Literackie Czwartki: Czwartkowe obiady odc. 42

Fot. Marcin Piotr Oleksa 

- Tak się cieszę, córcia, że wzięłaś sobie dzień wolnego i pomożesz mi w niańczeniu Kornelii. Szału już dostaję od tych jej zachcianek! Zaskakuje mnie codziennie nowymi pomysłami, które przychodzą jej do głowy w czasie jej bezsennych nocy. Łazi po domu i wybudza mnie, a potem śpi do południa. Zdrowie przez nią stracę, a do tego zupełnie oszaleję i będziesz mnie musiała w Abramowicach odwiedzać! - (Abramowice - lubelski odpowiednik podwarszawskich Tworek; przypis autora :)) - Bogusia siedziała przy stole, pozwalając, aby Natasza zajęła się przygotowaniem kawy , do której przyniosła świeże pączki z jednej z najlepszych w Lublinie cukierni "Skierka" na Wileńskiej.
- Mamo, przecież ty uwielbiasz jak w twoim życiu dużo się dzieje. Ciotka Kornelia przyjechała we właściwym momencie. Powinnaś być jej wdzięczna, bo dzięki jej pomysłom nie masz czasu popaść w pozimową depresję. 
- W depresję może i nie, ale w obłęd na pewno! 
Natasza uśmiechnęła się, stawiając przed matką filiżankę z kawą. 
- Przynajmniej ci się nie nudzi. 
- Pomieszkaj z nami tydzień, to zawrotu głowy dostaniesz i szybko zatęsknisz za spokojem. - Bogusia sięgnęła po smakowicie pachnącego pączka i zanurzyła w nim zęby, czując się jak łakome dziecko, które dostało wyczekiwaną nagrodę. - Mmm, przepyszne - wymamrotała. - Smak ten sam od lat. 
- Wychowywałam się z tymi pączkami, i powiem ci szczerze, mamo, że chylę czoła, bo nie zepsuli receptury i nikt im nie dorównuje, nawet te wypasione, nowe cukiernie. 
Bogusia pokiwała głową, oblizując palce i patrząc z wahaniem na paterę z wyłożonymi na niej delicjami, zastanawiając się, czy może pozwolić sobie na jeszcze jednego, świeżutkiego pączka. 
- Zrób może jeszcze jedną kawę dla ciotki. Lada chwila wróci ze spaceru, a im szybciej wybierzemy się w tę  jej kolejną, sentymentalną podróż, tym lepiej. 
- A gdzie ciotka właściwie poleciała tak wcześnie? - spytała z ciekawością Natasza, podnosząc się, aby wstawić wodę na kawę. 
- Szukać zwiastunów wiosny, a przy okazji zrobić zakupy na targu. Strasznie jej się spodobało na Wileńskiej, biega tam co drugi dzień. 
- Patrz, byłam tam dzisiaj, ale nigdzie Kornelii nie widziałam. - Natasza wyciągnęła z szafki filiżankę i wsypała do niej łyżeczkę kawy rozpuszczalnej. 
- Widocznie się minęłyście. O, o wilku mowa! - Bogusia poderwała się od stołu, słysząc przynaglający dzwonek domofonu. - Ciekawe, co takiego na dzisiaj wymyśliła... 


- Bogusza, tu jeszt po prosztu pięknie! - Kornelia rozglądała się dookoła w euforii, wprawiając tym Bogusię w lekką konsternację. - Dżękuję ci, że ty mnie tu przywiozłasz. 
Bogusia wzruszyła ramionami i spojrzała na Nataszę wymownie, z trudem powstrzymując się, aby nie postukać się palcem w czoło. 
- Tak prawdę mówiąc, to Natasza nas tu przywiozła na twoją prośbę. Chciałaś zobaczyć wszystkie cmentarze w Lublinie, więc masz. Ten jest najstarszy i rzeczywiście ładny. To jedno z najmilszych miejsc do spacerów w mieście. 
Ostatnie zdanie powiedziała ciszej, uciekając przed wzrokiem zdziwionej córki, która ze zmarszczonymi brwiami zaczęła się uważniej przyglądać matce. 
- Bogusza, ja to miejszcze już kocham! Ja własznie tu chcę spocząć po trudach życia. Pod tymi lipami, w gałęziach których mieszkają rozśpiewane ptaki. Ja chczę, aby po mojej mogile biegały wiewiórki, i żeby ktoś przystanął i pomyszlał o mnie przez chwilę. U wasz, w Polszcze, szanujecie groby zmarłych i dbacie o nie. W Amerycze wszyscy żyją szybko i wiecznie na nic nie mają czaszu... - Kornelia urwała, przystanąwszy przy jednym z grobów, wpatrzona w wyblakłe litery i świeże kwiaty w wazonie. 
Bogusia poczuła się odrobinę nieswojo, zaskoczona słowami Kornelii i całą tą wycieczką po cmentarzach. 
- A czy tobie coś, kuzynko, dolega, że kwatery dla siebie szukasz? - spytała z lekkim niepokojem w głosie. 
- Nosztalgia, moja droga. Nosztalgia i potrzeba powrotu do korzeni - odpowiedziała Kornelia, wzdychając. - A poża tym, jak spocznę tutaj, pod lipami, będę miała pewnoszć, że mi świeczkę na grobie zapalysz i "Wieczne odpoczywanie" ża mnie odmówisz. 
- Ja? - Bogusia odwróciła się tyłem do Kornelii, chcąc ukryć wzruszenie, które ją opanowało. - Przecież ty jesteś ode mnie o cztery lata młodsza - dokończyła, pociągając nosem. 
- Ale ty masz lepsze geny. Twoja mamusza dożyła dziewięćdziesięciu dwu lat, a moja zabrała się szybko na tej obczyźnie. 
- W dzisiejszych czasach dobre geny to nie wszystko, kochana. Jeszcze nie wiadomo, kto pierwszy komu będzie tę świeczkę zapalał. 
- Na litość Boską, czy wy możecie przestać się licytować, która pierwsza trafi do wieczności?! - wykrzyknęła Natasza, która dotąd przysłuchiwała się dziwnej rozmowie matki i ciotki z pobłażaniem, ale w obliczu podjętego tematu zaczęła odczuwać lekkie zaniepokojenie. 
- O! Nataszka będzie mi światełko zapalacz kiedy nasz obu żabraknie! - podsumowała żywą dyskusję Kornelia i ruszyła przed siebie, zapatrzona w te bardziej nowoczesne i te zupełnie zapomniane, kruszejące groby, czekające na renowację. 
Bogusia podążyła za kuzynką, a Natasza pokręciła tylko głową, zadając sobie w dychu pytanie, jak udało jej się wyrosnąć na w miarę normalnego człowieka w tej rodzinie, i czy za dwadzieścia lat też będzie prowadziła podobne rozmowy, wprawiając tym swoją córkę w lekkie zaniepokojenie i pozwalając jej traktować się z pobłażliwością, z jaką zazwyczaj traktuje się dzieci i osoby starsze. Rozmyślania Nataszy przerwał głos Kornelii, która z typową dla siebie bezpośredniością, zwróciła się do kuzynki: 
- Bogusza, a tak w ogóle to przy którym swoim mężu spoczniesz? O ile mnie pamięcz nie myli, miałaś ich dwóch, nieprawdaż? 
Bogusia przystanęła nagle, zaskoczona pytaniem, a idąca tuż za nią Natasza o mało nie wpadła na matkę, w ostatniej chwili ją wymijając. 
- Jesteś bardzo dokładna w obliczeniach - odpowiedziała kuzynce z lekkim sarkazmem w głosie. - Chciałam ci tylko przypomnieć, że mój pierwszy mąż i ojciec Nataszy, nadal żyje i ma się całkiem dobrze; mój drugi mąż pochowany jest w rodowym grobie jego rodziny, w którym nie ma dla mnie miejsca, a ja rozważam jeszcze Stanisława, mojego obecnego partnera... 
- ... którego nie miałam jeszcze okażji pożnać - wtrąciła Kornelia, niby mimochodem. 
- No, jakoś tak wyszło - odpowiedziała natychmiast Bogusia. 
- Kużynko, chciałabym, żebyś wiedziała, że zawsze możesz położyć się obok mnie. We dwie będzie nam rażniej, a i Nataszce będzie wygodniej ze światełkami przychodzić w jedno miejszcze. 
- Kornelia, ty mnie przestań wyprowadzać z równowagi! Ja się nigdzie, póki co, nie wybieram, a miejsce spoczynku sama sobie wybiorę!
- Ale nie można tego odkładacz na ostatnią chwilę, bo jak teraż o to sama nie zadbasz, potem nie będziesz, niesztety, miała na nicz wpływu. 
- No i bardzo dobrze! Mam mądrą córkę i wierzę, że moich prochów nie będzie trzymała nad kominkiem, ani nie rozsypie ich na wietrze. 
- Czy wy możecie skończyć tę rozmowę? Słabo mi się robi jak was słucham - jęknęła Natasza. 
- A bo pewnie porządnego śniadania nie zjadłasz - zauważyła Kornelia, uśmiechając się do kuzynki, która wyglądała jak wielka chmura gradowa. 
- Zapraszam wasz na obiad, tylko zawieź nasz, Nataszka, w jakiesz miłe miejszcze. Chodż, Bogusza, dokończymy tę konwerszaczję wieczorem. Trzeba w kończu usztalić szczegóły pochówku. 
Bogusia zazgrzytała zębami, starając się zignorować słowa kuzynki i rozbawiony uśmiech córki, która doszła do wniosku, że to wczesne popołudnie wcale nie było takie straszne jak początkowo zakładała, a duet Bogusia-Kornelia stanowi całkiem niezłą mieszankę, przy której nuda zupełnie nie groziła.  cdn... 
Monika A. Oleksa 

   
   

Komentarze

  1. Emerytki znowu w akcji :D. Czekam na więcej :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nabrałam ochoty na pączka (-: Cieszę się, że obiady wróciły (-: A jeszcze bardziej cieszę się z zapowiedzi "Nieba w kruszonce" na stronie wydawnictwa (-: Wprawdzie jeszcze bez konkretnej daty i okładki, ale jest (-: Pozdrawiam R.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Podaj dalej

A w tle kwitną jabłonie...

Literacka Kanapa z Gwiazdą: Paweł Rosak