Wierzę, Panie...

Fot. Marcin Piotr Oleksa  

Kiedy człowiek zanurzony jest w cierpieniu, czas staje się bezczasem, a dzień zlewa się z nocą, stając się jednym trwaniem i walką życia ze śmiercią. Ale jak walczyć, skoro własne ciało wydaje się wrogiem, a każdy centymetr skóry i każda komórka sprawiają ból? I jak kibicować w tej walce stojąc z boku, kiedy serce rozrywa się na kawałki, bo nic zrobić nie można oprócz trwania i towarzyszenia w tej drodze przez mękę? 
Przychodzi taki moment przy szpitalnym łóżku bliskiej osoby, gdy słowa "bądź wola Twoja" nabierają głębszego sensu. Przychodzi taka chwila, gdy umęczony bólem człowiek pragnie już tylko jednego, odejść w pokoju i przerwać cierpienie, jakie staje się już nie do uniesienia zarówno dla cierpiącego, jak i współodczuwającego, czuwającego wraz z tym, który odchodzi. Przychodzi taki czas, gdy w ciszy szpitalnej sali możesz usłyszeć szept: "Czy wierzysz w Syna Człowieczego?". "A kim On jest, Panie?". "Jest Nim Ten, który teraz z tobą rozmawia. Ten, który jest z tobą od początku, najczulej jednocząc się z twoim bólem, obecny w tym cierpieniu, które nigdy nie jest na darmo. Tak jak na darmo nie był Krzyż, tak i wszystko czego doświadcza umęczony człowiek nigdy nie pozostaje jedynie cierpieniem w ziemskim i ludzkim wymiarze. Jest czymś głębszym. Czymś, czego żaden rozum pojąć nie potrafi, bo zrozumieć to można tylko wiarą. Czy wierzysz w to, że śmierć naprawdę została pokonana, i że ty też żyć będziesz?". 

Fot. Marcin Piotr Oleksa 

Wierzę, Panie. Wierzę, bo czymże byłaby Wielkanoc bez tajemnicy Zmartwychwstania, którą przyjąć może jedynie wiara, gdyż rozum potrzebuje wytłumaczenia popartego naukowymi dowodami.
Wierzę, Panie, że to wszystko, czego doświadczyła moja Mama, ma sens, i że jej cierpienie i nasze współcierpienie, wpisane jest w Twój Boży plan, który dla nas przygotowałeś. Wierzę, że te dni, które niepostrzeżenie przeszły w tygodnie, są potrzebne nam, nie Tobie, ale zrozumieć to będziemy w stanie dopiero wówczas, gdy staniemy twarzą w twarz z Tobą, odkrywając z zadziwieniem sens tego, co tutaj i teraz wydaje się zupełnie pozbawione sensu. 
Wierzę, Panie, i nie buntuję się widząc, jak nadzieja cichutko wychodzi z sali, ze smutkiem zamykając za sobą drzwi. Nie winię jej za to, bo wiem, że nasze życie tutaj jest tylko pewnym etapem, i przypominam sobie słowa świadomie wypowiedziane przez moją Mamę zaledwie tydzień temu: "Widziałam Światło, ale jak chciałam do niego podejść, ono ode mnie odchodziło.".  
Teraz jest blisko. Obie jesteśmy już na to gotowe. Dostałyśmy dla siebie czas, który był nam potrzebny, by na fundamencie miłości utrwalić to, co poobijało życie. 

Pragnienie

tak mi się już chce Nieba
idealnego Szczęścia 
wpisanego w Wieczność
miłości na zawsze
i bez końca
i Ciebie Boże
z Sercem
gotowym zaspokoić
wszystkie tęsknoty
Alina Dorota Paul z tomiku "Pod skrzydłami"
(www.alinadorota.tumblr.com)

Fot. Marcin Piotr Oleksa 

"Tylko w ciszy można żeglować po oceanie wspomnień. Tylko w ciszy usłyszysz nieme wołanie drugiego człowieka. W ciszy można wymierzyć subtelną wagę słów." W ciszy odchodzi człowiek. 
Moja Mama odeszła cichutko. Podarowała mi jeden z najpiękniejszych prezentów imieninowych. Czekała na mnie. Odeszła czwartego maja, z dotykiem mojej dłoni na policzku, pożegnana słowami: "Jestem, mamo. Jestem.". Czekała na te słowa. I czekała na mnie. 
Odeszła, a świat się nie zatrzymał. Ale zatrzymał się oddział endokrynologi, w milczeniu pochylając się nad tajemnicą śmierci. Przystanęły godziny zwyczajnego dnia, na jakiś czas obejmując mnie bezczasem. Moje życie już nigdy nie będzie takie samo, bo tej dziury w sercu nie zalecza czas. I choć wiem, że Mama jest przy mnie, tylko w innym wymiarze, zawsze już będę czuła jej brak. I nie przestanę za nią tęsknić. 
I choć w ludzkim pojęciu przegraliśmy tę walkę, wierzę, Panie, że tak naprawdę została ona wygrana. Ty przyjąłeś wszystko, i te ostatnie tygodnie, dni i godziny jej bólu, i wszystkie lata, gdy Mama zmagała się z ludzkimi słabościami. Ty jesteś Drogą, Prawdą i Życiem. Wierzę w to, Panie. 

Fot. Marcin Piotr Oleksa 

Z całego serca chciałabym w tym miejscu podziękować wszystkim lekarzom Kliniki Endokrynologi Szpitala Klinicznego przy ul. Jaczewskiego w Lublinie, za wielkie zaangażowanie i zawziętą walkę o moją Mamę. Szczególne podziękowania należą się doktor Ewie Obel, prowadzącej Mamę od początku, do samego końca mówiącej śmierci stanowcze: NIE!; oraz doktor Anecie Szafraniec za oddanie, wsparcie, dobre słowa i serce, tak bardzo potrzebne w tej szpitalnej rzeczywistości. 
Na ręce pani Anny Iwanek, pielęgniarki oddziałowej Kliniki Endokrynologi, składam ogromne podziękowania i wielkie wyrazy szacunku za trud pracy i poświęcenie cudownego zespołu pielęgniarek, którym kieruje. Dziękuję za łagodność i cierpliwość w stosunku do pacjentów i ich rodzin, za prawdziwą troskę, fachową opiekę i ciche bycie obok, kiedy po prostu brakuje słów. 
Dziękuję również paniom salowym za ich pracę, może i mniej spektakularną niż działania lekarzy, ale niezbędną, wykonywaną z pokorą i skromnością, a przy tym z poszanowaniem godności każdego pacjenta. 
Dziękuję za wszystkie słowa wsparcia i za modlitwę, bez której nie dałabym rady unieść tych minionych i obecnych dni. O tę modlitwę proszę, bo dzięki niej obie jesteśmy silniejsze, każda po swojej stronie mlecznej mgły. 
Tak, wierzę, Panie. Tobie zaufałam. Prowadź mnie...    
Monika A. Oleksa 

Fot. Marcin Piotr Oleksa 
    

Komentarze

  1. Moniko...pamiętam w modlitwie, prosząc o łaski i siły potrzebne dla Ciebie i Twoich bliskich w tym niełatwym czasie, przytulam mocno Ciebie,dziękując za to Twoje świadectwo. Modlę się też za Twoją Mamę, niech spoczywa w pokoju.

    Danusia

    OdpowiedzUsuń
  2. Przyjmij najszczersze moje kondolencje.Gdy umiera tak bliska osoba to zamyka się pewien etap w naszym życiu a bezpieczna przystań wydaje się nie istnieć...

    OdpowiedzUsuń
  3. Z Jej krzyżykiem na czole
    nieraz rozgrzanym do granic możliwości
    ruszałaś w nieznane
    Wiedziałaś że nigdy o nim nie zapomni
    Jak też o tym żeby odmawianym
    matczynym różańcem
    bronić Cię
    przed całym złem tego świata
    Teraz to wiesz
    Kiedyś może nie doceniałaś
    A potem na drogę
    gdy zostać sama miałaś
    powiedziała Ci
    resztką sił już bardziej z tamtej niż z tej strony
    Że Cię kocha
    Słowa jak ten krzyżyk
    zostały z Tobą
    na czas
    gdy Mamy już obok nie będzie
    Ale to tylko złudzenie
    Bo przecież różańca z ręki nie wypuści
    Choć paciorki z chmur już utkane
    I ledwie widoczne
    Lecz modlitwa matczyna
    I uściski Jej serdeczne zostają
    Na zawsze

    OdpowiedzUsuń
  4. Moniko!
    Serdecznie współczuję, myślami jestem z Tobą... R.

    OdpowiedzUsuń
  5. Kochana Moniko! Brakuje słów, by wyrazić współczucie w takich chwilach! Jestem z Tobą myślami i modlitwą. Modlę się też za duszę ś.p. Twojej Mamy. Jakiś czas nie zaglądałam na Twojego bloga. Dopiero dziś to odkryłam. Przytulam Cię mocno! Niech Dobry Pasterz dodaje Ci sił!
    Marysia

    OdpowiedzUsuń
  6. Przytulam do serca i otaczam modlitwą.
    Agata

    OdpowiedzUsuń
  7. Bardzo mi przykro z powodu Pani straty. Żadne słowa nie ukoją Pani bólu, ale wiem, że człowiek wierzący pomimo ogromu cierpienia nigdy nie zostaje sam, zawsze jest przy nim niewidzialna, czuła dłoń Chrystusa, który pokonał śmierć. Wspieram Panią w modlitwie.
    Pozdrawiam serdecznie. Katarzyna

    OdpowiedzUsuń
  8. Jedynie co mogę Moniko to westchnąć do Boga ....I tak jak Ty wierzę w sens cierpienia tak Twojej Mamy jak i mojej 7 lat temu.Fakt trudno się z tym pogodzić,ale jak nie uwierzyć ,że tu tylko pielgrzymujemy a całe życie przygotowujemy się do "prawdziwego życia".Przyjmij moje szczere wyrazy współczucia.

    OdpowiedzUsuń
  9. Przytulam Panią w sercu.

    Karolina L.

    OdpowiedzUsuń
  10. Kochani, dziękuję z całego serca za wszystkie te słowa wsparcia, za modlitwę, która mnie umacniała i nadal daje mi siłę od tego, aby na nowo podjąć codzienność; dziękuję za wszystkie esemesy, maile, telefony, rozmowy i przytulenia, i za trwanie przy mnie w tych trudnych chwilach. Nie jestem w stanie podziękować każdemu z osobna, ale z ogromną wdzięcznością przyjmuję to wszystko, mając świadomość, że wszystkie te słowa i modlitwy wypłynęły z Waszych serc. Dziękuję.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Podaj dalej

A w tle kwitną jabłonie...

Literacka Kanapa z Gwiazdą: Paweł Rosak