wtorek, 25 września 2012

Jesiennie

Fot. Marcin Oleksa


No i przyszła, piękna i majestatyczna, w złotym płaszczu i z babim latem w płomiennych włosach. Pani Jesień. Nie wepchała się tak nieoczekiwanie jak lato, które niejednokrotnie już nas zaskoczyło, nadchodząc nagle, nieoczekiwanie i wprawiając wszystkich w konsternację - bo jednego dnia jeszcze grube swetry i szaliki, a kolejnego temperatura skacze do plus dwudziestu pięciu stopni, i jak to, w kwietniu nosić sandały i bluzeczki z krótkim rękawem? Do tego lato kaprysi. Jak coś mu się nie spodoba, chowa się gdzieś, ma wszystko w nosie i zostawia w lipcu temperaturę plus szesnaście stopni! Jest nieprzewidywalne i chyba przez nas rozpieszczone, bo wszyscy kochamy lato. A Jesień nadchodzi powoli, wysyłając zwiastuny swojego przyjścia najpierw w chłodnych porankach i wieczorach, potem w odlocie bocianów i słońcu, które pochyla się coraz niżej. Aż w końcu przychodzi, i aby nie było nam smutno za tym rozkapryszonym latem, maluje świat na złote kolory i puszcza zamiast latawców srebrne niteczki babiego lata. Pod nogi sypie nam dywan roztańczonych liści, a w dłonie wsuwa kasztany, które zachwycają nas pomimo wieku. Nie można obok niej przejść obojętnie. Czaruje i dopieszcza świat w szczegółach, a my tak często marudzimy i narzekamy, że jesień, że zimno, że ciemno i takie tam. A wystarczy jeden spacer po parku, po lesie, czy nawet po osiedlu, aby spojrzeć dookoła i zachwycić się Jesienią. Bo ona naprawdę jest piękna, a my piękniejemy razem z nią, jeśli tylko schowamy do kieszeni wymęczone twarze, skrzywione miny i wieczne narzekanie, że znowu coś nie tak. I co z tego, że poranek ciemny i ponury? Ale rześki i od razu stawia na nogi. Jesienny spacer dodaje energii i podnosi poziom endorfin, hormonu szczęścia. Może warto, choć jednego dnia, zrezygnować z utartych przyzwyczajeń i wybrać się po pracy na przechadzkę. Zostawić samochód pod domem, zrezygnować z jazdy autobusem i przystanąć, choć na chwilę. Wciąż się gdzieś spieszymy i w tym pośpiechu lekceważymy piękno, które podaje nam na wyciągniętej dłoni otaczający nas świat. A wystarczy chwila, aby na nowo, tak jak dziecko, zachwycić się życiem, które zostało nam podarowane. I aby spojrzeć na Jesień przychylniej. Bo przecież, jak pisze Basia Smal ("W środku życia"), to letnie ciepło, beztroska i radość jest w nas, a nie w otaczającej nas aurze. I to, że pada, wcale nie znaczy , że mamy wyglądać tak samo smętnie, jak te krople deszczu spływające po szybie.
Kocham jesień, a szczególnie zachwyca mnie październik. Ta odwzajemniona miłość pojawiła się w czasach studenckich, kiedy zmierzałam na zajęcia, lub wracałam z nich mijając wymalowany czerwienią park. Słoneczny październik dodawał mi energii, a zachlapane, deszczowe dni rozgrzewał ciepły koc i książka w dłoni. Jesień to moja inspiracja. Często powraca w moich książkach.  "Miłość w kasztanie zaklęta" zaczyna się jesienią... 
" Wracała do domu naładowana pozytywną energią. Październik tego roku pochwycił koniec lata i długo tulił go w objęciach, nie chcąc stracić bezpowrotnie. Majestatyczna Pani Jesień, ubrana w podszyty wiatrem płaszcz z czerwonopomarańczowych liści, wolno kroczyła przez świat, rozdając promienne i ciepłe uśmiechy. Wszystko tańczyło radością i nawet ludzie na ulicach pozdejmowali z twarzy sztywne maski codzienności i znacznie częściej się uśmiechali. Maria też się uśmiechnęła do swojego odbicia w witrynie księgarskiej. 
Kiedy szła głównym deptakiem miasta, w błyszczących szybach odbijał się obraz drobnej, szczupłej dziewczyny z włosami w kolorze jesiennych liści, które szamotały się z wiatrem i układały na plecach jasnego płaszcza. Bursztynowe oczy promieniały radośnie i odbijały słońce tak jak obrączka na serdecznym palcu." 
I jeszcze jeden fragment, nieco późniejszy: " "Szli obok siebie, ramię w ramię, płaszcz przy płaszczu i żadne z nich nie zauważyło nawet ognistego piękna, które w prezencie podarowała światu jesień, rozrzucając promienie zachodzącego słońca na wierzchołki drzew i przykrywając konary zasłoną z liści utkanych złotem. Październik trzymał się za rękę z listopadem i chwytał się ostatnich dni mocno, nie chcąc jeszcze odchodzić i ustąpić miejsca szarości dnia i panowaniu nocy. 
Maria trzymała w dłoniach rudy kasztan i zaciskała mocno drżącą pięść. (...) Kropla łzy spadła na brązowy kasztan, zalśniła w promieniach skrywającego się słońca i pochwyciła nić babiego lata. A potem utonęła w uśmiechu Marii, gdy jej usta dotknęły zaczarowanego kasztana." 
Dzisiaj dostałam esemesa od przyjaciółki. Przyjaciele tak mają, że jak najlepszy radar wykrywają, kiedy najbardziej ich potrzebujemy. "Czy w tym zabieganiu widzisz złote liście? One się do Ciebie uśmiechają- i ja też." Dzisiaj o mały włos bym ich nie dostrzegła. Dzięki Tobie Paulinko, spojrzałam w górę. I uśmiechnęłam się. A jednym z moich marzeń jest zobaczyć tę jesienną czerwień w Świdnicy. Dlaczego w Świdnicy? No właśnie... 
Monika A. Oleksa  


Fot. Marcin Oleksa
        

4 komentarze:

  1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sorry, poplątało mi się, więc jeszcze raz to, co było, ale już bez poplątania :)
      Słońca w sercu, chłodu poranka, co stawia na nogi i kasztanów w dłoni, żeby cieszyły. Tego Ci życzę Ty moja Jesienna :)
      Basia

      Usuń
  2. a już podejrzewałam, że w tych codziennych rozterkach nie tylko nie spojrzałaś na złote liście ale i na smsa :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Kocham polską jesień . Właśnie byłam na cmentarzu przy ulicy Lipowej -- kolorowe liście nas grobowcach mnie rozczuliły . Halusia

    OdpowiedzUsuń