Powołanie

Fot. Marcin Oleksa


Rzadko używamy tego słowa i na codzień nie kojarzymy go ze swoim życiem. Najczęściej zamykamy to słowo za ciężkimi drzwiami kościołów, wiążąc je głownie z powołaniem kapłańskim; czasami używamy go w kontekście lekarzy czy nauczycieli mówiąc, że są ludźmi z powołaniem, lub zupełnie odwrotnie - że tego powołania w nich zabrakło, a pozostał jedynie sposób na życie. Używamy sformułowania, że ktoś się minął z powołaniem; ale nie zdajemy sobie sprawy z tego, że życie każdego z nas jest powołaniem. Powołaniem do Miłości. 
Różnimy się od siebie charakterem, zdolnościami, wyglądem, umiejętnościami. Wykonujemy różne zawody i każdy z nas ma swoje własne obowiązki, które wyznaczają codzienność. Nie ma dwóch jednakowych osób, nawet w tej samej rodzinie. Każdy z nas jest inny i każdy na swój sposób wyjątkowy. Niepowtarzalny. Dzielimy się na umysły ścisłe i te, którym nauki ścisłe są zupełnie obce. Mamy inne oczekiwania, marzenia i plany; ale jeden szczegół łączy wszystkich ludzi - miłość, głęboko wpisana w nasze serca. Pragnienie jej doświadczenia i dotknięcia, ale również pragnienie obdarowywania nią, do czego każdy z nas jest powołany. Nie - zobowiązany przepisami prawa lub regulacjami wewnętrznymi; ale właśnie powołany, od samego momentu naszego stworzenia i przyjścia na świat.
Łatwo kochać tych, którzy potrafią tę miłość odwzajemnić. Potrafimy kochać ludzi miłych i pełnych wdzięczności; okazujemy miłość naszym bliskim i przyjaciołom. Czy jesteśmy jednak w stanie  kochać człowieka, który nie chce lub nie potrafi tej miłości docenić? Przyjąć? Oddać podwojonej? Umiemy kochać dzieci za ich naturalną spontaniczność, uściski i pocałunki, których się nie wstydzą i za słowa, które wypowiadają, czując po prostu potrzebę obdarowania kogoś swoim dziecięcym serduszkiem pulsującym miłością. Dzieci się jej nie wstydzą i mają w sobie odwagę, aby o niej mówić i ją okazywać. Jesteśmy ich nauczycielami i przewodnikami przez życie; pokazujemy im świat widziany naszymi oczami, a tak trudno nam przystanąć i poobserwować je, wyciągając wnioski, że i one mogą nas czegoś nauczyć, póki jeszcze nie zepsuł ich do końca rozpędzony świat, stawiający na młodość, zewnętrzne piękno, doskonałość, dyspozycyjność i przydatność. Dzieci kochają spontanicznie i spontanicznie uśmiechają się do ludzi mijanych na ulicy. My już mamy z tym większy problem, bo przez dorosłe lata naszego życia owijamy nasze serca wełnianymi szalikami z obawy przed zimnem, zapominając, że tylko człowiek może je ogrzać. Bywa i tak, że to serce oplątujemy kolczastym drutem, aby odstraszyć tych, którzy mogliby podejść za blisko. Czy dzisiejszy, współczesny i tak bardzo nowoczesny świat potrafi jeszcze kochać? Tak po prostu, bez oczekiwania czegokolwiek w zamian; bez prowadzenia bilansu zysków i strat; czasami pomimo; czasami wtedy, gdy brakuje już sił i cierpliwości, ale pozostaje uczucie dużo silniejsze niż ludzka bezsilność czy uprzedzenia - miłość, która leczy. Nie tego, kogo nią obdarowuję, ale mnie samego. Leczy mnie z egoizmu; zapatrzenia w siebie i w mój własny kawałek świata; leczy z bezduszności, poranienia, żalu i goryczy. Umacnia w podjętej drodze, daje siłę i pozwala człowiekowi przekraczać granice włsnych możliwości. Odmienia i sprawia, że można odetchnąć głęboko, bez ciężaru, który zalegał w sercu jak skamielina, w której zastygły żywe kiedyś uczucia. 
Miłość - żywa i obecna w sercu każdego człowieka, ale bardzo często tam uwięziona. Uśpiona. Przygnieciona ciężarami, które ludzie sami na siebie nakładają. Łagodna i potrafiąca dostrzec wewnętrzne bogactwo i piękno w każdym spotkanym człowieku. 
Jesteśmy do niej powołani. Bez względu na to, ile mamy lat i doświadczeń za nami. Bez względu na to, ile posiadamy i czego nam brakuje. Jesteśmy powołani do miłości, która potrafi uszanować godność każdego człowieka; wlać w jego serce przyniesioną przez nas nadzieję i być obok wtedy, gdy wszyscy inni poodchodzili. Powołani do miłości, która trwa pomimo wszystko i która pragnie, by się nią dzielono. Każdego dnia. 
Monika A. Oleksa  

fot. Marcin Oleksa
   

Komentarze

  1. Może to co teraz napiszę, zakrawa na jakieś herezje ;-) , ale pozwolę sobie Moniko napisać do jakich doszłam wniosków. Wczoraj przeczytałam Twój wpis i jak zwykle myślałam o nim. I nagle okazało się jasne, dlaczego moja znajoma po 13 latach opuściła klasztor,żeby jako świecka osoba dalej służyć schorowanym i starszym ludziom, których kocha nad życie.I stało się jasne-dlaczego jest tylu księży, którzy nie poczuli się dobrze w "księżowskim" życiu i założyli rodziny , aby móc kochać swoje żony i swoje dzieci. Właśnie dlatego ,że "minęli się z powołaniem". Są powołani do miłości i może źle odczytali ten znak -prawda? Ja tak właśnie teraz sobie to tłumaczę.
    To tak no marginesie...
    A tak w ogóle Moniko- Twoje pytanie " czy współczesny świat potrafi bezinteresownie kochać?....Jeśli się ktoś za bardzo nie rozpędzi i ma czas na zatrzymanie się z samym sobą, lub w takim miejscu jak to...to jest szansa. W końcu - "najważniejsza jest MIŁOŚĆ"

    OdpowiedzUsuń
  2. Pan Bóg powołał każdego człowieka do życia, przekazując mu miłość i szereg uczuć, dzięki, którym nawiązujemy niezwykłe więzi i dążymy do wyznaczonych celów. Według mnie to bez tego boskiego powołania nie byłoby miłości, za którą bardzo ci dziękuję!
    Pozdrawiam!
    M.J. starszy

    OdpowiedzUsuń
  3. Szczera prawda, powołanie jest w każdym z nas i tylko od nas zależy czy sprostamy temu zadaniu. Czasem wykonując nasze codzienne czynności nie zdajemy sobie sprawy, że to włośnie jest nasze powołanie. Być dobrą córką, matką , żoną czy po prostu być dobrym człowiekiem. A miłość w całym naszym życiu jest zawsze na pierwszym miejscu, jedni mają jej więcej inni mniej, ale ona gdzieś jest zawsze obok nas i przybiera różną formę:)
    Pozdrawiam serdecznie Monika:)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Podaj dalej

A w tle kwitną jabłonie...

Literacka Kanapa z Gwiazdą: Paweł Rosak