Literacki czwartek: Czwartkowe obiady, odcinek 1:)

Fot. Marcin Oleksa


Eulalia przysiadła przy stole, podparła głowę rękami i spojrzała na wnuczkę z całą swoją czułością, która wyjrzała niebieskimi oczami. Marta stała naprzeciwko Eulalii, z założonymi przed sobą rękami, opierając się o zlewozmywak. Jej smutna buzia wyrażała tyle emocji, z którymi młodość nie umiała sobie jeszcze radzić. Eulalia dobrze to pamiętała. Te skrajne emocje targające człowiekiem, gdy rozum twierdził co innego, a serce robiło swoje. 
- Babciu, oni wciąż traktują mnie jak dziecko! - poskarżyła się Marta, licząc na zrozumienie i wsparcie swojej, wcale nie "babciowej", babci. - Przecież gdybym studiowała w innym mieście, mieszkałabym na stancji, tak? 
- No, nie wiem - uśmiechnęła się Eulalia - znając twojego ojca, załatwiłby ci pokoik u Sióstr Urszulanek. 
Marta zacisnęła pięści i zatupała nogami. Zawsze się tak zachowywała, jeśli coś ją rozzłościło. Już jako mała dziewczynka wyraźnie komunikowała swoje potrzeby i głośno obwieszczała całemu światu, co jej się podoba, a co nie. 
- Tata uważa, że na wszystko oprócz nauki jestem jeszcze za młoda. 
- Zapomniał wół jak cielęciem był - rzuciła Eulalia, mając okazję dociąć zięciowi, za którym, prawdę mówiąc, nigdy szczególnie nie przepadała i zupełnie nie miała pojęcia co takiego Aneta w nim zobaczyła. - Myślisz, że nie odpuszczą? 
- Babciu - Marta spojrzała na jedyną osobę, która ją rozumiała tak, jakby patrzyła na dziecko, które jeszcze wierzy w świat bajek. - Nie chcą nawet słyszeć o tym, że chcę się wyprowadzić i zamieszkać razem z Bartkiem. Nie przekonuje ich to, że zobowiązałam się sama płacić czynsz, ani to, że w tym mieszkaniu mieszka jeszcze trójka innych osób - dwie dziewczyny i przyjaciel Bartka, Alek. Uważają, że jestem za młoda, że wspólne mieszkanie to dopiero po ślubie, itp, itd, tratatata. Przecież jesteśmy z Bartkiem ze sobą dwa lata, znamy się od początku studiów, dobrze nam razem i naprawdę myślimy o wspólnej przyszłości - w tym miejscu Marta zamilkła, aby nabrać tchu. Eulalia wykorzystała to, aby się wtrącić. 
- Wspólnie myślicie, czy na razie ty sama myślisz? - spytała, patrząc uważnie na ukochaną i jedyną wnuczkę. - Wiesz dobrze, że chłopcy dojrzewają wolniej, a są tacy, którzy do małżeństwa, rodziny i odpowiedzialności nie dojrzewają wogle.
- Oj babciu - Marta machnęła ręką - to w tej chwili nie jest istotne. Nie chcę jeszcze za niego wychodzić, ale nie mogę już dłużej mieszkać z rodzicami, bo oszaleję! Potrzebuję swojej własnej przestrzeni i nie mówię tu wcale o własnym pokoju, bez względu na to, jak byłby duży. 
- To zamieszkaj u mnie - rzuciła Eulalia, zaskakując tym Martę i samą siebie. 
- Jak to, u ciebie? - Marta patrzyła na babkę szeroko otwartymi oczami. - Przecież zawsze powtarzałaś, że zbyt cenisz swoją niezależność, aby wpuścić tu kogokolwiek. 
- Oj, nie twierdzę, że długo z tobą wytrzymam, bo wiesz, tyle już lat mieszkam sama, ale... - Eulalia przekrzywiła głowę i uśmiechnęła się przekornie. - Spróbować możemy. 
Marta oderwała się od zlewozmywaka, który dotąd podpierała i podbiegła do babci, aby ją uściskać. 
- Obiecuję, że żadnych burd ani studenckich imprez urządzać nie będę. - Marta podniosła do góry dwa palce. 
- A ja obiecuję, że nie będę się wtrącać w twoje życie osobiste, bo sama musisz popełnić błędy, aby się na nich nauczyć. Ale rady z chęcią ci udzielę, jeśli o nią poprosisz. 
- A ja będę dorzucała się do czynszu i opłat. W końcu jestem już dorosła. 
Eulalia poklepała wnuczkę po dłoni, które Marta wciąż trzymała na jej ramionach. 
- Odklej się ode mnie, bo muszę wziąć się za obiad. 
Marta oderwała się od babci i stuknęła otwartą dłonią w czoło. 
- O kurczę! Zapomniałam, że dzisiaj czwartek! Dziś obiad u ciebie?
Eulalia skinęła głową i podniosła się od stołu. 
- A co przygotowujesz? - spytała Marta przymilnie. 
- A rybę na parze. I ziemniaczki na parze, prawie bez soli. I brokuły z marchewką. Też z pary.
Marta skrzywiła się. 
- No, kochana - Eulalia pogroziła jej palcem. - Jak będziesz w moim wieku i zaczniesz mieć kłopoty z nadciśnieniem, przestaniesz żywić się pizzą i kebabem i docenisz takie frykasy jak rybka i brokuły. 
- Ale ja nie mam nic przeciwko rybce! - wykrzyknęła Marta. - Tylko dlaczego na parze? 
- Bo jest zdrowa. Bogusia nie ma woreczka i nie może jeść smażonego. Jadzia też nie może, bo ma za wysoki cholesterol. A Helenka generalnie odżywia się zdrowo. I już wszystko wiesz. 
Marta pokiwała głową i spytała:
- Pomóc ci? 
Eulalia uśmiechnęła się do niej z wdzięcznością. 
- Nakryj stół w salonie. Robisz to zawsze tak pięknie. Serwetki są w barku, a uprasowany obrus leży na desce do prasowania. 
Marta lubiła duży pokój babci, zwany salonem. Odkąd pamiętała, jeszcze jako mała dziewczynka, zachwycała się bibelotami poustawianymi w nieokreślonym porządku na starym dębowym kredensie. Jako artystka Teatru Muzycznego, Eulalia dużo podróżowała. Z każdego z odwiedzanych miejsc przywoziła pamiątkę, którą dostawiała do wielu innych, tworząc w ten sposób jedyny w swoim rodzaju kolaż, na który lubiła patrzeć. Wracała wtedy wspomnieniami do chwil i momentów z przeszłości, która odeszła bezpowrotnie.
Marta zawsze podziwiała swoją babkę. Wychowywała się wśród jej koronkowych sukienek, długich atłasowych rękawiczek i jedwabnych apaszek, które nieustannie przymierzała. Duże, trzypokojowe mieszkanie w starym budownictwie przy ulicy Chopina w Lublinie, niemalże w samym centrum miasta, wypełnione było rzeczami Eulalii, z którymi nie potrafiła się rozstać i które dla Marty miały duszę, zupełnie jak ten dom. 
Cieszyła się, że będzie mogła stać się jego częścią i przebywać w tej atmosferze, w której jako mała dziewczynka lubiła się ogrzewać. 
Skończyła nakrywać stół i przekrzywiła głowę, aby ocenić efekt. Wszystko wyglądało tak, jak należy. Przyjaciółki babci na pewno docenią estetykę stołu, w którego przyozdobienie Marta włożyła serce. 
Ciekawe, która z nich przygotowała na dzisiaj niespodziankę? 
cdn. 
Monika A. Oleksa 


Fot. Marcin Oleksa

Eulalia, Bogusia, Jadzia i Helena. Cztery przyjaciółki, obecnie na emeryturze, spotykają się co czwartek na obiadach, w czasie których dzielą się wzajemnie sobą, wspierają się w potyczkach z życiem i starają się dostrzec w szarym życiu choć nikłe promyczki radości. Pozaglądamy do nich i potowarzyszymy im w tych wspólnych obiadach. Popodglądamy ich życie tak, jak podglądamy życie bohaterów ulubionych seriali. Myślę, że je polubicie:) 
M.     

Komentarze

  1. Uwielbiam Moniko takie klimaty:-)))Już jestem spragniona dalszego ciągu...

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuję:) Duże wyzwanie przede mną...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już czuję zapach starych mebli,piernika...w przedpokoju widzę równo poukładane torebeczki pań ni te te imiona- same z siebie już ocieplają atmosferę... zacieram rączki z niecierpliwości :-))

      Usuń
    2. Miało być "no i...":-))

      Usuń
  3. Z niecierpliwością czekam na kontynuację...
    Pozdrawiam serdecznie!
    M. junior starszy

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Podaj dalej

A w tle kwitną jabłonie...

Literacka Kanapa z Gwiazdą: Paweł Rosak