Wtorkowe Spotkania Kulturalne: Nina George "Lawendowy pokój"

Fot. Monika A. Oleksa 

Są takie książki, których nie można po prostu przeczytać, bo byłoby to jak zjedzenie wyszukanej potrawy bez docenienia jej smaku. Są takie książki, którymi należy się delektować, rozsmakowywać w słowach i zdaniach, wracać do nich kilkakrotnie i nie przekręcać strony czasami nawet przez kilka dni, zatrzymując się przy nich i wchodząc szczególnie głęboko w treść tego, co między wierszami. Myśl schwytaną przez autora i obleczoną w litery, przesłanie wydobyte z wnętrza duszy, przefiltrowane umysłem spostrzeżenie doprawione wyszarpanymi z serca emocjami. 
Jedną z takich książek która na długo mnie przy sobie zatrzymała, jest "Lawendowy pokój" Niny George. To opowieść o miłości, ale nie tej ckliwej, banalnej, romantycznej, lecz trudnej, wymagającej, zdolnej do poświęcenia i przebaczenia. To również historia o poszukiwaniu siebie, odkrywaniu swoich talentów i powołania, i o budowaniu relacji w życiu naznaczonym stratą. 

Fot. Monika A. Oleksa 

Jean Perdu jest paryskim księgarzem, właścicielem Apteki Literackiej, znajdującej się na przycumowanej na stałe do brzegu barce. Swoim klientom dawkuje książki tak, jak aptekarz zaleca stosowanie leków. Ma co do tego własną, nieco ekscentryczną teorię. Twierdzi, że istnieją książki, które przeznaczone są dla jednej konkretnej osoby, w zależności od tego na jakim etapie swojego życia ona się znajduje. Używając słuchu, wzroku i instynktu, Jean Perdu potrafi podczas rozmowy z klientem dosłyszeć, co dolega duszy tego człowieka i wybrać książkę, która dla tej duszy może okazać się jedynym skutecznym lekarstwem. 

"Bywają powieści, które można by określić jako towarzyszy podróży. Niektóre zaś są jak policzek. Inne z kolei jak przyjaciółka, która okryje nas ciepłym kocem jesienią, kiedy nachodzi nas melancholia. A niektóre... no cóż. Niektóre są jak różowa wata cukrowa, zamigoczą nam w głowie na parę sekund i pozostawią z niczym. Jak krótki i namiętny romans." 

Lecząc ludzi książkami, o które troszczy się jak o przyjaciół, Jean Perdu zdobył w Paryżu uznanie, ma również swoich stałych klientów, którzy wracają do niego jak do lekarza, powierzając mu swoje sekrety i zgryzoty. Pomaga ludziom, ale sam sobie pomóc nie potrafi. I swojej własnej duszy uleczyć też nie jest w stanie, nieustannie poszukując tego elementu, który nauczyłby go pieśni jego życia. 

Fot. Monika A. Oleksa 

W mieszkaniu Jean'a Perdu, w starej paryskiej kamienicy przy rue Montagnard na czwartym piętrze, znajduje się jeden pokój, którego księgarz nie otwierał od ponad dwudziestu lat. Dawno temu kobieta, która była jedyną miłością jego życia, nazwała go lawendowym. Ten pokój był jej domem na obczyźnie zanim opuściła Jean'a Perdu i zniknęła na zawsze z jego życia, zostawiając go z pustką, bólem zranienia i wspomnieniami, których nie chciał. 

"Wspomnienia są jak wilki. Nie da się od nich odgrodzić, w nadziei że cię zignorują." 

Przez ponad dwadzieścia lat Jean Perdu żyje jak zahibernowany, odcinając się od wszelkich uczuć i jakiejkolwiek bliskości. Wszystko się zmienia w dniu, kiedy znajduje odwagę by otworzyć i przeczytać stary, pozółkły list, pozostawiony przez Manon w dniu, gdy od niego odeszła... 

"Czasami pływamy w nieprzelanych łzach i możemy utonąć, jeśli je w sobie zatrzymamy." 

Fot. Monika A. Oleksa 

Nina George od pierwszej strony wciąga czytelnika w świat, z którego nie chce się szybko wracać, przy czym to nie wartkie zwroty akcji czy trzymająca w napięciu tajemnica sprawiają, że nie można się od tej powieści oderwać, lecz styl pisania autorki i dobór słów, w których naprawdę można się rozsmakować. Nina George skłania do myślenia. Jej powieści nie są lekturą na przyjemne leniwe popołudnie, bo na każdej stronie, niemal jak w podchodach, znajduje się wskazówka za którą chce się podążać albo pytanie, nad którym należy się zastanowić. Czytelnik dojrzewa wraz z głównym bohaterem, wraz z nim ma poczucie utraconego czasu, roztrwonionego bądź przespanego, jak uczynił to Jean Perdu izolując się od życia i jego bodźców, a wraz z Maxem Jordanem, młodym przyjacielem Perdu czytelnik zastanawia się, czy aby na pewno znajduje się w życiu w tym miejscu, w którym chciałby być, czy też raczej dryfuje porwany nurtem, niekoniecznie w kierunku portu, do którego chciałby kiedyś dopłynąć.

Fot. Monika A. Oleksa 

Czytelnik z zaskoczeniem odkrywa również prawdę, która także dla Jean"a Perdu, przekonanego o niezawodności książkowej terapii, okazała się odkryciem jakiego dokonał. 

"Książki potrafią wiele, ale nie są wszechmocne. Najważniejszych rzeczy trzeba zaznać. A nie o nich przeczytać..." 

Jean uwierzył w te słowa z postanowieniem, że chce przeżyć swoją fabułę i skosztować wszystkich smaków życia, a ja gorąco polecam "Lawendowy pokój" jako książkę - lek nie tylko dla tych, których barka obrała niewłaściwy kurs, ale i dla czytelnika wyszukującego perełki literatury, którą można smakować wszystkimi zmysłami. 

"Każdy człowiek ma taki swój wewnętrzny pokój, w którym czają się demony. I dopiero kiedy go otworzy i stawi im czoła, będzie naprawdę wolny."

Z książką w ręce lepiej się oddycha, nawet w dniach nasilonego smogu. 
Monika A. Oleksa

Fot. Monika A. Oleksa 

Serdecznie pozdrawiam mysłowicką artystkę, Bernadetę Hibszer, dziękując za możliwość zajrzenia do jej Lawendowego Pokoju i za wspólną kawę, którą bardzo miło wspominam... :)  

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Podaj dalej

Kobieta z Kobietą: Smakowanie życia

Literackie Czwartki: "Galeria na Złotej" - fragment