piątek, 6 maja 2016

Jest maj, kwitną kasztany

Fot. Marcin Piotr Oleksa 

"Obyś cudze dzieci uczył!", takie słowa ktoś musiał wypowiedzieć nad moją kołyską ponad czterdzieści lat temu :) Jedna wróżka włożyła mi do ręki pióro, i odgarniając moje kruczoczarne (wówczas!) włosy, złożyła na moim czole delikatny pocałunek, dający mi przepustkę do świata marzeń i wyobraźni, który nie ma dla mnie granic, i po którym od tamtej pory poruszam się równie swobodnie (a może i swobodniej) niż po tym rzeczywistym. Druga, patrząc na mnie spod przymrużonych oczu, zza zasłony długich aksamitnych rzęs, pochyliła się i wyszeptała, łaskocząc mnie ciepłym oddechem: "Dostrzegaj piękno nawet tam, gdzie inni go nie widzą. Nigdy nie odtrącaj nikogo dlatego, że jest inny, i nie osądzaj, zanim nie zrozumiesz. Daję ci dar współodczuwania i wrażliwość, która nie pomaga, ale z którą sobie poradzisz, bo masz w sobie siłę.". 
Trzecia, po chwili namysłu, przyjrzawszy mi się dokładniej, wypowiedziała słowa, które głęboko zapadły w dziecięcą pamięć i zdeterminowały moją życiową drogę: "Będziesz w życiu robić to, co pokochasz, czerpiąc z tej pracy satysfakcję i radość. I pomimo tego, że nie będzie lekko, i wielokrotnie włożysz w tę pracę więcej niż otrzymasz, nigdy nie będziesz żałować podjętej decyzji." 
Trzy wróżki wyposażyły mnie na dalsze lata, obdarowując tym wszystkim, dzięki czemu moje życie wygląda właśnie tak, jak wygląda. Nie jest bajką, bo i ja nie jestem księżniczką, ale ma w sobie ogromną wartość, którą dostrzegam dzięki tym darom, być może złożonym przy łóżeczku (kołyski nie miałam). 

Fot. Marcin Piotr Oleksa 

Początek maja rokrocznie, od ponad dwudziestu już lat, stawia przede mną i moimi podopiecznymi nie lada wyzwanie - maturalne potyczki z językiem (angielskim) i nie tylko:). Czas żniwa, po całym roku naprawdę ciężkiej pracy, bo nie oszczędzamy się - ani ja siebie, ani tych, których powierzono mojej językowej opiece. Setki przerobionych przykładów, tysiące słówek, praca z tekstami, i najprzyjemniejsze ze wszystkiego - zajęcia konwersacyjne. Czas oddany sobie wzajemnie i dobrze wykorzystany; pojękiwania: "Dlaczego znowu tak dużo?"; nie odpuszczanie i nie uleganie: "Zróbmy dzisiaj luźniejszą lekcję", procentują, przynosząc połowę sukcesu. Druga połowa to umocnienie i przekazanie uczniowi pewności siebie. To zapewnienie, że bez względu na zdolności językowe, liczy się jego praca; to powtarzanie, że są efekty i wskazywanie konkretnych przykładów. To nieustanne zarażanie pasją i podpowiadanie, co jeszcze można zrobić, aby pojąć, zrozumieć, pokochać... I używać języka obcego nie tylko w czasie matury, ale na codzień, w dorosłym życiu, w które ci młodzi ludzie dopiero wkraczają. 

Fot. Marcin Piotr Oleksa

Czas matur to również i niepokój - czy stres i zmęczenie nie okażą się czynnikiem dominującym, albo czy zbytnia pewność siebie nie zgubi pośpiechem i brakiem uwagi. Języka nie da się zrozumieć i pojąć jak matematyki. Język wymaga inwestycji czasu i systematyczności. Żaden nauczyciel nie pomoże, jeśli nie poświęci się swojej uwagi na nużące powtarzanie słownictwa i dopóki nie rozwiąże się setek, z pozoru podobnych do siebie, przykładów i zadań, które są dobrym, sprawdzonym i jedynym sposobem na prawdziwy, i bynajmniej nie błyskawiczny, sukces. Dopiero wówczas, gdy się z taką właśnie pokorą podejdzie do języka obcego, dostanie się gwarancję, że żaden egzamin nie zaskoczy, i z każdego wyjdzie się zwycięsko. 


Kolejne pokolenie moich podopiecznych przystąpiło do swojego egzaminu dojrzałości. Większość moich tegorocznych maturzystów prowadziłam "za rękę" od prawie lub ponad dziesięciu lat. Z częścią spotkałam się dopiero w ubiegłym roku, gdy odnaleźli mnie z polecenia innych, poprzednich. Wszyscy są dla mnie jednakowo ważni, o każdym myślę z ogromną sympatią, każdego wspieram i w każdego wierzę. 
Wiem, że czas wspólnej pracy nie poszedł na marne, i że te "moje" dzieciaki, bo tak ich wszystkich traktuję, będą mogły powiedzieć to samo, co ja zapisałam w pamiętniku 9 maja 1991 roku: "Cudowne lata. Najpiękniejsze lata matury i młodości. Jest maj, kwitną kasztany. Chce się żyć!".
Monika A. Oleksa 

Fot. Marcin Piotr Oleksa 

6 komentarzy:

  1. Moja Ty magiczna Istoto... od urodzenia już miałaś to coś, co przyciągnęło aż trzy wróżki. Widzisz? Niektórzy juz od kołyski magię odpychają i potem są tacy nic nieczujący, a Ty masz nadmiar. I to wszystko w takiej niepozornej i delikatnej istocie musi się zmieścić. Dobrze, że masz przy sobie takie "zaplecze" które pomaga w niesieniu tego wszystkiego i dba o te sprawy bardziej przyziemne. Pan Bóg wie - co robi... Buziaki na ten trudny czas i nie zapominaj tez czasami zadbać o siebie - obiecujesz?????

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dbam, Gabrysiu, dbam:) Co prawda w wiecznym biegu ostatnio, ale ja chyba nie potrafię inaczej... Im więcej spraw do załatwienia, tym więcej energii, pozwalającej to wszystko pogodzić; nadmiar zaś wolnego sprawia, że robię się rozleniwiona i wszystko rozłazi się nie w tę stronę, w którą powinno. Moje wróżki jednak, podobnie jak Matka Chrzestna Kopciuszka, gdzieś tam czuwają i podszeptują, motywując do działania i mówiąc: Stop!, gdy sobie przestaję radzić.
      Stęskniła się za Tobą! Przytulam, również w biegu:)
      M.

      Usuń
  2. Ja już dawno zapisałam się do Ciebie na terapię:) To prawda: jest maj, kwitną kasztany. Wokół rozkwita życie... A Twoi podopieczni, mając takie wsparcie - na pewno wyjdą obronną ręką:) Powodzenia życzę wszystkim maturzystom!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pierwsze emocje już za nami, jest nieźle, ale oficjalne wyniki pod koniec czerwca. Teraz jeszcze egzaminy ustne... W tym wszystkim na pewno jednak znajdę czas, Olu, na kolejną "sesję" terapeutyczną :)
      Ściskam Cię mocno!
      M.

      Usuń
  3. Taki nauczyciel to skarb i zostaje w pamięci na całe życie (-: R.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiem Ci Reniu, z nieukrywaną dumą, że te "moje" dzieciaki pamiętają i pomimo upływu lat, dzwonią, wpadają na kawę, trzymają kciuki za moją pasję pisania i wciąż są obecni, pomimo tego, że większość z nich to już poważni dorośli ludzie. Część z nich porozjeżdżała się po świecie, posługując się angielskim równie biegle jak językiem ojczystym, część jest w innych miastach, ale pamiętają. A ja po każdym spotkaniu ukradkiem wycieram łzy...
      Ale przecież Ty znasz blaski i cienie tej pracy, prawda:)
      Ściskam mocno, z nadzieją, że wkrótce będę miała okazję w końcu zrobić to osobiście:)
      M.

      Usuń