sobota, 23 listopada 2013

Listopadowo...

Fot. Michał Oleksa


Mały jesienny listek zadrżał na wietrze i mocniej przytrzymał się konaru delikatnej brzozy. Listopadowy chłód na dobre rozgościł się już na świecie, zarzucając na każdy z dni swój szary, wilgotny płaszcz, przez który wszystko spowite było mgłą i nostalgią. Nad ziemią unosił się zapach zbutwiałych, zmoczonych deszczem liści, przy których chętnie przystawały psy, zawzięcie wąchając zbrązowiałe przesyłki, które pospadały z drzew. Ludzie przemykali przez ulice skuleni, starając się zejść z drogi podmuchom wiatru i zacinającemu deszczowi. 
Mały listek patrzył na to wszystko z wysokości smukłego drzewa i zastanawiał się, dlaczego ludzie posmutnieli wraz z listopadem? Owszem, był zimny i melancholijny; ale jednocześnie miał w sobie obietnicę Bożego Narodzenia i tajemniczość, spowitą listopadową mgłą. Ten zimny miesiąc dawał ludziom szansę rozpalenia i ogrzania serca od serca; dłoni od dłoni i spojrzenia od spojrzenia. Przynosił długie, ciemne wieczory, ale jednocześnie podsuwał kubek gorącej herbaty z sokiem malinowym i książkę, która przenosiła w inny świat. Obdarowywał ludzi czasem na wspólne pobycie razem i na rozmowę prowadzoną w zaciszu domu; i z żalem patrzył na to, jak nie potrafią tego czasu dostrzec ani docenić. Przebywali w jednym mieszkaniu, ale pozamykani w osobnych pokojach. Mijali się w kuchni lub przedpokoju tak obojętnie, jak mijają się przypadkowi przechodnie na ulicy. Dokładali do swojego dnia zajęć i obowiązków, nie dostrzegając tego, co naprawdę ważne i istotne - drugiego człowieka, który czekał. Na uśmiech. Na wizytę. Na ciepło. Na spojrzenie. Na czyjąś obecność. Na słowa. Na objęcie, przytulenie. Na telefon. Na mnie. 
To nie brak słońca doskwierał ludziom najbardziej, i nie krótkie dni, z każdą dobą zbliżające się do tego najkrótszego dnia w roku; ale brak kogoś obok i wyziębienie nieogrzanego sercem serca. Depresja rodzi się w samotności i odosobnieniu; wtedy, kiedy złe, kosmate jak pająk myśli przychodzą, bo nic im nie może zagrodzić drogi. Jest tylko człowiek - sam na sam ze sobą i tymi myślami. 
Mały listek brzozy nie był sam. Miał drzewo, z którego wyrósł. I chociaż wiedział, że kiedyś będzie musiał się puścić i opaść; to jednak świadomość, że będą tam na niego czekać inne listki - te, które sfrunęły wcześniej, odważne i ciekawe świata, które przyjmą go i otoczą sobą; dawała mu poczucie siły i świadomość, że nie jest na tym świecie sam. Bo przecież mały, biedny listek nie poradziłby sobie sam jeden; zupełnie jak człowiek, który albo sam potrzebuje opieki, albo się kimś drugim opiekuje. 
Cały świat jest jak jedna wielka i zdumiewająca mozaika, złożona z milionów puzzli i elementów tworzących całość. Każdy z nas jest integralną częścią tego dzieła, dlatego jest takie niesamowite i niepowtarzalne. Zachwycające. 
Mały listek spojrzał na niebo przysłonięte chmurami. Wydawało się tak blisko, na wyciągnięcie ręki. Gdzieś tam, za tymi chmurami, było słońce. I nawet jeśli w te listopadowe dni nie było go widać, jego małe promyczki wyglądały od czasu do czasu przez szpary na niebie, aby zapewnić, że ta szarość przeminie, a dzień się wydłuży. Potrzeba tylko odrobiny cierpliwości i ciepła, które można od kogoś przyjąć i komuś podarować. 
Monika A. Oleksa 

Fot. Michał Oleksa
  

3 komentarze:

  1. A czasem pobyć ze sobą i ze swoimi myślami warto. I chociaż mogą nie być radosne i łatwe, to przecież także są częścią naszego życia.
    Nie tylko listki nie mają depresji. Nie tylko one mają świadomość przynależności do kogoś, mimo że ten ktoś jest w pokoju obok :) Ale masz rację - warto od czasu do czasu wyjść ze swoich schowków i pobyć razem. Dlatego niedługo przyjeżdżam!!!
    Szykuj ciacho i uśmiechy! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Piękne...Bardzo chętnie przeczytam coś z Twojej twórczości.
    Promyki słońca nosimy w sobie, tylko czasem ta szara mgła zobojętnienia, codzienności nie pozwala się im przebić. Spotkania z drugim człowiekiem mogą być receptą na życie w promieniach słońca. Dobrymi i życzliwymi nam ludźmi...
    Od razu pomyślałam o moim niedawnym spotkaniu z koleżanką. Siedziałyśmy na ławce w jesiennym słońcu, obok alejka, a na niej tona złotych liści. Tkwiłyśmy tak dłuższą chwilę zatapiając się w tym wszechobecnym złocie. Kilka tematów poruszonych, trochę opowiastek..i czułyśmy się najszczęśliwsze. Ładowanie akumulatorów na długi czas.

    OdpowiedzUsuń
  3. Listopad ma to do siebie,że chcąc nie chcąc od pierwszego jego dnia -zwalniamy, zastanawiamy się i cichniemy....zaglądamy w głąb siebie...tak już mądrze Ktoś urządził ten świat...Dłuższe wieczory sprzyjają razem spędzonym wieczorom...nadrabiamy "zaległości";....

    OdpowiedzUsuń