Mędrcy Ze Wschodu

Fot. Marcin Piotr Oleksa 

Styczniowy dzień budził się powoli, jakby niezdecydowany gdzie i kiedy powinien oddzielić się od nocy i zaistnieć osobno, świtaniem dając sygnał do otworzenia słabo widzących jeszcze oczu i podjęcia przerwanej o zmroku wędrówki. Uśpione wioski, miasta i miasteczka spowija rozespana jeszcze cisza, w której słychać tylko ciche kroki trzech zmierzających przed siebie mężczyzn. Idą równym tempem, zupełnie jakby doskonale wiedzieli dokąd zmierzają. Od czasu do czasu tylko któryś podnosi głowę i patrząc w niebo upewnia się, czy nie zboczyli z drogi. Idą w ciszy bo niepotrzebne im słowa. Ich nadmiar niepotrzebnie zagłusza myśli, a tych dużo krąży po głowie mężczyzn.

Fot. Marcin Piotr Oleksa 

Wyruszyli w tę wędrówkę, bo wezwała ich Gwiazda. Pojawiła się na niebie nieoczekiwanie, choć od lat jej wyglądano. Swą jasnością rozpraszała styczniowy mrok sprawiając, że coś dziwnego działo się z ludźmi, którzy ją zauważyli. Rozbudzała poukrywane w sercu pragnienia, popychała do wędrówki i poszukiwania, rozpalała ciekawość i wciąż się przemieszczała, zupełnie jakby chciała wskazać właściwy kierunek lub zawrócić z drogi tych, którzy gdzieś się pogubili. 
Mężczyźni nie mieli pojęcia dokąd idą i skąd znają jej nazwę, która wyświetlała się przed ich oczami jak informacyjny pasek na ekranie telewizora. Gwiazda Betlejemska. To ona ich prowadziła i sprawiała, że w końcu życie nabrało sensu, bo mieli zadanie i cel. Ich zadaniem była podjęta wędrówka, wypełnione zmęczeniem dni, droga najeżona niebezpieczeństwami, i mniej lub bardziej przypadkowe spotkania z ludźmi, z których nie wszyscy byli im przychylni. Celem było dziecko. To do niego zmierzali, jemu chcieli złożyć pokłon i dla niego nieśli swoje dary - złoto, kadzidło i mirrę. Uwierzyli znakom, które się im ukazały, i bez cienia wątpliwości przyjęli, że to dziecko jest wyczekiwanym Zbawicielem. Darem Boga dla ludzi. 


Kacper, Melchior i Baltazar. Mędrcy ze Wschodu, choć tak naprawdę zwyczajni mężczyźni, każdy uwikłany we własne życie. Żaden z nich nie jest idealny i dokładnie zdają sobie z tego sprawę. Ale wszyscy trzej również wiedzą, że pomimo siły i odwagi, mądrości i determinacji, żaden z nich nie jest w stanie samodzielnie rozsupłać węzłów pozawiązywanych przez życie. Mogą to zrobić tylko z pomocą tego, którego narodzenie objawiła im Gwiazda. Bo paradoksalnie, ludzka siła nie ma takiej mocy jak Miłość ofiarowana ludziom w skromności betlejemskiej stajenki, wcielona w niewinność dziecka i bezbronna wobec świata. Do takiego Króla zmierzają mędrcy, Jemu chcą oddać pokłon i Jego panowanie uznać, choć ich zachowanie wielu wydaje się irracjonalne. Oni sami też tego nie potrafią wytłumaczyć. Po prostu wierzą. W to, że Bóg naprawdę stał się człowiekiem, i w to, że to Dziecko jest Królem. 
Idą w ciszy, z ufnością, ku Betlejem. 
Monika A. Oleksa 



      

Komentarze

  1. Gwiazda Betlejemska. Drogowskaz, znak, podpowiedź i - dla każdego z mędrców, ale też dla każdego z nas, wierzących - coś jeszcze innego. Może przestroga? Może przypomnienie? Może też - uspokojenie i nowa nadzieja?
    Pozostaje pójść za Jej światłem... Venite, adoremus.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Nowa Opowieść O Dwunastu Miesiącach: Luty

Podaj dalej

Magia zimowego wieczoru