Bliskie memu sercu


Fot. Michał Oleksa





Na moim balkonie przysiadł wróbelek. Przekrzywił szary łepek i zapatrzył się na mnie. Czarne jak węgielki oczka obserwują mnie uważnie, wypatrując pojedynczych okruszków chleba zawieruszonych gdzieś przy leżaku. Nade mną rozkrzyczała się mewa. Od kilku dni tak się budzę; nie z dźwiękiem budzika w telefonie, ale wraz z krzykiem mew. Wokół mnie nie ma bloków, tylko zieleń. Piękna, zadbana, wypielęgnowana. Znów tutaj jestem. Czekam na te dni tutaj cały ciężki rok; a gdy jest mi szczególnie źle, bo życie przygniecie, jak rozbitek trzymam się tylko tej jednej myśli - że przyjadę tutaj, do miejsca, które potrafi uleczyć mnie ze wszystkiego. Do Dąbek. Do "Marii". Do Marysi i Franka. Do morza, które ma mi tak dużo do opowiedzenia. 
Siadam na jasnym piasku, przy brzegu, i patrzę na tę potęgę, która mieni się przede mną kolorami zieleni i szmaragdu. Czasami tafla jest delikatnie pomarszczona i lekko spieniona falami pieszczącymi plażę; ale są dni, gdy morze staje się żywiołem. Ma wtedy stalowoniebieski kolor i ze wzburzeniem wyrzuca na brzeg fale, które magnetyzują i przerażają zarazem. Lubię obserwować takie morze. Głośnym krzykiem opowiada mi swoją historię, a ja pochylam głowę w podziwie dla Tego, który to stworzył. Z potęgą żywiołu nie wygra żaden człowiek. Możemy stać tylko w oddali i obserwować miotające się bałwany z fascynacją, lękiem i pokorą. W taki sam sposób staję przed górami - świadoma swojej mizerności i ich nieskończonej potęgi. 
Mój pobyt w Dąbkach to czas intensywnego pisania. Jedyne, co tutaj muszę to wsłuchiwać się w morze i pisać. W tym zaczarowanym miejscu pióro samo sunie po papierze, a myśli gonią tak szybko, że nie nadążam za nimi. Piszę i nasycam się ciepłem od ludzi, których tu spotykam, za którymi przez cały rok tęsknię i którzy, każdy na swój sposób, dodają niepowtarzalnego smaku mojemu życiu. Bliskość, którą czujemy pomimo dzielących nas kilometrów i upływu czasu. Czas dawania i czerpania. I wyjątkowość każdego z nich. 
Na moim balkonie (tym samym od lat) jest stary, drewniany leżak. Już wiele razy Maria chciała go wymienić na nowy, lżejszy, bezosobowy; ale za każdym razem jak tu jestem, proszę "zostaw".  Ten stary, drewniany leżak ma w sobie "to coś". Kiedy uciekają mi myśli lub przystanę na jakimś zdaniu i ani rusz, nic nie przychodzi mi do głowy, pustka!, wtedy siadam na tym leżaku, a on mnie "natycha" :) Nie wiem jak to się dzieje, ale tak jest. Siedząc na nim, piszę jak szalona. To leżak z duszą, który oddaje mi swoje historie, zasłyszane przez lata od ludzi siadających na nim. A ja to zbieram i ubieram w słowa. Moje własne, choć historie, które tworzę, być może należą do kogoś. Opowiada mi o nich morze i leżak :) 
Historią prawdziwą jest moje powitanie z mewami. Kocham je, a one o tym wiedzą. Ja czekam na spotkanie z nimi niecierpliwie, a one podchodzą do mnie tak blisko, że mogę ich dotknąć. Duże i majestatyczne. Wiecznie głodne. Piękne.
Przywitałam je chlebem (bez soli :)) i niedojedzonymi przez chłopców kanapkami. Musiały być bardzo głodne, bo otoczyły mnie tak, że poczułam się jak bohaterka "Ptaków". Te na ziemi podeszły blisko, ale to było zupełnie naturalne; zaniepokoiły mnie te, które zawisły nade mną na wyciągnięcie dłoni. Miały taki wyraz dzioba, jakby chciały mi wyrwać to, co trzymałam w dłoni. Przez chwilę ogarnęło mnie lekkie przerażenie, bo uświadomiłam sobie, że mój młodszy synek też ma w rączce kromkę chleba i oczami wyobraźni zobaczyłam, jak mewa nie zawraca sobie głowy tym chlebem, tylko bierze w dziób mojego Miłoszka. Mój synek stał sobie jednak spokojnie, rozmawiając z mewami i odrywając im okruszki dla wróbelka. A mój starszy syn, zamiast ruszyć mi z odsieczą, z wielką pasją sobie te mewy fotografował! Mewy były jednak dobrze wychowane i grzecznie poczekały na swój posiłek:)
Odpoczywam więc, ładuję akumulatory na cały rok, słucham tego, co mi w duszy gra i piszę książkę, którą chcę skończyć do jesieni. I każdą oraz każdego z Was cieplutko pozdrawiam znad naszego pięknego, polskiego morza. 
Monika A. Oleksa
     


Fot. Michał Oleksa

Komentarze

  1. Cieszę się, że leżaczek dobrze się sprawuje, bo ja niedługo zabieram się za drugą Twoją książkę i podejrzewam, że nie nasyci ona mojego apetytu na Twoją twórczość:) Przy okazji robisz mi apetyt na te Dąbki... Tegoroczne wakacje mam już zaplanowane, ale może w przyszłym roku pomyślę o naszym morzu:)
    Pozdrowienia dla Ciebie, Twoich chłopaków i ptaków!!!

    OdpowiedzUsuń
  2. O leżaczku to ja słyszałam w nocnej audycji z Basią w roli głównej. Czy to jest ten co "natycha"?..Pisz Moniko pisz,niech ,mewy, leżaczek i morze robią co do nich należy a my cierpliwie czekamy :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ten Twój leżaczek Moniś to robi zawrotną karierę. Jeszcze chwila a dopadnie go sława :) Popytaj delikatnie kolesia czy da sobie z nią radę? :) I jakby co, to podtrzymaj i wesprzyj :)
    Tęsknię za Tobą i już! Siedź sobie nad tym cudnym morzem, nie mam nic przeciwko, ale proszę - pogoń trochę czas, co? Niech przyśpieszy odrobinę. Bo i ja prędzej znajdę się w moim niebie, czyli w naszych polskich przecudownych górach i też sobie usiądę wygodnie przy oknie z widokiem na Kasprowy i popiszę swoje historie, które telepią mi się po głowie. A to jeszcze dwa tygodnie!!! Do spotkania z Tobą jeszcze dłużej :(
    Dobra, koniec marudzenia. Pozdrawiam (wyrazy uznania dla Michała za zdjęcia!)i pisz szybko!
    B.

    OdpowiedzUsuń
  4. Morze, mewy, złoty piasek i Dąbki. Byłam tam jedynie przejazdem, ale tak pięknie pisałaś o tej miejscowości, że razem z rodziną wyruszamy właśnie tam w najbliższą sobotę. Udanego urlopu:)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Podaj dalej

A w tle kwitną jabłonie...

Literacka Kanapa z Gwiazdą: Paweł Rosak