środa, 6 stycznia 2016

Empatia - dar współodczuwania

Fot. Marcin Piotr Oleksa 

"Jeśli nie ma pokoju, dzieje się tak dlatego, że zapomnieliśmy, że należymy do siebie nawzajem." Matka Teresa 

Empatia, czyli zwiększona wrażliwość na ludzi, zwierzęta i to, co nas otacza. Współodczuwanie drugiego człowieka, którego sprawy stają mi się bliskie właśnie poprzez tę wrażliwość i otworzenie na kogoś, kto czuje i przeżywa podobne emocje jak ja. Empatia, czyli spojrzenie na drugiego człowieka jego oczami. To przede wszystkim przystanięcie przy kimś, i w tym zapędzonym świecie poświęcenie swojego czasu i cząstki siebie komuś drugiemu, bez spektakularnych czynów, o których mówi cały świat, ale po cichu, czasami w zwykłym, bezsłownym trwaniu, życzliwym spojrzeniu, bezinteresownym uśmiechu. W tym odruchu ciepła, którym chcemy obdarować drugiego człowieka, komunikując mu: Współodczuwam Cię! Nie jesteś dla mnie obojętny! 
Empatia, przepięknie nazwana poezją duszy, potrafi poruszyć w nas tak delikatne struny, że czujemy więź współczucia z drugim człowiekiem; współczucia nie mającego jednak nic wspólnego z litością czy użalaniem się nad kimś. 
Empatia uczy nas miłości, a jej dar skłania do wykraczania poza własne, indywidualne "ja" i do przeżywania radości, jaka płynie z większej bliskości i zażyłości z życiem w każdej postaci, bo empatia to nie tylko nasz stosunek do drugiego człowieka, ale i odbieranie swoimi zmysłami świata zwierząt oraz przyrody, i potrzeba zrozumienia tego, co się w nim dzieje bez naszego udziału.  

Fot. Maria Sawicka

" Przyjaciel, który w chwili rozpaczy i zamętu potrafi trwać przy nas w ciszy, pozostawać z nami w godzinie żalu i żałoby, umie znieść niemoc, niemożność uleczenia i uzdrowienia oraz stawić czoło naszej bezradności, jest przyjacielem, który się troszczy prawdziwie." Henri J. M. Nouwen 

Zazwyczaj empatię definiuje się jako zdolność do podzielenia i rozumienia emocji i potrzeb innych, tak jakby były one naszymi własnymi odczuciami. Empatia to nic innego jak brak obojętności, ale również brak zgody na obojętność i powierzchowność. To także umiejętność doceniania ludzi za to, kim naprawdę są, a nie kim chcielibyśmy, aby byli. 
W ciekawej książce "Duchowa moc empatii", jej autorka, Cyndi Dale, przekonuje nas, jak bardzo współcześnie potrzebujemy empatii i jak ważna ona jest dla nas samych. Autorka zadaje czytelnikowi pytanie, czy wyobraża sobie jak wyglądałby świat bez współczucia, które jest najwyższym celem empatii i z przykrością zauważa, że wartości stanowiące podstawę empatii, takie jak właśnie współczucie, życzliwość i troska, stają się współcześnie coraz rzadsze. Te "czujące mięśnie", jak je nazywa Cyndi Dale, które wzmacniają nasze człowieczeństwo, zanikają i bolą, a świat trapi epidemia samotności, depresji i niepokoju. I pomimo tego, że budowanie więzi uczyniłoby nas zdrowszymi i szczęśliwszymi - gdybyśmy aktywnie wykorzystali swe zdolności empatii - nie robimy tego, i dlatego cierpimy. 



Empatia, współodczuwanie, brak obojętności na innych jest tym, czego obecnie świat potrzebuje najbardziej. Zasmucające jest to, że w zabieganym, skupionym wyłącznie na sobie i żądnym szybkiego sukcesu społeczeństwie, empatia jest w ogóle niedoceniona, a nawet więcej, wzgardzona. W XXI wieku można śmiało mówić o kryzysie współczucia. Ludzie przestali się nawzajem dostrzegać, a my sami staliśmy się pełni paradoksów - z jednej strony otaczamy się wirtualnymi znajomymi, pokazując im siebie od jak najlepszej strony i ujawniając tylko to, co chcemy ujawnić; a z drugiej w realnym świecie nie potrafimy nawiązać bliskich relacji z ludźmi, którzy nam przeszkadzają. Bo w tym prawdziwym świecie, stając twarzą w twarz z drugą osobą i podejmując z nią dialog, nie możemy zasłonić się ekranem komputera, tylko zostajemy obnażeni z masek. W tych "ludzkich" i bezpośrednich relacjach musimy dać coś z siebie, wykazać nasze zainteresowanie tym, z kim rozmawiamy i w jakimś stopniu zaangażować się w emocje, które odczuwa nasz rozmówca. Nie jest to proste w czasach, które wciąż nas uczą walki o siebie i sięgania wysoko, aby za wszelką cenę osiągnąć sukces i nie zostać przegranymi w czasach, w których empatia postrzegana jest jako słabość i naiwność, a świat oszalał w bezczuciu, skupiając się na tym, co jest "naj". 

Fot. Maria Sawicka

Skąd bierze się w nas świadomość tego, co czują, czego doznają lub najbardziej w danej chwili potrzebują inni? Skąd wiemy, że ktoś  zmaga się z trudnościami, chociaż nie wygląda na przygnębionego? Czy zdarzyło ci się, że wchodząc do jakiegoś domu, byłeś w stanie wyczuć, co niedawno zaszło między jego mieszkańcami? Czy zdarzyło ci się zamienić z kimś emocjami? W trakcie rozmowy nagle doświadczasz uczucia, że radość, z którą podszedłeś do tego człowieka nagle zamienia się w smutek, który on w sobie nosił, obciążający ciebie, a dający wytchnienie tej drugiej osobie. Niejednokrotnie doświadczamy uczucia "wyssania", osłabienia naszej energii, którą ktoś nam, nawet nieświadomie, odbiera. Cyndi Dale w swojej książce "Duchowa moc empatii" wyjaśnia, dlaczego tak się dzieje i opisuje różne rodzaje odczuwanej empatii, zachęcając do podjęcia trudu odnalezienia jej w sobie, bo przecież empatia łączy nas ze sobą, abyśmy mogli troszczyć się o siebie nawzajem, a kiedy obdarzamy kogoś współczuciem, wysyłamy mu czystą miłość, która skłania nas do bezinteresownego pomagania innym. 
Monika A. Oleksa  

Wszystkie przytoczone cytaty pochodzą z książki Cyndi Dale, "Duchowa moc empatii", za przeczytanie której dziękuję Wydawnictwu ILLUMINATIO. 


Fot. Maria Sawicka  





   

3 komentarze:

  1. Przeczytałam Twój wpis wczoraj wieczorem, ale musiałam go przemyśleć. Tyle cennych rzeczy tutaj zawarłaś. Empatia ma różne oblicza od wysysania energii do wspólnego marznięcia :) mimo sporej odległości. Ja doświadczyłam i jednej i drugiej i zdecydowanie wolę te druga wersję. Pięknie napisałaś o tych wirtualnych znajomościach. W dzisiejszym świecie naprawdę łatwo być duszą towarzystwa schowaną za ekranem, ale jak się potem taki ktoś odwróci, to za plecami pustka. Rodzina juz dawno znalazła sobie inne zajęcie niż oglądanie pleców bliskiej osoby, a przyjaciele ci realni też stracili cierpliwość. Jak ja się cieszę, że mam to szczęście większość moich blogowych znajomych znać osobiście :) A książkę z przyjemnością bym przeczytała.

    OdpowiedzUsuń
  2. Rozumiem, że dostałaś od wydawnictwa tę książkę i czułaś się zobowiązana do jej zareklamowania i żeby było jasne , nie jestem temu przeciwna, sama chętnie korzystam z takich poleceń, ale nie ze wszystkim się z autorką zgadzam. Skąd ona na przykład czerpie przekonanie, że to w XXI w mamy kryzys empatii, skoro dopiero całkiem niedawno pojawił się ten termin, a w związku z tym , nikt się tym wcześniej nie zajmował. Moim zdaniem, to współcześni nam i to mieszkańcy naszej strefy kulturowej, starają się rozwijać wrażliwość,która kiedyś, a im bardziej wstecz, tym była mniejsza. Zgadzam się oczywiście,że należy ją posiadać, ale chyba i dawniej i dziś posiadały ją tylko jednostki nieliczne, obdarzone większą niż inni wrażliwością.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja podejrzewam, że w XX wieku empatia została nazwana empatią i wzięto się za jej analizowanie. A istniała od zawsze. Z tezami książki można się spierać i łatwo je podważyć. Ale równie łatwo obronić. Wystarczy przywołać stosowne przykłady. Z moich lektur wynika, że ani kiedyś nie było z empatią za dobrze, ani nie jest dzisiaj. Choć wynika to z trochę innych przyczyn. A wnioski, jakie czyni obserwatorka, zależą po prostu od punktu, z którego dokonuje obserwacji. Zawsze jednak warto poznać kolejny punkt widzenia i w ten sposób poszerzyć własne horyzonty :)

    Pozdrawiam serdecznie, Moniko! Uściski ślę :)))

    OdpowiedzUsuń