilu ludzi sięgających po ten sam tytuł. Przeczytane książki pożyczam przyjaciołom i znajomym wiedząc, że najbardziej nieszczęśliwa książka to ta, która leży przykurzona nieczytaniem na półce. A ja chcę, żeby moje książki były szczęśliwe :). 
Pod tymi, które czytam obecnie, leżą książki do których zamierzam sięgnąć w następnej kolejności. Lubię na nie patrzeć, przyzwyczajając się do tytułów i okładek. Lubię myśleć o tym, jaką tajemnicę w sobie skrywają i co chcą mi przekazać. Lubię radość oczekiwania przed sięgnięciem po następną książkę. To uczucie towarzyszy mi od dzieciństwa, świadomość, że najlepsze dopiero przede mną i ciekawość, jak bardzo nowa powieść wciągnie mnie w świat, do którego zajrzę. 


Już wkrótce skończą się moje spotkania z Marie-Laure i Wernerem, głównymi bohaterami powieści nagrodzonej Pulitzerem w 2015 roku, "Światło, którego nie widać" Anthony'ego Doerr'a. Dużo skrajnych emocji wzbudziła we mnie ta powieść, do wielu przemyśleń skłoniła. Momentami była tak ciężka, że musiałam od niej chwilę odpocząć, sięgając po inną. Emocjami pewnie się podzielę po skończonej lekturze :). 
Po "Śmierć nie istnieje" sięgnęłam po pogrzebie Mamy. Nie potrzebuję na to dowodów, bo po prostu w to wierzę, ale ta książka jest jednym z etapów przepracowywania żałoby. Każdy musi ją przeżyć po swojemu, mnie jest łatwiej z taką lekturą. 
Na nocnej szafce czekają na mnie dość niecierpliwie dwa tytuły. Biografia Ireny Jarockiej, o której na pewno tutaj napiszę, bo bardzo cenie tę artystkę, oraz "Lawendowy pokój" Niny George. Zachwyciłam się nią po przeczytaniu "Księżyca nad Bretanią". Piękna i mądra opowieść o tym, że życie może smakować w każdym wieku, i że naprawdę dla każdego  z nas ma przygotowane niespodzianki, należy tylko wyjść mu naprzeciw i czasami nawet zaryzykować. 


Na mojej nocnej szafce, gdzieś między aniołem a książkami, leży cichutko różaniec przywieziony z polskiej Fatimy. Mój talizman, a raczej tarcza i broń. Ukojenie i pocieszenie. Z niego czerpię siły, a modlitwa różańcowa jest mi najbliższa ze wszystkich. Nigdy nie zostaje bez odpowiedzi, a ja, przytulając się poprzez te paciorki do serca Maryi, wiem, że przytulam się po prostu do Matki. 
Na nocnej szafce jest jeszcze moja szkatułka niezapomnienia, dzieło rąk Natalii Michalak, wrażliwej duszy i artystki ceniącej piękno. Wkładam do niej wszystkie skarby i zapisane karteczki z ważnymi informacjami (nie potrafię zbierać informacji w jednym terminarzu, potrzebuję wielu małych karteczek, z nimi czuję się o wiele lepiej niż z uporządkowanymi notatkami, pomimo tego, że jestem karteczkową bałaganiarą :)). Wkładam tam również strzępki dobrych wspomnień, do których chcę wracać. Lawendowa szkatułka niezapomnienia gromadzi to wszystko skuteczniej niż twarde dyski i pamięć nowoczesnych gadżetów. I jest tak bardzo osobista, że dotykanie i otwieranie jej sprawia mi przyjemność, bo kojarzy się z czymś dobrym. 
Nocna szafka to przedsionek wyciszenia po zabieganym dniu. Dobre miejsce z bliskimi i potrzebnymi przedmiotami. 
Jak wygląda Twoja nocna szafka? Podzielisz się tym ze mną? 
Życzę Ci dobrego tygodnia, wypełnionego wiosennymi dniami :D. Monika A. Oleksa 

    

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz