poniedziałek, 22 lipca 2013

Stróż prawa


Fot. Michał Oleksa
 
Nad morzem wieje tak, że aż w głowie huczy. Rozzłoszczone morze gniewnie wyrzuca na brzeg spienione fale. Morze ma dziś mój ulubiony kolor - stalowoszary, miejscami granatowy. Jest dziś czymś wzburzone i pełne pretensji do ludzi, że brak w nich zachwytu i poszanowania dla tego, co ich otacza. Że wszystko przyjmują ot tak, po prostu; że plażę traktują jak swoją własność, zostawiajac po sobie niechlubne ślady; że dzieci, mając przyzwolenie rodziców, niszczą wydmy, które z roku na rok stają się coraz mizerniejsze, bo każdy pilnuje wyłącznie swojego koca i walczy o swój skrawek piasku, zagarniając parawanem jak największe terytorium i wywieszając niemalże tabliczkę: Moje!                                  
Z ciekawością obserwuję jak na urlopie wyłazi z człowieka egoizm. "Moje dzieci są moje przez cały rok, a na wakacjach chcę od nich odpocząć" - to główna manifestacja niektórych rodziców, która polega na tym, że ich dzieci mają być jak najdalej od nich, bo rodzice potrzebują odpoczynku; ale mogą być tam, gdzie być nie powinny, o ile okaże się to na tyle zajmujące, aby skupić na sobie uwagę tych dzieci na dłużej. Oznacza to, że mogą na pupach zjeżdżać z wydm, pomimo upomnień ratownika ( a tata mi pozwolił!); mogą gonić przerażonego kota, bo przecież dzieci potrzebują ruchu, a to tylko kot!; mogą rzucać kamieniami w mewy i płoszyć je, bo to świetna zabawa (przecież są nad morzem, a to tylko mewy!); mogą wrzeszczeć mi nad głową, bo akurat przy moim kocu bawią się w chowanego, albo w wojnę; aby tylko nie przeszkadzać rodzicom, a ja własnych myśli nie słyszę i warczę na moje dzieci, aby mi się nie ważyły ode mnie oddalać, bo są moje przez cały rok. I wiedzą, że wydmy są pod ochroną i że każde stworzenie zasługuje na poszanowanie, a koty, psy, mewy, wróbelki i innych futrzastych lub pierzastych przyjaciół po prostu się kocha. 
Nie wspomnę już o zasadzie, że: "Palić każdy może, wszędzie i o każdej porze." Nie palę i dym mnie zabija. Boli mnie po nim głowa, dlatego staram się trzymać od niego z daleka. Ale na wypełnionej kocami plaży jest to, niestety, niemożliwe. Ja przyjeżdżam nad morze, aby leczyć astmę mojego syna; a "miły" pan na leżaku obok ma akurat ochotę na papierosa, którego oczywiście zostawia po sobie na piasku. Albo w morzu, bo to też widziałam. Do szału mnie doprowadzają takie ludzkie zachowania, przesiąknięte egoizmem w najgorszym tego słowa znaczeniu. 
Moje Dąbki to nie tylko morze, ale i rozległe Jezioro Bukowo, w szuwarach którego mieszkają kaczki i łabędzie; i nad którym szybują płochliwe rybitwy. Tutaj, nad jeziorem, panuje porządek, a dba o niego Stróż Prawa. Duża, majestatyczna biała mewa z lekko szarymi skrzydłami, czarnymi piórkami na ogonie i żółtym, ostrym dziobem, zakrzywionym jak u jastrzębia. Nie znam się na rozróżnianiu płci mew, ale zakładam, że to samiec Alfa. Przynajmniej tak się zachowuje. Nic nie umknie jego uwadze. Dopatrzy się każdej nieprawidłowości i natychmiast interweniuje w dość drastyczny sposób. Szpieg Wójta?
Ma swoje terytorium, którego strzeże i przegania wszystkich niepowołanych, którzy się tam zaplączą. Goni i atakuje tym swoim ostrym dziobem mniejszze i mniej urodziwe mewy (białe w szare plamki) oraz rybitwy, które w tym starciu nie mają żadnych szans. Byłam świadkiem takiego ataku - rybitwa sobie po prostu leciała nad jeziorem, wypatrując kawałków chleba, z którym przychodzą nad jezioro wypoczywający tu wczasowicze. Nie wiem dlaczego akurat ta zwróciła uwagę Mewy, ale została brutalnie zaatakowana, zepchnięta do wody i tam jeszcze paskudna Mewa jej dołożyła. Biedna rybitwa, skarżyła się potem żałośnie, trzepocząc skrzydłami. Mewa odgania wszystkich od jedzenia, sama przy tym nie próbując ani kawałka. Nie wiem, dlaczego to robi, ale zachowuje się dokładnie tak, jakby to ona tu rządziła. W imieniu Wójta, oczywiście. Zupełnie nie przejmuje się ludźmi i spaceruje między nimi tak, że to oni schodzą jej z drogi, a nie ona im. Tej jednej Mewy nie lubię, bo ma wredny charkter, ale jej zachowanie zaskoczyło mnie do tego stopnia, że po prostu musiałm to opisać. Pozdrawiam z moich ukochanych Dąbek:)
Monika A. Oleksa
 
 
         Fot. Michał Oleksa
 

3 komentarze:

  1. No tak, brak słów. Widzisz, tak to jest, że każdy z nas bardzo czytelnie "informuje" świat o tym jaki jest naprawdę. Wszystkimi porami skóry "informuje". Pocieszam się myślą, że tyle jest piękna wokół i tylu pięknych ludzi. Zobacz kto tu do Ciebie zagląda (i nie mam siebie na myśli). Ludzie tak ślicznie, mądrze do Ciebie piszą - fajni ludzie. Niech Cię to pocieszy, bo naprawdę jest ich wielu :)

    OdpowiedzUsuń
  2. W kwestii dzieci nie będą się wypowiadała, bo niestety ich jeszcze nie mam i nie wiem jakie licho we mnie może kiedyś wyjść... Bardzo chciałabym być całodobowo i całorocznie mądrą matką, ale raczej nie jest to zadanie łatwe:)

    Za to o paleniu papierosów mogę gadać, bo nie palę, bo też mnie to denerwuje, bo dym źle na mnie działa i to nie tylko fizycznie, mam wrażenie, że on budzi najgorszą stronę mojej natury, bo co ja komuś zrobiłam, że ten ktoś chce mnie podtruwać? Rozumiem, że nałóg to nałóg, ale to nie jest mój nałóg i nie chcę wąchać tego paskudztwa!

    Mam nadzieję, że jest Ci tam dobrze, że jednak dobrzy ludzie i dobre ptaszki są w przewadze:)Ściskam mocno!

    OdpowiedzUsuń
  3. Może ten "pan mew", napatrzył się na to bezprawie na plaży i po prostu stwierdził,że "u niego " tak nie będzie. Stał się ostry i konsekwentny do granic możliwości, bo uważa ,że tak trzeba. Może przydałby się na plaży,aby zaprowadzić trochę ładu.... hmmm a może....on się dopiero szkoli w tym kierunku na jakiś "meweczny patrol" czy coś....:-)))Pozdrawiam Wczasowiczów

    OdpowiedzUsuń