Literacka Kanapa: Krystyna Mirek

Źródło: Wydawnictwo FILIA

Na ten wywiad czekałam długo wiedząc, że pośpiech nie sprzyja dobrej rozmowie, a taka właśnie będzie ta, którą z przyjemnością dziś prezentuję. Na mojej Literackiej Kanapie usiadła Krystyna Mirek, spełniona kobieta, mądra pisarka, autorka wielu książek, które pokochały polskie czytelniczki. Zapraszam do lektury, zarówno naszej rozmowy, jak i książek Krystyny Mirek :).   

Fot. Monika A. Oleksa 

Monika A. Oleksa: „Życie jest wbrew pozorom proste. Dajesz to, co najlepsze, i to samo otrzymujesz z powrotem.” Pisze Pani w sposób mądry, a jednocześnie przystępny, o ważnych rzeczach, zwracając uwagę na wartości, które współczesny  świat lekceważy. W jaki sposób rodzą się pomysły na nową książkę i jak wygląda proces jej powstawania? 

Krystyna Mirek: Pomysły na książki otaczają mnie ze wszystkich stron, napływają całymi ławicami i mam duży problem w ustalaniu kolejności pisania.  Żyję po uszy zanurzona w prawdziwym życiu. Jestem mamą czwórki dzieci, żoną, pracuję, prowadzę dom. Spotykam się z przyjaciółmi, czytelnikami, jeżdżę na spotkania autorskie do dużych miast i małych wiosek, cały czas się uczę, realizuję pasje.  Mamy kota, psa, ogród do obkopania. Życie tętni wokół mnie nieustająco. I podsyła pomysły na kolejne opowieści.
Zwykle przyglądam im się. Czasem długo to trwa, aż powstanie z nich powieść. Niektóre mocno się tego domagają, nachodzą mnie w snach i najmniej spodziewanych momentach. Nie dają spokoju. Inne mówią ciszej. Te, które zamykam w książkach, milkną i na chwilę jest spokój, ale zaraz potem odzywają się następne. Na razie kolejka pomysłów na opowieści do napisania jest długa, wydawca się cieszy. Ale to ode mnie niezależne. Jeśli kiedyś napływ opowieści się skończy, pomysły przestaną płynąć wartką falą, ja też przestanę pisać.

Monika A Oleksa: Jakbym słuchała o sobie! Ze mną jest zupełnie tak samo i cieszę się, że mam możliwość spotkania z wrażliwą, artystyczną i pokrewną duszą :). Kiedy pasja pisania stała się pomysłem na życie? 

Krystyna Mirek: To stało się dość późno. Wiele lat pracowałam w szkole i bardzo lubiłam swój zawód.  Od dziecka natomiast uwielbiałam czytać i ta pasja w pewnym momencie poprowadziła mnie krok dalej. Zapragnęłam napisać własną powieść. Ale od tego momentu do wydania pierwszej książki minęło dziesięć lat. Długo się przygotowywałam, uczyłam, wciąż to robię.
Nie chciałam być pisarką, dla której tworzenie opowieści to hobby wykonywane po godzinach. Moje marzenie było inne. By robić to zawodowo, w pełni się poświęcając temu zajęciu. To nie jest łatwe zadanie do osiągnięcia w polskich warunkach. Ale krok po kroku udało się. 

Fot. Dariusz Kołakowski

Monika A. Oleksa:  „Rzadko się zdarza, żeby ktoś chciał świadomie wyrządzić komuś krzywdę. Częściej zapętla się we własnych uczuciach, nie mogąc znaleźć dobrej drogi. Myli się, gubi w swoich emocjach, a kiedy wreszcie zyskuje jasność, czasem jest już za późno, by się wycofać, nikogo przy tym nie raniąc.” („Szczęśliwy dom”). Czasami zostajemy skrzywdzeni tak bardzo, że trudno nam wybaczyć. Czy zawsze daje Pani ludziom drugą szansę?

Krystyna Mirek: To zależy od sytuacji. Od łączącej nas relacji. Swoim bliskim, których kocham, daję milion drugich szans. Bez końca. Bo wiem, że nikt z nas nie jest ideałem i każdy się zmaga ze swoimi ograniczeniami. Ja też.
Jeśli chodzi o przyjaciół czy znajomych, to świadomie dobieram grono ludzi, wśród których przebywam. Jest ono stałe od wielu lat, czasem ktoś nowy do tej grupy dołącza. Teraz coraz częściej są to czytelniczki, z którymi się zaprzyjaźniam. Ale niczego nie robię na siłę. Jeśli nie ma zrozumienia i sympatii, przechodzę nad tym do porządku dziennego ze spokojem. Nie żywię uraz, nie uczestniczę w konfliktach ani nie zajmuję się tak zwanym robieniem dymu wokół jakichś afer. Szkoda mi na to czasu i energii. Ale niektórych osób do swojego życia nie zapraszam.  Na świecie jest mnóstwo osób, nie ma szans, by z każdym było nam po drodze.  A potrzebujemy czasu, by zadbać o tych, którzy są nam bliscy. Natomiast każdemu dobrze życzę i jestem bardzo otwarta na ludzi, których szczerze lubię. Być może dlatego udaje mi się oddawać ich prawdziwe emocje w książkach.

Monika A. Oleksa: Teraz już wiem, co mnie tak do Pani przyciągnęło po lekturze Pani książek. Intuicja! 
„Lubię, jeśli to, na co mam wpływ, jest piękne.” Czy podobnie jak Helena Zagórska, jest Pani estetką? Jakich warunków potrzebuje Pani do pisania? Czy to, co Panią otacza, ma wpływ na słowa, z których splatają się opowiadane przez Panią historie? 

Krystyna Mirek:  Pisać potrafię w prawie każdych warunkach, choć oczywiście lubię robić to we w miarę spokojnym i przystosowanym do potrzeb miejscu. Kiedy zaczynałam, jako mama trójki dzieci i nauczycielka na pełnym etacie, nie miałam żadnych warunków do pracy. Ani czasu, ani spokojnego miejsca. Wstawałam o piątej rano, kiedy wszyscy jeszcze spali i tak powstały trzy pierwsze powieści. Bez żadnych warunków. Pisane w kuchni podczas gotowania, na przystankach, w przychodniach, w każdej wolnej chwili. Było ciężko. Ale dzięki temu, że wtedy przetrwałam, dzisiaj mam bardzo dobre warunki do pracy. Już nie uczę w szkole, pisanie to mój jedyny zawód. Pracuję, kiedy najmłodszy synek idzie do przedszkola, a córki do szkoły. Mam swoje biurko na poddaszu, książki i świeże kwiaty w wazonie, które bardzo lubię. Ale nie daję sobie taryfy ulgowej. Wciąż działam intensywnie i jeśli trzeba jechać w drogę z laptopem na plecach, pisać w pociągu czy na dworcu, nie narzekam. To moje marzenie

Monika A. Oleksa: Która z Pani bohaterek najbardziej przypomina Krystynę Mirek? 

Krystyna Mirek: Żadna i każda jednocześnie. Mocno wchodzę w każdą opisywaną postać i czuję jej emocje. Rozumiem dobrze motywy jej postępowania, nawet jeśli jest to tak zwany czarny charakter. Każdej w jakiś sposób oddaję cząstkę siebie. Ale żadna z nich nie jest mną. Gdyby tak było mogłabym napisać tylko jedną opowieść. O kobiecie takiej jak ja. Tymczasem za mną już siedemnaście książek i mówią one o bardzo różnych osobach. Każda jest inna.

Monika A. Oleksa: „Mama udzieliłaby jej dobrej rady. Jakkolwiek trudne doświadczenia by nas nie spotkały, nie wolno tracić ufności wobec ludzi. Pozwolić, by serce ze strachu przed kolejnym zranieniem stało się zbyt twarde. Można się bowiem łatwo przemienić w zgorzkniałego, przedwcześnie starego człowieka, który na nic dobrego już nie czeka i w związku z tym niczego też nie dostanie.”  Zaufanie do ludzi często zostaje wykorzystane, wrażliwość i empatia często postrzegane są jak naiwność, a na dobro, którym człowiek chce się dzielić, niejednokrotnie spadają anonimowe hejty. Jak nie stracić wiary w ludzi i zachować wartości w świecie, który niczego już nie ceni? 

Krystyna Mirek: Dobrze się sprawdza w życiu dobro, uczciwość i prawość, to o nich mówię w każdej książce. I jestem przekonana, że te słowa są prawdziwe. Ale nie wolno mylić dobra z brakiem rozwagi, namysłu czy zwyczajną naiwnością. A granica często jest cienka. 
Stąd właśnie wynika to bardzo częste nieporozumienie. Ktoś mówi: byłem taki dobry, a spotkała mnie niewdzięczność. Ale jeśli tak na zimno przyjrzeć się jego sytuacji, można dostrzec, że nie był dobry, tylko naiwny. Nie pomyślał, za szybko podjął decyzję, nie sprawdził faktów, nie kierował się trzeźwą oceną sytuacji tylko własnymi pobożnymi życzeniami, a to już z dobrem niewiele ma wspólnego, więcej z brakiem rozwagi.
Często w taką pułapkę wpadają kobiety, które mają naturalną skłonność do poświęceń i brania na siebie zbyt wielu obowiązków. Mówią często zbolałym głosem: jestem dobrą żoną i mamą, wszystko poświęciłam dla męża i dzieci, a  zmagam się z niewdzięcznością. Dzieci i mąż nie potrzebują wszystkiego, tylko mądrej, wspierającej miłości od kobiety, która jest silna, uśmiechnięta, łagodna i miła, bo potrafi też zadbać o własne potrzeby.
Jestem całkowicie przekonana, że dobro wraca. Ale dobro nie wyklucza, a wręcz wymaga mądrości, rozwagi, stanowczości, dbania także o własne zasoby.

Fot. Archiwum własne autorki


     Monika A. Oleksa: Helena Zagórska, bohaterka sagi „Jabłoniowy sad”, dla całej rodziny Zagórskich jest filarem, na którym opierają się jej pojedynczy członkowie. Jak ważna jest w Pani życiu rodzina? Czy obraz mamy, która jest centrum życia rodziny, wyniosła Pani z rodzinnego domu? Jaką mamą jest Krystyna Mirek? 

   Krystyna Mirek: Jestem mamą trzech dorastających córek i małego synka. Więc kobietą bardzo zaangażowaną w macierzyństwo. Właściwie całe życie jestem mamą. Pierwsza córkę urodziłam w wieku dwudziestu czterech lat, a najmłodszego synka tuż przed czterdziestymi urodzinami. To mój świat i najbliższe sercu działanie. Teraz w naszym domu mocno tętnią dwa bieguny. Dorastających nastolatek i małego przedszkolaka. Ciągle wiele się dzieje. To radość, ale też wyzwanie. Jestem mamą szczęśliwą i spełnioną. Bardzo dobrze czuję się w moim domu. Mam bliski kontakt ze swoimi dziećmi. Ale nie jestem mamą idealną. Jak każda kobieta uczę się tej roli całe życie. Szukam, badam, popełniam błędy. Czasem brakuje mi sił.

  Monika A. Oleksa: Czy duża i zawsze mogąca na siebie liczyć rodzina Zagórskich przypomina w czymś Pani rodzinę? Czy Zagórscy istnieją naprawdę (oczywiście nie chodzi tu jedynie o zbieżność nazwisk), czy są jedynie wytworem wyobraźni autorki?

   Krystyna Mirek:  Rodzina Zagórskich powstała w mojej wyobraźni, jak wszyscy bohaterowie powieści, które piszę. Nie wzoruję się na własnej rodzinie ani znajomych osobach. Ale jednocześnie jest to dom, o którym wiele osób mówi, że przypomina im ich własny, w którym wyrośli lub chcieliby w takim zamieszkać. Bohaterki są tak zróżnicowane wiekiem, charakterem, doświadczeniami życiowymi, że w tej opowieści odnajdują część siebie osoby młodsze i starsze, studentki, panie na emeryturze, samotne i mężatki z dowolnym stażem.
    Moja rodzina jest do Zagórskich podobna pod tym względem, że też mieszkamy w domu, ale tylko w otoczeniu czterech jabłonek :), i też ciągle się u nas coś dzieje. Lubimy pić razem herbatę, chętnie na tarasie i kochamy książki. Ale na tym podobieństw koniec i wszelkie inne wydarzenia, cechy i wątki należą wyłącznie do Jana i Heleny Zagórskich. To ich własne życie.

   Monika A. Oleksa: „Nie miał obiekcji moralnych. Nawet chyba nie znał takiego sformułowania. Po prostu postanowił, że osiągnie w życiu sukces. Każdą dostępną drogą. Ta wydawała mu się łatwa.” Żyjemy coraz szybciej oczekując od życia, że będzie nas dopieszczało przyjemnościami, niosło na fali i wciąż zaskakiwało. Chcemy mieć, dostać, osiągnąć – jak najwięcej w jak najkrótszym czasie. Czy nie wydaje się Pani, że brakuje nam, współczesnym, pokory i wdzięczności za to, co mamy? 

  Krystyna Mirek: Z całą pewnością ludzie są różni i nie można generalizować. Ale widać, że choć poziom życia w naszym kraju znacznie się podniósł w ciągu ostatnich lat, mamy więcej możliwości i komfortu, to poziom szczęścia trzyma się na podobnym pułapie. Wiele osób skupia się całymi dniami na tym, czego im jeszcze brakuje do pełni. Nie doceniają zwykłych dobrych rzeczy, błyskawicznie przyzwyczają się do lepszego i dopiero, kiedy ich życiem wstrząśnie prawdziwe nieszczęście, odwracają głowę i dostrzegają, jak wiele mieli szans, by się cieszyć, a jednak z nich nie skorzystali. Myślę jednak, że teraz wiele się w tym względzie zmienia na lepsze. Jesteśmy coraz bardziej świadomi i to dobry znak.
  Wierzę, że w życiu najważniejsze są proste prawdy i wciąż je powtarzam w swoich opowieściach. To one decydują o tym, czy życie będzie szczęśliwe. Wszyscy je w większości znamy, dlatego paradoksalnie wcale o nich nie myślimy, nie stosujemy na co dzień. Stąd tak wiele trudności. Te proste metody nie wymagają nakładów finansowych, choć czasem trochę czasu, a dają rewelacyjne efekty.
   Doceniaj dobro. Bądź wdzięczny. Myśl dobre myśli. Wypowiadaj dobre słowa. Szanuj swój czas i energię. Jedz dobre potrawy i spotykaj się z dobrymi ludźmi. Stawiaj sobie dobre cele. Bądź pracowity, odważny i uśmiechnięty. Dbaj o siebie z życzliwością. Jeśli mówisz, że rodzina jest dla ciebie najważniejsza, niech twój rozkład dnia będzie tego dowodem. Najcenniejsze, co możesz dać bliskim, to wartościowy czas.
  To oczywiście bardzo szeroki temat. Ja się nim fascynuję od lat i wciąż odkrywam nowe rzeczy, ale już te kilka prostych rad wprowadzone w życie, może wiele zmienić.




  Monika A. Oleksa: Nie mogę nie zapytać o Pani fascynacje literackie i nazwiska, na których Pani wyrastała i słowami których nasiąkała. Ciekawa jestem również którego ze współczesnych pisarzy ceni Pani najbardziej i dlaczego? 

   Krystyna Mirek: To jedno z pytań, które w wywiadach sprawia mi największą trudność. To tak jakbym po piętnastu latach pracy w szkole miała wymienić jednego ucznia, który był dla mnie ważny. To niemożliwe, bo było ich bardzo wielu. Podobnie jest z ważnymi, ulubionymi książkami.
  Zawsze dużo czytałam. Wychowałam się na klasyce. ,,Dzieci z Bullerbyn”, ,,Błękitny zamek” ,,Ania z Zielonego Wzgórza”. Potem seria Małgorzaty Musierowicz, której styl pisania podziwiałam. W liceum czytałam mnóstwo poezji. Znałam wszystkie sonety Mickiewicza na pamięć i sporą część ,,Dziadów”. Następnie przyszedł czas na Ryszarda Kapuścińskiego i jego reportaże. Pomiędzy nimi wczesne kryminały Joanny Chmielewskiej na poprawę nastroju. Zaraz potem dorosłe życie i czasem zderzenie rzeczywistości z legendą. Nadal jednak wiele we mnie pozostało z dawnych fascynacji. Dziś nie mam już jednego mistrza, choć go szukam. Czytam bardzo dużo - powieści, poradników, felietonów, opowiadań. Wiele mi się podoba, czasem wyciągam z nich jakąś ważną naukę lub po prostu przyjemnie spędzam czas, co jest dla mnie jedną z liczących się wartości. Lubię polskich autorów, a ponieważ  dużo się na naszym podwórku literackim dzieje, więc na brak książek do przeczytania nie narzekam.

    Monika A. Oleksa: „Los patrzy na ciebie. Jeśli widzi, że tobie nie zależy, to i on się nie stara. Nigdy nikt nie będzie cię szanował bardziej niż ty sama.”. Kornelia Rudnicka, bohaterka Pani najnowszej powieści „Słodkie życie”, uświadamia sobie najprostszą, a jednocześnie tak trudną w realizacji prawdę, że ster naszego życia jest naprawdę w naszych rękach, i jeśli sami nie zrobimy kroku w stronę zmiany tego, co nam przeszkadza, nikt za nas tego nie dokona, a my utkniemy w sytuacji i rzeczywistości, która w pewnym momencie staje się dla nas klatką. Co skłoniło Panią do napisania tej powieści, i czy lubi Pani swoją bohaterkę?Ja – przyznam szczerze, dużo bardziej kibicowałam Lenie niż Kornelii, ale myślę, że każdy czytelnik ma prawo do własnego odbioru książki, z bohaterami której naprawdę się zżywa – a takie są właśnie historie opowiadane przez Panią. Bliskie. Znajome. I takie, po które chce się sięgać z poczuciem, że ich lektura nie będzie zmarnowanym czasem.  

   Krystyna Mirek: Kiedy piszę jestem każdą bohaterką. Siedzę w jej głowie i  w sercu. Patrzę na świat jej oczami. Czuję strach, radość, frustrację. Staram się trzymać emocje na wodzy, ale często zdarza mi się płakać, wystraszyć lub śmiać się podczas pisania, a już bardzo często jestem zaskakiwana rozwojem wypadków. Ja kibicowałam oczywiście obu bohaterkom, ale wiem, że Czytelniczki wybierają jedną lub drugą w zależności od swoich upodobań lub życiowej sytuacji. To dobrze. Jesteśmy różni, tak jak opowieści, najważniejsze, by każdy odnalazł coś ważnego i przyjemnego dla siebie. 

   Pani Krysiu, serdecznie dziękuję za tę interesującą rozmowę, która pozwoliła zarówno mi, jak i Czytelnikom, poznać Panią jeszcze bliżej, zatrzymując się jednocześnie na dłuższą chwilę przy wybranych z Pani książek zdaniach, niby zwyczajnych, a jednak z głębią i przesłaniem, jak choćby to, pochodzące z najnowszej powieści "Słodkie życie": "Małe czyny są cenniejsze niż wielkie, bo zdarzają się częściej w naszym życiu i wbrew pozorom mocno decydują o naszej przyszłości." 
  "Słodkie życie" to przesycona mądrością powieść o tym, że życie nie jest splotem przypadków niezależnych od człowieka, bo tak naprawdę wiele zależy od nas samych i od tego, czy znajdziemy w sobie na tyle odwagi, by sięgnąć po marzenia. Gorąco polecam! I "Słodkie życie" i inne książki Krysi Mirek, po której powieści sama sięgam z przyjemnością wiedząc, że mnie nie zawiodą. 
   Monika A. Oleksa  


Fot. Dariusz Kołakowski





  




Komentarze

  1. Świetny wywiad! Uwielbiam książki Krystyny Mirek,czytałam i mam wszystkie, a na każdą kolejną czekam z niecierpliwością (: Też miałam skojarzenie, że jesteście do siebie podobne - to samo ciepło, wrażliwość, sposób postrzegania świata. Podziwiam niestanie sposób w jaki pani Krysia łączy pasję z obowiązkami, jednocześnie utrzymując bliskie więzi rodzinne (: Pozdrawiam Cię serdecznie (: Renata

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście miało być "nieustannie" (: Kilka razy skasowałam sobie tekst i tak poprawiałam, że poszło z błędem ):

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Podaj dalej

Otwock - miasteczkiem Pana Andersena: spotkanie autorskie