Oswajanie

Fot. Michał Oleksa


Kobiety lubią oswajać przestrzeń, w której się znajdują. Tak już mamy, że troskę o to doglądanie ogniska domowego mamy wpisaną w kobiece geny i przenosimy to na każde miejsce, w którym przebywamy dłużej niż dwa dni:) To nam daje poczucie normalności i pewności, że mamy wszystko pod kontrolą i że nad wszystkim panujemy. 
Czasami to oswajanie rozmazuje tęsknotę i sprawia, że staje się ona mniej dotkliwa. Pamiętam przeraźliwie samotne tygodnie, które musiałam spędzić w szpitalu z moim synkiem tuż po jego urodzeniu. Żeby nie zwariować z rozpaczliwego strachu o niego i z tęsknoty za domem, "oswoiłam" ten fragment parapetu i szpitalnej szafki, które przypadły mi w udziale. Poustawiałam tam swoje rzeczy w taki sposób, abym mogła na nie patrzeć i aby mogły przypomnieć mi, że jestem tu tylko przez chwilę i że mój świat, głęboko wpisany we mnie; choć w kawałku przeniósł się tutaj razem ze mną. W ten sposób rzeczywistość mniej bolała, a każde spojrzenie dawało nadzieję, że będzie lepiej.

Fot. Michał Oleksa

Oswajamy nowe miejsce pracy i nowe sytuacje. Ramka ze zdjęciem kogoś, kogo spojrzenie powoduje ciepło w okolicy serca, postawiona na biurku daje pewność, że jest choć jedna osoba, dla której jestem ważna. Czasami jeden rzut oka na nią umacnia i daje poczucie pewności siebie, tak bardzo potrzebne szczególnie w pracy. Ulubiony długopis, papiery ułożone w taki, a nie inny sposób, torebka przewieszona przez oparcie krzesła; to wszystko daje nam poczucie, że nie jesteśmy w tym miejscu przypadkiem, ale że w jakiś sposób do niego należymy. 
My, kobiety, mamy gdzieś głęboko zakodowany ten gen oswajania. Oswajamy sytuacje, ubierając się stosownie do okazji. Mam koleżankę, która wybierając się do ZUS-u wkłada na siebie barwy wojenne:) Wcale mnie to nie dziwi. Jako prywatny przedsiębiorca dość często miałam do czynienia z tą instytucją i doskonale wiem, skąd ta waleczność... 
Zwykły, bezosobowy pokój staje się przytulny i ocieplony ręką kobiety. Próbujemy odnaleźć kawałek domu w każdej sytuacji. Wkładamy w to oswajanie całe siebie, aby było choć w części tak, jakbyśmy chciały. Firanki, zasłony, zazdrostki, serwetki; kubki, filiżanki i spodeczki; obrazy, widoczki, zdjęcia, bibeloty; narzuty, kapy i koce. Suszone bukiety, okna ozdabiane kwiatami, dywany, dywaniki. Po prostu kobieta. Nasz świat na kawałku podłogi, która niekoniecznie należy do nas. Ale robimy wszystko, aby mieć choć takie wrażenie, bo z tym nam lepiej. W tym znajomym porządku odnajdujemy siebie. To nam pomaga nie zwariować w świecie pełnym pędu i pośpiechu, kiedy tak dużo spraw, trosk i zmartwień trzeba dźwigać na swoich barkach. 
Oswajamy również ludzi, których w swoim życiu spotykamy. Zaczynamy powoli i ostrożnie, badając sytuację i rozpoznając, czy postawić kolejny krok w ich stronę, czy wycofać się przezornie. Zauważyliście, że jeśli ktoś jest nam bardzo bliski, obdarowujemy go drobnymi podarunkami? Takimi osobistymi, od serca. Robimy to, aby sprawić tej osobie przyjemność, ale również dzięki temu "ozdabiamy" sobą drugiego człowieka i "urządzamy" się w jego sercu czy życiu, czując się tam dobrze. Podarunek od nas sprawia, że bliska osoba myśli o mnie za każdym razem, kiedy spogląda na ten drobiazg od serca, lub kiedy go używa. Moja przyjaciółka podarowała mi swój ulubiony zapach, który "wkładam" na siebie wtedy, gdy bardzo za nią zatęsknię. Nosząc go na sobie czuję jej obecność przy sobie i dzień raduje, pomimo smagnięć, którymi tak często nas raczy. Zakładka zrobiona specjalnie dla mnie rękami pokrewnej duszy umila chwile z książką, które zawsze są dla mnie wielką ucztą. Szydełkowy misio ( a w zasadzie Pani Misiowa:)) jeździ ze mną w samochodzie i uśmiecha się uspokajająco, gdu ja tracę cierpliwość w korkach. Wyjątkowe słonie przywiezione z Dąbek i podarowane wraz z ogromnym kawałkiem serca przez moją ukochaną Marysię, podtrzymują na duchu, gdy ja upadam, szepcząc, że znów przyjdzie lato i znów będzie ten czas, gdy odnajdę siebie. 
Oswajamy strach, zaglądając mu prosto w oczy. Oswajamy trudny czas, starając się z nim zmierzyć. Oswajamy samotność, jeśli uda nam się znaleźć w sobie dość siły. 
Kobieta jest zagadką, czasami nawet dla samej siebie, ale umiejętność oswajania każda z nas dopracowała do perfekcji:) 
Monika A. Oleksa    


Fot. Michał Oleksa

Komentarze

  1. A ja mam kubeczek w kwiatki - prezent od mojej przyjaciółki :) Nie ma dla mnie porannej kawy bez niego, nie ma popołudniowej herbatki bez niego. Bo w nim jest Jej serce, które jest ze mną, gdy go widzę. W szalach od Niej jest kawałek Jej ciepła, które mnie otula i upiększa sobą. Mam jeszcze sporo takich rzeczy, które otrzymałam od innych - są jak ich stała obecność przy mnie. Dary serca, niezbity "dowód" na jego istnienie i na to, jak ważne (może najważniejsze) są uczucia - pokarm naszego życia.

    OdpowiedzUsuń
  2. Cieszę się ,że pani Misiowa pomyka sobie samochodem po Lublinie:-).Piękny ten tekst o oswajaniu. Faktycznie -tak mamy..zaraz kwiatuszki,serwetki obrazeczki....Myślałam sobie- będzie ciężko zagospodarować pokoje po Tacie, okazało się ,że wypełniona biblioteczka, fotografie Rodziców sprawiły to,że jest to jedno z najbardziej przytulnych i ciepłych miejsc w całym domu. Wszyscy teraz tam chcą siedzieć i kawkę pić. Oswoiłam :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Znowu bardzo trafnie i pięknie to napisałaś. Pamiętam jak wprowadzaliśmy się do naszego mieszkania, jak było tu pusto i bezosobowo. Stopniowo wypełniałam przestrzeń, nadawałam jej charakteru, by odzwierciedlała moją naturę. Każdy z nas ma drobiazgi, które otrzymał kiedyś od bliskiej osoby i dzisiaj jak na nie patrzy, to ciepło się mu robi na sercu... Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  4. W moim domu sporo drobnych prezentów od przyjaciółki - widoczki z wyjazdów za granicę, anioł, suszone kwiaty z Kazimierza, filiżanki ( bo lubi je kupować i...rozdawać).Sama nigdy nie oblepiałabym lodówki magnesikami. Nie lubiłam, nie podobało mi sie to na żadnej lodówce, gdziekolwiek je widziałam. A teraz naliczyłam osiem. I tylko jeden z nich kupiłam sama na Jarmarku Jagiellońskim (z Ukrainy) a renifer przyleciał z Córką z Norwegii. Ułożyłam je na drzwiach i ścianie bocznej i...zaczęło mi się podobać. Każdy obraz i obrazek wiąże się z osobą - rodziną i przyjaciólmi. Nawet ten, który kupiłam sama. Co pewien czas słyszę - zbierasz anioły - nie zbieram, po prostu kilkanaście osób obdarowało mnie nimi, a najważniejsze - anioł od mojej wnuczki i te z obrazu, który sama kupiłam Oczywiście wszystkie mają swoją historię i przypomnaja osoby, które mi je podarowały. . Mój Brat obdarował wszystkie swoje siostry obrusami z nici zrobionymi na szydełku (ja nie umiem, a On nauczył się w dzieciństwie). Ile razy spojrzę na ten obrus albo na serwetkę na ławie, myślę o Nim. Nie pamiętam, żebym oswajała miejsca swojej pracy. Prace były dwie, ale w tej drugiej trzy razy zmieniałam budynki, a w ostatnim pracowałam po kolei, w dwóch różnych pokojach (wędrowałam razem z sekretariatem). Od początku wędrował ze mną obrazek, który teraz mam w domu. A to ostatnie pomieszczenie całe stało się oswojone, Było dla mnie miejscem do którego płynnie przenosiłam się z domu i do domu. Dobrze jest Moniko przeczytać to co piszesz i pomyśleć - a jak z tym u mnie? To takie Twoje niedzielne odwiedziny w moim domu. ;) Maria

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Podaj dalej

A w tle kwitną jabłonie...

Literacka Kanapa z Gwiazdą: Paweł Rosak