Literackie Czwartki: "Galeria na Złotej" - fragment

Fot. Marcin Piotr Oleksa 

Kryształowy dzwoneczek zadźwięczał znajomo, gdy odwrócona plecami do drzwi Emilia pakowała do płóciennej torby pusty pojemnik po sałatce i jednego anioła z obszczerbionym skrzydłem, którego nie chciała oddawać Wiktorii, lecz postanowiła zabrać ze sobą do domu. 
- Dobry wieczór! - Na dźwięk znajomego, wytęsknionego głosu, twarz Emilii pojaśniała, czego nie udało jej się ukryć przed Januarym. 
- Widzę, że anieli na ziemię spłynęli i galerię obsiedli. 
- Widocznie po drodze im było, a może postanowili na Złotej odpocząć przed dalszą wędrówką. 
- Cokolwiek ich tu sprowadziło, nie wybrali tego miejsca przypadkowo. - January ściszył głos, bo Emilia właśnie odwróciła się w jego stronę, pozwalając zajrzeć w tęsknotę zapisaną w spojrzeniu zielonych oczu. 
- A co sprowadziło ciebie? - spytała zaczepnie. 
- Noworoczne życzenia. Nie złożyłem ci ich właściwie, bo zasięg w górach tak się rwał, że sam siebie nie rozumiałem. Dlatego przyszedłem by życzyć ci dobrego, wyjątkowego i bogatego w wydarzenia Nowego Roku. 
- Napijesz się dobrej herbaty? - Emilia zapraszającym gestem wskazała na mały stolik na wysokiej rzeźbionej nóżce, wyszukany na targu staroci odbywającym się w Lublinie w każdą ostatnią niedzielę miesiąca. Po obu jego stronach stały dwa małe fotele, kuszące do chwili odpoczynku i rozmowy. 
- Nie chciałbym cię zatrzymywać. Wydaje mi się, że szykowałaś się do wyjścia. 
- Z przyjemnością wypiję z tobą herbatę. Mam specjalną mieszankę ze świerżowskich łąk, zebraną i przygotowaną przez Alę Giedz. Wyczaruję ci lato w filiżance w środku zimy. 
January zdjął kurtkę i przewiesił ją przez oparcie stojącego za biurkiem krzesła, a potem stanął, krzyżując ramiona na piersi, i patrzył zafascynowany na Emilię i jej rytuał zaparzania herbaty. Kiedy się pochylała nad imbrykiem, pasma długich włosów zsuwały się na twarz kobiety jakby chciały ją sobą otulić. Światło ściennych lamp wplatało się gdzieniegdzie w miedzianą rudość, lśniąc jak słońce odbijające się w złocie. Spokojne ruchy kobiety koiły, a zapach zaparzonej herbaty sprawił, że Januaremu zakręciło się w głowie, i musiał podeprzeć się o biurko, aby się nie zachwiać. Być może puszczało go zmęczenie ostatnich intensywnych dni, a może Emilia rzeczywiście była czarownicą, jak nazywali ją niektórzy. On wolał myśleć o niej jak o czarodziejce. Zdecydowanie pochodziła z dobrej bajki. 

Fot. Marcin Piotr Oleksa 

- Zapraszam. - Emilia usiadła na jednym z foteli, dając tym Januaremu do zrozumienia, że on powinien zająć ten drugi. - Jeszcze chwilę musi naciągnąć w czajniczku, ale w międzyczasie poczęstuj się ciasteczkami korzennymi. Napiekłyśmy ich z Klaudią na Nowy Rok. Co prawda nie mają karteczki z wróżbą w środku, ale do każdego z nich starałyśmy się dodać szczyptę magii. 
- Jesteś naprawdę niesamowita, Emilio. - Oczy Januarego roześmiały się do kobiety. 
- To samo mogę powiedzieć o tobie, January. - Odpowiedziała, uśmiechając się do tych oczu i do mężczyzny, który w niewytłumaczalny sposób odpowiedział na jej tęsknotę. 
- I znów rok zatoczył koło... - zaczął January, zapatrzony na płomień świecy, którą zapaliła Emilia. 
- Tak. Zatoczył koło i koniec połączył z początkiem. - Emilia sięgnęła po imbryk i nalała do dwóch różnych filiżanek bladożółty płyn. - Czas przegląda się w lustrze, zadziwiony własnym odbiciem. Wszystko jest jeszcze takie nowe, wygładzone jak świeży śnieg, pełne nadziei. Myślę, że właśnie teraz każdy z nas dostaje czas, aby poukładać rozsypane kawałki życia, biegnącego wciąż przed siebie bez tchu i chwili odpoczynku. Jak ziarenka piasku w klepsydrze, tak w życiu człowieka przesypują się sprawy drobne i wielkie, ważne wydarzenia i zupełnie zwyczajne drobiazgi, splatając się ze sobą w odświętności i codzienności, zabarwiając szare dni pastelowymi kolorami prostej radości życia. 
- Czasami bywa tak, Emilio, że tych pasteli zupełnie nie można dostrzec. Człowiek żyje w szarości i w pewnym momencie tak do niej przywyka, że nawet już nie oczekuje, iż mogłoby być inaczej. - January podniósł delikatną filiżankę i upił z niej łyk herbaty. Smakowała letnią łąką. Rozgrzewała, ale i orzeźwiała, zostawiając po sobie finisz trudny do określenia, i długo pozostający w pamięci podniebienia. 
- Może dlatego, każdego roku od nowa, dostajemy styczeń, który zawsze jest umownym początkiem? Wraz ze styczniem człowiek dostaje kolejne szanse na przemienienie swojego życia oraz czas, który jest najbardziej cennym prezentem, ofiarowanym każdemu z nas z osobna. Ten czas możemy wykorzystać lub zmarnować, możemy pozwolić aby przeciekł przez palce, albo upłynął, przynosząc poczucie dobrze wypełnionych obowiązków i świadomość, że wykorzystaliśmy dane nam dni, przekazując komuś dobrą nadzieję, dzieląc się sobą i tym, co w nas najlepsze.
- Tak wiele się od ciebie uczę. Żyjesz pięknie i masz ten dar dzielenia się sobą i tym, co w tobie najlepsze. 
Emilia pochyliła głowę zawstydzona. Nie przywykła do komplementów. Dużo częściej spotykała się z wyśmiewaniem, pobłażliwym kiwaniem głowy czy spojrzeniami nie akceptującymi jej inności. Tu, w Galerii, ludzie akceptowali ją taką, jaką była. Artystkę mającą prawo do odstawania od norm tworzonych przez większość. Poza tym miejscem jednak niejednokrotnie traktowano ją jak wariatkę, bo była inna. Kochała życie i wciąż starała się do niego uśmiechać. Szanowała najdrobniejsze nawet stworzenie, cieszyła się drobiazgami i tańczyła w kroplach deszczu, nic sobie nie robiąc z tego, że innym może wydawać się to śmieszne. Uwielbiała kapelusze, które były jej słabością, i nigdy na nic nie narzekała ani na nic się nie skarżyła. Żyła cichutko i skromnie, bardziej pomagając ludziom niż wchodząc im w drogę, a mimo to byli tacy, którzy wytykali ją palcami jak czarownicę. 
- Ja po prostu lubię ludzi. I staram się ich dostrzegać. 
- Gdybym mógł tak po prostu obudzić się i zobaczyć wszystko inaczej, zamiast w bezbarwnym, to w tym pastelowym świetle. Już nie proszę o tęczę, wystarczy mi kilka delikatnych kolorów. Czy proszę o tak wiele? Chyba tak, bo wciąż nic się nie zmienia. Od lat...
Emilia miała ochotę dotknąć dłoni Januarego i przekazać mu swoje ciepło. Nie starczyło jej jednak dziś na to odwagi. Podniosła głowę i powiedziała, patrząc z czułością na mężczyznę. 
- January, to nieprawda, że rzeczy dzieją się same, i że nie mamy wpływu na swoje życie. To my zapisujemy osobiste kartki własnych kalendarzy drobnym pismem lub tylko obrazkami, i od każdego z nas indywidualnie zależy, jaka ta kartka będzie - starannie zapełniona i zapisana w pamięci jak dobre wspomnienie, do którego z radością się wraca, zabazgrana byle jak, ot, aby tylko coś na niej było i aby już ją przewrócić, ukryć i przejść do następnej, czy po prostu pusta. I tak jak od nas zależy jak zakończymy nawet najgorzej zaczęty dzień, i z jaką myślą położymy się spać, pomimo ciężaru problemów jakiego każdy człowiek w życiu doświadcza, tak i sami jesteśmy w stanie wziąć swoje życie we własne ręce i postarać się zrobić choć tyle, aby w każdym dniu dostrzec chociaż jeden drobny promyk słońca, przynoszący małą chwilę radości. Ja myślę, January, że ta szarość jest po prostu w tobie, i to ty sam nie chcesz wpuścić do swojego życia słońca i tych pasteli. Schroniłeś się w tej bezbarwności, bo w niej łatwiej ci było odnaleźć się w pustce, a potem tak do niej przywykłeś, że nie chcesz niczego zmieniać, bo czujesz się w takim stanie w miarę bezpiecznie. Stabilnie. Może pora spojrzeć życiu prosto w oczy i spróbować wynegocjować w nim więcej dla siebie? 
- Gdyby to było takie proste, Emilio.   

Herbaciarnia u Dziwisza w Kazimierzu Dolnym nad Wisłą

Emilia sięgnęła po ciasteczko, zachęcając Januarego do tego samego. Korzenny smak przypomniał święta Bożego Narodzenia i życzenia, które wraz z Klaudią sobie składały. 
- To jest proste, January, tylko musisz w to uwierzyć. - Spojrzała na mężczyznę oczami, w których odbił się płomień stojącej między nimi świecy. - Życzę ci w tym Nowym Roku wiary, że na końcu drogi zawsze jest światło, i że każde trudne doświadczenie ma sens i dokądś prowadzi. Życzę ci, abyś potrafił zaufać swojemu sercu, które poprowadzi cię tam, gdzie jest pastelowo. Życzę ci nieustannego zachwytu nad życiem i wypełniania pustych kartek kalendarza dobrem, które wraca pomnożone. I życzę ci, January, pokoju serca oraz bliskości choć jednego człowieka, który patrząc na ciebie z serdecznym uśmiechem wypowie te błogosławione słowa: "Dobrze, że jesteś!". 
- Tęskniłem za tobą, Emilio. - Słowa wymknęły się Januaremu zanim on sam zrozumiał treść, jaką przekazały. 
- Ja też za tobą tęskniłam. - Cichy głos Emilii wypowiedział prawie szeptem to, co jej serce chciało wykrzyczeć. 
January miał wrażenie, że wszystkie styczniowe anioły spoglądają na niego, uśmiechając się zachęcająco jakby dodawały mu odwagi. Nie wiedział, czy będzie jej miał w sobie na tyle, aby zostawić za sobą przeszłość i śmiało spojrzeć w oczy temu, co proponowało mu życie. Dziś wiedział tylko tyle, że Emilia jest niezwykłą kobietą, i że przy niej odpoczywa. Ale czy pozwoli sobie na coś więcej? Tego nawet sam January nie wiedział. W tym magicznym wieczornym momencie mężczyzna obiecał sobie i aniołom, że będzie uczył się żyć w sposób, w jaki proponowała mu Emilia, przyjmując codzienność taką, jaka jest, i nie odwracając się od tych niespodzianek, jakimi życie chciało go jeszcze zaskoczyć... 
Monika A. Oleksa (powyższy fragment pochodzi z najnowszej książki "Galeria na Złotej", nad którą obecnie intensywnie pracuję :D. Książka ukaże się nakładem Wydawnictwa Zysk i S-ka).

Herbaciarnia u Dziwisza
      

Komentarze

  1. Zapowiedź kolejnego pięknego utworu tworzonego z pasją i sercem. Książka napełniająca czytelnika optymizmem, energią do działania, do walki o siebie i o to co życiu piękne i ważne, a bardzo często lekceważone przez nas samych z powodu braku motywacji. Pozdrawiam gorąco :-)nadjja

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja droga I., dziękuję za te słowa (i wszystkie inne!), ogromnie ważne, bo mnie samą motywujące do poszukiwań w głębi siebie zdań pomocnych w książce opowiadającej o życiu, jego blaskach, ale i licznych cieniach; i o ludziach, nie zawsze takich, jakich chcielibyśmy mieć obok siebie, a przecież tak często nie mamy wyboru... Mamy za to w sobie siłę, którą chcę pokazać swoim bohaterkom wierząc, że będą dzieliły się nią z kobietami.
      Pozdrawiam najserdeczniej i bardzo, bardzo ciepło!
      M.

      Usuń
  2. Jeśli krótki fragment rozbudza takie emocje i budzi tak ogromną ciekawość, to lektura książki będzie, zaiste! - ucztą dla oczu, uczuć, i serca :)
    Niezmiennie gratuluję przepięknego, literackiego języka.
    D.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana D. , Ty wiesz jak podbudować i pomagać podtrzymywać skrzydła :D. Rozpieszczasz mnie, ale bardzo Ci za to dziękuję!
      I bardzo cieplutko pozdrawiam!
      M.

      Usuń
  3. Na koniec taka wiadomość! :) Moniko uśmiecham się teraz cały czas na myśl o Twojej nowej książce, bo też wiem ,że jak zawsze wkładasz w pisanie całe swoje serce. A ja po prostu będę czekać... Pozdrawiam Cie serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Olu, gdybyś widziała jak bardzo odwzajemniam ten uśmiech :). To prawda, wkładam całą siebie w słowa, które zostawiam na kartkach moich książek i długo nad nimi pracuję, bo lubię je dopieszczać. To czekanie więc będzie jeszcze trochę potrzebne, ale wierzę, że będzie warto... Ściskam Cię mocno!
      M.

      Usuń
  4. Witam serdecznie Pani Moniko.
    Bardzo się cieszę, że jeszcze trochę i będę mogła przeczytać kolejną Pani książkę. Na razie przeczytałam fragment.
    To będzie piękna książka, a maleńki jej fragment, ten o kartkach mam wpisany jako Pani cytat w książce "Samotność ma twoje imię"( lato 2017 Dąbki).
    Często czytam Pani blog, to prawdziwa magia liter.
    Pozdrawiam bardzo serdecznie i życzę dużo,dużo dobrego.
    Maria Chrzanowska

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pani Mario, serdecznie dziękuję za te wszystkie ciepłe słowa i wspomnienie równie ciepłego spotkania w Dąbkach. Wierzę w to, że ludzkie drogi krzyżują się nieprzypadkowo.
      Wszystkie myśli, które tu, na blogu zostawiam, kieruję do Państwa, tych wszystkich cudownych ludzi, którzy tu zaglądają i czują się w tym miejscu jak u siebie. od początku chciałam, aby Magia Liter taka właśnie była - bliska, i aby każdy kto tu zajrzy czuł się tak, jakby te słowa pisane były specjalnie dla niego. Również dla Pani, Pani Mario.
      Pozdrawiam bardzo ciepło, życząc wszystkiego co najlepsze i obiecuję, że zrobię wszystko, aby w tym roku pojawiła się nowa książka :)
      M.

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Podaj dalej

Otwock - miasteczkiem Pana Andersena: spotkanie autorskie

Nadmorskie spotkania autorskie