Zamyślenie

Fot. Monika A. Oleksa 


Lubię przyglądać się miastu otulonemu jesienno-zimową szarością. Lubię tę miękką mgłę, będącą jak kurtyna, za którą jest tajemnica. Wchodzę w nią wiedząc, że i tak nie odkryję wszystkiego co w sobie chowa, strzegąc zazdrośnie. Ale i tak dotykam jej wszystkimi zmysłami, czując jej wilgoć na twarzy i rześki chłód, który nie ziębi. Zapadający wcześnie, grudniowy zmrok nie przeszkadza mi. Lubię wpatrywać się we wplecione w niego światła mojego miasta, migoczące do mnie tak, jakby chciały mi coś powiedzieć. 
Grudniowe wieczory skłaniają do zamyślenia. Nad codziennością, która upływa swoim własnym rytmem, każdemu odmierzając czas sprawiedliwie, nikomu nie dodając ani nie ujmując, dzieląc dobę na dwadzieścia cztery godziny, które człowiek wykorzystuje lub marnotrawi. 
Rozpędzony świat rzadko się zamyśla. Zamyślenie jest niewygodne. W zamyśleniu człowiek zadaje sobie pytania i zaczyna analizować swoje życie i drogę, którą zmierza. Pędząc przez codzienność nie mamy na to czasu, a gdy go dostajemy, zabijamy czynnościami, które odbierają naszą uwagę. Dzień podobny do dnia daje nam złudne poczucie ustabilizowanej rzeczywistości, w której bardzo często gubimy siebie, a po pewnym czasie w ogóle przestajemy dostrzegać to, co ważne, zajmując się sprawami mniej lub bardziej pilnymi, i skupiając na dopięciu wszystkiego przed północą. 
W tym nieustannym pędzie zatrzymuje nas grudzień. Przez chwilę potrafi sprawić, że spowalniamy, a nasze myśli mają wtedy szansę, aby nas dogonić i skłonić do zamyślenia.

Mój sobotni spacer po Łazienkach sprzyjał zamyśleniu...

Grudniowe zamyślenie ma w sobie oczekiwanie, ale jednocześnie dotyka wspomnień o tych, którzy z jakiś powodów odeszli z naszego życia. W to zamyślenie wplata się pytanie o sens istnienia i o to, czy dni, którymi wypełniam życie, nie mijają bezszelestnie, nic po sobie nie zostawiając. Jakiś ślad, który wpisze się w pamięć moją lub tych, których życie postawi na mojej drodze; mgnienie zatrzymanej chwili, będącej jak szczypta przyprawy, ubogacającej mdły smak bezbarwności. 
Świadomość marnotrawionych dni zawsze mnie przygnębia. Mając świadomość, że czas nieubłaganie posuwa się do przodu, wiem, że żadna godzina nie powróci i nic nie zdarzy się powtórnie. W podobieństwie dni możemy mieć złudzenie, że wszystkie są takie same, a odróżnia je tylko dzień tygodnia, ale tak naprawdę to każdy z nich jest inny i każdy na swój sposób wyjątkowy. I żaden z nich nie jest w stanie się powtórzyć, bo dla każdego z osobna zostały oddzielnie policzone. Ten, który minie, nie narodzi się na nowo, i choć przyjdzie inny, niemal bliźniaczy, poczucie straty pozostanie. Wiedzą to ci, którzy budząc się pewnego dnia i patrząc w lustro, zadają sobie pytanie: Co się stało z minionymi latami? Kim jestem ten ja, po drugiej stronie, i dlaczego jest we mnie rozgoryczenie i żal za bezpowrotną utratą, choć tyle jeszcze było przede mną? 

Żaden dzień nie jest bliźniaczym odbiciem kolejnego... 

Każdy dzień ma w sobie wyjątkową wartość, i nie można myśleć o tym, że ten jest byle jaki, bo jest - na przykład, poniedziałkiem, ale za to ten, co nadejdzie, będzie dużo lepszy. Każdy z nich trzeba cenić, bo nikt z nas nie ma zagwarantowanej polisy na ich dokładną liczbę, a życie potrafi zaskakiwać, odbierając zarówno to, czego nie doceniamy, jak i to, co cenimy najbardziej. 
Myślę o tym, przemierzając ulice mojego miasta w grudniowej szarości. Myślę o dniach, które mi przeciekły i o tych, które zatrzymałam pamięcią. Myślę o szansach wykorzystanych i przegapionych i wiem, że wszystko czego doświadczyłam, dokądś mnie doprowadziło, ale wiele z przykrych doświadczeń mogłam uniknąć, gdybym uważniej wsłuchała się w ciszę i w serce, które zagłuszałam lub oszukiwałam, dając się zwieść temu, co podszeptywał świat. Uświadomiłam sobie również, że potrzebujemy tych listopadów i grudniów w naszym życiu po to, aby dać się poprowadzić ich szarości w zamyślenie, potrzebne w tej końcówce roku na wyciągnięcie wniosków i zmianę kierunku dryfowania po oceanie życia, jeśli nasz okręt zboczył z kursu i stracił z oczu port, z którego wypłynął. 
Monika A. Oleksa 

Nigdy nie jest za późno na zmianę i docenienie życia, jakiekolwiek by ono nie było...

         

Komentarze

  1. Czas, przedświąteczny , to taki zcas pełen przemyśleń, chyba ,ze Ktoś wpadnie w wir biegania po sklepach....Pieknie napisany tekst.Płen zamyśleń:) I do myslenia:)
    Zyczę Ci Dobrych Świąt...Pełnych miłości bliskich:)
    Smacznego karpia:) kapuchy z grochem i innych pyszności:)
    Niech to będzie szczególny czas dla Wszystkich

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie wiem co napisać, pięknie Moniś - dziękuję za to grudniowe zamyślenie...

    OdpowiedzUsuń
  3. Dziękuję za tę chwilę zatrzymania i refleksji:) Pozdrawiam przedświątecznie:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Radosnych i spokojnych Swiat Bozego Narodzenia dla Ciebie i Twoich najblizszych. Wszystkiego dobrego.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Podaj dalej

A w tle kwitną jabłonie...

Literacka Kanapa z Gwiazdą: Paweł Rosak