Czwartkowe obiady, odc.38

Fot. Marcin Piotr Oleksa

Jadzia krzątała się po kuchni z energią trzydziestolatki. Dawno już nie czuła się tak podekscytowana, a radość która jej towarzyszyła od rana porównywalna była do radości dziecka, oczekującego Świąt Bożego Narodzenia. I chociaż kuchnia Jadzi zupełnie nie przypominała tej z pedantycznym porządkiem, do którego Jadwiga przez tyle samotnych lat się przyzwyczaiła, to i tak kobieta była dziś przeszczęśliwa, bo w tej kuchni razem z nią był mały Franio. Co więcej, miał spędzić u niej całe dwa dni, gdyż jego rodzice wybrali się na andrzejkowe szaleństwa. Po raz pierwszy w życiu Jadzi, w jej domu miało nocować dziecko. Do tego dziecko, które było jej bardzo bliskie i z którym Jadwiga była mocno emocjonalnie związana. 
- Babciu, ładny mi wysedł piernicek? . Mały Franio, bardzo skupiony, z wysuniętym języczkiem, wykrajał na zabielonej mąką tortownicy wielokształtne pierniczki, które wspólnie z Jadzią mieli upiec. 
- Śliczny, Franeczku! - Jadzia pogłaskała chłopca po jasnych włosach. Wzruszał ją umorusany mąką nosek i małe rączki, obklejone ciastem, a słowo "babcia" wymawiane przez Franka tak miękko i naturalnie, za każdym razem powodowało, że serce Jadwigi miękło i roztapiało się w obecności chłopca. 
- A tu zlobiłem gwiazdkę dla ciebie. Taką z nieba, wies? - Franek wyciągnął dłoń, na której trzymał nieporadną wersję ciasta, które w niczym nie przypominało kształtu gwiazdki, ale przecież to, tak naprawdę, było nieistotne. Najważniejsza w tym wszystkim była świadomość, że Franio zrobił coś specjalnie dla niej, bo chciał jej coś podarować. I to nie byle co! Gwiazdkę z samego nieba! 
Jadzia z trudem zapanowała nad łzami, zbierającymi się w kącikach oczu. Nie chciała przestraszyć chłopca, a jak wytłumaczyć czterolatkowi wzruszenie? 
- To najpiękniejsza gwiazdka z nieba, jaką w życiu dostałam - powiedziała Jadzia nachylając się i całując chłopca w czubek jasnej główki. 
- Upiecemy ją, babciu? 
Jadzia pokiwała głową i odwróciła się w stronę piekarnika, aby ukryć mokre oczy. Przypomniała sobie dzień, kiedy Franio po raz pierwszy nazwał ją "babcią". To słowo zatrzymało ją w półkroku, z pełnym nocnikiem Franka w ręku, w drodze do łazienki. Nie wierzyła sądząc, że się przesłyszała, albo że chłopiec się przejęzyczył, ale gdy Franio powtórzył to kolejny raz, głośniej i z jej imieniem: "Babcia Jadzia", Jadwiga popłynęła wraz z łzami, nad którymi naprawdę nie umiała zapanować. Tamtego dnia uświadomiła sobie, że pokochała tego chłopczyka, przelewając na niego całą miłość, jaka nazbierała się w niej przez wszystkie samotne lata. 
Dzisiejszy dzień był dla Jadwigi darem, po który wyciągnęła ręce. Sama myśl o tym, że w nocy przytuli się do małego, ciepłego i pachnącego oliwką ciałka dziecka sprawiała, że Jadwigę przebiegał dreszcz i chciała wykorzystać każdą minutę tego czasu, spędzonego wspólnie z Franiem. 
- Zobaczysz jak cały dom będzie pachniał, kiedy włożymy pierniczki do piekarnika. To będzie zapach świąt, które się zbliżają. Lubisz święta, Franiu? 
- Lubię. - Chłopiec pokiwał głową, a potem patrząc na Jadzię wielkimi i szczerymi oczami dziecka, powiedział: - W święta też do ciebie przyjdę, babciu. 
Jadwiga poczuła małe rączki, oplatające się dookoła jej talii, i zupełnie nie przejęła się tym, że są utytłane w lepkim cieście i mące, i że zostawiają brzydkie ślady na jej sukience. W tej chwili liczyło się tylko to, że Franio był tutaj i że będzie go miała do jutra, mogąc czerpać z radosnej obecności dziecka i magazynując ją na dni, gdy znów zrobi jej się zimno w serce. 

Fot. Marcin Piotr Oleksa

- Coraz częściej dochodzę do wniosku, że jestem stworzona do bycia galerianką. - Bogusia rozejrzała się dookoła, ciesząc jak dziecko świątecznymi dekoracjami lubelskiej galerii handlowej, którą wraz z Eulalią odwiedziły, wcielając się w rolę mikołajowych elfów. Eulalia chciała kupić jakiś ładny prezent dla Marty i jak dawniej, gdy jej wnuczka była jeszcze małą dziewczynką, włożyć go pod poduszkę śpiącej królewny, jaką Marta niezmiennie była dla Eulalii. Bogusia szukała drobiazgu dla Nataszy, którą zaprosiła na niedzielny obiad. 
- Ja natomiast już dawno doszłam do wniosku, że zupełnie do takich miejsc nie pasuję. Gwar i pośpiech. Mam to na co dzień wyglądając przez okno. Co ci się tutaj podoba? 
- Luksus - odpowiedziała Bogusia, unosząc filiżankę z kawą, którą zamówiły, i uśmiechając się z rozmarzeniem. 
- Do tego luksusu to jeszcze trzeba mieć emeryturę bynajmniej nie z ZUSu - zauważyła zgryźliwie Eulalia. 
- Lala, sama obecność w tym miejscu sprawia, że czuję się wyjątkowo. Gdybym miała tak trzydzieści lat mniej... - westchnęła Bogusia. 
Eulalia nie odpowiedziała, zajęta obserwowaniem życia toczącego się wokół niej. Współczesny pęd nie ustawał nawet w centrach handlowych. Ludzie wiecznie się dokądś spieszyli, nie umiejąc już celebrować chwili. Ich świat przeminął, a ten, który nastał, nie był przyjazny ludziom, którzy nie chcieli przyjąć narzuconych reguł i nie dotrzymywali mu kroku. 
Jej wzrok przyciągnęła rodzina zajmująca stolik nieopodal. Dość młodzi rodzice, mniej więcej w wieku, do jakiego chciała się cofnąć Bogusia, i dwójka dzieci - chłopiec około jedenastoletni i dziewczynka, na pierwszy rzut oka sześcio lub siedmioletnia. Przed rodzicami, na stoliku, stały podobnie jak przed Bogusią i Eulalią, dwie kawy, dzieci natomiast, prawdopodobnie skuszone unoszącym się w powietrzu zapachem, trzymały między sobą duże opakowanie popcornu, zakupionego najwidoczniej w Cinema City. Być może czekali na seans i przy kawie umilali sobie czas, lub po prostu potrzebowali dawki kofeiny, aby przetrwać dzień. Jedno co Eulalia mogła stwierdzić to fakt, że z pewnością nie chcieli spędzić tego czasu razem, bo to wspólne przebywanie zupełnie im nie wychodziło. Każde z rodziców zajęte było przesuwaniem palca po ekranie swojego smartfona, przy czym wpatrzeni byli w te wyświetlacze z taką uwagą, jakby od tego zależały losy świata. Dzieci zajęły się sobą, większość swojej energii poświęcając na regularne sięganie po popcorn.
Eulalia pomyślała z żalem, że coraz więcej współczesnych rodzin nie potrafi ze sobą przebywać, marnując cenny czas bliskości na pieszczotę klawiatury komputerów i laptopów, oraz ekranów tabletów i smartfonów, jak ta rodzina, którą obserwowała. Ludzie przestali doceniać prawdziwą wartość rodziny, pracując ponad siły, a w wolnym czasie oczekując świętego spokoju. Obserwowani przez Eulalię rodzice, którzy zdecydowali się spędzić to sobotnie popołudnie razem ze sobą i z dziećmi, zupełnie się wzajemnie ignorowali. Swoich dzieci też nie dostrzegali i żadne z nich nie zauważyło, jak pudełko z popcornem wysuwa się z rąk dziewczynki, a białe kulki rozsypują się po ziemi, ścieląc się na niej jak biały dywan z wypukłymi supełkami. 
Dzieci zamarły, Eulalia też, a Bogusia, zaintrygowana nieruchomym spojrzeniem przyjaciółki odwróciła się i również zapatrzyła na scenę, która zupełnie odebrała jej mowę. Dwójka dzieci pracowicie zaczęła wrzucać rozrzucony po podłodze popcorn do pudełka, z którego wypadł, na kolanach sięgając po każdą kulkę, znajdującą się w zasięgu ich wzroku. Smartfonowa mama na chwilę uniosła mglisty wzrok, spojrzała na dzieci i - zupełnie nie zdziwiona tym, co robią, wróciła do zabawy przesuwania obrazków na swojej komórce.
- Ty popatrz, Lala, jakie grzeczne dzieci. Sprzątają po sobie. - Bogusia posłała dzieciom coś w rodzaju uśmiechu, którego i tak nie zauważyły. 
- Obawiam się, moja droga, że one raczej robią zapasy... - głos Eulalii był cichy, jakby sama nie mogła uwierzyć w to co mówi. 
- Chyba nie sądzisz, że one będą to jadły?! - Bogusia posłała przyjaciółce niedowierzające spojrzenie. 
- Sama zobacz...
Zadowolona dwójka, zebrawszy całą rozsypaną zawartość, rozsiadła się wygodnie, i dyndając nogami zwisającymi z krzeseł, wróciła do przerwanego zajęcia delektowanie się popcornem z dodatkami, które zupełnie im nie przeszkadzały. 
Bogusia dopiła swoją kawę, zajrzała w filiżankę Eulalii, i z ulgą stwierdzając, że jest pusta, wstała od stolika. 
- Chodź Lala, bo tu się jakoś niesmacznie zrobiło. Popatrzymy sobie na choinkę, a przy okazji zajrzymy do tego butiku po lewej. Myślę, że eleganckie rajstopy to dobry prezent dla każdej kobiety, jak sądzisz? 
- Dla Nataszy to będzie idealny prezent - odpowiedziała Eulalia, myśląc ze smutkiem o dzieciach, których rodzicom było wszystko jedno, w jaki sposób się sobą zajmą, byleby nie przeszkadzały... cdn...
Monika A. Oleksa 

Fot. Marcin Piotr Oleksa 

Scenę z popcornem i smartfonowymi rodzicami widziałam na własne oczy, i poruszyła mnie tak bardzo, że jako "złodziejka słów i obrazów" i baczna obserwatorka toczącego się wokół mnie życia, nie mogłam tego zignorować... 

Komentarze

  1. Kochane Eulalie :) wprowadzają taki cudny przedświąteczny nastrój. Stęskniłam się za nimi - teraz dopiero widzę jak bardzo

    OdpowiedzUsuń
  2. hurra !!!!! Eulalie wróciły. Myślę ze będą już w każdy czwartek :-).
    Wkraczamy w przedświąteczny nastrój.
    Szkoda mi tych dzieciaków " Smartfonowi rodzice"

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Podaj dalej

A w tle kwitną jabłonie...

Literacka Kanapa z Gwiazdą: Paweł Rosak