wtorek, 15 grudnia 2015

Kasztanowy Zaułek - Spotkanie Autorskie w Lublinie

Fot. Marcin Piotr Oleksa 

Jest takie miejsce na Starym Mieście w Lublinie, gdzie można przysiąść i zanurzyć się w kojącej ciszy, wdychając zapach książek i pozamykanych w nich słów, oraz zagrzać się w cieple uśmiechu kobiet, które właśnie tam - na Starym Mieście, stworzyły zaułek, w jakim wielu lublinian lubi się zatrzymywać ze względu na niepowtarzalną atmosferę tutaj panującą. Biblioteka na Starym Mieście, Filia nr 21, pod opiekuńczymi skrzydłami pani Anny Rafalskiej i dwóch uroczych Agnieszek, przyciąga nie tylko powagą starej kamienicy i tajemniczością po drugiej stronie drzwi, ale przede wszystkim ciepłem, ogromną sympatią dla czytelnika, którego zawsze traktuje się tu jak gościa, oraz uśmiechem, który rozświetla nawet najbardziej pochmurny i mroczny dzień. 

Królestwo pani Ani Rafalskiej 
Moje Eulalie jak zawsze w wyśmienitych humorach:) 
Gospodyni spotkania, Anna Rafalska 
...i niepowtarzalny klimat Biblioteki na Starym Mieście

7 października 2015 roku właśnie tutaj, w Filii nr 21 na lubelskim Starym Mieście, odbyło się moje spotkanie autorskie, na którym obie z panią Anią zatrzymałyśmy Czytelników i Słuchaczy przy słowie. Tym słowem rozgrzałyśmy jesienne popołudnie i otuliłyśmy jak zwiewnym szalem. Tym słowem również obdarowałyśmy, mając świadomość, że "dobre słowo ma moc przemiany życia". Każde swoje spotkanie z Czytelnikami zaczynam z nadzieją, że słowa, które w czasie tych wspólnych chwil skieruję do każdego z nich z osobna, zostawią jakiś ślad po sobie. I choć zdaję sobie sprawę z tego, że prawdopodobnie nie będą one miały w sobie takiej mocy, aby przemienić czyjeś życie, ale być może pozostawią choć cień radości, która będzie w stanie rozjaśnić mroki codzienności, odsunie zwątpienie i pozwoli spojrzeć na swoje życie inaczej, łagodniej, bez tej surowości, jaką często nosimy w sobie. Bo słowa naprawdę mają moc, a ja w to mocno wierzę. 

Fot. Marcin Piotr Oleksa  
To spotkanie od samego początku miało klimat...
... a poprowadzona rozmowa była dla mnie jak odkrywanie siebie na nowo
Przytulność... 
I zasłuchanie...

Październikowe spotkanie na Starym Mieście było takim jesiennym przystankiem, przenoszącym z prozy życia w zupełnie inny świat - wyciszony, liryczny, subtelny i łagodny. Świat bez pośpiechu i bez nerwowości; bez pretensji i bez polityki. Życzliwy każdemu, kto się w nim zatrzyma. 
Pani Anna Rafalska, w rozmowie, którą poprowadziła, pomogła mi przenieść Czytelników w inną rzeczywistość, do kasztanowego zaułka, w którym Jesień poukrywała swoje dary i ozdobiła niepowtarzalnymi kolorami. Wszyscy ją poczuliśmy nie tylko dzięki słowom, ale przede wszystkim dzięki przepięknym dekoracjom z jesiennego parku i ogrodu, o którą zatroszczyła się pani Ania i jej Agnieszki. 

Kompozycja pani Anny Rafalskiej 
Pierwsze słowa są zawsze najtrudniejsze - jak nimi zaczarować? 
Jak zachęcić do zasłuchania i podążenia za Autorem? 
Fragmenty książek pomagają...


Dlaczego lubię kasztany? Dlaczego to właśnie jesień stała się moją ulubioną porą roku? Dlaczego Piotr szukał tego jednego, jedynego kasztana, który to właśnie Marta znalazła? Dlaczego słowo "miłość" pojawia się w moich książkach najczęściej i jak próbuję je odczarować, przekonując czytelnika, że to uczucie nie ma nic wspólnego ze współczesnymi bajkami o Kopciuszku? Na te i inne pytania próbowałam odpowiedzieć, podążając za panią Anią, której pytania były niczym nić Ariadny - idąc za nimi i szukając odpowiedzi, odkrywałam nie tylko tajniki mojego pisania, ale i samą siebie, wchodząc coraz głębiej, dotykając skrajnych emocji i analizując. 

Słoneczniki to jedne z moich ulubionych kwiatów:)

Indywidualne rozmowy po spotkaniu cenię ogromnie! 


W ciągu tego całego wieczoru towarzyszyło nam słowo ukryte nie tylko w wypowiedziach i przytaczanych fragmentach, ale i w tym, czym cudowni Czytelnicy przybyli na to spotkanie, mnie obdarowali. Tymi słowami wzajemnie się podzieliliśmy. W każdym znalazło się jakieś dobre przesłanie, które zamknięte w przyjmującym je człowieku, rozświetliło jesienną ponurość, dodało energii i naprawdę rozgrzało, podobnie jak uśmiech gospodyni, Anny Rafalskiej i serdeczność obu Agnieszek. Do tej niezwykłej atmosfery dołożyli się też Słuchacze, których obecność, wilgotne spojrzenia, uśmiechy, uściski i słowa spowodowały, że wyniosłam w sobie tyle ludzkiego dobra i ciepła, że karmię się nim do dziś. 

Ten czas wspominam bardzo miło.
Dobrze było powrócić do października...
Na spotkaniu nie zabrakło Przyjaciół... Ewuniu i Zbyszku, dobrze, że jesteście!

Jest takie miejsce na Starym Mieście w Lublinie, gdzie warto zabłądzić, wędrując wąskimi uliczkami prawie siedemsetletniego już miasta. Przytulny zaułek, który 7 października zatrzymał tak wielu z nas przy kasztanach i słowie, które nabrało w tym miejscu prawdziwej mocy. Filia Stare Miasto MBP w Lublinie. Zupełnie inna czasoprzestrzeń, za możliwość pobycia w której pani Annie Rafalskiej najserdeczniej dziękuję, obiecując, że będę tam wracać z największą przyjemnością.
Monika A. Oleksa 

Najprzyjemniejsze momenty każdego spotkania:) 
Wpis moim magicznym piórem do księgi pamiatkowej
Imienne dedykacje...
Kasztanowy Zaułek:)

3 komentarze:

  1. Pani Moniko :) Marzę, by kiedyś zawitała Pani w nasze strony :) To, w jaki sposób Pani pisze jest niczym bajka. Wyobrażam sobie, że każde spotkanie mogłoby trwać w nieskończoność. Wspaniałych czytelników Pani życzę i pozdrawiam serdecznie :)
    Agnieszka (Recenzje Agi) :)

    P.S. A kasztany zawsze miały w sobie magię :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Magiczne miejsce, magiczni Gospodarze i magiczny Gość - nic więcej nie potrzeba :) Wieczór pewnie długo pozostanie w pamięci wszystkich uczestników.

    OdpowiedzUsuń
  3. Lubię czasem po spotkaniu w bibliotece, kiedy ostatni goście już się pożegnali, przysiąść na chwilę wśród rozgardiaszu porozstawianych krzeseł, dekoracji, obok niezabranych w emocjach przez Gościa kwiatów. Wyraźnie czuję klimat minionego wydarzenia, czytam sobie wpisy do naszej księgi pamiątkowej. Uwielbiam ten czas tylko dla mnie, poczucie satysfakcji i swego rodzaju szufladkowanie wspomnień, do których miło będzie wracać, delektować się nimi. Czasem, jak napisałam na początku, to wtedy, gdy Autor i bohaterowie jego powieści robią wrażenia niezapomniane! Tamtego wieczoru kasztany lśniły rudawym brązem skorupek, liście pyszniły się wachlarzem jesiennych barw. Sceneria w korelacji z treścią książki "Miłość w kasztanie zaklętą", choć nam udało się poruszyć tematykę wszystkich powieści Moniki Oleksa. Pytania i refleksje przyszły do mnie same, pod wpływem lektury i znajomości z Panią, Moniko. Wśród fal Bałtyku,jakże błękitnych, uśmiechnięta stanowiła Pani na zdjęciu doskonałą kompozycję plakatu - zaproszenia na spotkanie. Organizacyjnie, przyjemność współpracować ze świadomą siebie Autorką, ale jakoś tak pięknie, z delikatnością, którą znajdziemy na kartach powieści Moniki Oleksa. Wielowątkowe, budowane z głębokim przemyśleniem postaci, budzące czasem skrajne odczucia. Zaciekawia perspektywa kolejnej książki. Może spotkamy się kiedyś znowu na Starym Mieście? Może nad naszym morzem, które wzywa urokiem dzikich plaż? Obie tam bywamy przecież każdego lata. Spotykanie ciekawych ludzi, którzy mają coś do powiedzenia czyni mnie bogatszą. Jeśli to, co robię dla moich Czytelników wzbogaca ich o nowe doświadczenia, jestem szczęśliwa. Tak umiejętnie wplatała Pani podczas spotkania opowieści prywatnego życia, otaczających Panią najbliższych aniołów, może bez skrzydeł ale z wyrozumiałością, właściwą prawdziwie zakochanym w Pani. Czy to ich obecność stanowi tę skałę, na której powstają najtrwalsze nośniki wyobraźni? Wielka zatem szczęściara z Pani, Moniko. Imponderabilia tamtego wieczoru ...

    OdpowiedzUsuń